Witam, długo starałam się poradzić sobie z moją sytuacją, próbowałam rozmawiać z NIM. Jednak każda rozmowa kończy się kłótnią, on nie lubi gadać co jeszcze bardziej mnie boli. Na początku było bajecznie jednak z każdym rokiem było gorzej a teraz to już nie wiem jak jest, o ile coś jest. To on o mnie zabiegał a ja nie byłam zdecydowana jednak w końcu i ja się zakochałam. Jesteśmy razem 3 lata. On pracuje 300 km ode mnie, raz do roku tam jadę na tydzień a tak to on jest co drugi weekend a czasem zostaje na dłużej jak np w wakacje na 1,5 miesiąca, 2 tyg na święta, długie weekendy. Jednak kontakt co się u każdego z nas dzieje mamy co dzień bo dzwonimy, smsujemy. Dlatego nie nazwałabym tego związku na odległość
Teraz to jest tak, że zawsze jak on zjeżdża jestem u niego. Mamy dwa pokoje, sypialnie i mega duży salon. Staram się o to dbać ale tak na prawdę jestem tylko jego dziewczyną. Kiedyś w jego planach byliśmy my, teraz to się zmienia. czasem planuje tylko pod siebie. Ja niedługo kończę studia, nie mam 18 lat i myślę poważnie jednak boje się, że on już nie. Nasza każda rozmowa kończy się takimi jego słowami: "Na wszystko przyjdzie czas". Nie wiem, może ja panikuje, no sama już nie wiem. Kocham go ale jego traktowanie mojej osoby bardzo boli. Potrafi nazwać mnie kaleką, co tylko mi nie wyjdzie jest skomentowane. Nie ma u niego zrozumienia sytuacji czego mi nie można zarzucić. Jestem spokojna i bardzo wrażliwa, nic na to nie poradzę. On wojskowy więc charakter ma, niestety. Generalnie jest miły dla mnie, nigdy mi nic nie brakuje, opiekuńczy ale są takie sytuacje, że go nie poznaje. Wiem, że żaden związek nie jest idealny. Ale ja już tak przywykłam, do naszego domu a tak naprawdę nie wiem co będzie dalej. Próbuje mu to jakoś przekazać, spokojnie ale zaraz wybucha kłótnia, że zaczynam swoje gadanie.... I wychodzę na zrzędę. Już nie wiem co mam robić, jak ja mam się zachować. Mam nadzieję, że się ułoży tylko nie wiem czy chciałabym całe życie usługiwać, jestem w zasadzie nauczycielem, a to do czegoś zobowiązuje, chcąc mieć u dzieci autorytet nie mogę być podwładną. Staram się ostatnio pokazywać, że nie jestem służącą. A kiedy krzyknęłam bo nie wytrzymałam już jego obrażania to się obraził. Zawsze to ja jestem ta zła, ta co źle się zachowuje. Mieliśmy w swoim związku pół roku przerwy, on nie wiedział czy mnie kocha, ale po pół roku się ogarnął jednak żadnego przepraszam, żadnej rozmowy wyjaśnienia się nie doczekałam. Tylko nie myślcie, że to jakiś potwór. Po prostu ja sądzę, że jego wychowanie było bardzo złe. Poznałam jego ojca i widzę jak to mogło wyglądać. Zero wartości ;/ Poradźcie mi, proszę..jestem już na skraju ![]()
Podobne tematy
hopeemu witaj
Wojsko, a potocznie "SYF" Nie bez kozery się tak nazywa . Stres, stres i jeszcze raz stres.TREPY a w większości wykolejeńce życiowi, którzy przy wódzie często doradzają jak żyć,jak postępować itd
Nawet jeżeli pagony masz gwiaździste obracasz się na co dzień w śród takich WIESZ MI...
Nie chcę cię straszyć, ale jeżeli nie masz charakteru "kury domowej" Osoby uległej do wyładowywań stresu, lub na tyle silnej by postawić na swoim, to może być tylko gorzej...
Zawód żołnierza to bardzo specyficzna profesja , siedziałem w tym bagnie jakiś czas ,jeżeli chcesz coś więcej wiedzieć pytaj..
W mojej ocenie ,jego (jakkolwiek to nazwać ) Zachowanie głownie spowodowane jest środowiskiem, gdzie spędza większość czasu,czyli W SYFIE...
3maj się pozdrawiam ![]()