Czy starsi ludzie na ogół żyją aktywnie? Chodzi mi o wszelaką aktywność sportową, zawodową, generalnie - życiową
. Jakie postawy prezentują starsze osoby w waszym otoczeniu lub, jeżeli już za taką starszą osobę ktoś się uważa, jaki sam prowadzi tryb życia? Czy emerytura i związana z nią ilość wolnego czasu daje pole do popisu czy już tylko fotel, kapcie i seriale w TV?
Do tematu zainspirowała mnie ostatnio podsłuchana rozmowa dziadka i jego kolegi ze studiów, który go po latach odwiedził. Kolega narzekał, że już na starość to się nic nie chce i można tylko wspominać. Odpowiedzią był radosno-złośliwy chichot mojego dziadka.
No i właśnie. Co prawda, nie wiem, co ten kolega robi w życiu, ale na przykładach napiszę mniej więcej, o co mi chodzi.
Mój dziadek skończy w tym roku 78 lat. Wiosną, latem, jesienią jest codziennie na stadionie. 2-3 razy w tygodniu gra w tenisa, w pozostałe dni biega po kilka kilometrów. Zimą na weekendy często jeździ z nami na narty, a praktycznie codziennie biega na biegówkach, wyznaczając sobie samemu trasy. Jeżeli jedziemy na łyżwy, zawsze jedziemy najpierw po dziadka, który jeździł dużo w młodości i cieszy się, że bije nas wszystkich na głowę. Do tego kilka razy w miesiącu chodzi na basen i pływa po 1-1,5km. Kilka lat temu "skonfiskował" mój rower i jak jest pogoda, to potrafi wyjechać na nim na pół dnia. Nawet na drugi koniec miasta nie pojedzie samochodem, zawsze chodzi. Jeżeli jest są święta czy inna impreza rodzinna, młodzi idą pograć w siatkówkę czy w kosza, dziadek zawsze zabiera się z nami. Mimo że wszyscy jesteśmy wysportowani poza moją babcią
, ale ona nigdy udziału w tym nie bierze, to dziadek zazwyczaj jest najbardziej pożądanym zawodnikiem i po 2h ma tyle energii co na początku. No i najważniejsze są osiągnięcia - od kilkudziesięciu lat spisuje wszystkie wyniki meczów w tenisa, każda przebiegnięta/przepłynięta odległość jest również zapisana z datą, są podliczenia roczne, miesięczne, żeby przypadkiem nie wyszło kiedyś za mało, bo tragedia. Do tego pracuje, ale że ma nienormowane godziny pracy, bo często jest dużo wolnego, a później 2-3 dni w wyjazdach po całej Polsce, to ma czas na to wszystko.
Z drugiej strony jest mój dziadek numer dwa, w młodości bardzo sprawny, były wojskowy, teraz jedyną jego aktywnością jest spacer z psem, chociaż i tak najwygodniej wypuścić go do ogródka, a samemu siedzieć przed TV. Do sklepu wygodniej jest podjechać samochodem, chociaż więcej czasu zajmuje wyprowadzenie auta z garażu niż pójście po zakupy na piechotę. A później można siąść w fotelu i pomarudzić, że starość nie radość, a kiedyś to... I od razu powiem, że nie jest schorowany, miałby możliwość i warunki na jakąkolwiek aktywność, ale no właśnie - chyba po prostu się nie chce.
Co lepsze dla zdrowia - chyba wiadomo. Co ciekawsze? Pewnie zależy dla kogo. Jednak nie mówię tylko o sporcie, po prostu na tym najbardziej widać, bo np. mój dziadek nr 1 jest zaciekawiony praktycznie wszystkim od "Naucz mnie korzystać z laptopa, kupię sobie taki, o ale fajne" przez "Myślałem, żeby się zapisać na kurs językowy dla seniorów, są takie" po "Wybierzecie mi jakieś rolki? Chciałbym kiedyś pojeździć", a babcia to już nie bardzo.
Dlaczego dla tak wielu ludzi starość = koniec wszelkich rozrywek poza tymi bezpiecznymi w zaciszu domowym, typu TV?