Tajemnice, kłamstwa, mój płacz co wieczór, okropna walka z myślami, wewnetrzne rozdarcie, bezradnosć, brak poczucia tego co bedzie dla mnie lepsze,swiadomośc ze kiedys to jeszce moze sie odwrocic:( to wszystko zbiera sie w jedna całość...bo ON prawdopodobnie ma bliźnieta z swoją bylą:( w marcu był we wrocławiu na badaniach genetyki molekularnej i ona tez tam miala byc a on mi o tym nie powiedzial...sama sie wepchałam i powiedziałam ze ide tam z nim....a on ze woli zebym nie szla..i wtedy bylo wszystko jasne:( ale poszlam w koncu z nim bo nie moglam znieść mysli ze on z nia cos bedzie knul itp i ze w koncu powie ze wraca z nia i dziecmi:( a teraz czekam na wyniki i boje sie potwornie < rozprawa juz 10 czerwca>:( a najgorsze jest to ze nie wiem co dalej robic? bo boje sie ze on odejdzie, ze jak zbudujemy wlasna rodzine to on bedzie caly czas myslal o tamtych dzieciach, ze skoro bedzie placil to zrozumie ze chce widziec na co ida jego pieniadze, ze bedzie chcial widziec jak dzieci rosna dorastaja itd:(nie radze juz sobie z tym wszystkim:( i najgorsze jest to ze kiedys moze mi wypomnac ze on ma dwojke dzieci,..ze tamta byla lepsza bo mu urodzila dzieci i takie tam:( tylko raz mu o tym powiedzialm:( co mnie boli, co czuje:( bo za kazdym razem jak chce porozmawiac bo jest mi ciezko on mowi ze znowu zaczynam, ze on o tym nie mysli a ja dalej ciagne temat. ze jemu na nich nie zalezy, ze sa dla niego obce...a ja czuje gdzies tam w srodku ze chyba tak nie jest:( i za kazdym razem unosi sie honorem i mowi ze sie czepiam:( bo naprawde pogorszylo sie w naszym zwiazku gdzy przyszlo jego wezwanie do sadu:(nie wiem co dalej robic? myslec? nie mam z kim o tym porozmawiac nawet bo nikt o tym nie wie:(:( i nie chce zeby ktos wiedzial o tym:(:( a ja go tak strasznie kocham choć nawet nie mam w ni wtej sprawie oparcia:(( a do tego cały czas ona sie mu przypomina wysyłąjac mu smsy:(i wkoncu nie wytrzymalam i do niej napisalam zeby mu dala spokoj:/ a onaaa zjechała mnie na czym swiat stoi i ze sie wpierd...w ich zycie, ze co mnie to obchodzi, ze jestem *, ze jakby nie chcial to by do niej nie pisal i nie dzwonil,:( i ze ona pojdzie do sadu i mnie oskarzy.. bo napisała ze ona zniszczy mu zycie tak jak on jej a ja napisalam jej takie pytanie: a czy ty nie jestes *? i czy ty przypadkiem sama sobie zycia nie zniszczylas? i napisala mi ze jej chlopak nic na to nie mowi ze on do niej pisze i ona do niego bo rozumie ze to sa jego dzieci....a na koncu puscila puente ze na zawsze bedzie jej i zebym pamietala sobie o tym raz na zawsze...a do niego pisala zeby powiedzial tej swojej LALUNI zeby sie nie wpierd...w ich zycie i ich sprawy.. a czy to przypadkiem ona jak pisze to nie zakłoca naszego spokoju?? jesli tak to mozna nazwac wogole??:(( bo ja naprawde juz trace siły, nadzieje na lepsze jutro i szczerze mowiąc nie wiem juz sama czy mu wierzyc w to co mówi...wiem że to głupie bo jak sie kogos kocha to sie mu wierzy...ale ja chyba tak nie potarfie jak on poprostu nie myslec o tym tak dosc trzezwo i realistycznie... moim zdaniem mnie to tez dotyczy bo w koncu jesli sie z nim wiaze to chce szczescia tak samo dla niego jak i dla siebie:( a tu jest to wszystko takie jakies trudne..poplatane.. i w dodatku ona ciagle sie mu przypomina smsami:( i nie wiem czy mam wierzyc w to ze on naprawde do niej sam nie pisze i nie dzwoni...choc twierdzi ze on jej wogole nie zna i ze oni sa dla niego obcymi ludzmi i ze nie chce prolemow i dlatego bedzie palcil:(:(
czy jest ktos kto moglby mi pokazac jakies male światełko nadziei na lepsze jutro???:((
myslę ze to moj krzyk rozpaczy zmusil mnie do opisania tutaj mojej sytuacji bo naprawde zlapalam takiego dola ze nie umiem sie pozbierac:(((
PROSZE POMOZCIE!!!