netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

szansa na powrót?

9 odpowiedzi3 444 wyświetleniazałożony przez niewiem1104, 07.06.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » szansa na powrót?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 ]

1

Temat: szansa na powrót?

Witajcie,

Postanowiłam napisać, ponieważ sobie nie radzę z moją sytuacją. Może uzyskam jakąś ciekawą radę, a jednocześnie pisząc się oczyszczę?



Byłam z moim mężczyzną trzy lata, dwa lata mieszkaliśmy razem. 25.02 br wrócił do domu i oznajmił, że chce się rozstać, tak po prostu wyprowadza się. Powód?Jest mnie za dużo, intensywność związku i odpowiedzialność go przerosły. Teraz wiem, że mógł się tak czuć. Przez ostatni rok miałam bardzo ciężką sytuację w rodzinie - śmiertelna choroba bliskiej osoby. Przytłoczyłam go tym, bo sobie nie radziłam - chciałam ciągle o tym mówić, nie cieszyłam się, żyłam jak w marazmie.
Pierwsze emocje, szok, niedowierzanie. Naładawna jakąś energią i siłą spakowałam jego rzeczy. Następnego dnia to do mnie dotarło. Prosiłam o spotkanie, chciałam rozmawiać. Niechętnie ale się zgodził. Zapytałam się czy da nam jeszcze jakąś szansę. Ustaliliśmy, że spotkamy się po dwóch tygodniach, nie utrzymując przez ten czas konatktu. Jakoś się trzymałam, perspektywa spotkania i nadzieja dawały mi siłę. Spotkaliśmy się, zwykła rozmowa, bez poruszenia tematu rozstania, zapronoponował kolejne spotkanie. I tak to się jakoś toczyło. Coraz więcej spotkać, nie tylko przyjacielskich. Coraz więcej zbliżeń. Nie inicjowałam tych spotkań, godziłam się jak odzywał się co dwa trzy, dni. Przez ten czas przeżywałam autentyczny koszmar, schudłam 7 kilo, nie spałam, nie jadłam, cały czas płakałam. Podczas spotkań, oczywiście wielka twardzielka z dystansem, to on pierwszy się przytulał, trzymał za rękę itd. Później wynajął mieszkanie z kolegą. Kolejny cios - nie chce ze mną mieszkać ale i nadzieja, bo może zaproponuje, żebym się doprowadziła. I tak kolejny miesiąc. Jego sms, moja euforia, spotkanie, ulga, spokój, później nie odzywał się jeden, dwa dni- moja histeria, panika, później sms i koło się zamykało. W maju nie wytrzymałam. Powiedziałam, że już dłużej tak nie mogę, nie umiem być zabawką za zawołanie, nie może jeść ciasteczka i mieć ciasteczka, nie może mieć związku bez związku. Oczywiście mówiłam to spokojnie, delikatnie, komunikaty typu "ja się czuję..." a nie "Ty robisz tak czy tak". Nie oczekiwałam deklaracji, chciałam wiedzieć jak wygląda sytuacja i co on planuje. Czekałam tak długo bo bałam się go przytłoczyć, stawiać pod murem. Podczas rozmowy ustaliliśmy, że próbujemy, że on nie rozumie mojej i ludzkiej potrzeby określania wszystkiego, nie wie, że ja mogę się tak czuć. Nie umie mi powiedzieć, że to koniec, ale
też
boi się, że wrócimy do punktu wyjścia, boi się znowu tej intensywności. Bo on uwielbia te spotkania i boi się, że ja będę chciała coraz więcej. Zapewniłam, że tak nie jest. Ja nie muszę mieć go cały czas, tylko muszę wiedzieć, że nie bawimy się sobą. Zaczeliśmy ustalać nowe zasady. Zapytałam się co z mieszkaniem. Czy widzi możliwość zamieszkania razem. Tak - porozmawiamy o tym w lipcu. Tak naprawdę niewiele się zmieniło. Owszem częściej dzwonił, spotykaliśmy się już prawie codziennie, więcej smsów, maili. Zwykłych, bez jakichkolwiek wyznań. Mi ciągle czegoś brakowało, tak naprawdę nikt nie wiedział, że się spotykamy, bałam się, że jestem otwartą furtką, ale nie mówiłam o swoich obawach. Płakałam jak byłam sama. Przy nim radosna, szczęśliwa, bez wyrzutów, potrzeby deklaracji itd. Zmieniłam fryzurę, nie mówiąc mu o tym, zaczęłam chodzić na rower, na siłownię. Kilka spotkań odmówiłam, żeby nie miał mnie w garsći, mówiąc, że jestem umówiona. Nieprawda, leżałam w domu płakałam i tęskniłam za tym jak było dawniej. Obiecałam sobie, że prztrwam, nie będę naciskać. Czym jest kilka miesięcy niepewności(może w pewnym sensie też mojej urojonej) w obliczu całej przyszłości?I tak trwałam, niby-twradzielka, ciągle z paniką, że to może być koniec. Prosił nawet, żebym to ja się odzywała, bo ciągle tylko on pisze, on dzwoni. Tak zrobiłam, zadzwoniłam, chwilkę pogadaliśmy. Coraz więcej nadziei na to, że wszystko wróci do normy. Podczas spotkań był taki cudowny, jedzonko, herbatka, film który lubię, przytulanie, pytał się czy czuję się bezpieczna. Wszystko idelanie. Przedwczoraj ja zaproponowałam spotkanie (chciałam sprawdzić, czy to nie jest tak, że nia ma miejsca na moje potrzeby), wszystko super. Następnego dnia wysłał mi maila z piosenką, później się nie odzywał. Wczoraj napisał mi "wybacz, że się nie odzywam, ale potrzebuję teraz trochę czasu". Napisałam rozumiem. Chociaż wcale nie rozumiem.

I chyba najważniejsze jak ja się czuję...tragicznie, nigdy tak się nie czułam, nawet nie umiem tego opisać. Byłam u psychologa, powiedziała, że mam depresję i muszę szybko coś z tym zrobić.

Nie sądziłam, że człowiek może tak cieprpieć. Nie skłamię mówiąc, że nia ma minuty, żebym o nim nie myślała. Autentycznie nie spodziewałam się po sobie takiej reakcji, nie wiem co się ze mną dzieje. To nie jest płacz, to jest rozpacz, coś mnie rozrywa od środka. To są takie uczucia, których nie da się kontrolować. Boję się tego co się dzieje, panicznie boję się przyszłości. Widzę czarną otchłań, jakby wszystko straciło sens. Myśl, że już nigdy więcej go nie zobaczę, nie przytulę, nie porozmawiam z nim, napawa mnie taką paniką, że nie mogę złapać oddechu, na jakiś czas tracę świadomość.
Nie umiem zaakceptować faktu, że on zniknie, tak po prostu. Był i nie ma...przecież on był ze mną, ja byłam z nim!
Tak samo myśl, że mogłabym spotykać się z kimś innym. Patrzę na różnych mężczyzn, ale nikt nie jest nim. To była moja miłość, byłam taka szczęśliwa, miałam wszystko. Teraz nie mam nic.  Nie wiem jak sobie pomóc, nie mam z kim o tym porozmawiać. Moja mama mnie nie rozumie, bardzo się kłócimy, to też mnie boli. Przecież jestem taka młoda, całe życie przede mną. No właśnie tyle przede mną, ale bez niego. On jest moją przeszłością i miał być moją przyszłością. Nie wiem co robić. Przecież czas leczy rany, ale czy ten czas nie musi być przepracowany, czy rana nie musi być zdezynfekowana?

Wiem, że wszyscy ze złamanym sercem przechodzą to samo, to się rządzi swoimi prawami, pewne etapy są schematyczne, ale ja...ja przeżywam to za bardzo. Nie tylko psychicznie ale i fizycznie.
Czytam tyle porad jak sobie poradzić, nic nie pomaga. I ja nie chcę natychmiastowego rozwiązania, będę tęsknić, będę cierpieć, ale ja straciłam sens życia. Nic mnie nie cieszy, bo nie ma jego, co to za szczęście, którgo nie można dzielić?A dzieliłam je zawsze z nim. Przyszłość mnie przeraża, absurdem jest dla mnie przyszłość bez niego, jakby to się nie mogło stać (zaprzeczenie?). W dodatku tyle wspomnień, mi się naprawdę wszystko kojarzy!Wszystko, nie wiem jak sobie z tym pomóc. Śpię około godziny dziennie, nie jem, bo wymiotuję. To jest dramat. Jestem zła na siebie, nigdy nie chciałam stać się taką osobą. Nie rozumiem co się ze mną dzieje. Nie wiem jak sobie pomóc. Wychodzenie ze znajomymi?Nie mam ich, każdy ma swoje życie, nikt nie ma dla mnie dużo czasu. A poza tym wychdzę gzdzieś i opd razu myślę o tym, że chciałabym, żeby tu był, że chciałabym mu o tym miejscu/spotkaniu opowiedzieć. Cokolwieik robię, płaczę bo z nim o tym nie porozmawiam. Wkacje bez niego, święta, urodziny?Nie dam rady....

W pracy wszyscy mają mnie dość a ja ich. To irracjonalne ale ja jestem zła na to, że wszyscy żyją jakby nic się nie stało i wymagają ode mnie powrotu do normalności. Przecież o kimś takim nie da się zapomnieć, był taką ważną osobą, tak się cieszyłam, że go mam, przy nim wszystko było łatwiejsze. Problemy?Nie ważne, ważne, że mam jego, że mam to co w życiu jest najważniejsze. Przez trzy lata nigdy nie myślałam, o tym, żeby go zostawić, nigdy nie myślałam o kimś innym. A mężczyźn w okół było wiele. Jak on może stać się moją przeszłością?Kimś kto był, a kogo nie ma?

Wiem, że popełniłam błąd uzależniając się emocjonalnie od niego. Ale to już się stało, co zrobić, żeby to odkręcić?


No i przede szystkim co zrobić, żeby to naprawić?Boję się spotkania (o ile do takowego dojdzie) boję się, że te przemyślenia wyjdą na moją niekorzyść, że on teraz dojdzie do wniosku, że nic z tego. A z drugiej strony, może to dobry sposób?dać sobie czas, przemyśleć to osobno?Na pewno się do niego nie odezwę, chyba, że jego milczenie będzie trwało miesiąc. na pewno nie napiszę, może zatęskni, zrozumie?Tak to podobno działa. A jeśli się odezwie czy odpisać, odebrać? Nie wiem, co robić, jestem tak zagubiona. Tęsknota, samotność i lęk przed przyszłością. Wszystko w jednym. Nie umiem się zająć sobą, nie mam na nic siły. Nie funkcjonuję już, tak się nie da żyć. Próbuję wszystkiego, ale nic nie pomaga...

Będę wdzięczna za jakąś odpowiedź.

2

Odp: szansa na powrót?

Wyglada to na uzaleznienie - ten facet jest dla ciebie narkotykiem. Poczytaj watek o kobietach ktore kochaja za bardzo.
Musisz zaczac pracowac nad soba. Twoje szczescie nie powinno zalezec od zachwania twojego faceta. Masz teraz straszna dziure w duszy i wydaje ci sie ze tylko on moze ja zapelnic i ze bez niego nigdy nie bedziesz szczesliwa.
To jest twoja prawda obiektywna a nie uniwersalna.
Mozliwe ze musisz przejsc przez jakis czas na leczenie farmakologiczne ale potem to juz terapia i ciezka praca nad soba.

Napisz o swoim dziecinstwie. Jaki byl zwiazek rodzicow - jak sie odnosili do ciebie?

3

Odp: szansa na powrót?

Myślałam nad tym, przeczytałam książkę, różne artykuły. Pracować nad sobą tylko jak?Co powinnam zrobić?Jak zmienić swoje myśli i uczucia?Jak pozbyć się tej tęsknoty, lęku, rozpaczy?

Wiem, że to co się ze mną dzieje, nie jest normalne, powtarzam sobie to za każdym razem, ale czuję coś innego, coś tak strasznego, tak boję się przyszłości bez niego. Straciłam coś tak wspaniałego i nie mogę się z tym pogodzić. Nasze rozstanie podzieliło moje życie na PRZED i PO. Nie wiem co mam robić. Wariuję na myśl, że to już koniec. Chwilową ulgę przynosi mi nadzieja, że on potrzebuje czasu, ale z drugiej strony nie chcę robić sobie nadziei.

Jeśli chodzi o relacje w domu wszystko w porządku, bardzo kocham moich rodziców oni mnie, pomagają mi teraz, ale też już są źli za moje zachowania.

chcę się poczuć lepiej, chcę się wyluzować, ale nie umiem, po prostu nie umiem.

Nie wiem jak mam o niego zawalczyć. Najgorsze, że nigdy taka nie byłam. Miał dużo przestrzeni, wolności, choroba bliskiej mi osoby (a miesiąc temu śmierć) bardzo mnie zmieniła. Za dużo na mnie spadło.

4

Odp: szansa na powrót?

Moi Drodzy,

Ja sobie nie radzę. Tak bardzo tęsknie, to jest taka tęsknota, której nie mogę opisać, tylko on by mi pomógł. Tak mi się wydaje. Przed sobą widzę nicość, moja przyszłość mnie przeraża. Nie widzę jej, jeśli jego nie ma. Cholernie cierpię. Nie wiem co się ze mną dzieje, jak sobie pomóc z tymi myślami? Chyba tak już bedzie zawsze. Jak sobie poradzić z takimi napadami paniki?

Czy to kiedyś minie?Jeśli tak, to co zrobić?

Ulgę przynosi jedynie myśl o spotkaniu go, o tym, że porozmawiamy, ta cholerna nadzieja, wyobrażanie sobie różnych scenariuszy, jak się tego pozbyć?


Tak się cieszę, że mogę tu napisać i może ktoś to czyta....

5

Odp: szansa na powrót?

niewiem1104 Czytam Cię smile

Powiem Ci,że trudno jest doradzać w tak trudnych
i delikatnych sprawach,aby nie nakierować zle.
Współczuję Ci,tego co przeżyłaś w związku z
odejściem bliskiej osoby  do "Domu Ojca"
Ja do dziś nie mogę się pogodzić z odejściem Mamy.
Ale z drugiej strony tłumaczę sobie tym,że tyle się
wycierpiała , była pomocna... kochana , ale teraz ma
spokój i już nie cierpi  powodu choroby...

Nie wiem czy dobrze poradzę,ale  jeśli masz coś
takiego co potrafisz robić po za pracą - pasje...
Skup się na tym,naprawdę pomaga. Pomaleńku
dojdziesz do siebie  i wewnętrznego spokoju.
Czego bardzo Ci życzę. Trzymaj się cieplutko.
Jestem z Tobą. smile

6

Odp: szansa na powrót?

Bardzo Ci dziękuję!Jakie to miłe wiedzieć, że ktoś mnie czyta.

Jak ja bym chciała wiedzieć, że będzie lepiej....ale teraz jest z dnia na dzień coraz gorzej. Wiecie zostałam sama, kompletnie sama. Znajomi?Mają swoje życie....Wracam do pustego mieszkania w którym zawsze on czekał, w którym wszystko razem kupiliśmy....

Najgorsze są chwile po przebudzeniu  - to zderzenie z rzeczywistością, że jego nie ma i nie będzie. Był ale nie ma.
To uczucie, że byłam taka szczęśliwa, podzielenie życia na przed i po. Strach przed tym co będzie, taki strach, który mnie paraliżuje.

Jestem zła sama na siebie, że tak reaguję, ludzie się z tego podnoszą, tak sobie mówię, ale ja czuję, że nie dam rady. Szukam pomocy jak głupia, ale nie mam od kogo jej dostać. Ta samotność mnie zabija, zabiera mi całą siłę.
Są chwile kiedy mówię sobie, będzie dobrze, czemu miałoby nie być, ale to są tylko chwile. Nie umiem opanować swoich myśli i uczuć. Naprawdę myślę o tym w każdej minucie. Zachowuję się jak wariatka z obsesją. Ale tak już jest, zawsze byłam słaba ppsychicznie. Nigdy nie potrafiłam radzić sobie z problemami, ale dopiero teraz wiem czym jest problem, wszystko inne jest takie nieważne.


No i ta nadzieja, że wróci, że jeszcze się spotkamy - teraz potrzebuje czasu, tak napisał. Może faktycznie potrzebuje przemyśleć sobie wszystko oddzielnie, kiedy nie ma mnie obok. Zaczęliśmy spotykać się 10 dni po rozstaniu, może to za szybko?Powiedział, że nie potrafi zrezygnować a jednocześnie boi się jak będzie z nami, że znowu się nie uda. Rozumiem, jak też się boję. Tylko chciałabym spróbować.

Może powinnam być spokojna, nie panikować, nie histeryzować póki to jeszcze nie jest taki koniec-koniec?Może jeszcze przyjdzie czas na rozpacz?

7

Odp: szansa na powrót?

Ojj niewiem1104 doskonale rozumiem jak się czujesz. Mam identyczny sposób reagowania i uzależniania się. Związek może nie dawać mi satysfakcji, ale jeśli zdążyłam się uzależnić emocjonalnie to nie jestem w stanie odejść nawet gdybym bardzo chciała. A jak druga osoba odchodzi ... koszmar. Też problemy ze spaniem, też wymioty. Przeżyłam to silnie 2 razy w moim życiu. Powiem Ci, że choć za każdym razem wydaje się to nie do przeżycia to jednak jest do przeżycia, bo to jest jak z okresem detoksu - okropne objawy spowodowane niedoborem czynnika uzależniającego aż w końcu organizm się oczyszcza i potrafi żyć dalej bez. Tylko trzeba to przetrwać. Jesteś w o tyle gorszej sytuacji, że nie masz jasności - ani na to, że znów swój narkotyk dostaniesz ani na to, że musisz już żyć bez niego, bo go nie będzie. Jesteś zawieszona między jednym a drugim i to nie pozwala Ci pójść krok do przodu. Jeśli on teraz przez miesiąc się nie odezwie to być może poczujesz się lepiej, ale gdy napisze Ci smsa - wszystko wróci i będziesz musiała się zbierać od nowa. To jest coś okropnego, wiem o tym ;/

Po pierwsze radzę Ci abyś przeszła na jakieś leki, bo wykończysz się fizycznie wpadniesz w anemię albo coś. A żyć trzeba. Po drugie polecam znaleźć nowych znajomych, też samotnych lub z podobnymi doświadczeniami. Musisz robić coś, mieć zajęcie, by nie mieć czasu myśleć. I tak najgorsze są wieczory, gdy nie ma nikogo a Ty masz chwilę sam na sam ze swoimi myślami - chyba, że padasz ze zmęczenia, co gorąco polecam. A poranki ... cóż, jakiś czas będą najgorsze, dopóki Twoje zderzenie z rzeczywistością nie okaże się dla Ciebie czymś normalnym czyli gdy powrócisz do trybu życia bez niego.

Nie wiem tylko co zrobić z tymi jego powrotami. Przydałaby się jasność. Może zapytaj go czy chce próbować jeszcze raz czy zamykacie ten dział. Wydaje mi się, że jego powroty są również związane nie tyle z miłością co uzależnieniem. Wraca bo ciężko mu funkcjonować bez Ciebie a potem się oddala, bo nie jest w stanie funkcjonować z Tobą i tak w kółko. Jemu też się przyda jasna decyzja. Jaka by ta decyzja nie była - dasz radę. Człowiek może na prawdę wiele znieść, nawet sam sobie nie zdaje sprawy z tego jak wiele.

8

Odp: szansa na powrót?

Malutka... 100% racji. Przechodzę przez dokładnie to samo.

9

Odp: szansa na powrót?

Czytamy, i jesteśmy smile To jest straszne i niewytłumaczalne uczucie. ktoś kto sam na sobie nie doświadczył tego bólu fizycznego i psychicznego, jest w stanie stwierdzić, "nie martw sie wszystko będzie dobrze". ja przechodziłam przez to jakieś czas temu, teraz jest lepiej, ale nie w 100%. Co mi wtedy pomogło? jest taka bardzo mądra ksiażka Pii Mellody. ja przeczytałam ja raz, odrazu po rozstaniu, nie rozumiałam wtedy jej treści. wrociłam do niej po 2 miesiacach i naprawdę bardzo mi pomogła.
Ta książka jest w pdf na google "toksyczna miłość" pia mellody pdf

Trzymaj sie ciepło!!!:)

Posty [ 10 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » szansa na powrót?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026