Właśnie siedzę sama w domu i mam ochotę wyć do księżyca. No cóż historia znana nie jednej kobiecie. Zakochałam się było cudnie , aż pewnego dnia wkrada się ona i ma na imię praca to ta brutalna kobieta z wielkimi pazurami. Matko gdyby ona była prawdziwą kobietą to mogła bym ją uderzyć albo na nią nawrzeszczeć, a tak zaciskam pięści i tłukę się z myślami.
Próbowałam wszystkiego przynajmniej tak mi się wydaje. Najpierw grzecznie czkałam od czasu do czasu z sugestią, że to wariactwo pracować od 5 do 20, a czasem i dłużej....
Potem wrzeszczałam i ryczałam. Ustalałam zasady powrotów do domu, ba nawet mieliśmy księgę powrotów do domu. Padam z sił kocham go, ale ja tak dłużej nie dam rady. Czuje się jakby mnie zdradzał, a z drugiej strony wiem ,że to absurdalne.Oboje pracujemy i nie mamy kłopotów finansowych ani zachcianek na wille on po prostu ambicjonalnie podchodzi do kazdego zadania w pracy, a że to korporacja to sami wiecie wyciskają z niego ile się da.
Błagam pomocy jak rozmawiać z mężczyzną który kocha swoją pracę? Ja widze tylko jedno rozwiązanie i przeraża mnie ono jak diabli, dlatego szukam tutaj pomocy.
Pozdrawiam
Podobne tematy
Skąd ja to znam moja droga! ![]()
Mój teraz już eks, pracował od 6 do 20, czasem nawet do 12 w nocy. Poświęcal pracy cały swój czas, całe życie i tak jest do tej pory. Dlatego też postanowiłam odejść, bo u nas jest jeszcze małe dziecko, które potrzebuje obojga rodziców. Tak czy siak zostałam mu tylko ja, bo On nie chciał walczyć. Woli swoją pracę, niż rodzinę. To przykre, ale ja akurat już się z tym pogodzilam.
Jeśli jeszcze nie jest za późno, to porozmawiajcie... żeby coś zmienić. Bo i wasz związek może się rozpasc.
Kochana Inna
Jesteś teraz moim wykrzyknikiem w sercu, ja nie mam dzieci, bo wiem że na tym etapie naszego związku to byłoby jak samobójstwo. Dziś chce mu powiedzieć, żeby wybrał i udowodnił, że mnie kocha bardziej niż kolejne pochwały pana prezesa. Wiesz tylko tak koszmarnie się boje, że będę musiała pozbierać złamane serce, bo z pracoholizmem mało kto wygrał. Matko skąd wzięłaś siłę, żeby odejść? Co podpowiedziało Ci , że już trzeba odejść? Czy stawiałaś jakieś warunki , których on nie dotrzymał? Najgorzej po 5 latach związku powiedzieć wszystkim nam nie wyszło z powodu jego pracy, kompletnie nikt mnie nie rozumie. Wszyscy myślą, że to absurd i moja fanaberia. Trudno mi to udźwignąć.
Moja droga... Sama nie mam pojęcia skąd wziełam siłę. Jesteśmy teraz ze soba na bardzo dużą odległość, On w UK a ja wróciłam kilka dni temu do PL. Może to daje mi siłę, dystans i wiarę w siebie. Z resztą nie widziałam sensu trwania w związku, w którym tak czy inaczej byłam sama. Sama ze wszystkim. Sama z dzieckiem, sama z obowiązakami domowymi, sama ze sobą. Wiele razy rozmawiałam - probowałam, może to lepiej brzmi. Ale zawsze w odpowiedzi słyszałam ciągle te same obietnice, te same później już pretensje i tak dalej... W życiu każdego człowieka przychodzi moment, kiedy mówi sobie "dość - nie chcę tak żyć".
Tak to bardzo boli kiedy miłość przegrywa z pracoholizmem, a jeszcze bardziej boli mnie fakt, iż praca była dla niego ważniejsza niż rodzina, niż jego własne dziecko. Ja jeszcze się pozbieram, już z resztą to robię. Po mału ale jakoś. Gorzej z dzieckiem, co mu powiem? Że tata wolał odejść bo praca była ważniejsza? Myślę, że będzie to dla mnie jeszcze trudniejsze. Ale jest osoba, która daje mi pozytywną energię i wiare w siebie. Mam nadzieję, że wszystko jakoś mi się ułoży.
Jeśli myślisz, że jeszcze da się uratowac ten związek - to walcz z całego serca. Ale Jeśli poczujesz, że to już nie ma najmniejszego sensu - odpuść. Będzie ciężko, ale pomyśl też o sobie kochana. Powodzenia!