netkobietyWszystkie działy
Trudna miłość, zazdrość, nałogi

Hazradzista i niedoszły samobójca. Moje wieczne poczucie winy.

17 odpowiedzi3 767 wyświetleńzałożony przez ana7980, 04.04.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Hazradzista i niedoszły samobójca. Moje wieczne poczucie winy.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 18 ]

1

Temat: Hazradzista i niedoszły samobójca. Moje wieczne poczucie winy.

Witam serdecznie. Piszę na tym forum, hmm na jakimkolwiek forum, na ten temat po raz pierwszy, ale nie mam juz sił i muszę to z siebie wyrzucić. Może ktos z Was był tam gdzie ja jestem teraz. Ja wiem, ze nie będzie krótko ale postaram sie jak mogę.

Może zacznę od początku.

Jesteśmy małżeństwem od 11 lat, mamy 10-letniego syna. Układało nam się raz lepiej raz gorzej, ale zawsze jakos to było, byle do przodu. Taki mam charakter i tak w życiu działam. Mój mąż od poczatku naszego związku zrzucił na mnie całą odpowiedzialność za podejmowanie wszelkich waznych decyzji.

Przed ślubem znaliśmy sie rok, z tego 9 miesiecy mieszkaliśmy razem zagranicą. Przez ten czas on nie mógł tam znaleźć pracy, zawsze mu coś nie wychodziło, nie podchodziło, nie było. Przyjęłam do wiadomości, że życ za coś musimy, harowałam a on stał się kurą domową. Po latach wyszło, że przez ten czas okłamywał swoją rodzinę, że tam cały czas pracował.

Po slubie zostaliśmy w Polsce, zaszłam w ciążę, jego tato znalazł mu pracę. Wszystko układało się w miarę pomyslnie. dziecko rosło zdrowo, ja i on skończyliśmy studia. Babcia pomogła mu dostać lepszą pracę. I w chwili kiedy to piszę, po raz kolejny doznaję olśnienia! tato, babcia ehhh.

Po otwarciu rynku pracy w UK, wynalazlam (widzę znowu nie on sam) mu ofertę pracy w zawodzie, w UK. Dobrze płatna, stały kontrakt, min 2 lata, firma pomagała sie przesiedlić. Pojechał. Po poł roku dojechałam z dzieckiem. Było ok.

Przez 3 lata życia ani sie nie dorobiliśmy fortuny, ani nie klepaliśmy biedy. Powoli rozkręciałam malą firemke.

To było jak grom z jasnego nieba. Przyszedł i powiedział, zę musi zapłacic w pracy kilkaset funtów, bo go zwolnią! No jak! Przecież nie można takich rzeczy żądać od pracownika, co jak co prawo pracy znam.

Przegrał wszystko na automatach.

Swoje, moje, pożyczone, firmowe. Zostaliśmy z niczym.

Zdecydował, ze najlepszym rozwiązaniem będzie samobójstwo, bo on nie ma już po co żyć. Ganiałam go ze szwagrem, nie wiem ile godzinę, dwie, trzy po lesie. Uciekał od nas. Błagałam zeby sie nie zabijał, ma mnie i dziecko. Damy rade. Po przemyśleniu nie zabił się.

Natychmiast zorganizowałam pieniądze, chociaż zeby znajomych pospłacać. W pracy zawieśili go dyscyplinarnie. W międzyczasie okazało się, że jego rodzeństwo wiedziało o wszystkim już od miesiąca, pozyczali mu w tym czasie, na oddanie długów a on to oczywiście przegrywał. Zadno z nich nie uznało, że może ja też powinnam wiedzieć.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam z czym się ten cały hazard je. Uwierzyłam, że to koniec, już ma swoją lekcję, nigdy więcej bo widzi co by stracił a bardzo nas kocha.

Wydawało mi sie, ze teraz pospłacamy długi i będzie ok. Nie miałąm powodów żeby wątpić. Nie wiedziałam jeszcze, ze powie i obieca co tylko zechcę.

Kolejna bomba po miesiącu. Tym razem zwolnili go z pracy dyscyplinarnie. Znowu akcja samobójswo, pogoń i powrót. Przysięgał, ze takiej nauczki w życiu nie dostał i już na pewno, milion procent i słowo honoru nigdy wiecej.

Znów pomogłam. Znalazłam prace. 2 lata spokoju. Przestój w robocie. 2 miesiace spedził w domu. Tym razem przegrał swoje, moje, na wypłaty dla moich pracownic, sprzedał z domu.

Poszedł się znowu zabijac, musialam go szukac, prosic, błagac przekonywać. I tym razem się nie zabił. We mnie za to coś umarło. wypaliło się.

Znów przepraszał, obiecywał. Zaczął terapię-poszedł raz; spotkania anonimowych hazardzistów-kilka razy i przestał. Czekałam pół roku czy zacznie robić coś ze sobą, z leczeniem. Nic w tym czasie się na ten temat nie odzywałam. Miałam nadzieję, zę zacznie sam z siebie i dla siebie.

Ne zrobił nic.

Teraz jestesmy już 4 miesiąc w separacji. Wygląda na to, że nie gra ale tez zupełnie sobie nie radzi. Jest cały czas bez pieniędzy. Ja się czuję winna temu wszystkiemu, że nie chce dalej z nim być, ze on sobie nie radzi beze mnie, że powinnam byc, trwac i pomagać.

Dzięki, że chce Wam się czytać te moje wypociny. Wiem, że długi post ale i tak się starałam skrócić i zarazem opisac sytuację.

2

Odp: Hazradzista i niedoszły samobójca. Moje wieczne poczucie winy.

Twój mąż jest hazardzistą; Ty - opisując siebie, wymieniasz cechy charakterystyczne dla osoby współuzależnionej. Może dobrym pomysłem byłoby skorzystanie przez Ciebie z profesjonalnej pomocy?

3

Odp: Hazradzista i niedoszły samobójca. Moje wieczne poczucie winy.

Tak szukałam tej pomocy i znalazłam. Chodziłam na psychoterapie i na spotkania gam-anon. Niby już wszystko wiem, jak działa ten mechanizm, ale dalej jak on przychodzi i mówi, z resztą nawet nie mówi, czasem zrobi odpowiednia minę i ja juz wiem, ze jest źle i zaczynam myśleć jak mu pomóc.

4

Odp: Hazradzista i niedoszły samobójca. Moje wieczne poczucie winy.

To, że znasz mechanizm to jedno.
To, że nie umiesz poradzić sobie z własnymi uczuciami, to drugie.
Wiedza i uczucia często nie idą w parze.
Gdybyś stwierdziła, że poczucie winy jest Ci obce, wówczas mogłabyś stwierdzić, że terapia dała efekty. Teraz pora, byś "zrobiła porządek" z uczuciami, poczuciem wartości, zlikwidowała poczucie winy.

5

Odp: Hazradzista i niedoszły samobójca. Moje wieczne poczucie winy.

Dziękuję smile najgorsze, ze ja naprawdę to wiem, tylko nie wiem jak się za to wszystko zabrać. Raz mam lepsze dni, wtedy wiem, że dam radę, dla siebie i syna, że nic mnie nie pokona. Ale gdy nadchodza te gorsze.... ehh szkoda slów. Zawsze też myślałam, że owszem powinela mu się noga ale przecież tak bardzo mnie kocha, ze nie może beze mnie żyć, wobec tego jestem mu coś winna. Terapia i spotkania dały przynajmniej tyle, ze już wiem, że to jest chora miłość.

6

Odp: Hazradzista i niedoszły samobójca. Moje wieczne poczucie winy.

To teraz pora na zdrowienie. smile

Gdy przyjdą (a przyjdą na pewno) te poczucia winy, gdy pod wpływem zbolałych oczu, będzie robiło Ci się miękko, odwołaj się do rozumu - tam masz wszystko poukładane jak należy.

7

Odp: Hazradzista i niedoszły samobójca. Moje wieczne poczucie winy.

Mam nadzieję smile chociaż  w głębi serca ja cały czas wierzę, zę on się naprawdę zmieni. Zacznie działać, nie rzucac puste słowa. Czekam, ze kiedyś przyjdzie weźmie mnie za rękę i poprowadzi. Wiem, ze marne szanse, on stara się bardzo mocno żeby otworzyć mi oczy. Nie dociera do niego, dlaczego nie mieszkamy razem. Wytłumaczył sobie i wsysytkim, którzy chcieli go słuchać, że go zostawiłam, bo kogoś mam. A ja nie zamierzam idowadniać, ze nie jestem wielbładem. Przepraszam, ze tak bez składu ale tyle tego we mnie się nazbierało, a ja nie jestem osobą wylewną i tak tyle czasu trzymałam to w  sobie. Do dziś z mojej strony wiedzą tylko najbliżsi, bo on im sam powiedział.

8

Odp: Hazradzista i niedoszły samobójca. Moje wieczne poczucie winy.

Mogę powiedzieć tyle co Wielokropek.
Słuchaj rozumu, nie uczuć!

9

Odp: Hazradzista i niedoszły samobójca. Moje wieczne poczucie winy.

Na tą chwilę to Ty chcesz zmian a jemu jest dobrze tak jak jest. Może nie do końca jest cudownie bo powinnaś jeszcze pospłacać długi i historia powinna zacząć się od początku. Bardzo dobrze zrobiłaś decydując się na separację a mąż wytłumaczył to sobie tak jak było mu wygodnie. Następny etap będzie taki, że zniszczyłaś mu życie itp.

Twój mąż jest emocjonalnym szantażystą i kłamcą uzależnionym od hazardu.

Dopóki nie będzie chciał walczyć ze swoim uzależnieniem nic się nie zmieni. Jego słowa niczego nie zmienią tu jest potrzebne działanie z jego strony. Ty zrobiłaś i tak za dużo a mimo to on ma to gdzieś a Ty masz wyrzuty sumienia!!! Ile razy można podawać rękę i pomóc się podnieść. Swoim działaniem pokazałaś, że cokolwiek by nie zrobił zawsze przyjdziesz i pomożesz,spłacisz długi a na koniec będziesz go błagać żeby się nie zabijał bo biedny nie ma po co żyć. Rzeczywiście skończyła się kasa, po raz kolejny wszystko wyszło na jaw to po cholerę ma żyć jak nie ma za co grać. Przecież nie dla Ciebie i dziecka bo liczy się tylko on i jego uzależnienie. Jest dorosłym człowiekiem i ponosi konsekwencje swoich czynów nic więcej. Ty ani go nie ukarałaś nie zrobiłaś mu na złość nie oszukałaś.

Pozwoliłaś mu zobaczyć jak to jest bez Ciebie w życiu i okazało się, że sobie nie radzi...to niech zrobi wreszcie coś żeby sobie poradzić:
- niech ruszy tyłek i pójdzie na leczenie,
- niech znajdzie pracę,
- niech przestanie grać,
- niech zadba o Ciebie,
- niech przestanie widzieć tylko czubek swojego nosa,
- niech weźmie odpowiedzialność za rodzinę,
- niech da przykład swojemu dziecku jak powinien postępować ojciec.

Nie daj się złamać skoro doszło już do separacji bo dasz mu tylko kolejny powód do tego żeby nic nie zmieniać.
Uczucia trzeba postarać się odsunąć na bok i pomyśleć o sobie i o dziecku a nie o nieszczęśliwym hazardziście któremu zła żona zabrania przegrywać wszystko co osiągnęła w życiu. Przegrywa nie tylko Twoje pieniądze ale też uczucie,stabilizację życiową,szacunek,zaufanie i swoje dziecko.
Trzymaj się i wytrwaj w swoim postanowieniu bo może być tylko lepiej...

10

Odp: Hazradzista i niedoszły samobójca. Moje wieczne poczucie winy.

Ana, Ty mu pomagasz ile masz sił, pomagasz mu pogrążyć się do końca.

Jesteście w separacji oficjalnie? Macie rozdzielność majątkową? Jeżeli nie zrób to jak najszybciej.

On sobie nie radzi bez Ciebie? Wolne żarty! A Ty? Radzisz sobie bez niego i z dzieckiem?

On ma być mężczyzną. Ojcem.

Za żadne skarby mu nie pomagaj. Rozdzielność majątkowa i miej w nosie jego długi.

Próby samobójstwa? Nigdy nie powinnaś za nim biec. Wiem ile to kosztuje. Mój mąż zrobił taki numer raz. Przegiął tak, że sama się dziwię, że wtedy się z nim nie rozwiodłam, (po piętach może mnie za to całować, jak chce wink ) Po awanturze w domu, dobrze wypity, wziął samochód i pojechał w pizdu. Zadzwonił kilka razy, nie odebrałam, byłam na niego wściekła i nie chciałam go widzieć ani z nim rozmawiać.
Wysłał mi sms-a typu kochałem cię, żegnaj i podobne bzdety. Podjechał pod dom po pół godzinie. To było najgorsze pół godziny w moim życiu. W głowie miałam sto tysięcy myśli: pierdzielnie samochodem w drzewo, niechcący albo specjalnie.... albo co gorsza w inny samochód, też nie wiadomo czy specjalnie... zabije siebie, nie daj boże kogoś w tym drugim samochodzie, może tam będą dzieci... to wszystko moja wina bo nie odbierałam telefonów.... nie, to nie moja wina, on jest dorosły... tak, ale jest pijany... powinnam go powstrzymać, moja wina... dupa, nie moja wina, jak się nie kontroluje po alkoholu, to niech nie pije....
Wytrzymałam i nie zadzwoniłam, nie poszłam go szukać, tylko ja wiem ile mnie to kosztowało.

Nie daj się złamać, znasz pojęcie twardej miłości?
Tak jak pisze Wielokropek, znasz mechanizmy, zacznij coś robić.

11

Odp: Hazradzista i niedoszły samobójca. Moje wieczne poczucie winy.

Wiem co czujesz, co się dzieje w Twoim wnętrzu:( Mój narzeczony to też hazardzista. Najgorsze jest to że ja to wiem ale czasami jakbym nie chciała w to wierzyć w wmawiała sobie, że nie jest tak źle a jest.
Mamy kredyty w sumie na jakieś 40 tys. przez hazard. Przegrywał wszystko a później nie było za co zapłacić rachunków więc kredyt jeden drugi, karta kredytowa limity itp.
Niedawno okazało się że wygrał około 60 tys. i wszystkie kredyty będą pospłacane. Nie ukrywam że się cieszyłam mimo że osiągnął to przez granie.
Otwarcie już gadaliśmy o tym ale 3 dni temu znów nie chce gadać o kasie, że zmiana planów, że pospłacamy później a coś mi się wydaje że moje szczęście nie trwało długo bo pewnie znów przegrał mimo że obiecał.... i jeszcze powiedział że tym razem się przekonasz że moje obiecuje jest warte wiary i co????????
Nie wiem co robić jestem teraz wściekła nie rozmawiam z nim jestem oschła bo okłamał mnie po raz kolejny a w przyszłym roku ślub wesele, przygotowania w trakcie....
Jestem załamana.

12

Odp: Hazradzista i niedoszły samobójca. Moje wieczne poczucie winy.
ana7980 napisał/a:

Witam serdecznie. Piszę na tym forum, hmm na jakimkolwiek forum, na ten temat po raz pierwszy, ale nie mam juz sił i muszę to z siebie wyrzucić. Może ktos z Was był tam gdzie ja jestem teraz. Ja wiem, ze nie będzie krótko ale postaram sie jak mogę.

Może zacznę od początku.

Jesteśmy małżeństwem od 11 lat, mamy 10-letniego syna. Układało nam się raz lepiej raz gorzej, ale zawsze jakos to było, byle do przodu. Taki mam charakter i tak w życiu działam. Mój mąż od poczatku naszego związku zrzucił na mnie całą odpowiedzialność za podejmowanie wszelkich waznych decyzji.

Przed ślubem znaliśmy sie rok, z tego 9 miesiecy mieszkaliśmy razem zagranicą. Przez ten czas on nie mógł tam znaleźć pracy, zawsze mu coś nie wychodziło, nie podchodziło, nie było. Przyjęłam do wiadomości, że życ za coś musimy, harowałam a on stał się kurą domową. Po latach wyszło, że przez ten czas okłamywał swoją rodzinę, że tam cały czas pracował.

Po slubie zostaliśmy w Polsce, zaszłam w ciążę, jego tato znalazł mu pracę. Wszystko układało się w miarę pomyslnie. dziecko rosło zdrowo, ja i on skończyliśmy studia. Babcia pomogła mu dostać lepszą pracę. I w chwili kiedy to piszę, po raz kolejny doznaję olśnienia! tato, babcia ehhh.

Po otwarciu rynku pracy w UK, wynalazlam (widzę znowu nie on sam) mu ofertę pracy w zawodzie, w UK. Dobrze płatna, stały kontrakt, min 2 lata, firma pomagała sie przesiedlić. Pojechał. Po poł roku dojechałam z dzieckiem. Było ok.

Przez 3 lata życia ani sie nie dorobiliśmy fortuny, ani nie klepaliśmy biedy. Powoli rozkręciałam malą firemke.

To było jak grom z jasnego nieba. Przyszedł i powiedział, zę musi zapłacic w pracy kilkaset funtów, bo go zwolnią! No jak! Przecież nie można takich rzeczy żądać od pracownika, co jak co prawo pracy znam.

Przegrał wszystko na automatach.

Swoje, moje, pożyczone, firmowe. Zostaliśmy z niczym.

Zdecydował, ze najlepszym rozwiązaniem będzie samobójstwo, bo on nie ma już po co żyć. Ganiałam go ze szwagrem, nie wiem ile godzinę, dwie, trzy po lesie. Uciekał od nas. Błagałam zeby sie nie zabijał, ma mnie i dziecko. Damy rade. Po przemyśleniu nie zabił się.

Natychmiast zorganizowałam pieniądze, chociaż zeby znajomych pospłacać. W pracy zawieśili go dyscyplinarnie. W międzyczasie okazało się, że jego rodzeństwo wiedziało o wszystkim już od miesiąca, pozyczali mu w tym czasie, na oddanie długów a on to oczywiście przegrywał. Zadno z nich nie uznało, że może ja też powinnam wiedzieć.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam z czym się ten cały hazard je. Uwierzyłam, że to koniec, już ma swoją lekcję, nigdy więcej bo widzi co by stracił a bardzo nas kocha.

Wydawało mi sie, ze teraz pospłacamy długi i będzie ok. Nie miałąm powodów żeby wątpić. Nie wiedziałam jeszcze, ze powie i obieca co tylko zechcę.

Kolejna bomba po miesiącu. Tym razem zwolnili go z pracy dyscyplinarnie. Znowu akcja samobójswo, pogoń i powrót. Przysięgał, ze takiej nauczki w życiu nie dostał i już na pewno, milion procent i słowo honoru nigdy wiecej.

Znów pomogłam. Znalazłam prace. 2 lata spokoju. Przestój w robocie. 2 miesiace spedził w domu. Tym razem przegrał swoje, moje, na wypłaty dla moich pracownic, sprzedał z domu.

Poszedł się znowu zabijac, musialam go szukac, prosic, błagac przekonywać. I tym razem się nie zabił. We mnie za to coś umarło. wypaliło się.

Znów przepraszał, obiecywał. Zaczął terapię-poszedł raz; spotkania anonimowych hazardzistów-kilka razy i przestał. Czekałam pół roku czy zacznie robić coś ze sobą, z leczeniem. Nic w tym czasie się na ten temat nie odzywałam. Miałam nadzieję, zę zacznie sam z siebie i dla siebie.

Ne zrobił nic.

Teraz jestesmy już 4 miesiąc w separacji. Wygląda na to, że nie gra ale tez zupełnie sobie nie radzi. Jest cały czas bez pieniędzy. Ja się czuję winna temu wszystkiemu, że nie chce dalej z nim być, ze on sobie nie radzi beze mnie, że powinnam byc, trwac i pomagać.

Dzięki, że chce Wam się czytać te moje wypociny. Wiem, że długi post ale i tak się starałam skrócić i zarazem opisac sytuację.

Z całego serca Tobie współczuję, domyślam się jak cierpisz, sama przeżyłam taki horror, że ciężko niektórym uwierzyć, a mam dopiero 25 lat. Doświadczenia bardzo traumatyczne. Jestem w trakcie staranie się o kościelne unieważnienie małżeństwa. Ksiądz, który przeczytał pozew powiedział, że mam duże szanse.
Mi moja psycholog powiedziała kiedyś, że motywacją do związku nigdy nie powinno być poczucie winy.
Czasami zastanawiam się czyja to jest wina, czy partnerów, którzy sztukę manipulacji mają opanowaną do perfekcji, czy nasza- że zupełnie tracimy wartość i popadamy w poczucie winy.
Głęboko współczuję i podziwiam Ciebie za te wszystkie lata, że dałaś radę utrzymać dom.
To straszne, że niektórzy mężczyźni nie czuja potrzeby bycia "głową rodziny". Dziś tak wiele pada zarzutów pod adresem kobiet, że są one materialistkami. Szkoda tylko, że zapomina się o tym, że kobiety pracują, ale też wychowują dzieci i prowadzą gospodarstwo domowe.
Przeraża mnie ten cały feminizm, czasem  mam wrażenie, że więcej on przyniósł złego niż dobrego.
Twój partner nie dorósł do małżeństwa, możesz mu tłumaczyć milion razy o tym. On nie jest w stanie nawet odbyć terapii.
Jeszcze jest takie przypuszczenie, że popadł on w głęboką depresję i stąd takie zachowanie. Tylko w jaki sposób Ty masz mu pomóc?
On powinien sam tego chcieć.
Wiesz, wiele kobiet na tym forum jest dowodem na to, że ludzie zbyt szybko się nie zmieniają.
Taka terapia może trwać latami. Ważne jest to czy on tego chce, Ciebie nie powinien już nigdy nawet przez chwilę nie obciążać tym problemem!
Łatwo jest pisać na Ciebie, że jesteś uzależniona, ale jak żyć z takim człowiekiem?
Albo się uzależniasz albo odchodzisz.
Jeżeli masz siłę jeszcze walczyć o to wszystko to walcz, ale moim zdaniem to Ty starałaś się latami. Najwyższa pora aby ktoś postarał się o Ciebie/dla Ciebie.
Nikt z nas nie wie czy Twój mąż kiedykolwiek się zmieni i to jest najgorsze, życie w niepewności, w strachu.
On może się zmienić, a może nie zrobić tego nigdy.

13

Odp: Hazradzista i niedoszły samobójca. Moje wieczne poczucie winy.
zwykły facet napisał/a:

Na tą chwilę to Ty chcesz zmian a jemu jest dobrze tak jak jest. Może nie do końca jest cudownie bo powinnaś jeszcze pospłacać długi i historia powinna zacząć się od początku. Bardzo dobrze zrobiłaś decydując się na separację a mąż wytłumaczył to sobie tak jak było mu wygodnie. Następny etap będzie taki, że zniszczyłaś mu życie itp.

Twój mąż jest emocjonalnym szantażystą i kłamcą uzależnionym od hazardu.

Dopóki nie będzie chciał walczyć ze swoim uzależnieniem nic się nie zmieni. Jego słowa niczego nie zmienią tu jest potrzebne działanie z jego strony. Ty zrobiłaś i tak za dużo a mimo to on ma to gdzieś a Ty masz wyrzuty sumienia!!! Ile razy można podawać rękę i pomóc się podnieść. Swoim działaniem pokazałaś, że cokolwiek by nie zrobił zawsze przyjdziesz i pomożesz,spłacisz długi a na koniec będziesz go błagać żeby się nie zabijał bo biedny nie ma po co żyć. Rzeczywiście skończyła się kasa, po raz kolejny wszystko wyszło na jaw to po cholerę ma żyć jak nie ma za co grać. Przecież nie dla Ciebie i dziecka bo liczy się tylko on i jego uzależnienie. Jest dorosłym człowiekiem i ponosi konsekwencje swoich czynów nic więcej. Ty ani go nie ukarałaś nie zrobiłaś mu na złość nie oszukałaś.

Pozwoliłaś mu zobaczyć jak to jest bez Ciebie w życiu i okazało się, że sobie nie radzi...to niech zrobi wreszcie coś żeby sobie poradzić:
- niech ruszy tyłek i pójdzie na leczenie,
- niech znajdzie pracę,
- niech przestanie grać,
- niech zadba o Ciebie,
- niech przestanie widzieć tylko czubek swojego nosa,
- niech weźmie odpowiedzialność za rodzinę,
- niech da przykład swojemu dziecku jak powinien postępować ojciec.

Nie daj się złamać skoro doszło już do separacji bo dasz mu tylko kolejny powód do tego żeby nic nie zmieniać.
Uczucia trzeba postarać się odsunąć na bok i pomyśleć o sobie i o dziecku a nie o nieszczęśliwym hazardziście któremu zła żona zabrania przegrywać wszystko co osiągnęła w życiu. Przegrywa nie tylko Twoje pieniądze ale też uczucie,stabilizację życiową,szacunek,zaufanie i swoje dziecko.
Trzymaj się i wytrwaj w swoim postanowieniu bo może być tylko lepiej...

W pełni się zgadzam. cudowne przemiany mają najczęściej miejsce tylko w filmach. W realnym życiu jest zupełnie inaczej.
Jeżeli autorka wątku zajmie się teraz sobą i dzieckiem, to przynajmniej przestanie się zadręczać problemami męża.

14

Odp: Hazradzista i niedoszły samobójca. Moje wieczne poczucie winy.

Dziekuje Wam wszystkim, którym chciało się to czytac smile

Cudownie byłoby wyłączyć uczucia, chociaz na pewien czas, ale jak to mowią "kto ma miekkie serce, musi miec twardy tyłek" i ze mną właśnie tak jest.

Czasem kiedy mnie juz konkretnie wkurzy, potrafię się wyłączyc i się nie przejmować. Niestety nie trwa to długo.

Z drugiej strony ciesze się bardzo, ze chociaż oczy mi sie zaczęly otwierać a nie tak jak kiedys byłam ślepa na wszystko.

Pani psycholog już na pierwszym spotkaniu, jak tylko jej opowiedzialam swoją historię powiedziala mi, ze to wszystko to szantaż emocjonalny i on mnie traktuje nie jak partnera, tylko rodzica, ze dluga droga przede mną ale juz zrobiłam krok we właściwym kierunku.

Zwykły facet masz 100% racji, z tym że to juz zostało powiedziane, ze zniszczyąłm mu zycie. Nie tylko przez niego ale i całą jego rodzinę. Jestem najgorsza suką i łajza, jak określiła mnie tesciowa, bo powinnam mu pomagać.

Dokladnie tak jest, że on wie jak nabroi przyjdzie do mnie, nikogo innego i dostanie to co chce. Sam mi to kiedyś powiedział. Tak jak kiedyś wykrzyczał mi, ze skoro ja i tak chce sie rozstać to po co on chodzi na mityngi, skoro robił to dla mnie. Zaraz się oczywiście z tego wycofał, ze nie, jednak nie tylko dla mnie, siebie też, ale myslę, ze wtedy powiedział prawde.

Pisze to i zaczynam się na siebie wkurzac. Caly czas on i on. I tak jest w mojej głowie. Ehhh.

Onaona mam nadzieję,z ę wszsytko sie dobrze ułoży i otrzymasz to unieważnienie. to jest naprawdę straszne byc z kimś bo ktos Cie doprowadza do takiedo stanu, ze uwazasz to za swój obowiązek, bo musisz a jak nie to......

Sowka mogę Ci napisac tylko jedno. Przemyśl to porządnie. Nie znam Twojej sytuacji, ale nawet z tych kilku zdan można wyciągnąć straszne wnioski. Może zajrzyj na takie forum hazardzisci org, nie moge wkleić linka, bo za krotko tu jestem. Ja zapierwszym razem tam weszłam i wyszłam, chciałam pozostac slepa. Wmawiałam sobie, ze tak, tak oni tak mają ale mój jest inny, niemożliwe żeby tez taki był. A jednak.
Jak będziesz chciala porozmawiać zawsze mozesz się do mnie odzywać:)


Anik38 masz bardzo dobre podejście, tak wiem co to twarda miłość. Ja widze, że dużo rzeczy wiem i tak jestm mądra a taka glupia jednak w tej mądrości, ze szkoda mi samej siebie czasem.

On się chodzil zabijac łącznie 9 razy w ciagu 3 lat. Pozegnalne listy, smsy, nagrania na pocztę. Wykrzyczane, na odchodne w drzwiach "ty k.... teraz sie naprawde przez ciebie zabije", albo "to ty mnie zabilaś, doprowadziłas....."

Raz nie wytrzymałam, czekal aż wejde, połknął garsc tabletek i uciekl z domu. Wezwałam policje. Znależli go, zawieźli do szpitala i wrócili, zeby ze mną porozmawiać. To był chyba 7 raz i tak im powiedziałam. Odpowiedz była krótka. On się nigdy nie zabije, tylko mnie szantazuje.

Ksiązke można napisać smile

15

Odp: Hazradzista i niedoszły samobójca. Moje wieczne poczucie winy.

Ana jestes mega wspoluzalezniona;nadopiekunczosc ,nadopowiedzialnosc ,nadkontrola i nislke poczucie wartosci.Zeby tego sie pozbyc nie wystarczy chodzic na terapie ,ale trzeba pracowac i zmieniac swoje myslenie.Jak zaczniesz pisac o sobie ,a nie o swoim mezu to bedzie znak ,ze zaczełas zajmowac sie soba.Na razie tylko czytam o nim
Powodzenia smile

16

Odp: Hazradzista i niedoszły samobójca. Moje wieczne poczucie winy.

Ja mam podobna sytuacje bylam w zwiazku z hazardzista przez 18 lat teraz jestesmy w separacji i staram sie jak moge zeby mu znowu nie uwierzyc klamac potrafil juz od samego poczatku tylko ja naiwna bylam i strasznie zaslepiona ta chora miloscia .Zdradzal mnie a pozniej plakal przepraszal ze nie moze zyc bezemnie a ja glupia mu wybaczalam .Pracowal ciezko ale zawsze byly problemy z pieniedzmi a on juz gral od poczatku nic o tym niewiedzialam .Urodzil sie syn bylo jeszcze gorzej podnosil na mnie reke ,wyzywal a pozniej znowu przepraszal ,blagal kupowal prezenty. Bylo strasznie ciezko nawet na pampersy nie bylo mnie stac dla syna .Dzieki Bogu udalo mi sie wyjechac za granice kolezanka mi pomogla ,wyjechalam znalazlam prace ale ze samemu ciezko sie dorobic to go tu wzielam myslalam ze razem bedzie latwiej .Poczatki byly piekne a pozniej jak sie oswoil poznal nowych kolegow zaczelo sie odpoczatku .Szef nie placi itd...wtedy jeszcze nie wiedzialam ze gra dowiedzialam sie dopiero po kilku latach ,jak tak dobry w klamstwie ze umial to dobrze ukrywac .Przegrywal a poznie swoje nerwy na mnie wyladowywal a ja mu ciagle przebaczalam .Teraz nie jestesmy razem prawie rok ale i tak niedaje mi spokoju .Boje sie strasznie ze znowu mu uwierze mimo ze mam tylu ludzi kolo siebie .Staram sie byc silna ale on teraz mieszka blisko mnie i widze go prawie codziennie to tym bardziej mi nie pomaga o tym zapomniec a narazie nie moge sie wyprowadzic .Boje sie ze juz nigdy sie od niego nie uwolnie a pragne tylko normalnego zycia i normalnej rodziny i teraz juz wiem ze ludzi nie mozna zmienic chyba ze tego chca .Bylam kobieta ktora chciala wiele osiagnac a w tym momencie nie mam sily na nic .Mam tylko wiare ze te sily wroca ze zaczne wierzyc w siebie z powrotem .

17

Odp: Hazradzista i niedoszły samobójca. Moje wieczne poczucie winy.

Zostaw mu list z żądaniami i wyprowadź się.
Jest dorosły, jest mężczyzną, powinien być podporą a nie kulą u nogi.
Ty chodź na terapię, ale odetnij się od niego zupełnie. Będzie boleć, ale będąc z nim i próbując mu pomóc, nie pomagasz.
Nie masz takiej mocy, jesteś jego partnerką, a nie mamą.
Inaczej on będzie ciągnął Ciebie i siebie w dół. Tak chcesz żyć? Masz dziecko, czy wiesz, co jemu serwujecie?
Uciekaj! I niech on weźmie się za siebie.

Posty [ 18 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Hazradzista i niedoszły samobójca. Moje wieczne poczucie winy.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026