Wiem, że pewnie są tysiące osób z poważniejszymi problemami niż ja. Ale mój problem, bo chyba tak to tylko mogę nazwać , bardzo mnie boli - nie potrafię przywiązywać się do ludzi, czuję się strasznie samotna i drażni mnie, chyba przez zwykłą zadrość, szczęście innych.
Nie wiem zupełnie dlaczego tak wyszło - mam 23 lata, fajne studia, prestiżową pracę, zainteresowania, dbam o siebie i tkwię w jakiejś cholernej bańce emocjonalnej. Nigdy nie miałam nikogo na stałe, zawsze coś było nie tak, po prostu nie umiałam zaprzyjaźnić się z facetami którzy mnie podrywali - czy to coś dziwnego? Czy może powinnam się do tego zmusić? Od razu kiedy ktoś próbuje się do mnie zbliżyć bardzo się wycofuję, boję się, ze zostanę zraniona. Nie lubię kiedy dotykają mnie obcy ludzie, szczególnie mężczyźni, czuję że chcą mi coś zrobić, że od razu chcą się do mnie "dobierać". Zawsze w ten sposób się czuję, jak ktoś mnie podrywa. Więcej, bardzo źle czuję się w towarzystwie innych par, nie lubię gdy ludzie obok mnie jakoś szczególnie wyrażają sobie uczucia, czuję się wtedy bardzo niezręcznie - i znowu zamykam się w sobie, uciekam z podkulonym ogonem i trochę obrażona. Żeby nie było - nigdy nie padłam ofiarą żadnej przemocy seksualnej czy innej, pochodzę z naprawdę świetnej kochającej się rodziny, tylko jakoś sama nie umiem kochać innych ludzi. Okazywanie uczuć innym zawsze było dla mnie trochę wstydliwe, nie wiem czy potrafiłabym pójść, ot tak, z kimś na kim by mi zależało za rękę na spacer.
Czy powinnam się na coś leczyć? Czy może poczekać na kogoś, kto da mi się poznać, a dopiero potem zacznie kleić się do mnie z łapami?
Podobne tematy
Słuchaj, ja Ciebie rozumiem. Wszystko jest z Tobą moim zdaniem w porządku, masz normalne dojrzałe podejście. Teraz większość ludzi jest mało dojrzałych po prostu, możliwe, że musisz poczekać; normalny facet nie będzie się tak zachowywał, że zacznie się kleić z łapami. Tylko zajrzyj w siebie, upewnij się, że Twoja niechęć nie wynika z jakiejś skrywanej zazdrości.