Z gory przepraszam, ze naruszam oaze kobiet
Szukalem odpowiedniego miejsca do przedstawienia problemu z moja przyjaciolka, te wydaje sie odpowiednie, bo same wiecie co mozecie czuc i jak najlepiej mozna Wam pomoc.
Otoz, mam przyjaciolke. Poznalismy sie trzy lata temu, poprzez mojego przyjaciela.
Pozwolcie panie, ze po prostu wkleje to co napisalem na pewnym forum psychologicznym:
"Czesto sie slyszy o "malzenstwach", gdzie maz bije zone, krzyczy na nia, popada w alkoholizm i tworzy pieklo w domu. Mimo, to ich partnerki do nich wracaja. Nie wiem co kieruje taka osoba, moze milosc? Glupota? Przyzwyczajenie do danej osoby? Strach przed byciem samym?
Podobno jest z moja przyajciolka, dzisiaj mi powiedziala, ze niezaleznie co by zrobil jej chlopak, ona i tak do niego wroci i boi sie (a raczej jest tego siwadoma), ze skonczy tak jak w w/w przykladach. Jest w nim bardzo zakochana, a ja nie wiem co robic.
Z miesiac temu ja zdradzil, a ona po tygodniu do niego wrocila. Wczesniej tez mial pare odskokow, glownie calowal sie z innymi dziewczynami, pare razy ona go na tym przylapa. Wczesniej, przy takich sytuacjach ona plakala, a teraz? Totalna empatia, nauczyla sie moze juz, ze on taki jest i to mnie niepokoi. Nie zachowuje sie juz w tak okropnych sytuacjach tak jak kiedys. Niezaleznie od tego, co on by zrobil - ona do niego wroci. I ona to wie, on takze.
Sprawa z "nim" wyglada nastepujaco: to moj przyjaciel, poznalismy sie w liceum i od tej pory trzymamy ze soba. Wiele razy go upominalem, ze w taki sposob, nie zachowuje sie facet, tylko skur******n. On twierdzi, ze ja kocha. Tylko jak on to okreslil "czasem cos mu sie do niej wlacza", co jest dla mnie KOMPLETNYM idotyzmem, albo sie kogos kocha zawsze, albo w ogole. Tylko on tego nie rozumie, kieruje sie nie ta glowa co trzeba..
Dla mnie to jest naprawde straszne utrapienie, kiedy patrze na cos takiego. wiele razy rozmawialem z przyjaciolka o jej sytuacji, jednak nawet kiedy udalo mi sie na niej wyperswadowac rzucenie niego, to po dniu ona juz o tym zapomniala. Podobnie zachowywaly sie przyjaciolki z jej otoczenia, kazda ja upominala o tym, zeby z nim skonczyla. Teraz juz przestaly, bo wiedza ze to nie ma sensu. Sytuacja ciagnie sie od TRZECH lat, a wiem, ze jezeli ja nic nie zrobie, to ona po prostu bedzie na straconej pozycji. Przyjacilka, jadla kiedys tabletki antykoncepcyjne, jednak w jakis sposob wplynelo to jej na psychike i chodzila do psychologa, ale to bylo dawno. Nie wiem czy to ma jakis wplyw na jej aktualne zachowanie i nie wiem co dokladnie sie z nia dzialo, ciezko mnie jest o nia o to wypytywac, bo w pewnych kwestiach jest ona naprwade zamknieta w sobie. Jezeli potraficie mi w jakis sposob doradzic, to prosze dajcie znac. Dla mnie liczy sie kazda rada, bo nie wiem co z tym mam juz zrobic...
Dodam jeszcze jedno. Ona pare razy powiedziala, ze "wie" ze nie bedzie z nim do konca, ale jak mam jej w to wierzyc? Ona prawdopobonie sama w to nie wierzy i tylko mi tak mowi, zebym nie drazyl tematu."
Jest jeszcze jedna kwestia, w ktorej chcialbym sie Was poradzic, ale ta jest dla mnie priorytetowa. Wiec z czasem...