Nie rozumiem tego od zawsze. Te wszystkie historyjki o zdobywaniu i o rutynie mnie nie przekonują, może dlatego, że ja jestem ciągle taka sama jak na początku, choć już czuję się zniechęcona, bo na moim partnerze to kompletnie nie robi wrażenia. mam za sobą poważne związki i wiem jak dbać o to by ciągle związek był oazą, ostoją. Noi mam po raz kolejny....zawsze ja jestem tą ostoją, nic nie dostając w zamian. Po prostu będziesz moja i tyle. Może opowiem o co chodzi, jestem z moim facetem ponad rok, mieszkamy razem 8 m-cy. W kwestiach dbałości o mieszkanie, gotowanie i generalnie podział obowiązków jesteśmy bardzo dobrze zgrani, choć czasem trafia się rozminięcie oczekiwań, ale to są sprawy błahe. Nie należę do zimnych kobiet, zatem kiedy coś mu dolega, lub coś przezywa dbam o niego, troszczę się, pomagam w trudnych chwilach, nie tylko dobrym słowem ale często też konkretnym działaniem. Kiedy potrzebuje samotności, zostawiam go w spokoju, szanuję jego uczucia, męskie ego i potrzeby. Nie ma łatwego charakteru, lubi mieć ostatnie słowo, a ja jestem uparta więc czasem się kłócimy a potem z tego oboje śmiejemy. Były tez niestety ostrzejsze kłótnie, w których padały bardzo przykre słowa w moją stronę, starał się to za każdym razem naprawić i wszystko mu wybaczałam, bo naprawdę Go kocham, choć rany/blizny emocjonalne pozostały. Sądziłam, że mając niejedno na sumieniu będzie starał się mi to jakoś wynagrodzić. Owszem, kupi mi prezent i pieniędzy nie żałuje ale ja nie tego oczekuje. Oczekuje, że będzie milszy, że będzie mnie przytulał i okaże trochę czułości. Tymczasem z każdym dniem on traktuje mnie coraz chłodniej, ciągle twierdząc, że mnie niby kocha. Kiedyś tyle razem się śmialiśmy, wygłupialiśmy, godzinami rozmawialiśmy, a tematy nam się nie kończyły, teraz jakikolwiek temat podejmę on mnie ucisza i włącza sobie telewizor. Okazuje mi zainteresowanie tylko i wyłącznie w łóżku, a tak na co dzień zero. Kiedyś wiedział i doskonale zgadywał co sprawi mi przyjemność, teraz go to przestało obchodzić. Kiedyś doceniał, że ma w końcu przy sobie kobietę, która zrobiłaby dla niego wszystko, bo nie miał tego w poprzednich związkach, teraz uważa to za mój święty obowiązek. Ja również pracuję, dbam o swój wygląd i nie jestem typem "szarej myszki" Najgorsze, że ciągle gdy nadarza się okazja, mówię mu co czuje i on to rozumie niby...mówi że jest mu przykro...ale jest po prostu nudnym marudnym facetem i dopiero teraz to mogę zobaczyć. Pytam go - to co wtedy udawałeś? - On mi na to nie kotek tak jest jak ludzie się zakochują,a potem życie codzienne....cholera!!!! nie zgadzam się!!!! owszem o codziennych sprawach i problemach trzeba rozmawiać i je rozwiązywać, ale można też można żyć inaczej, nie mówię tu o "różowych okularach" jestem realistką, ale można codziennie odkrywać coś pięknego w swoim partnerze, fascynować się nim patrząc mu w oczy. Bo co? to jest niemęskie czy jak? Czemu ja podziwiam Go za wszystko, za pracę, za odpowiedzialność, za każdą sprawę jaką załatwi, za to że jest cudownym Ojcem i naprawdę mówię mu to wszystko szczerze. Ubieram się w seksowne ciuszki dla niego, czasem nawet tańczę, gotuje i piekę jego przysmaki, staram się spełniać jego prośby i marzenia, ale nieraz już czułam się jak idiotka, bo po nim to spływało. Często mnie odsuwa od siebie, odtrąca, szybko zasypia i dużo śpi, wraca z pracy to zrzędzi, nie uśmiecha się zbyt często. mało rzeczy robimy już razem, nigdzie nie wychodzimy (chyba że na zakupy)i czuję że coraz bardziej oddalamy się od siebie. jestem bardzo cierpliwa, sam mi to mówi, ale nic ze swoim zachowaniem nie robi! Rozmowa o uczuciach nie pomaga, kiedy jestem chłodna i odpuszczam to tylko pada pytanie: - co, jesteś obrażona?; i na tym koniec. Powiedzcie mi jak przekonać faceta, żeby również dbał o temperaturę w związku...
Podobne tematy
Większość facetów, jednak uważa że "taka jest szara rzeczywistość", wydaje mi się, że ty za bardzo starasz się być ostoja, ty jesteś ta co rozumie,pomoże,dba. On to bierze jako oczywistość. Tobie to przeszkadza,i mówisz mu to, ale...tylko mówisz. Przestań na chwilę być ostoja i wsparciem. Zacznij nosić seksowne ciuszki dla siebie, nie dla niego. Pokaż mu że nie jesteś jego mama. Prawda jest taka,że każdy w swoim życiu powiela wzorce wyniesione z domu, nie w stu procentach,może, ale na pewno te które nam jawią się pozytywnie. Skoro jego ojciec nie adorował żony a ona uważała,że jest to normalne (nasi rodzice mieli taki patriarchalny wzorzec rodziny) więc on naprawdę nie zorientuje się co ci przeszkadza, przecież zapytał: co jesteś obrażona?czyli wyraził zainteresowanie tobą. Wobec takiego osobnika potrzebna jest "Łopatologia stosowana" bo dyskretne sygnały nie są rejestrowalne. Okazywanie uczuć jest tego najlepszym przykładem. Adoracja,zabieganie? to na etapie randkowania! kiedy już "cię mam" to jest to zbyteczna namacha. "Kotku przecież wiesz,że cię kocham" Musisz mu jasno pokazać że, "nie,nie wiem tego" "nie jestem pewna czy to jeszcze prawda" Dokładnej recepty podać nie potrafię, (może dlatego, że ja dla swojego jestem rarytasem na który musi czekać kilka miesięcy :\) ale na pewno bardziej pomoga ci "nasi" panowie
Bezduszny, Austerlitz? gdzie się chowacie? kobieta potrzebuje męskiego spojrzenia ![]()
hehe dziekuję, w pewnym stopniu masz rację, On pewnie powiela wzorzec z domu, z tego co wiem, ja raczej nie, bo mama była chyba nieco chłodniejsza ode mnie, ale taka sama wariatka
. jak strzelam focha to i tak niczego to nie zmienia i bynajmniej nie czuję się jak rarytas...no coż...ja również oczekuję wypowiedzi mężczyzn...
No Szanowne Panie tu do tablicy wzywają, a skąd np. ja mam wiedzieć jak przekonać faceta, żeby również dbał o temperaturę w związku skoro nigdy takiego problemu nie miałem z tej prostej przyczyny, że nigdy z facetem nie byłem związany?
To już raczej Wy podzielcie się swoimi sposobami.
Różnie to można wytłumaczyć.
Przede wszystkim faceci myślą o wielu etapach życia jak o wykonywaniu jakiegoś zadania. Chciałem - zrobiłem (starałem się) - mam (po co się starać o to, co już jest?) ---> "mission accomplished", logiczne.
Niestety przekładają to również na relacje damsko męskie zapominając przy tym, że kobieta to nie jest rzecz do kupienia i zamknięcia w "szafie".
Naśladowany też jest światowy i medialny trend w rodzaju: "kobieta to zdobycz, wystarczy zwabić i już jest twoja". Najmłodsi się tego nasłuchają w telewizji, a potem zaczynają już w gimnazjum tak myśleć.
Kolejna sprawa - złudne myślenie, że każdy następny etap związku (zaręczyny, ślub) kończy jakąś "misję" i facet nie musi już traktować kobiety tak jak wcześniej. "Jesteśmy już razem oficjalnie, to teraz zajmij się sobą, a ja zajmę się sobą".
Następny problem - wzorce w rodzinie. Obserwowanie swoich rodziców, dziadków, innych par z długim stażem. Faceci widzą, że ojciec jest mężem, ale właściwie do żony zwraca się tak jak dzieci, czyli "mama" zamiast po imieniu, nie przytuli jej, nie pocałuje przy dzieciach (starszych czy młodszych), właściwie nie uczestniczy w życiu domowym poza typowo męskimi zadaniami jak naprawa samochodu czy cieknącego kranu. Z tego powodu później chłopak nie pozmywa naczyć ze swoją dziewczyną, bo ma zakodowane, że to nie jest jego robota i myśli, że przez to straci na swojej męskości i dumie.
Wzorce wzorcami, przyczyn się nie doszukuję, bo się ich tak trochę domyślam ale szukam sposobu jak to zmienić. czego oczekujecie od kobiety, żeby Wam się chciało jeszcze ją zauważać, adorować i spędzać z nią czas?
Wzorce wzorcami, przyczyn się nie doszukuję, bo się ich tak trochę domyślam ale szukam sposobu jak to zmienić. czego oczekujecie od kobiety, żeby Wam się chciało jeszcze ją zauważać, adorować i spędzać z nią czas?
Niunia, niunia
Dzisiaj sama klasyka na Netkobietach ![]()
Ja się nad jego wychowaniem, wzorcami i przyzwyczajeniami rozprawiać nie będę bo nie ma po co. W punktach Ci wypiszę o co chodzi i uwierz mi, że choćbyś myślała, że to jest za głupie i za proste i że nie może się udać, to jednak spróbuj, a zobaczysz jak się zdziwisz ![]()
1. Jesteś jego matką. Może nie tak do końca, ale sama pisałaś, że chcesz być ostoją. Zawsze ugotujesz, upieczesz, zatańczysz i jeszcze się seksownie ubierzesz. Błąd. On nie ma mieć podane pod nos codziennie, bo wydaje mi się, że nie jest robotnikiem fizycznym. Ciasto?! Jasne, upiecz, ale SWOJE ulubione i tylko wtedy, kiedy będzie Ci się naprawdę chciało. Ciasto dla niego? Jak Ci zapewni zajefajny weekend w łóżku to możesz na chwilę wyrwać się spod pierzynki i upiec mu coś dobrego, CZASEM.
2. Ubieraj się dla SIEBIE. Ubieraj się ładnie i wychodź z domu, idź na kawę z koleżankami, na zakupy co tam sobie chcesz i KIEDY chcesz. Nie zostawiaj obiadu w domu i wyprasowanego prania w szafie, żeby przypadkiem mu czegoś nie zabrakło jak Cię te dwie godziny nie będzie. Nie spowiadaj się, rzucaj tylko hasła: Idę z koleżankami na kawę, zakupy, nie wiem kiedy wrócę.
3. Nie odbieraj kilka razy jak będzie do Ciebie dzwonił. Potem oddzwoń za jakiś czas i wesoło powiedz, że akurat nie było Cię w pobliżu.
4. Nie mów mu, że nic nie robisz i na niego czekasz, powinnaś zawsze mieć plan dla siebie i jak np zadzwoni do Ciebie to mówisz mu, ze właśnie chodzisz po parku, a potem idziesz do kosmetyczki.
5. Chwal, ale bez przesady, nie podkreślaj na każdym kroku jego wspaniałości bo popadnie w samozachwyt, pewnie już popadł.
6. Rób coś i bądź z siebie dumna. Pokaż mu, że jesteś samowystarczalna i on do życia nie jest Ci potrzebny, że dasz sobie świetnie radę bez niego.
Jeżeli wprowadzisz to w swoje życie zobaczysz, że mu się odmieni o 180*. Facet- samiec, poczuje, że jego samica wymyka mu się, nie chodzi koło niego i nie głaszcze go, nie dogadza mu. Ruszy się, gwarantowane. Zacznie zabiegać o Ciebie, gonić Cię, interesować się Tobą, bo nagle wszystko odstaje od normy. On musi czuć nutkę zagrożenia, adrenaliny, ruszy się, zobaczysz ![]()
Teo, masz rację
wszystko się zgadza, jeśli kogoś "zbywamy", to ta osoba zaczyna bardziej się starać. Poza tym samemu nie należy się nikomu narzucać i to nie tylko w związku.
Teo, masz rację
wszystko się zgadza, jeśli kogoś "zbywamy", to ta osoba zaczyna bardziej się starać. Poza tym samemu nie należy się nikomu narzucać i to nie tylko w związku.
Oczywiście, że tak. Paradoksalnie jeżeli powiemy mężczyźnie, że jest tym jedynym i on i tylko on i że chcemy ślubu, to on będzie się ociągał, kombinował, kręcił odkładał i mówił, że się jeszcze nie wyszumiał. Natomiast jeżeli powiemy mężczyźnie, że my nie jesteśmy gotowe na poważne związki małżeńskie, bo chyba jeszcze nie znalazłyśmy tego odpowiedniego, to na uszach stanie żeby stać się ideałem i po roku wciśnie nam pierścionek na palec. Bo jak to, on?! Nie jest jej ideałem?! Zgroza!! ![]()
![]()
11 2012-01-17 23:42:36 Ostatnio edytowany przez semiramida (2012-01-18 00:23:46)
cynthia napisał/a:Wzorce wzorcami, przyczyn się nie doszukuję, bo się ich tak trochę domyślam ale szukam sposobu jak to zmienić. czego oczekujecie od kobiety, żeby Wam się chciało jeszcze ją zauważać, adorować i spędzać z nią czas?
Niunia, niunia
Dzisiaj sama klasyka na Netkobietach
Ja się nad jego wychowaniem, wzorcami i przyzwyczajeniami rozprawiać nie będę bo nie ma po co. W punktach Ci wypiszę o co chodzi i uwierz mi, że choćbyś myślała, że to jest za głupie i za proste i że nie może się udać, to jednak spróbuj, a zobaczysz jak się zdziwisz
1. Jesteś jego matką. Może nie tak do końca, ale sama pisałaś, że chcesz być ostoją. Zawsze ugotujesz, upieczesz, zatańczysz i jeszcze się seksownie ubierzesz. Błąd. On nie ma mieć podane pod nos codziennie, bo wydaje mi się, że nie jest robotnikiem fizycznym. Ciasto?! Jasne, upiecz, ale SWOJE ulubione i tylko wtedy, kiedy będzie Ci się naprawdę chciało. Ciasto dla niego? Jak Ci zapewni zajefajny weekend w łóżku to możesz na chwilę wyrwać się spod pierzynki i upiec mu coś dobrego, CZASEM.
2. Ubieraj się dla SIEBIE. Ubieraj się ładnie i wychodź z domu, idź na kawę z koleżankami, na zakupy co tam sobie chcesz i KIEDY chcesz. Nie zostawiaj obiadu w domu i wyprasowanego prania w szafie, żeby przypadkiem mu czegoś nie zabrakło jak Cię te dwie godziny nie będzie. Nie spowiadaj się, rzucaj tylko hasła: Idę z koleżankami na kawę, zakupy, nie wiem kiedy wrócę.
3. Nie odbieraj kilka razy jak będzie do Ciebie dzwonił. Potem oddzwoń za jakiś czas i wesoło powiedz, że akurat nie było Cię w pobliżu.
4. Nie mów mu, że nic nie robisz i na niego czekasz, powinnaś zawsze mieć plan dla siebie i jak np zadzwoni do Ciebie to mówisz mu, ze właśnie chodzisz po parku, a potem idziesz do kosmetyczki.
5. Chwal, ale bez przesady, nie podkreślaj na każdym kroku jego wspaniałości bo popadnie w samozachwyt, pewnie już popadł.
6. Rób coś i bądź z siebie dumna. Pokaż mu, że jesteś samowystarczalna i on do życia nie jest Ci potrzebny, że dasz sobie świetnie radę bez niego.
Jeżeli wprowadzisz to w swoje życie zobaczysz, że mu się odmieni o 180*. Facet- samiec, poczuje, że jego samica wymyka mu się, nie chodzi koło niego i nie głaszcze go, nie dogadza mu. Ruszy się, gwarantowane. Zacznie zabiegać o Ciebie, gonić Cię, interesować się Tobą, bo nagle wszystko odstaje od normy. On musi czuć nutkę zagrożenia, adrenaliny, ruszy się, zobaczysz
to powinna wyryć sobie w głowie każda młoda dziewczyna
nie wiem, czy ja też trafiałam na takich przewidywalnych facetów, ale to naprawdę działa...dodałabym jeszcze kilka punktów dla "początkujących" o nieprzewidywalności, poczuciu humoru i zasadach proponowania spotkań i facet je z ręki ![]()
Ubieram się w seksowne ciuszki dla niego, czasem nawet tańczę, gotuje i piekę jego przysmaki, staram się spełniać jego prośby i marzenia
ja też tak robię, za wyjątkiem jednego - nie staram się, po prostu to robię
w zasadzie to ja Cię bardzo dobrze rozumiem..jeśli chodzi o rozmowy na temat uczuć - dawno już zrezygnowałam...też u mnie nie działało..na moje słowa, że potrzebuję adoracji, odpowiadał: przecież otwieram Ci drzwi w samochodzie i przepuszczam w drzwiach...cóż za kreatywność
a co za to podziałało? pewnego dnia przyszedł mocno poddenerwowany z pracy i z punktu, że nic nie robię...że się usprawiedliwiam pracą, dziećmi...a że ja z tych upartych i temperamentnych, to oczywiście nie mogło to spłynąć po mnie jak po kaczce...oczywiście nigdy nie zrzędzę i zawsze mam bardzo miły ton...pojechał coś załatwiać, zadzwonił, żebym wstawiła ziemniaki...kochany, ale ja NIC NIE ROBIĘ...następnego dnia poprosił, żebym wyprasowała mu koszulę (jedna z niewielu rzeczy, których nie potrafi robić)..kto? ja mam wyprasować? przecież jak nic nie robię, TO NIC NIE ROBIĘ...trzeciego dnia słyszę, jak sam bez gadania chwyta żelazko...czwartego dnia wznoszę się na wyżyny swoich możliwości kulinarnych i gotuje dwudaniowy obiad plus deser...już zauważam zmianę w jego spojrzeniu..jakby to było coś więcej niż zwykła pomidorowa i kurczak...a co znajduje piątego dnia na stole? moje ukochane słoneczniki...bo akurat przechodził koło starszej pani, która je sprzedawała
szkoda, ze ta pani nie sprzedawała słoneczników pierwszego dnia ![]()
Czytając to co napisała Semiramida przypomniała mi się taka scena z serialu, która bardzo dobrze obrazuje jej sytuację.
Mąż wraca z pracy do domu, wchodzi do salonu, a tam sodoma i gomora. Fotele poprzewracane do góry nogami, dzieci biegają, krzyczą, wszędzie pełno rozrzuconego jedzenia, pranie pomieszane czyste z brudnym, totalny chaos i bałagan, a na środku siedzi żona i czyta gazetę. Mąż zaszokowany pyta:
- Kochanie, co to wszystko jest?!
Ona spokojnie:
- Pamiętasz jak wczoraj nie mogłeś sobie wyobrazić co robię całymi dniami?
On:
- Noo! I co?!
- Dzisiaj właśnie tego nie zrobiłam.
Niektórym wydaje się, że to co mają w domu to jest tak oczywiste i na wieki wieków, że nie mogą sobie wyobrazić, że może być inaczej. Dlatego nie powinnyśmy pozwolić na to, żeby za bardzo się przyzwyczaili ![]()
Dziewczyny nie narzekajcie na tych facetów! Co Wy byście bez nas zrobiły? Zginęły byście ![]()
Dziewczyny nie narzekajcie na tych facetów! Co Wy byście bez nas zrobiły? Zginęły byście
Jeszcze byś się zdziwił, wibrator się nie przebije czego nie można powiedzieć o dmuchanej pani
. Tak na poważnie, my od facetów chcemy tylko by nie traktowali nas jak wielofunkcyjne urządzenie domowe z dodatkowa sexsi opcja ![]()
Suahili napisał/a:Dziewczyny nie narzekajcie na tych facetów! Co Wy byście bez nas zrobiły? Zginęły byście
Jeszcze byś się zdziwił, wibrator się nie przebije czego nie można powiedzieć o dmuchanej pani
![]()
![]()
. Tak na poważnie, my od facetów chcemy tylko by nie traktowali nas jak wielofunkcyjne urządzenie domowe z dodatkowa sexsi opcja
zgadzam się w 100%- czy to tak trudno zrozumieć panowie?
nie od dzisiaj wiadomo, ze mężczyźni nie mogą zrozumieć kobiet, a kobietom trudno jest pojąć rozumowanie mężczyzn- ten problem, był, jest i będzie.
czujemy się czasami niedoceniane przez swoich facetów-prawda, że po ślubie sobie odpuszczają- bo już zdobyli i po co ma się starać. czasami muszę mojemu Miśkowi przypomnieć pewne kwestie- że życie intymne, starania o drugą osobę na powiedzeniu sakramentalnego "tak" się nie kończy, a dopiero zaczyna, że cała sztuka polega na podtrzymywaniu tego ognia w związku-niestety różnie to bywa. ale na to ma wpływ pewnie ciągły bieg za kasą- bo czasy są jakie są, praca też różna bywa- niestety- takie jest życie.
Facet po pewnym czasie przestaje się starać , bo widzi ,że mu się to nie opłaca. Mówię tu za siebie i nie twierdzę,że wszyscy faceci tak mają. Ja jednak gdy się staram to chcę widzieć efekty. Jak nie widzę , to mi się odechciewa chcieć... a jak jeszcze za moje starania obrywam , to już w ogóle...
Kochani sznujmy sie nawzajem ,starajmy się,zabiegajmy o siebie w równym stopniu,i poprost kochajmy te nasze drugie połówki , na nic instrukcje czy sprawdzone sposobiki-obydwie strony muszą wykazać chęci i dobrą wolę ,a wtedy życie będzie łatwiejsze i przyjemniejsze.
Kochani sznujmy sie nawzajem ,starajmy się,zabiegajmy o siebie w równym stopniu,i poprost kochajmy te nasze drugie połówki , na nic instrukcje czy sprawdzone sposobiki-obydwie strony muszą wykazać chęci i dobrą wolę ,a wtedy życie będzie łatwiejsze i przyjemniejsze.
święte słowa ![]()
cynthia warto czasami odpuścić, tak jak podpowiadają Ci już inni
pokaż, że poradzisz sobie bez Niego, że Ci już tak nie zależy. facet lubi wyzwania, to mu ich dostarcz ![]()
19 2012-01-18 19:53:30 Ostatnio edytowany przez Olinka (2012-01-18 20:13:08)
witam.jestem z chłopakiem 2lata. na poczatku naszego związku bardzo lubił sie za mna całowac, od roku czasu w ogóle sie ze mna nie całuje tylko buziaczki na dzien dobry czy dobranoc. dlaczego.prosze mi nie pisac ze to przez zły oddech bo takie tłumaczenie mnie bawi.
... ![]()
witam.jestem z chłopakiem 2lata. na poczatku naszego związku bardzo lubił sie za mna całowac, od roku czasu w ogóle sie ze mna nie całuje tylko buziaczki na dzien dobry czy dobranoc. dlaczego.prosze mi nie pisac ze to przez zły oddech bo takie tłumaczenie mnie bawi.
Może Cię bawić, ale może idź do dentysty?
witam.jestem z chłopakiem 2lata. na poczatku naszego związku bardzo lubił sie za mna całowac, od roku czasu w ogóle sie ze mna nie całuje tylko buziaczki na dzien dobry czy dobranoc. dlaczego.prosze mi nie pisac ze to przez zły oddech bo takie tłumaczenie mnie bawi.
nie chcę być niemiła, ale zapytałaś go dlaczego? może warto najpierw spytać zainteresowanego, później nas?
Nie no bez przesady....nie jestem takim typem mamusi, z tego się już wyleczyłam w poprzednim związku, ja tylko mam poczucie, że o niego dbam tak jak kobieta dbać powinna i tak jak ja tego chcę, to nie jest wielkie poświęcenie. Ja ciast nie jadam, więc mogę je piec tylko dla niego, nie czuję się też jak taka typowa kura domowa, bo ze względu na to że oboje pracujemy, dzielimy się obowiązkami, On tez gotuje, sprząta, odbiera mnie z pracy...tylko znikły miłe słowa i gesty, jakoś tak po prostu oklapł - tak bym to nazwała. Tłumaczy się zmęczeniem (dużo pracuje) i pogodą, albo że musimy oszczędzać. Kwiatki? Nie pamiętam kiedy je dostałam. Nie zdaje egzaminu odgryzanie się w stylu "przecież nic nie robię" jak nie zrobię tego o co mnie prosi, po prostu zrobi to sam i tyle, zresztą on nigdy mi tak nie powiedział. Chodzi mi o to, że mam świadomość, że już nie cieszy go to wszystko, co kiedyś zachwycało. To nie jest też tak, że codziennie chodzę w szpilkach i sexy ciuszkach, jak mam ochotę zakładam dresy i wykładam się wygodnie z kawką na kanapie, jak mam ochotę to jadę na zakupy lub saunę z koleżanką, trochę protestuje owszem...ale ja mam swoje sposoby na to, żeby i tak zrobić jak chce. Dbam o to jednak, żeby wszystko odbywało się w atmosferze wzajemnego szacunku i zrozumienia, walczę o normalność, bo on tego nie miał nigdy. Może dlatego tak trudno mu teraz pewne rzeczy dostrzec, bo nie przywykł, sam kiedyś mi mówił, że dla byłej...nie robił tego czy tamtego...popracuję nad tym, żeby nie okazywać mu tyle uczucia, już tak trochę robię. heh wczoraj mnie zapytał...czy kogoś mam ![]()
o widzisz
zapytał, czy widzi, że już nie jest tak jak powinno być/ jak było. może teraz tylko czekaj na efekty jego starań ![]()
wiedziałam ze nie dostane od was odpowiedzi na to pytanie...widzę że muszę się zgłosić do odpowiednich ludzi z takim zapytaniem a nie do ludzi którzy nic nie wiedza na ten temat i potrafią napisać tylko tyle ze mam iść do dentysty...dla Twojej wiadomości zdrowe mam ząbki pewnie bardziej dbam o nie niż ty..jeżeli było by to przyczyną tego ze mam nie zdrowe zęby czy nie świeży oddech nie pisałabym do was...
Pokor25-nie wie czy odpowiem na twoje pytanie,ale przypomniała mi sie historia mojej koleżanki-otóż było podobnie jak u ciebie.Po jakims czasie dowiedziala się od kolegi swojego chłopaka,że podobno strasznie się ślini przy calowaniu czego on nie znosi,a poza tym to w ogóle nie umie się calować-wybuchła straszna awantura pomiędzy nimi,no i w końcu się rozsali.Podobno ktoś jej niedawno powiedział ,że jej ex ma teraz chłopaka z którym chętnie się całuje.Mam nadzieje ,że u ciebie wszystko sie wyjaśni,i czułości powrócą.
wiedziałam ze nie dostane od was odpowiedzi na to pytanie...widzę że muszę się zgłosić do odpowiednich ludzi z takim zapytaniem a nie do ludzi którzy nic nie wiedza na ten temat i potrafią napisać tylko tyle ze mam iść do dentysty...dla Twojej wiadomości zdrowe mam ząbki pewnie bardziej dbam o nie niż ty..jeżeli było by to przyczyną tego ze mam nie zdrowe zęby czy nie świeży oddech nie pisałabym do was...
wyczuwam tu trochę złości....
ale może faktycznie, lepiej zapytaj jego. jeśli on Ci nie odpowie to skąd my możemy wiedzieć? możemy tylko polemizować i wymyślać jakie mogą być tego powody.
powiem Ci, że ja z moim ex też miałam podobnie. na początku wszystko było super, idealnie wręcz, po jakimś czasie stwierdził, że nie lubi się całować, a na początku robił to dlatego, że chciał mi sprawić przyjemność... dziwne, ale co począć.
może on należy to tych osobników, którzy twierdzą, że skoro mają już kobietę przy sobie to nie muszą się o nią starać, ani być wobec niej czułym, adorować ją itp.
życzę powodzenia
Jak widać takich mężczyzn jest sporo, którzy starają się tylko na początku. Czytałam gdzieś, że meżczyźni generalnie nie lubią się całować, mój też mi mówił że nie przepada za tym bo mam za gorące usta
pfff....wkurza mnie bardzo takie egoistyczne podejście. "Nie lubię tego i tamtego, więc dostaniesz to tylko ode mnie na początek"...trzeba walczyć o to co lubimy, mówić o tym do znudzenia. Kobieta jest inaczej emocjonalnie skonstruowana i potrzebuje pocałunku, pieszczoty a nie tylko aktu seksualnego> Niektórym mężczyznom trzeba to tłuc do głowy bo przywykli do tego, że zaspokajają tylko i wyłącznie swoje potrzeby. Gdzie w tym miłość? Kocham cię moja kobieto ale tylko tak jak ja lubię...haha
ja znowu się wkurzyłam oczywiście, bo mój Pan mi tak pojechał z tekstami, że mam doła chyba na cały weekend. Powiedział mi, że nie będzie ze mną robił tego co ja lubię, bo nie będzie się zmuszał. Ja mu na to, że dla dziecka się potrafi zmuszać, to się zaśmiał kpiącym śmiechem, ale dla ciebie nie mam ochoty. OK Masz mnie facet z głowy!!!! Sama będę zatem chodzić sobie na ten basen i saunę. I masz to durne gadanie na początku związku.."zrobiłbym dla ciebie wszystko" wrrr
A mi się wydaje, że sprawa jest całkiem inna... Widzisz tak to jest z tymi facetami, że jeśli widzą, że kobieta się stara to na początku jest fajne, ale im większe nasze zaangażowanie tym oni dochodzą do wniosku, że nie mają po co się starać, skoro MY KOBIETY harujemy oraz temu, że nie mają pola do ukazania swoich starań, bo wszędzie co chcą zrobić my ich wyręczamy... Czemu? Z uznania, że lepiej zrobimy, że lepiej się znamy, że jest nam ich szkoda, bo zmęczony po pracy i ulżymy... O nie, nie, nie... Jak facetowi zależy to się stara, ale musimy dać im to pole... A więc na jakiś czas zawieś swoje działania, niech on zacznie coś robić... Tu nie chodzi o fochy... Bądź miła, uprzejma, zachowuj się jak dotychczas, ale się nie narzucaj... Niech on zacznie działać ![]()
Dziękuje bardzo za odpowiedzi.dręczy mnie to już od dawna gdzie naprawdę lubię okazywanie sobie czułości w sposób namiętnych pocałunków.jedna z pań napisała ze jej koleżanki chłopak nie lubił ślinienia.ja czasem daje buziaczka w usta partnerowi to mówi ze go ślinie.ale tak nie jest byłam kiedyś z chłopakiem który się strasznie ślinił i wiem że jest to nie miłe ale proszę mi uwierzyć że ja tak nie robię.oczywiście pytałam chłopaka dlaczego tak jest odp mi krótko 'nie wiem kochanie dlaczego tak jest nie przesadzaj!nie mówi mi że mnie kocha tylko wtedy gdy ja mu to powiem tak jak by zapominał o tym..choć mimo to twierdzi ze bardzo mnie kocha.mam rozumieć że to koniec że lepiej się rozstać i znaleźć osobę która da ci to czego pragniesz..jeszcze raz dziękuje.
Powiedział mi, że nie będzie ze mną robił tego co ja lubię, bo nie będzie się zmuszał.
walczyłam o to samo, może to dziecinne ale moje potrzeby kończyły się na "dzień dobry" rano, nawet to dostawałam z łaską, kiedy mówiłam, że potrzebuję zainteresowania, że denerwuje mne to że 2 tyg jest cudowny i nagle z dnia na dzień zmienia sie w zgorzknialca, odpowiedz byla jedna "co nie napisałem ci milego dzien dobry to sie poplaczesz ?" , "ale kochanie chodzi mi o to ze ostatnio jestes nie mily" "o boże znowu zaczynasz, daj mi spokoj meczysz mnie" "chcialam tylko wiecej zainteresowania, rozumiem ze mam zabrac swoje rzeczy skoro nawet teraz nie starasz się zrozumiec mojej strony" "rob jak chcesz bo mnie juz meczysz".
do widzenia.
Ja robiłam wszystko dla niego, on jak mial humor plus doszukiwał się czegokolwiek żeby się doczepic , a to zle powiedzialam coś do jego brata, a to zle stanelam, a to chcialam czułego słowa z rana. No i oczywiście nie trafia "nie widzisz ze jesli ty mnie zle traktujesz to ja wtedy jestem rowniez oschla?" "nie" - i ok. No tak - za dużo wymagałam, przez co się okazało że mam zaburzenia psychiczne i jestem pojebana - to jego słowa.
Także absolutnie nie robic dla facta wszystkiego kiedy on nie robi wiele lub mowi "ze nie bedzie się zmuszał".
Jeśli nie ma dopasowania, to druga strona sie frustruje i to sie odbija na związku - bez sensu.
Ja tylko w kolko slyszlam kiedy oczywiscie bylam mila kochana i uwazalam na kazde swoje slowo zeby przypadkiem sie nie obrazil znowu, że mnie kocha - co z tego, skoro jego zachowanie swiadczylo o raczej braku zaangazowania ![]()
byłam już a dłuższym związku ten jest moim drugim myślałam że wiem już wszystko ale myliłam się każdy związek uczy mnie czegoś innego..
monia3103.w moim związku jest dosłownie tak jak napisałaś robię wszystko staram się być odpowiednią kobieta dla niego.ale widzę że kosztem tego że on czuje się zbyt pewny ze zrobię wszystko o co nie poprosi nawet gdy skończę z tą dobrocią on nie będzie się starał da sobie na luz.jest typem człowieka mam kobietę to nie muszę się już starać.z nią czy bez niej będzie tak samo!nie wiem co mam robić.do tego jestem w 6 tyg ciąży.proszę powiedzcie mi czy jestem skazana już na ten związek boje się żę nikogo sobie nie znajdę z doświadczenia gdyż moja kuzynka ma synka 2 letniego i nie może sobie nikogo znaleźć.proszę nie zrozumieć mnie źle że nie chce tego dziecka czy jestem nie szczęśliwa i że ono będzie mi przeszkadzać jestem szcześliwą przyszłą mama ale obawiam się tylko samotności że sama sobie nie poradzę.
wszystkie koty swiata byscie zaglaskaly na smierc i dalej dywagowaly: dlaczego kot ucieka od mojego glaskania?.
A moze skonczcie z tym analizowaniem jego kazdego piardniecia badz braku tegoz i skupcie sie na czyms wazniejszym w zyciu. Jakies hobby, doksztalcenie, dodatkowa praca, wyjazdy bez niego, samorozwoj a nie tylko: jaki obiadek mam u ugotowac, jakie ponczoszki przywdziac, jak usiasc i usmiechac sie zeby mi sie odwdzieczyl laskawym slowem i gestem. Nie gada, niech nie gada, biore ksiazke i ide czytac, biore psa i ide na spacer albo zapisuje sie na kurs karate. A nie mloce mu caly czas glowe: kochanie, spojrz na mnie, porozmawiaj ze mna, kochasz mnie jeszcze? Znudzi mu sie ogladanie TV to zauwazy brak i sam sie po swoja kobiete zglosi.
Zanudzlyscie drogie panie swoich partnerow do granic wytrzymalosci, nie ma w was nic tajemniczego ani nowego ani ekscytujacego. Oni juz doskonale od progu wiedza co na nich czeka albo co ich czeka (mamrotanie) kazdego dnia. To wcale sie nie dziwie, ze im sie juz nic nie chce. Tez by mi sie nie chcialo.
34 2012-01-20 13:09:23 Ostatnio edytowany przez seeyou (2012-01-20 13:11:25)
Mussuka - chciałam dodać Twoją wypowiedź do ulubionych, ale nie ma tu takiej opcji ![]()
A tak poważnie - tak prawda, za późno to sobie uświadomiłam (chociaż nie winię się, ponieważ po 1: już pomijając moje "głaski" mój eks facet należy do tzw. mizoginistów - tak mi się wydaje;), a po 2: to mój pierwszy wieloletni związek tzw. pierwsza m. - myślałam, że miłość jeśli okażę robią wszystko dla partnera to to samo dostane - no ale cóż - nastolatką być;) ).
Wszystkie które głaszczą, a mają NORMALNYCH partnerów (ja nie miałam więc odpadam) wydrukować sobie post Mussaki lub wkuć na pamięć ![]()
Mussuka- dosłownie jest tak jak napisałaś zgodzę się ze wszystkim i od teraz zaczynam robić coś dla siebie zacząć żyć.dziękuję takie posty dodają mi siły.
Dodam tylko tyle zdrowa porcja zdrowego egoizmu jeszcze w zadnym zwiazku nie zaszkodzila. Natomiast uklad: pan-sluzaca/gejsza na dluga mete nie sprawdza sie badz pozostawia przynajmniej jedo z partnerow w niesmaku.
jestem szcześliwą przyszłą mama ale obawiam się tylko samotności że sama sobie nie poradzę.
To sie przestan obawiac a zacznij cos robic. 6-ty tydzien to poczatek ciazy i masz czas zapisac sie na jakikolwiek kurs doksztalcajacy czy tez dajacy Ci lepsze zabezpieczenie na przyszlosc (finansowa niezaleznosc - bezcenna). Ja sie doksztalcalam (i nadal to robie, bo wiedzy nigdy dosc:)) az do konca ciazy, nie zaszkodzilo a pozniej bardzo pomoglo. Co do samotnosci z dzieckiem - BZDURA. Ja sama chowalam syna 5 lat i wtedy poznalam meza. Teraz mam jeszcze corke, 10 letnie malzenstwo i rozwod za soba i dwuletni wspanialy zwiazek z najlepszym mezczyzna na swiecie, przy ktorym wygibusow w domu nie musze uskuteczniac zeby miec jego uwage. Wzajemne poszanowanie rodzi tez wzajemne uczucie. Takich zwiazkow nalezy szukac, a nie wiazac sie i siedziec na sile z byle kim. Na byle kogo to zycia szkoda.
a jak jedno jest w niesmaku to są pretensje a jak są pretensje to jest konflikt a jak jest konflikt gdzie nie ma CHĘCI zrozumienia to związek się rozpada, także pozostaję jedynie opcja - NIE SPRAWDZA SIĘ NA DŁUŻSZĄ METĘ.
Ja miałam taką opcję - nie ma punktu, którego bym nie przeszła:
"Mężczyzna, który nienawidzi kobiet.
Mówi, że kocha, lecz często traktuje ją tak, jakby jej nienawidził. Potrafi zmieniać się z czarującego mężczyzny w potwora. Obrzuca epitetami i krytykuje. Sprawia, że czuje sie głupia i nic nie warta. Wszystko co ona robi pozostaje pod jego kontrolą. Związek z nim to bezustanna walka, w której on musi wygrać, ona przegrać. To mizoginista, mężczyzna, który nienawidzi kobiet.
Pierwsze ostrzeżenie o tym, że ?książę z bajki? ma jeszcze drugą, ciemną stronę osobowości, pojawia się zwykle podczas pozornie błahego zajścia. Najbardziej zaskakujący dla kobiety jest fakt, że nagle urok jej partnera pryska, zmienia się we wściekłość, a ona staje się obiektem bezustannego ataku. Kobieta ciągle jeszcze zauroczona swoim partnerem zaczyna większość jego nieodpowiednich zachowań, tłumaczyć np. ?Wściekł się na mnie, kiedy nie zgodziłam się z jego opinią, ale przecież nikt nie lubi, gdy podważa się jego zdanie?.
Mizoginista nie odczuwa żadnej przykrości z powodu swojego wybuchu. Jego partnerka coraz częściej będzie musiała usprawiedliwiać jego nieobliczalne wybuchy. On pomiędzy wybuchami, potrafi być czarujący i pełen miłości jak na początku znajomości. Jego ujmujące zachowanie podnosi kobietę na duchu i każe wierzyć, że odtąd sprawy ułożą się wspaniale. Niestety tak nie jest.
Nastroje mizoginisty są zawsze zmienne. To co sprawia mu przyjemność jednego dnia, może nie sprawić innym razem. Potrafi rozzłościć się bez powodu. Oczekuje od swojej partnerki, że zawsze będzie wiedziała, o czym on myśli i co czuje, że wychodzenie naprzeciw jego pragnieniom powinno być dla niej najważniejsze. Będzie mówił: ?Gdybyś nie była taka zapatrzona w siebie potrafiłabyś domyśleć się, czego chciałem?, ?Gdybyś naprawdę mnie kochała, wiedziałabyś o czym myślę?.
W związku mizoginicznym toczy się walka, w której on musi wygrać, ona musi przegrać. Nie ma mowy o negocjacjach, czy kompromisie. On musi sprawować kontrolę nad tym, co ona myśli, czuje, jak się zachowuje, z kim i jakie sprawy załatwia.
Mizoginista dysponuje zadziwiająco wieloma taktykami grożenia, znieważania, krytykowania, które zmierzają do tego, aby partnerka poczuła się bezwartościowa i bezbronna. Krytykuje jej styl ubierania się, wygląd i wiek, sposób mówienia, myślenia i postępowania, jej rodzinę i znajomych. Kiedy ona nie wytrzymuje i płacze, mówi np: ?Co się z Tobą dzieje??.
W repertuarze mizoginisty występują jeszcze inne zachowania, dużo bardziej wyrafinowane, które potrafią skutecznie zniszczyć w partnerce zdolność jasnego myślenia. To trudne do wykrycia techniki manipulacyjne, tzw. zaciemnianie, doprowadzające do tego, że zaczyna ona wątpić w swoje zdolności pojmowania, a nawet w to, czy jest przy zdrowych zmysłach.
Najbardziej prymitywną z tych praktyk jest zaprzeczanie, że jakieś zdarzenie miało miejsce, choć doskonale wiadomo jak było naprawdę. Np. ?Nie pamiętam tego, nie rozumiem o czym mówisz, wymyśliłaś sobie to?. Najbardziej przygnębiające w tej taktyce jest to, że nie ma ona do czego się odnieść, wywołuje to w niej poczucie beznadziejnej frustracji.
Bywa też tak, że mizoginista ucieka się do zupełnej zmiany faktów dla uwiarygodnienia własnej wersji, w zależności od nastroju czy potrzeby chwili. Uważa, że jeżeli zachowuje się źle, to wyłącznie dlatego, że reaguje na występek partnerki. Spycha na nią winę. Odwraca sytuację i z ofiary robi winowajcę. Mówi: ?Jesteś przewrażliwiona, przesadzasz, nie znosisz krytyki, oszalałaś!?Ona akceptuje ?swoją winę?, która staje się dowodem jej miłości do męża. Kolejnym dowodem jej miłości jest wyrzeczenie się prawa do reagowania na zachowania partnera.
Wymaga wdzięczności. Mówi np. ? Powinnaś być mi wdzięczna za to, że z Tobą jestem.?, ?Powinnaś być mi wdzięczna za to , że mnie masz.? , ?Beze mnie nie poradziłabyś sobie w życiu?.
Miłość mizoginisty charakteryzuje się wiecznym nienasyceniem i nieustannym domaganiem się o więcej. Kontroluje. Pyta np. ?Gdzie byłaś??, ?Z kim rozmawiałaś?? itp. Prosi lub domaga się, aby zrezygnowała z nauki czy przyjaźni.Próbuje poniżać i umniejszać wszystkich jej bliskich i przyjaciół.
Jego środki to przechodzenie bez ostrzeżenia od miłości do przemocy, izolowanie partnerki od innych ludzi, ograniczanie jej przestrzeni życiowej. Jego celem jest podporządkowanie jej sobie, sprawowanie nad nią władzy i kontroli.
Życie z mizoginistą jest zawsze destrukcyjne, lecz samemu trudno to zauważyć. Błędem jest myślenie, że on zmieni swoje zachowanie, jeśli tylko będzie kochała go wystarczająco mocno. Nikt nie jest w stanie zadowolić mizoginisty. Niezależnie ile się da, dla niego nie będzie wystarczające.
Każda kobieta może się zainteresować mizoginistą. Problem nie polega na tym, że mizoginista pociąga kobietę. Problemem jest pozostawanie z nim w związku i akceptowanie jego napastliwości."
Mam więc wrażenie,że niekoniecznie problemy są kwestią tego, że kobieta jest "za dobra", ona może być "za bardzo głaszcząca" a on może być jak u mnie manipulatorem - i nie ma szans na takiego partnera stosując wyżej opisane przez was techniki ![]()
Stwierdzam patrząc z boku na wszystko, że można raz porządnie porozmawiać, o swoich błędach i o partnera, i reakcja partnera/partnerki na rozmowę - powinna dać nam w sumie klarowną odpowiedź na to co ze związkiem robić. Ja tego nie widziałam i nie miałam możliwości przeprowadzenia NORMALNEJ rozmowy (a nie "ma byc jak ja chce a jak nie to sie orbaze"), a może właśnie brak możliwości powinien być dla mnie odpowiedzią ![]()
Nie no bez przesady, nie ma aż tak dobrze, żebym go dziennie głaskała, staram się być tylko dobrą partnerką i rozumieć jego potrzeby to tyle. Mam swoje zainteresowania, chodzę na studia podyplomowe, spotykam się z przyjaciółmi i rodziną - to oczywiście tez mu przeszkadza. Często o to się kłócimy ale wychodzę na swoje. Niektóre zachowania mojego faceta też mi pasują do opisu mizogonisty....niestety, wszystko regulują jego humorki. jak ma dobry humor to jest do rany przyłóż, ale to zdarza się rzadko. Najczęściej zrzędzi i wszystko mu przeszkadza, a to że zostawiam gdzieś swoje rzeczy, a to że szampon kładę nie tam gdzie trzeba, a to że pranie nie wyprane, bo mu akurat jednych spodni brakuje. mówię mu wypierz sobie sam, instrukcja obsługi jest w domu, nie ma tak, że ja latam na jego każde zawołanie. Wtedy jest awantura, ale co tam...Wydaje mi się, że zachowuję w tym wszystkim równowagę, nie truje mu dziennie że jest nieczuły. Po jakimś czasie sam dochodzi do wniosku że coś jest nie tak...ma jakieś wyrzuty sumienia, ale niestety robi to coraz rzadziej. Widzę w nim po prostu poważne znudzenie tym związkiem, zresztą jego wszystko szybko nudzi, jedzenie, samochód, wystrój mieszkania, najlepiej jakby zmieniać co miesiąc. Nie nudzi go tylko gapienie się w telewizor...nie przeszkadzam mu w tym, nie narzucam się, najczęściej zabieram się za coś innego. Zresztą jego przeszłość i ilość kobiet jakie miał o tym też świadczy, tylko, że twierdził że chciał to zmienić i poszukiwał we mnie stabilizacji, chyba tylko na chwilę....
40 2012-01-20 13:50:45 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-01-20 13:52:04)
Napiszę to, co niedawno napisałam w innym wątku.
Zajmowanie się zachowaniem innej osoby (partnera, towarzysza życia, męża) jest doskonałą zasłoną. Zasłoną, spod której nie widać m o j e g o zachowania.
Zasłoną, która ukrywa fakt, że to j a "zagłaskałam kota na śmierć", że to j a nie dbam o związek, że to j a skróciłam tak smycz, że osoba będąca na drugim jej krańcu często nie może nawet oddychać swobodnie. Zasłona jest też doskonałym pretekstem do niezmieniania swego zachowania i doskonałym wytłumaczeniem wszystkiego tego, co źle się dzieje jednym zdaniem "to jego wina".
Przyklejenie jakiejkolwiek etykiety do partnera/towarzysza życia/męża, bądź w wersji damskiej partnerki/towarzyszki życia/żony, daje jeszcze jeden efekt. Jest kat i jest ofiara. I zwykłe, "ofiara" otrzymuje olbrzymie wsparcie od wielu osób. I jak, z takich profitów, zrezygnować samodzielnie?
41 2012-01-20 14:04:22 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2012-01-20 14:07:09)
seeyou,
Mizo czy inne greckie bostwo - malo mnie to interesuje jesli facet okazuje sie, wedle slownika staropolskiego, chamem, bufonem, brutalem, swinia, egocentrykiem, egoista, despota, burakiem, klamca, manipulatorem itp. Dopisz ile chcesz - z calosci powstanie ten mizon.
I masz racje - problemem jest pozostawanie w zwiazku z takim. Jak by go nie okreslaly rozne podreczniki, jest to zwykly swir.
Tylko, ze tacy zwykle sa w zwiazkach z kobietami, ktore na to ich swirowanie daja ciche przyzwolenie. Bo, wybacz moja lacine, ale jakkbym ja takiego mizona w domu krotko nawet miala, to po ktorymkolwiek z wyzej przez Ciebie opisanych numerow, takiego kopa w tylna czesc jestestwa by zarobil, ze do dzis po orbicie wokolziemskiej by krazyl. Wiec takim kobietom mizony nie podpasuja, ani odwrotnie..beda zatem szukac swoich ofiar wsrod takich jak Ty. Na szczescie sie ocknelas i dostrzeglas z kim masz doczynienia:)
Ale poza tymi trudnymi przykladami sa tez, nazwijmy ich, zwykle przypadki normalnych ale do cna zaglaskanych i znudzonych mezczyzn. Nawet najbardziej zakochanego, oslepionego, oddanego z poczatku chlopa mozna skutecznie zniechecic do dbania o zwiazek. Jak? Przyjmujac na siebie samorzutnie i na ochotnika role gosposi, sluzacej, gejszy itp. Kto Wam drogie Panie dal instruktarz, ze w momencie zawarcia zwiazku malzenskiego badz wspolnego zamieszkania z partnerem macie automatycznie ustawic sie w kuchni, przy pralce, odkurzaczu, w supersamie, w jego ulubionej podomce i pozycji?
A co sie stalo z waszymi fanaberiami, zachciankami i marzeniami sprzed tego momentu? Pooszlooo w diably. Bo teraz liczy sie on i dla niego tylko warto sie gimnastykowac od rana do polnocy. A on widzac, ze palcem w bucie juz kiwnac nie musi..przestaje tym palcem kiwac. I to cala filozofia czemu mezczyzni..albo i ludzie ogolnie..przestaja sie po czasie starac. Bo nie maja o co sie starac i juz.
cynthia - a czy moglabys przestac sie tak probnie na miesiac interesowac jego zachowaniem w calosci? Rob to co Ty chcesz, od rana do wieczora (z zachowaniem rozsadku, sa i dzieci pewnie), jego ogladanie TV zignoruj, jego skargi takoz, tym bardziej brudne portki. Miesiac wakacji od meza i jego widzimisie. On Ciebie olewa, zrob to samo. I nie zatruwaj glowy myslami dlaczego taki jest. Bo jest i juz. Rob swoje i czekaj. Na pewno czegos sie doczekasz.
wszystkie koty swiata byscie zaglaskaly na smierc i dalej dywagowaly: dlaczego kot ucieka od mojego glaskania?.
A moze skonczcie z tym analizowaniem jego kazdego piardniecia badz braku tegoz i skupcie sie na czyms wazniejszym w zyciu. Jakies hobby, doksztalcenie, dodatkowa praca, wyjazdy bez niego, samorozwoj a nie tylko: jaki obiadek mam u ugotowac, jakie ponczoszki przywdziac, jak usiasc i usmiechac sie zeby mi sie odwdzieczyl laskawym slowem i gestem. Nie gada, niech nie gada, biore ksiazke i ide czytac, biore psa i ide na spacer albo zapisuje sie na kurs karate. A nie mloce mu caly czas glowe: kochanie, spojrz na mnie, porozmawiaj ze mna, kochasz mnie jeszcze? Znudzi mu sie ogladanie TV to zauwazy brak i sam sie po swoja kobiete zglosi.
Zanudzlyscie drogie panie swoich partnerow do granic wytrzymalosci, nie ma w was nic tajemniczego ani nowego ani ekscytujacego. Oni juz doskonale od progu wiedza co na nich czeka albo co ich czeka (mamrotanie) kazdego dnia. To wcale sie nie dziwie, ze im sie juz nic nie chce. Tez by mi sie nie chcialo.
zgadzam się , trzeba żyć własnym życiem i nawet odpocząć od faceta- chociażby przez wypady z koleżankami, studia i cokolwiek. żeby miał okazję się za nami stęsknić ![]()
43 2012-01-20 14:06:10 Ostatnio edytowany przez seeyou (2012-01-20 14:07:52)
Miałam podobnie, również uważałam,że nie zagłaskuję go, pomogłam w jednym w drugim, ale kiedy już czegoś nie zrobiłam - humor partnera się psuł i było po "miłym dniu" - to przychodziło nagle, za przeproszenie za pierdnięciem. W ostatnim tygodniu już po prostu przymykałam na wszystko oko, bałam się cokolwiek powiedzieć. No ale to doprowadziło do tego że byłam zniesmaczona nim,zaryzykowałam wczoraj i pierwsza nie napisalam rano "dzien dobry:*" to , że tego nie zrobiłam było dla mnie pewnego rodzaju metaforą , sprawdzeniem czy jesli ja czegos pierwsza nie zrobie - nie bede mila pierwsza, nie wyjde z pomyslem pierwsza, czy coś - to czy on to zrobi - tak dostalam "suche" powitanie po poludniu, spytalam co sie stalo , to odpowiedz byla "poplacz sie bo nie zrobilem buzki" - dziecinne z zewnatrz, a jednak pokazuje juz wg. mnie obraze z jego strony ze ja nie napisalam, ze teraz on juz nie musi byc mily - chore, no ale my bylismy ze soba prawie 6 lat.
O wyjściach nie wspomnę - wychodze czesto bo lubie, tez wieczne pretensje i pytanie o ktorej wrocisz za ile i po co jedziesz , jak ja pytałam to bylo - "co juz szpiegujesz?" ![]()
Myślę, że każdy może mieć gorsze dni nie mieć nastroju na czułości, być przez jakiś czas przemęczonym, ale ja zawsze wtedy szukam wlasnie odpoczynku w partnerze, a jesli chce sama odpoczac w swoim towarzystwie nie zrzucam swoich frustracji na 2 osobe.
44 2012-01-20 14:07:36 Ostatnio edytowany przez cynthia (2012-01-20 14:11:03)
nie mam czego zasłaniać....wiem, że jestem w porządku. Kiedy miał rację, przyznawałam mu ją, zmieniłam dla niego bardzo wiele, ale nie zmienię tego co mnie unieszczęśliwi, bo w przeciwieństwie do niektórych doskonale wiem czego chcę i nie mam problemu z określaniem swojego stanu emocjonalnego. Jestem asertywna a to oznacza, że wyznaje zasadę "równości wobec praw" masz prawo mieć zły dzień, masz prawo mieć swoje zdanie, masz prawo mieć swoje hobby, masz prawo do wszystkiego co nie krzywdzi innych....miałam zawsze mnóstwo przyjaciół i w towarzystwie uchodzę za osobę, z którą można wszystko, bo jestem bardzo wyrozumiała, ale bez przesady, nie będę udawać że dla mnie jest coś przyjemne jak takie nie jest...bardzo chciałam spędzić dzień z moim ukochanym w jakimś aquaparku, nie chce - proszę bardzo pojadę z przyjaciółką. Nie trzymam go na smyczy...jak chce może iść z kolegami na piwo-proszę bardzo. On nie chce, on chce mieć mnie na oku, czasem daje mi do zrozumienia że mi nie ufa. Jak był w pracy i była u mnie moja przyjaciółka która się zwierzała a ja w tym czasie nie odpisałam mu na smsa to zrobił mi taka haję jakbym niewiadomo co i z kim robiła, wysłałam mu nawet fotkę że siedzimy razem w pokoju..ale już do końca wieczoru wypełnił swoją misję chamstwa niestety, na drugi dzień przeprosił i fajnie...tylko, że ja wiem, że wszystko będzie ok, dopóki znowu nie będę czegoś chciała (od zaproponowanego wspólnie spędzanego czasu począwszy a na wizycie u rodziców skończywszy)
druga sprawa...o swoich potrzebach trzeba rozmawiać....bo niby skąd taki facet ma to wiedzieć, potem wylewają kobiety żale że tego lub tamtego jej ukochany nie zrobił, bo jak miał zrobić. Zgadnąć czego pragniemy? Wszystko w granicach rozsądku...nie ma potrzeby truć i głaskać,w wystarczy czasem rozmawiać. Nie dam się zdominować żadnemu mężczyźnie, choćby był nie wiem jak boski...
cynthia - to po co sie z nim meczysz? Bo z tego co piszesz, to radosci w tym waszym malzenstwie za wiele nie ma. Tez mialam kogos podobnego ale juz z nim nie jestem. Na sile nie stworzysz udanego zwiazku ani go nie zreformujesz. Zrob sobie sama bilans czy warto dalej sie meczyc. I to nie prawda, ze mezczyzni po czasie przestaja sie starac - Twoj przestal sie starac. Sa tacy, ktorzy sie staraja.
Mussuka, mogę się przestać interesować, nie mam jakiejś obsesji na jego punkcie, tu pisze więcej, bo interesują mnie również co na temat podobnych sytuacji myślą inni. Już dziś nie widzimy się cały dzień, bo zaraz po pracy jadę na zajęcia
i nie mam zamiaru się cokolwiek odzywać i interesować co robi.
I masz racje - problemem jest pozostawanie w zwiazku z takim. Jak by go nie okreslaly rozne podreczniki, jest to zwykly swir.
Może zabrzmiało to wszystko tak jakby właśnie szukała winy jedynie w partnerze i mówiąc o nim "takie" rzeczy szukała poparcie "jego winy". Tak nie jest byliśmy ze sobą prawie 6 lat, 2 ms. temu zdecydowaliśmy się dać sobie szansę po 3ms. rozstaniu. Umowa była jasna, z mojej strony "nie wyzywasz mnie, szanujesz i słuchasz" z jego "nie palisz, spedzasz ze mna wiecej czasu". Ja raz faktycznie złamałam jedną rzecz świetą dla niego zrozumialam błąd i ODPRACOWAŁAM, on w sylwestra mnie powyzywal bo powiedzialam ze jego spodnie są "identyczne" jak te ktore ogladalismy akurat w sklepie - no cóż faktycznie nie byly ![]()
Kiedy rozstaliśmy się na 3 ms. zrobiłam oj zrobiłam sobie wielki rachunek sumienia , zrozumialam ze za duzo sie czepialam, za duz pytalam itd.
I naprawde to zmienilam, jednak okazało sie ze to ze kiedy on mnie pare razy juz od powrotu powyzywal jest w porzadku nadal, a jak ja jestem wkurzona bo on "zle mnie traktuje i nawet glupie przyjemnosci nie moze zrobic dzw. rano witajac sie" - tak mu powiedzialam - to dostaje obojetnosc, i dostalwalam to samo przed rozstaniem, dlatego z powodu smsa zerwalam - to moze smieszne, ale dla mnie skoro dalismy sobie szanse zrozumial jak twierdzil ze zle mnie traktowal i mial tego nie robic, a robil to nadal a ode mnie za kazde pytanie bylo "znowu meczysz" - to nie fair. Dlatego tez moze nie dokonca widze swoja wine i nie bardzo mi sie chce wierzyc, ze on naprawde mysli ze zerwalam bo sie obrazilam ze nie dostalam buziaka...no coz on tak twierdzi ze o to mi chodzi i nie przetlumaczysz.
Za duzo gadam to fakt, ale potrzebowalam stabilnego uczucia, a nie "dzis cie kocham a jutro wyzywam od pojebów" - sorry zayctowalam.
Tylko, ze tacy zwykle sa w zwiazkach z kobietami, ktore na to ich swirowanie daja ciche przyzwolenie. Bo, wybacz moja lacine, ale jakkbym ja takiego mizona w domu krotko nawet miala, to po ktorymkolwiek z wyzej przez Ciebie opisanych numerow, takiego kopa w tylna czesc jestestwa by zarobil, ze do dzis po orbicie wokolziemskiej by krazyl. Wiec takim kobietom mizony nie podpasuja, ani odwrotnie..beda zatem szukac swoich ofiar wsrod takich jak Ty.
Tak to prawda zdałam sobie z tego sprawe juz po rozstaniu, ale po 3 ms kiedy zobacyzlam tez swoje bledy chcialam zobaczyc jak bedzie kiedy je naprawię. Nic się nie zmienilo, a ja nadal jestem idiotką bo dałam się nabrać (w jego jestem bo sie przyczepilam do smsa, no coz nie wiedzialam ze jak komus mowie w twarz - nie chodzi o smsa tylko o to ze jednego dnia jestes kochany a nastenego masz muchy w nosie - to to nie jest jasny kominukat?!)
Ale poza tymi trudnymi przykladami sa tez, nazwijmy ich, zwykle przypadki normalnych ale do cna zaglaskanych i znudzonych mezczyzn. Nawet najbardziej zakochanego, oslepionego, oddanego z poczatku chlopa mozna skutecznie zniechecic do dbania o zwiazek. Jak? Przyjmujac na siebie samorzutnie i na ochotnika role gosposi, sluzacej, gejszy itp. Kto Wam drogie Panie dal instruktarz, ze w momencie zawarcia zwiazku malzenskiego badz wspolnego zamieszkania z partnerem macie automatycznie ustawic sie w kuchni, przy pralce, odkurzaczu, w supersamie, w jego ulubionej podomce i pozycji?
Tak kiedys glaskalam, a jak nie glaszcze to jestem ZŁA. Nigdy nie należałam do kobiet ktore beda kurami domowymi, na szczescie nie mieszkalismy razem, bo on jeden jedyny zrobil ze mnie emocjonalnego wieznia i pewnie bym poszla do tej kuchni ![]()
A co sie stalo z waszymi fanaberiami, zachciankami i marzeniami sprzed tego momentu? Pooszlooo w diably. Bo teraz liczy sie on i dla niego tylko warto sie gimnastykowac od rana do polnocy. A on widzac, ze palcem w bucie juz kiwnac nie musi..przestaje tym palcem kiwac. I to cala filozofia czemu mezczyzni..albo i ludzie ogolnie..przestaja sie po czasie starac. Bo nie maja o co sie starac i juz.
zapisać !
druga sprawa...o swoich potrzebach trzeba rozmawiać....bo niby skąd taki facet ma to wiedzieć, potem wylewają kobiety żale że tego lub tamtego jej ukochany nie zrobił, bo jak miał zrobić. Zgadnąć czego pragniemy? Wszystko w granicach rozsądku...nie ma potrzeby truć i głaskać,w wystarczy czasem rozmawiać. Nie dam się zdominować żadnemu mężczyźnie, choćby był nie wiem jak boski...
o ile partner chce słuchać i zrozumieć a nie zbywa tekstami "daj mi spokoj" "znowu o coś ci chodzi" "nic sie nie stalo przeciez zachowuje sie normalnie" ![]()
ha, to nie takie proste, co prawda nie jesteśmy małżeństwem, ale żyjemy jak małżeństwo. dzieci nie mamy. On ma syna z pierwszego związku. Kilka razy chciałam odejść, nie pozwolił mi na to. Płakał, obiecywał, groził, poszedł nawet do psychologa....Poza tym mamy wspólnie kupione mieszkanie (kredyt) i narazie zaciągam informacji jak się pozbyć tego kłopotu. ja chyba nigdy nie spotkałam takiego mężczyzny o którym piszesz, w poprzednim związku było to samo, dopiero jak powiedziałam że go nie kocham i odeszłam nagle wszystko zrozumiał i w mig zmienił swoje postępowanie, wszystko o co miałam do niego pretensje zmienił, normalnie nie ten człowiek! ale było już za późno...na mnie to już nie robiło wrażenia. Z tego co wiem do tej pory jest sam...mojej mamie powiedział, że nie ma na świecie takiej kobiety jak ja i że nie chce nikogo...
do obu pan: pomyslcie nad swoim wiekiem i wyobrazcie sobie nastepnych 10, 20, 30 lat u boku obecnych partnerow. Przerazajaca czy obiecujaca wizja przyszlosci?
przynajmniej zrozumiał, u mnie nie ma na to szans w jego oczach zostanę już zawsze jak to powiedział wczoraj "poje..." i "z zaburzeniami" - pewnie owszem przez robienie wody z mózgu już je mam ale nie jest jak on mi wmawia od zawsze - chyba, nie wiem bo z pewnej siebie dziewczyny czuję się bezwartościowa.
Kilka razy - to stanowczo za dużo, tak myślę po sobie, że można się raz "zejść" ale nie kilka razy, zwłaszcza, że ile wy jesteście ze sobą ? 2 lata ? przepraszam nie pamiętam.
do obu pan: pomyslcie nad swoim wiekiem i wyobrazcie sobie nastepnych 10, 20, 30 lat u boku obecnych partnerow. Przerazajaca czy obiecujaca wizja przyszlosci?
moja traumatyczna, tylko co z tego że ja o tym od dawna wiem, od dawna ludzie patrzący na nas z boku mówią "weź się puknij w łeb dziewczyno i uciekaj", co z tego że wiem, że się po prostu szmacę - no bo jak to nazwać inaczej ?, a ciągle i ciągle robię to samo, moje poczucie wartości tak zjechał że mam wrażenie że nie stać mnie na dobrego faceta "z chemią miedzy nami" a nie tylko z rozsądku (bo takiego to ja znajde jeszcze..). Tak tak myślałam o specjaliście skoro slysze ze jestem "psychiczna" ale kiedy jestem w innym towarzystwie niz on - jakos ludzie nie maja mnie za wariatkę, on twierdzi ze dlatego ze mnie nie znaja mimo ze mysle o gronie rodziny czy przyjaciol.
Co z tego wszystkiego jesli WIEM DOBRZE WIEM ze nic nie wskoram i nie otworze mu oczu, a ciagle probuje mu powiedziec "ej otworz oczy jestes hipokrytą chyba troche wymagasz ode mnie a sam robisz co robiles - wyzywasz mnie" , "wyzywam cie bo na to zasluzylas bo mi marudzilas" takie mam odpowiedzi wtedy.
I ja to wszystko wiem , to forum czytam od 1,5 roku probuje znalezc sile, wszedzie gdzie sie da i tak naprawde dopiero teraz kiedy wiem ze on juz sie do mnie nie odezwie , bo nasz powrot to juz byla naprawde ostatnia szansa na ratunek, to sie uwolnie (mioze ze bede plakac "bo jemu nie zalezy" glupie co?:) ), bo sama nie mam kurde "jaj" - ponizajace...
trudno wyczuć...raczej skłaniam się ku wersji negatywnej ale nie mam zamiaru się z tym pogodzić i to zostawić...przeczytałam tu posty kobiet, które pozwalają sobie na poniżanie, na najbardziej chamskie wyzwiska, czasem nawet na przemoc fizyczną i psychiczną i to w obecności dzieci. Przerażające...najgorsze, że łudzą się lat 10-20 że ich ukochany się zmieni...bo ja go kocham. Zawsze myślałam ,że mnie ten problem nie dotyczy, przecież jestem silna, wiem czego chcę i zawsze dam radę. A jednak mnie to spotkało....Owszem ja tez bardzo kocham ale reaguję już, bo zdarzyło mi się że zostałam nazwana "szmatą", "dziwką", "gnojem" ...dalej chyba nie chce mi się wymieniać, zdarzyło mi się że mój skarb mnie popchnął, szarpał się ze mną (twierdząc że to jeszcze nie jest przemoc, bo przecież mnie nie uderzył) co prawda sporadycznie ale niepokojący jest sam fakt, że to miało miejsce. Zostałam wychowana w ciepłej kochającej się rodzinie. W moim poprzednim związku nigdy takich rzeczy nie było, choć inne sprawy się nie ułożyły i dlatego to był dla mnie prawdziwy wstrząs. Nie pozwolę na to żeby ktoś zniszczył mnie i moje życie - to wam i sobie dziewczyny obiecuję!!!
Czyli ja za parę lat miałabym to samo co Ty jakbyśmy mieszkali razem, w sumie widzę to po naszych wspólnych weekendach.Ja słyszałam podobne wyzwiska ale "jesteś pojeba.." " pierdol...ta" to ulubione czułości mojego skarba
kiedyś pewni by mnie uderzył ![]()
To ja też obiecuję, chociaż nie mam co bo w koncu wczoraj zerwalam a on ma mnie za wariatkę, moze powinnam podziekować i pocalowac w nogę.
56 2012-01-20 15:03:01 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2012-01-20 15:04:11)
moje poczucie wartości tak zjechał że mam wrażenie że nie stać mnie na dobrego faceta "z chemią miedzy nami" a nie tylko z rozsądku (bo takiego to ja znajde jeszcze..).
Aha. I Ty oczywiscie w to wierzysz? Bo ON, Twoj guru tak Ci powiedzial? A wiesz dlaczego? Bo jak jestes taka slaba i malo wierzaca w siebie to zostaniesz juz na zawsze jego sluzka, tzn. dopoki mu sie nie znudzisz. Celowe dzialanie - oslabic i omamic przeciwnika. Silna kobieta odeszlaby i pokazala na co i na kogo ja stac. Slaba placze, cierpi i zostaje przy nim. W to mu graj.
Tak tak myślałam o specjaliście skoro slysze ze jestem "psychiczna" ale kiedy jestem w innym towarzystwie niz on - jakos ludzie nie maja mnie za wariatkę, on twierdzi ze dlatego ze mnie nie znaja mimo ze mysle o gronie rodziny czy przyjaciol.
A jak Ci powie, ze masz czarna skore, trad, piorko wyrastajace na odwloku i zeza rozbieznego, ponadto schizofrenie i padaczke to tez mu uwierzysz? Jestes psychiczna a ten biedak nadal sie z Toba meczy. Coz za odwaga i poswiecenie z jego strony. Matka Teresa w meskim wydaniu.Naprawde puknij sie w te swoja glowe i to porzadnie.
Co z tego wszystkiego jesli WIEM DOBRZE WIEM ze nic nie wskoram i nie otworze mu oczu, a ciagle probuje mu powiedziec "ej otworz oczy jestes hipokrytą chyba troche wymagasz ode mnie a sam robisz co robiles - wyzywasz mnie" , "wyzywam cie bo na to zasluzylas bo mi marudzilas" takie mam odpowiedzi wtedy.
"No to ja Ciebie tez powyzywam troszke bo tez sobie dzis x#¤..!"?!..zasluzyles. Fajnie co?"
A reszta gadania o jakiejs hipokryzji i proby trafienia do jego poczucia sprawiedliwosci to czysta strata czasu.
I ja to wszystko wiem , to forum czytam od 1,5 roku probuje znalezc sile, wszedzie gdzie sie da i tak naprawde dopiero teraz kiedy wiem ze on juz sie do mnie nie odezwie , bo nasz powrot to juz byla naprawde ostatnia szansa na ratunek, to sie uwolnie (mioze ze bede plakac "bo jemu nie zalezy" glupie co?:) ), bo sama nie mam kurde "jaj" - ponizajace...
Idz na targ i sobie kup wystarczajaca ilosc na odejscie od chama, na obrzucenie go paroma i na porzadna jajecznice. I wez sie w koncu w garsc.
To ja też obiecuję, chociaż nie mam co bo w koncu wczoraj zerwalam a on ma mnie za wariatkę, moze powinnam podziekować i pocalowac w nogę.
Skoro takie obietnice sobie obie poczynilyscie to jakies swiatelko w tym tunelu widze. Nigdy, od zadnego mezczyzny, w swoim ..ehem..dluzszym niz wasze zyciu, nie uslyszalam slowa zaczynajacego sie na p, d, k czy innego epitetu. Owszem, w chwilach zlosci czlowiek palnie "glupi jestes, albo - chyba zwariowalas itp. Ale wulgaryzmy o jakich Wy piszecie nie mieszcza mi sie w glowie.
O rekoczynach nawet nie chce myslec. Od popychania podobno sie zaczyna..zwlaszcza na te szafe, na ktora potem "same" wpadlysmy.
Dziękuję Mussuka.
Na szczęście mu się znudziłam, też zawsze uważałam że skoro jestem psychiczna to po co ze mną się "męczy", rozstaliśmy się 3 ms. nie było widzenia się ani kontaktu, dalismy sobie szansę, więc teraz wiem przynajmniej że nie ważne czy przestane byc "meczaca" i tak zawsze coś się znadziej- na mnie oczywiscie, bo on jest ok, a jego wyzwiska wynikaly przeciez wg. niego z mojego zachowania. Tyle dobrze, że nawet jak bede miala glupią mysl ze tesknie czy cos, to wiem ze juz go "wymeczylam" tak ze rowniez stracil ochote na zwiazek z wariatką ![]()
Myślę, że moje PARCIE na chęć wyjaśniania mu, że może spojrzałby rownież na siebie , wynikało z tego że tak bardzo chcialam pokazac, że jest nie fair. nie wyszło mi. wiecej szmacic sie nie bede.
Nie wiem jak powinien wygladac dobry zwiazek, ale wiem tyle ze zawsze tata mi mowil "nie wolno faktycznie wchodzic facetowi na glowe, ale tez uwazam, ze to facet powinien dbac o kobiete wpierw, a ona dzieki temu daje mu wtedy wszystko co chce i tym samym nie wchodzi na glowe", a ja bo kochalam to myslalam ze jak zrobie mu "dobrze" we wszystkim to wkoncu zacznie dbac - a to bledne kolo bo nie dbal, a ja wtedy chcialam rozmawiac a on nie rozumial o co mi chodzi ze przeciezm nie "kocha" - jak kocha to sie nie wyzywa i tyle.
Przepraszam ze tak duzo pisze, ale mam duzo emocji, faktem jest ze jestem histeryczka i bardzo emocjonalna osoba, dlatego tak bardzo wszystko przezywalam, a wczorajsze "chamstwo" z rana juz wyprowadzilo mnie z rownowagi (poniewaz w ostatnich dniach obchodzilam sie znim jak z jajkiem zeby go nie urazic a i tak byl "oschly", a w weekend jeszcze siedzac razem 100 razyslyszalam jak mnie kocha - i wez tu nie zwariuj:) )
Dobry czlowiek doceni dobro, zleu chocbys tylek miodem smarowala i tak nie dogodzisz. Zadne odkrycie Einsteina tylko ludowa prawda. I nie ma to nic wspolnego z plcia ani tym kto komu ma na co nie wchodzic. Jestem za rownouprawnieniem ale i rownymi obowiazkami. Tak samo jak mezczyzna ma szanowac i ppomagac kobiecie tak samo musi to dzialac i w druga strone.
Bylas dobra, nawet za dobra ale trafilas na gatunek odporny na dobroc, na pasozyta, ktor sie tym dobrem jedynie zywil jak pijawka krwia ludzka (tyle, ze one ponoc lecza).
A w ogole to ja juz nie lapie czy wy jestescie czy nie jestescie razem.
Jego "kocham" to to samo co "w d.. Cie w zasadzie mam ale dzis akurat potrzebuje". Do czego to sama wiesz.
Nie jesteśmy. Wczoraj już mi nerwy puściły i poszło...chciałam się w zasadzie mimo tego że czuję się w jakiś sposob oszukana (skoro twierdzil ze zrozumial bledy a nadal je robil i nadal je usprawiedliwial - przede wszystkim mam na myśli sposob odzywania się i nie wyzywanie, a jednoczesnie mi patrzyl na rece i czekal az sie potkne - no coz kazdy ja i on mozemy sie potknac nie raz ale trzeba umiec sie do tego przyznac, naprawic i nie powtarzac moim zdaniem) , to zaproponowalam rozstanie w zgodzie ze 6 lat to duzo i mozemy miec zwykly kontakt (bo moze zwyczajnie nie dogadujemy sie jako patrnerzy a jako znajomi pewnie swietnie by bylo - bo nikt nikogo by nie "meczycl" ( jak mi juz opadly emocje, to dostalam jedynie informacje ze on chce kase ktora pozyczylam na ksiazke i wtedy moge zabrac swoje rzeczy. wiec zabiore chociaz najchetniej bym olala te rzeczy,bo nie mam ochote wchodzic do niego widziec jego pogardliwa mine i jak sie slowem do mnie nie odezwie, ale niestety jest w nich moja ulubiona sukienka ![]()
Z tym też ostatnio kiepsko było, ale ja zawsze miałam 2 x większy temperament
W zasadzie wrocilam do niego po ostatnim rozstaniu tylko dlatego ze dlugo rozmaiwaialm z jego mama ktora wyjasnila mi w pewnien sposob jego charakter i kiedy powiedzialam ze nie wierze ze mnie kocha bo jak mozna kochac i tak traktowac to powiedziala ze gdyby nie kochal to by nie chcial po 3 ms wracac i naprawiac i ze na pewno mnie kocha skoro tyle juz przeslimsy, wiec dalam szanse.
Dzis wiem, że jednak to jego mama sie mylila a ja od poczatku dobrze czułam.
Mam taka mało lat, mowia mi ze jestem nad wyraz "powazna" w sensie dojrzala, a nie umiem odroznic milosci od toskycznego uwiazania mnie. mialam sie za cholernie silna a okazalam sie cholernie slaba skoro facet bez ambicji z albo cholernymi komplekasami albo cholernym ego - bo sama juz nie wiem czy ma jakis kompleks ze mnie ponizal, czy tak bardzo siebie tylko kocha - zrobil ze mnie niewolnice swojej osoby. Bo tak naprawde nie mam za co go kochac ? no bo za co za to ze przez 3 dni weekendowe jest super a potem nagle bęc bo pierdnelam za cicho czy za glosno - co za roznica ?
a moze ty tylko moja chora ambicja, żeby teraz udowodnić mu kto tu jest "po...bany", z tym że nie umiałam i nie umiem a szkoda ![]()
Nie analizuj juz wiecej bo Cie glowa rozboli. Idz po te kiecke, bez slowa wyjdz i skoncz cos, co jest jedynie tykajaca bomba zegarowa. Powodzenia!
Ciężko tak bez słowa zabrać rzeczy po 6 latach, no ale rozumiem to wszystko, tak trzeba i tak zrobię , dzięki ![]()
64 2012-01-20 16:24:36 Ostatnio edytowany przez Suahili (2012-01-20 16:27:33)
Ja jednak gdy się staram to chcę widzieć efekty. Jak nie widzę , to mi się odechciewa chcieć... a jak jeszcze za moje starania obrywam , to już w ogóle...
święte słowa.
BTW. ktoś pisał, że jej facet nie lubił się całować. Jak można nie lubić się całować? <bezradny>
Drogie Panie gdzie Wy znajdujecie takich złych i nie czułych facetów? A przecież na świecie tylu wartościowych mężczyzn. Do wyboru do koloru.
no ja właśnie nie wiem
pech był skoro w tylu wartościowych taki zły Pan mi się trafił ![]()