Witam, postanowiłam dołaczyć do grona forum'owiczek gdyż tak naprawde nie mam kogos, z kim mogę się podzielić całą prawdą na temat mojego życia i związku.
Otóż, mam 22 lata i w swoim co prawda nie długim życiu miałam kilka "związków". Jednak 3 lata temu poznałam super chłopaka. Zainteresowaliśmy się sobą od razu, lecz już po 3 tygodniach znajomości pozwoliłam sobie na jedno z Jego zagrań, które mają miejsce do dziś, a mianowicie na wspolnej imprezie chłopak w dużej ilości nadużył alkoholu i kiedy juz wymyslal jak mnie za to przeprosić, ja, bedąc zachwycona, że ktos tak super sie mna zainteresował powiedziałam, ze nic się nie stało... I chociaż od tej pory jesteśmy razem to On cały czas moim zdaniem ma poczucie, ze co by nie zrobil to ja zawszee będę. A ja w rodzinnym domu nie mam wlasnego pokoju, w którym mogłabym np. przeczekać pare dni w spokoju, żeby On się otrząsnąl, od 2 lat także nie mam takich koleżanek, ktore mogły by się mną zająć więc po każdej przewaznie kłótni to ja pierwsze wyciagam rękę, przyjeżdzam, nawet gdy mnie odwozi itd. Skończyłam studia i nie mam pracy, moje hobby sie skończyło pare miesiecy temu z nie zaleznych ode mnie przyczyn wiec same rozumiecie...
I jeszcze te weekendy i alkohol. Ja nie mowię, że wiecznie mamy siedzieć w domu ale On co weekend musi gdzieś wyjśc bo chce sie napic, czasem jak zacznie w piątek to kończy pic w niedziele, co mnie bardzo boli, bo wiem na przykładzie brata i ojca jak alkohol działa. Więc, w każdy week sie boję,trzese się gdy dzwoni Jego tel, co to ten mój luby nie wymysli, czy wrocimy do domu razem, czy jednak sie poklocimy i On postanowi przedluzyc sobie imprezę ale beze mnie.
Kocham Go strasznie, wiem, że On mnie tez, bo w tyg, gdy nie pije jest nam cudownie ze soba. Wiem, że ja też nie jestem doskonała dziewczyną i popełniam błędy, ale nie umiem sobie czasem poradzić z tą moją "obsesją", za wszelką cenę nie chce Go stracić. On jest dosc wybuchowym chłopakiem a ja jestem wrazliwa. Nie klocimy sie bardzo czesto, ale czasem podczas klotni padaja słowa, ktore mnie bardzo ranią, dla niego to jednak nie kontrolowany potok słów.
Co zrobic, żeby żyło się lepiej? Czy warto?
Pozdrawiam