Już nie wytrzymuję z moim mężem. Miał mieć dzień dziecka wolny ale oczywiście zadzwonili z pracy żeby przyszedł pomóc bo jest duży ruch (mąż pracuje w gastronomi). Samym tym telefonem mnie wkurzył bo cały tydzień pracował i nawet się nie wykręcił że nie przyjdzie bo np. jesteśmy poza miastem czy coś w tym stylu. poszedł do pracy koło 19stej zadzwonił do mnie po północy, że już prawie kończy, poprosiłam go aby przyniósł coś do picia. Ma juto (czyli dziś) mieć wolne i pytał czy się gdzieś razem wybierzemy powiedziałam że zobaczymy. I tak mineło 1,5 godz od jego telefonu a jego nadal nie ma, nie odebrał ode mnie telefonu nie odpisał na esa. Nie rozumiem jak można tak kogoś emocjonalnie wykańczać.
Podobne tematy
Może faktycznie był duży ruch i nie mógł? Nie bierz od razu pod uwagę najgorszych rzeczy. Przede wszystkim... nigdy nie należy sobie wyobrażać nie wiadomo czego, zawsze należy próbować problem rozwiązać szczera rozmową, spokojną, bez awantur i krzyków. Porozmawiaj z nim.
tak ten jego duży ruch to nic innego jak wybór towarzystwa kumpli i wspólne libacje alkoholowe i palenie marihuany a potem wydzwania czy może do domu wrócić. Miał mieć dziś wolne no ale przecież wczoraj rozwalił kasę to trzeba znowu zarobić na zabawę. I w południe sms czy się z nim spotkam po pracy(czyli ok 1 w nocy gdzie jestem w 6 miesiącu ciąży) pogadać bo przecież on chce być ze mną całe życie i pójdzie się leczyć (czyli standardowo 2-3 wizyty u terapeuty i już jest zdrowy). Stara śpiewka znam to już aż za dobrze.
Jeśli chodzi o szczerą rozmowę to uwierz mi że milion razy próbowałam z nim porozmawiać, wyciągnąć coś z niego a on zawsze milczy albo mówi że nic złego nie robi. Proponowałam mu nawet żeby list do mnie napisał jak nie chce mi prosto w twarz powiedzieć co się dzieje i nic wieczne obiecanki cacanki.
Nie żebym cały czas na niego jechała czy coś bo też go po części rozumiem, wiem dołują go długi i jeszcze drugie dziecko, to że mieszkamy u moich rodziców i mój tata po odwyku znowu zaczął popijać ale to nie powód żeby tak być nieodpowiedzialnym.
postawiłam mu granice i oczywiście nie dotrzymał ich. Przyszedł pijany, pobudził mi wszystkich w domu bo dobijał się do drzwi. A w południe wysłał mi wiadomość że się nigdy nie dogadamy, że on pasuje i że chyba lepiej dla nas jak się rozstaniemy. Napisałam mu tyle że to on wszystko psuje a nie ja. Co teraz mam robić z tym wszystkim???? Co radzicie???????
Ja osobiście bym radziła oznajmić mężowi, że dopóki nie zacznie się leczyć to nie ma co liczyć na powrót do Ciebie.
Tym razem nie 3 wizyty, tylko do skutku. Poczytaj trochę na portalach temu poświęconych, pewnie można takiego delikwenta wysłać na przymusowe leczenie. Zrób coś z tym, bo gdy i tym razem ulegniesz, to on już będzie miał 100% pewności że zawsze go przyjmiesz, nawet gdy będzie olewał Twoje prośby i groźby. Spełnij w końcu jakąś z gróźb... pokaż mu że to on nie ma wyboru, a nie Ty.
Jestem już w tym wieku ze troche przeżyłam w życiu.Moja rada to byc konsekwentnym czyli usiąść i jeśli on nic nie mówi to Ty nakreślił mu swój plan na przyszłość i trzymaj sie go .Sama musisz sie zastanowić co chcesz z wasza rodzinka zrobic .Jak jest plan to łatwiej żyć bo wiesz co dalej robić .Musisz mieć marzenia i dążyć do nich ,wymagać od niego zeby pomógł Ci je realizować .Pozdrawiam. I życzę sukcesów ,najpierw moze małych a potem i duże przyjdą .
Niestety miałam w swoim pierwszym związku podobnie... to, że nie odbiera, nie oddzwania i nie widzi w tym nic złego... to oznacza, że słabo mu zależy.
Nie mysli o tobie, o twoich uczuciach i o tym, że się martwisz. Albo jest takim egoistą zapatrzonym w siebie albo sytuacja go przerosła.
Niestety konsekwencje ponosi kobieta i dzieci... bo on pasuje... bo to znaczy? zabiera zabawki idzie do innej piaskownicy? Nieodpowiedzialność.
Doradzam konsekwentne trzymanie sie twoich ustaleń. Ale też nie ustawiaj, go nie marudź, nie wyczekuj. Bo to go tylko oddala.
Po prostu złóż wniosek o alimenty na siebie i dzieci abyś miała zabezpieczenie finansowe. Niech zobaczy, że słów na wiatr nie rzucasz. A jeżeli nic się nie zmieni to pewnie będziesz zmuszona swoje groźby wprowadzic w życie.
To w końcu jego slowa, że "pasuje". On chce na tobie wymusic określone działania. Chce wywalczyć dla siebie wolność , strasząc Ciebie.
Dojrzali ludzie tak nie robią.
Dziś znowu się pokłóciliśmy. Powiedziałam mu że nie podoba mi się to w jaki sposób traktuje rodzinę. Właściwie to on uważa nasz dom jak hotel przychodzi tylko się wyspać a moje porządki w ogóle nie szanuje np. wczoraj w nocy przyszedł pijany i wysikał mi się na korytarz. Jego tłumaczenie to: pił bo szef go wku......... a mnie ma już dość bo oczywiście ja się go czepiam a on nic złego nie robi i przecież my się nigdy nie dogadamy. Tylko jak się mam z nim dogadać skoro on nie przestrzega żadnych obietnic które sam wymyśla. Pracuje 2 dni po 15 godz i kolejne 2 dni ma wolne. Po kłótni dziś oczywiście poszedł przed 13stą do pośredniaka pracy i do tej pory nie wrócił, nie odebrał telefonu i nie odpisał na esa. Jestem w 30 tyg ciąży i myślałam że zabierze córkę na rolki, rower cokolwiek aby tylko spędził z nią czas bo mnie upały wykańczają a ona się tylko nudzi w domu. Powoli dochodzi do mnie myśl że lepiej się rozstać niż być z osobą, która w ogóle mnie i nasze dzieci nie szanuje. Może jak się trochę jeszcze dziś ochłodzi to pójdę na spacer usiądę na ławce i spokojnie się nad tym wszystkim zastanowię.
13 lat bylam w takim małzenstwie.Eks ciagle pracowal ,wychodzil rano i przychodzil w nocy.Dorabial ,a własciwie nigdy nie mial pieniedzy ,oprócz pensji...Wylaczony telefon ,obiecywanie ,ze wroci o 17,wracal o 2 w nocy .Tez nic nie robił....Moja wina była ,ze pil ,bo ja ciagle sie go czepialam.Typowe dla alkoholika.Ja odeszla po 13 latach ,nie mialam juz siły.Nabawilam sie wspoluzaleznienia.Jedynie twarde warunki i leczenie.Bez tego raczej sie nie zmieni.A ciezko zyc kiedy jest sie bezsilnym wobec zachowań partnera,w ciagłym strachu i kontrolowaniu czy i kiedy , w jakim stanie wroci do domu.wWrto pomyslec o sobie,chociaz wiem ,ze lek przed samotnoscia i obawa ,ze samej sobie nie poradze jest duzy.
Jednak takie zycie jest nic nie warte ,szkoda czasu.
Ja już tak żyję ponad 8 lat i nawet teraz sobie myślę jakoś dam radę bo przecież tyle kobiet jest w takiej samej sytuacji co ja i jakoś dają radę i widać że są szczęśliwsze. Nie zamierzam go kontrolować niech robi co chce aby tylko mi dał spokój. Zazwyczaj jest tak że on odejdzie bo taką decyzję podejmie sam a potem wypisuje i wydzwania do mnie w nocy. Teraz jeszcze ponad 2 miesiące urodzę małą i jakoś muszę sobie zaplanować co i jak żeby mi na wszystko dla dzieci starczyło.
Asiu, zawsze jest jakieś wyjście. Jak sama zauważyłaś, jest wiele kobiet w podobnej sytuacji. Jednak jakoś dają sobie radę, żyją przynajmniej spokojnie. Pewnie że potrzebna jest pomoc na samym początku, ale z pewnością i Ty ją znajdziesz. Jeśli nie w rodzinie, to może w odpowiednich instytucjach, w mops-ie, centrum pomocy rodzinom. Zawsze są jakieś dodatki, co prawda nie są one wielkie ale zawsze to coś. Jeśli zdecydujesz się na rozwód, to oczywiście powinnaś podać męża o alimenty. Należą się one dzieciom, niech ojciec odczuje przynajmniej tak, że ma dzieci.
alimenty wiem on na córkę ma przysądzone alimenty już od 2008 roku, a jeśli chodzi o mops to śmiech na sali nawet rodzinnego nie dostanę bo ;pomimo tego że mam najniższą krajową wypłatę plus alimenty to moje dochody przekraczają ich próg 539zł na osobę. Dopiero będę mogła je otrzymać w przyszłym roku w październiku bo na macierzyńskim będę miała 80% wypłaty więc powinnam się zmieścić w ich granicach
u mnie nadal cisza, on się nie odzywa i ma wszystko w ....... wczoraj z tego wszystkiego nawrzeszczałam na niego, bo zobaczyłam jak na fb wyszukiwał jakiejś dziewczyny (twierdzi że jej nie zna oczywiście). Zabolało mnie to bo mną się nie interesuje, odsunął mnie już dawno ze swojego życia i ciężko się z takim czymś pogodzić. On niszczy nasz związek ale oczywiście cała wina jest moja. Tak samo za kilka dni ma urodziny a już miesiąc temu poinformował mnie że będzie je spędzał w pracy i tam je urządzi. Ja mu nie jestem potrzebna do niczego oprócz tego żeby miał nocleg.
Na zasadzie mow do slupa slup jak doopa....
Wypisujesz jakas ty jest biedna a nic nie chcesz z tym zrobic, jestes na tyle silna, ze dajesz soba orac, badz na tyle silna, zeby go za morde na przymusowe leczenie zaciagnac, albo zostawic definitywnie.
Moj ojciec pil 13 lat. Jak mialam 3 lata zapomnial o mnie i zostawil mnie sama w domu na caly dzien, bez jedzenia i picia, bez mamy( mama to osobna bajka)... Siedzialam w piwnicy, bo tylko tam bylo slychac sasiadke, ktora rozmawiala ze mna przez sciane (tatus zabral klucze ). Dzis mam prawie 30 lat i pamietam tamte wydarzenia jakby mialy miejsce wczoraj.
Czy twoje dzieci zasluguja na taki los z powodu twojego egoizmu ?
Jakie zycie im fundujesz, zastanawialas sie nad tym ? Mnie w przedszkolu inne dzieci wytykaly palcami wolajac ''corka pijaka'' ...
Pomysl o tym i zrob cos wreszcie ze swoim marnym zyciem ...
nie wypisuje jaka to ja jestem biedna, założyłam post aby w nim wyrzucić z siebie swoje odczucia bo obecnie nie mam z kim pogadać. Kobiety które tkwiły, tkwią w takich związkach wiedzą że to wszystko nie jest takie łatwe jak Tobie się wydaje. Czasem do pewnych decyzji trzeba dojrzeć a ja na razie chce urodzić dziecko a potem będę brała się za resztę życia. Czasem trzeba sobie wszystko krok, po kroku poukładać - ja przynajmniej tak mam.