Witam!
1,5 roku temu mój mąż zginął w wypadku samochodowym. Ja zostałam sama z trójką dzieci: Kuba 6,5lat, Piotrek 5,5lat i Natalka 2,5roku. Poukładałam sobie życie tzn. mieszkam z dziećmi i jakoś się wszystko poukładało. Mam wspaniałą rodzinę: rodziców i siostrę, którzy mi pomagają. Przyjaciól na których zawsze mogę liczyć i moje cudowne dzieciaczki. Ale jak patrzę na moich rodziców czy siostrę i jej męża to wyć mi się chce że nie mam się na kim wesprzeć i przytulić... Ale wiem że muszę zacisnąć zęby i wytrzymać bo mam dla kogo. Tylko są takie momenty że wyję w poduszkę. Przepraszam jeśli za bardzo się użalam ale jak pogadam jest trochę lżej.
Podobne tematy
Bardzo Ci współczuję ,wiem ,że to tylko słowa ,a TY potrzebujesz konkretnego wsparcia ,rozmowy ,poklepania po plecach i usłyszeć ,że wszystko będzie dobrze .
Skąd jesteś,może znajdzie się Ktoś z Twojego regionu ,zawsze to lżej na sercu ,jak się wie, że nie tylko dobra rada przez telefon może pomóc ,ale i właśnie to poklepanie po plecach .
Ja jestem ze Śremu tj. ok 45km od Poznania
ja jestem w połowie drogi miedzy Śremem,a Poznaniem...tylko nie wiem czy to i tak dla Ciebie nie jest zbyt daleko
ja jestem w połowie drogi miedzy Śremem,a Poznaniem...tylko nie wiem czy to i tak dla Ciebie nie jest zbyt daleko
Ja niestety nie mam samochodu i raczej tylko w Śremie bym mogła się na kawę spotkać. A dokładniej to skąd jesteś?
Wiem, że żadne słowa wsparcia Cię nie pocieszą ale pomyśl o tym, że Twój mąż wolałby byś nie płakała, uśmiechała się i żyła dalej dla siebie i dzieci ![]()
Wiem, że żadne słowa wsparcia Cię nie pocieszą ale pomyśl o tym, że Twój mąż wolałby byś nie płakała, uśmiechała się i żyła dalej dla siebie i dzieci
Wiem że Mariusz by tego chciał i ja staram się uśmiechać i dawać radę ale są takie momenty jak teraz że jest mi strasznie ciężko.