Witam, jestem nowa na tym forum, ale zdesperowana i szukam rady, naprawde byłabym wdzieczna za opinie innych osob w mojej sprawie, mysle że wiele by to mi dało do myślenia i pare rzeczy by to ułatwiło... Jeśli watek założyłam tam gdzie nie trzeba, lub zrobiłam cos źle z góry przepraszam
Otóż mam 18 lat, mój luby 19, jestesmy razem od roku i 8 miesiecy.Zapoznalismy sie jak miałam 16 lat on 17 na sylwestrze, widzielismy sie tylko raz, po pół roku dowiedziałam sie że jemu sie podobam ( on mianowicie podabał sie i mnie
) zaczelismy ze soba rozmawiac, spotykac i nagle BUM! Po tygodni miałam chłopaka o ktorym marzyłam przez ostatnie pare miesiecy. PRzedtem spotykałam sie z innym chłopakiem lecz przestałam odrazu gdy zaczełam z A. ( tak nazwę mojego chłopaka). On był że tak powiem... hmmm? DZIECIAK? Jakie dziewczyny znał jego powitanie wrecz to było klepniecie po dupie i złapanie za cycka... Nigdy nie podobała mu sie jeszcze zadna dziewczyna, nigdy specjalnie nie chciał z rzadna byc uwazal wszystkie za dosyc tepe i nie potrzebne mu do życia. Oprócz mnie. Pwoiedział że zakochał sie we mnie odrazu że nigdy takiego czegos nie czuł, wiele było pieknych slów ktore od niego usłyszałam i wiem że są szczere, znam go od takiej strony od której nie zna go własna matka i wiem że kocha mnie szczerze. A wiec w czym problem??
Otóż przez pierwsze pół roku było jak W BAJCE. Zero kłótni, prawie codienne spotkania, ciagłe smsy ( chociaz dłuuugo na nie odpisuje, no ale nie narzekam, trochu sie przyzwyczaiłam), pierwszy raz mi na kims tak zalezało i wiem że jemu na mnie tez, przy mnie sie otwierał, wylewał wszystkei żale, cieszył sie ze mną, płakał tylko ze mną nigdy przedtem przy nikim innym. Jednak wszystko zaczeło się... psuć. Po pół roku zaczelismy sie kłócić. I to ostro. Myślę że powodem mogło byc to ze przez całe wakacje nie odstepowalismy siebie włascwie na krok a ja u niego własciwie zamieszkałam ( on sie na dodatek ze swoimi znajomymi pokłócił wiec z nimi nigdzie nie wychodził), wtedy zaczeły sie kłótnie. O głupoty, debilizmy itd.Teraz jest o wiele gorzej. Dochodzą bójki, rekoczyny, wyzwiska od najgorszych, a to że on jest idiota ktory nic nie potrafi, a to ja ze ejstem dziwka ktora daje dupy kazdemu ( nie mowie że tak jest, podaje przykłady wyzwisk...
), potrafimy sie lac przez pare godzin, no nie bic, ale tak jakby "Siłowac" po całym łóżku ,szturchac, drzec sie a potem?? Potem tylko płaczemy przepraszamy ,wyjasniamy...
Mój problem polega na tym ze strasznie go kocham, lecz znajduje w nim niestety coraz wiecej wad , znajduje w nim tyle rzeczy za które nie chciałabym z nim byc ale jednoczesnie nie mogłabym tez od niego odejsć!! Kocham go nad życie. Ale cierpie. Nie mamy do siebie za grosz zaufania. Co rusz jak przyjdzie mi albo jemu sms sprawdzamy go, on sprawdza mi historie ja jemu, co sekunde jakis podtekst a z kim byłes, aaa on Ci sie pewnie podoba, ooo z kim pisałas, gdzie byłes co robiles na tej imprezie? NAjsmieszniejsze jest to że wiemy jakie dostaniemy odpowiedzi oboje , wiemy ze sie nie zdradzamy ale mimo to tak bardzo pragniemy usłyszec to zapewnienie od drugiej osoby! Troche ja zwiniłam, troche on, ze przetsalismy sobie tak ufac... moge to opisac później ,teraz nie chce sie znowóż rozpisywac
Moje pytanie jest takie dziewczyny, czy tkwic w zwiazku który daje mi tyle cierpienia ale od ktorego jednoczesnie nie moge i nie chce sie uwolnic? Kocham go io n kocha mnie ale szalenie sie mecze, narzekam na niego , ale opuscic bym nie mogła. Wkurza mnei jego zachowanie, jego przekonania, zachowuje sie dziecinnie, nie mysli o przyszłosci, a co ostatnio sprawia mi duzy bół to to ze nie ma zamiaru juz wyjezdzac na studia razem ze mna jak to mówił przedtem ale postanowił wyjechać na farme gdzies tam do Holandii bo jego matka tam kogos zna i kupe kasiory mozna tam zarobic i dlatego on wyjedzie. JA sie zapytałam co ze mna, ja chce wyjechac na studia, prawdopodobnie uda mi sie wyniesc do Anglii a on co odpowiada? Nooo jak tam bd mi dohrze płacic to zostane juz tam. A do Ciebie bd przyjezdzał przeciez. On sobie wyobraza ze normalnie przez całe zycie bedzie mieszkał sobie w innym kraju ja w innym i starczy jak sobie ot tak przyjedziemy czasem i jemu to pasuje. Wiem że nie mogłby mnie zostawić opuscic, no chyba ze ja bym mu kazała. Tak bardzo go nie rozumiem a tak bardzo bym chciała , a z nim ani porozmawiac bo zaraz sie na mnie wkurza, albo sie zaczynamy kłócic , ze jasie o wszystko czepiam i tyle, jemu nie trzeba nic wyjasniac, nie bedzie jak jest i niech tak trwa.
Prosze pomozcie mi jak do niego dotrze, jak dotrzec czego on własciwie chce i czy mam go zostawic? JAk mowiłam, tak strasznie wkurza mnie on sam ale tak strassznie chce z nim byc. To normalne?
Przepraszam jesli cos chaotycznie napisałam, moge wyjasnic jeszcze wiele rzeczy tylko spytajcie, potrzebuje porady, opinii kogos innego, prosze od odpowiedzi i dziekuje wszystkim którym zechciało się przeczytac mój post, Pozdrawiam!
P.S. PRzepraszam jesli wstawiłam watek w złym dziale, dopiero teraz zauwazyłam że chyba powinnam to była zrobić w dziale "Trudna miłośc, zazdrośc, nałogi"... ![]()