Witam szanowne grono forumowiczów, przeglądam różne fora szukając jakiejś pomocy, ponieważ nie daję rady już.
Chciałbym prosić o jakieś wsparcie, moja historia jest długa i kręta i proszę o wyrozumiałość. Jestem chłopakiem, mam 21 lat (rocznikowo już 22). Za miesiąc będą 2 lata odkąd poznałem pewną 3 lata młodszą dziewczynę przez internet. Nie na żadnych czatach czy czymś. Po prawie roku niemal codziennych rozmów i zżycia się ze sobą zaczęliśmy się spotykać no i staliśmy się parą. Ja student, bez nałogów, w wolnym czasie pracowałem, Ona licealistka, również bez nałogów. Wszystko było cudownie, jakieś drobne upominki, miłe gesty podczas spotkań (średnio co półtora tygodnia). Po 2 miesiącach zaprosiła mnie do domu, przedstawiła mamie. Wszystko było dobrze. Minął miesiąc od prezentacji mamie no i pewnego dnia zła i obrażona nie wiadomo o co, po długim czasie wyjaśnień okazało się że mama próbowała ją edukować, że ile tak można itd... Po poważnej rozmowie podjęła decyzję że chce ze mną być. Mijały miesiące, wakacje spędzone u niej w domu, wspólne noce, pierwsze zbliżenia fizyczne. Było po prostu cudownie, choć nigdy nie naciskałem o seks, ponieważ nie dla tego ją poznałem, nie dla tego z nią byłem. Zawsze podczas spotkań dawaliśmy sobie różne drobne upominki, najczęściej wykonane własnoręcznie. Nasze uczucie kwitnęło coraz bardziej, w jej domu bywałem częściej, rodzice nie sprzeciwiali się już. Chyba nawet byłem lubiany, z racji że conieco umiem często pomagałem im w domu. Miesiące mijały, nastała jesień, dalej systematycznie się spotykaliśmy, zwiedzaliśmy razem ciekawe miejsca w jej mieście. A no i bywała też u mnie, przedstawiłem ją moim rodzicom, zrobiła na nich dobre wrażenie. I nagle u niej w szkole zaczęło się "studniówkowe boom"... Od razu założyła, że mnie zaprosi, ja się zgodziłem no i bacznie wyczekiwałem. Ale sprzeciw zgłosiła mama "a co jak się rozejdziecie, zapłacony i załatwiony partner cie wystawi", kazała poczekać, że to załatwi. Później ze studniówką coraz dziwniejsze rzeczy się działy, jakieś zmiany miejsca, zmiany kwot, nawet terminów. Tak zamieszała, powiedziała że nie pójdzie bo daleko i w ogóle nie czuje się dobrze ze swoją klasą. Powiedziałem dobrze. W święta Bożego Narodzenia oznajmiła mi, że jednak idzie na studniówkę, ale sama, "posiedzieć, popatrzeć", zdenerwowałem się troszkę, ale wszystko z rozsądkiem. I od tego czasu się zaczęło: ignorowanie, unikanie rozmów, dystansowanie się.. Byłem roztrzęsiony, naprawdę mi na Niej zależało, nie wiedziałem jak to ratować, powiedziałem szczerze, że naprawdę mi zależy na niej, chcę ją uszczęśliwiać, bo wiem że jest tego warta (mimo wybryku ze studniówką, który no wybaczyłem - wiem że była sama co potwierdziła niedawno pokazując film ze studniówki). Ten stan trzymał się przez miesiąc, zawaliłem sesję zimową bo nie byłem w stanie się uczyć. Na rocznicę naszego związku (w lutym) zaprosiłem ją do siebie, przygotowałem ładny prezent, relacje się poprawiły, znów otwarcie prosto w oczy mówiła kocham, no i dodatkowo zaspokoiłem i przerosłem jej oczekiwania seksualne. Było cudownie, znów co tydzień się spotykaliśmy, aż do Wielkiej Nocy... Tydzień przed świętami spędziliśmy razem noc (nie w łóżku) ale najpierw pokłóciła się z mamą o to że nic nie robi (akurat była mowa o świątecznych porządkach w domu). Gdybym wiedział, to zawróciłbym, ale przejechałem już te 230km a wcześniej się umawialiśmy i mieliśmy kupione bilety do kina (chcieliśmy pójść, konflikt wyskoczył tak nagle). Był to piątek + noc + sobota. W niedzielę pisała że mnie bardzo mocno kocha, w poniedziałek totalne odcięcie... Zazwyczaj dziennie wymienialiśmy po nawet 200 smsów, taka też główna droga naszej komunikacji. Nie pisałem czy coś nie tak, nie wypytywałem czy kocha itd, bo wiedziałem, że siedzi w domu i uczy się do matury. Wyjechała na święta do rodziny - przez święta odezwała się 3 razy... Wczoraj tak między słowami (smsami) powiedziała że mnie nie kocha i nie wie czy kiedykolwiek kochała... Jestem załamany, tak naprawdę mam tylko Ją, znaczy dla mnie najwięcej, razem wielokrotnie rozmawialiśmy o przyszłości o planach, nawet o dzieciach, stwierdziła że będę dobrym ojcem bo widziała jak opiekuje się jej 2 letnim bratem (czasami zostawaliśmy u Niej w domu z jej bratem). Ja powiedziałem otwarcie, że kończę studia i przeprowadzam się bliżej niej. Dziś nie wiem co robić, poprosiłem aby to wszystko przemyślała, i tak zresztą musimy porozmawiać prosto w oczy. Jestem roztrzęsiony, na niczym ani nikim nie zależy mi tak bardzo jak na Niej. Pomóżcie, co mogę jeszcze zrobić... Pytałem czy coś jest nie tak, czego jej brakowało z mojej strony, odpowiedziała, że niczego. Gdybym zrobił coś źle, zdradził czy nie wiem coś złego uczynił jej, powiedział, zrozumiałbym że popełniłem błąd. Przepraszam że może trochę chaotycznie. Dziękuję za wyrozumiałość.
PS. Nie zależałoby mi na niej, gdybym nie widział jej uśmiechu, szczęścia, gdyby nie okazywała tego uczucia w taki sposób w jaki to robiła...
1 2013-04-03 14:58:26 Ostatnio edytowany przez s5j (2013-04-03 15:06:02)
Podobne tematy
Z tego wszystkiego wydaje mi się ,że ona chyba sama nie wie czego chce co czuje ,zabawa emocjami jest straszna dla osoby która kocha naprawdę ,której nie wydaje się że czuje coś wyjątkowego ,raz mówi kocha za chwile że to nie prawda - ktoś kto nie bawi się drugą osoba tak nie robi ,albo sama jest bardzo pogubiona ?!Ciężko coś wywnioskować z tej historii, może cząstkę problemu stanowi jej mama którą często opisujesz.Spróbuj porozmawiać ten ostatni raz , może rozmowa sama poda Ci odpowiedź ...
3 2013-04-03 15:25:46 Ostatnio edytowany przez madoja (2013-04-03 15:26:07)
Dziewczyna chyba za mocno uzależniona jest od mamusi. Swoją drogą dziwna kobieta z jej matki. I chyba jednak Cię nie polubiła, skoro wciąż rozważała to że się rozstaniecie.
A ta historia, że namawiała córkę żeby Cie nie zapraszała na studniówkę to jakiś hardcore.
A co Ci doradzić? Myślę że dziewczyna powinna jakoś uniezależnić się od rodziny.
Niedługo zacznie studiować, czy tak? Może zamieszkajcie razem?
Dziękuję za wypowiedzi.
Dziewczyna chyba za mocno uzależniona jest od mamusi. Swoją drogą dziwna kobieta z jej matki. I chyba jednak Cię nie polubiła, skoro wciąż rozważała to że się rozstaniecie.
A ta historia, że namawiała córkę żeby Cie nie zapraszała na studniówkę to jakiś hardcore.A co Ci doradzić? Myślę że dziewczyna powinna jakoś uniezależnić się od rodziny.
Niedługo zacznie studiować, czy tak? Może zamieszkajcie razem?
Tak zacznie, tu trzymają mnie tylko moje studia, jestem obecnie na 4 semestrze czyli zostały mi jeszcze 3. Mówiłem że mogę przerwać studia i zamieszkać a później studiować gdzieś u Niej, ale twardo odpowiedziała że to bez sensu itd, że jak skończe to tak i owszem. Ona właśnie kończy liceum maturą i wybiera się na studia, nawet pojawiła się nadzieja na mieszkanie razem, co sama zaproponowała, bo rodzice planują zmienić mieszkanie gdyż obecne jest troszkę za małe, sama zaproponowała niegdyś że zamieszkamy sobie tam... Ale widzę, że to będzie bardzo trudne.
Wczoraj prosiłem aby nie dała się ponosić jakimś przejściowym emocjom, presją matury, żeby przemyślała. I na razie cisza, nie odzywa się, a ja szaleje...
Witam Cię,
Oj, mnie wydaje się ,że sama do końca nie wie czego chce..
Z jednej strony,to zbyt młody wiek na wszelkie deklaracje, odnośnie dzieci,dalekiej przyszłości..
Wiesz,nie chcę od razu stwierdzić,że jesteś dla niej odskocznią od rzeczywistości( nacisk rodziców, matura etc.)...
Ale jedno jest pewne..musi być jakaś bariera, coś co uniemożliwia jej bycie z Toba..
Sam mówisz,że widziałeś jej uśmiech,radość i szczęście jak spędzaliście razem chwile..wiec nie sądzę żeby udawała, myślę że faktycznie tak było.
Ale czy coś się od tego czasu nie zmieniło?
Wiesz, to burzliwy wiek...w tym wieku oczekuje się od zycia najwięcej..
![]()
Dawałem jej zawsze jak najwięcej, byłem przy Niej zawsze, w trudnych chwilach, na wszelkiego rodzaju egzaminach (prawo jazdy itd.), nieraz rezygnowałem nawet z zajęć na uczelni by tylko się z Nią móc spotkać, bo akurat miała wolne od szkoły. Nie wiem co się zmieniło, zaczęła mówić o wątpliwościach, na pytanie jakie, dlaczego, co się zmieniło uzyskuję odpowiedź nic, znam ją na tyle, że widzę kiedy ją coś gryzie... Codziennie przed wyjściem do szkoły dzwoniła rano aby porozmawiać, wymienić kilka słów, to się zmieniło - nie odzywa się a wręcz ignoruje mnie. Żadnemu nawet najgorszemu wrogowi nie życzę tego co teraz sam przeżywam... Nie wiem co jeszcze mogę zrobić, mam nadzieję, że zechce się spotkać i wyjaśnić to, bo powiedziałem jej, że przez smsy to ja tego nie uznaję. Mimo to bardzo się martwię bo wszystko wisi na włosku a naprawdę mi na nas zależy... Eh nawet chaotycznie już piszę, wybaczcie
Rozumiem...
Wiesz,póki z nią nie porozmawiasz,tak naprawdę...
Będziesz się borykał z myślami,zmartwieniami,brakiem odpowiedzi...
Poproś ją o rozmowę,jeśli jest dojrzałą osobą,która jest odpowiedzialna za swoje czyny - z pewnością się z Tobą spotka.
Trzeba ze sobą rozmawiać!
Ty masz swoją wizję tej relacji,ale czy ta wizja z jej strony jest podobna?
Tego nie wiesz.
Dlatego postaraj się o rozmowę.
![]()
wydaje mi się że to głównie przez jej matkę... Wiedziała że macie się spotkać, a ona bum, awanturę robi dziewczynie... Że zamiast sprzątać to wychodzi. I teraz pewnie przez święta jeszcze więcej miała wygadywania od matki, że daleko jesteś od niej, że nie wiadomo co robisz... Może jest zmęczona tym gadaniem i coraz więcej ma wątpliwości właśnie przez te gadanie.
Musicie się spotkać żeby poważnie porozmawiać dlaczego tak nagle taka decyzja. Rozmowa prosto w oczy powinna wszystko rozwiązać, ale nie możesz tego odkładać na późniejszy termin, trzeba jak najszybciej porozmawiać, szczerze bez naciskaNic i złości... Według mnie jest jeszcze szansa by to naprawić. Powodzenia. ![]()
Ja jestem gotów nawet teraz jechać, ale Ona nie chce, że mam się nie wygłupiać itd...
Zapytaj kiedy ma czas na rozmowę przy winku ![]()
11 2013-04-03 20:32:31 Ostatnio edytowany przez s5j (2013-04-03 22:21:48)
Dziękuję, aktualnie nadal cisza...
Edit: "Chcę spokoju a nie głupich dyskusji"
Twierdzi że nie ma czasu na spotkanie ze mną...
Edit2: krótka rozmowa oczywiście sms o moich nowym planie zajęć i cisza... Odpowiedzi na pytanie o spotkanie nie uzyskałem, a wszystkie rozmowy są w takim chłodnym tonie...
jeżeli byś przyjechał nie wyszła by? Wydaje mi się że Gdyby zobaczyła twój samochód pod domem wyszła by i byscie w spokoju w aucie porozmawiali o tym wszystkim... Uważam że tylko rozmowa w cztery oczy może pomoc w ratowaniu związku, a jeżeli Nawet rozmowa nie pomoże to wydaje mi się że będziesz musiał się pogodzić z jej decyzja.
13 2013-04-04 08:51:53 Ostatnio edytowany przez s5j (2013-04-04 09:40:38)
Dojeżdzałem do Niej pociągiem... Ale chyba tak zrobię, że przyjadę bez żadnego ustalania...
I tak już chciałem przeczekać jakoś, żeby tą maturę zdała, ale widzę że wyprzedziła mnie i podjęła bardziej radykalne środki. Jak można z dnia na dzień powiedzieć ze nie kocham?
Dojeżdzałem do Niej pociągiem... Ale chyba tak zrobię, że przyjadę bez żadnego ustalania...
I tak już chciałem przeczekać jakoś, żeby tą maturę zdała, ale widzę że wyprzedziła mnie i podjęła bardziej radykalne środki. Jak można z dnia na dzień powiedzieć ze nie kocham?
Hm...
No spróbuj,pojedź.
Ale jeśli Ona nie zmieni swojego nastawienia-chyba będziesz musiał uszanować jej decyzję.
Pierun wie co jej w głowie siedzi,ale masz rację tak z dnia na dzień uczucie tak wielkie jak -m.i.ł.o.ś.ć nie ustaje ,chyba że to było tylko zauroczenie z jej strony ![]()
Ale mimo wszystko-miej odwagę spróbować.
W tej relacji nie tylko Ona się znajduje,i nie tylko jej uczucia są istotne.
Pojadę jutro, bez względu na wszystko.. Dziękuję za wsparcie, jedynie Wy mi pozostaliście
Moim zdaniem to mama ją buntuje przeciwko Tobie. Wiem jak to jest między rodzicem, a facetem. Wynikają tylko kłótnie, nieporozumienia, fochy etc. Jej mama ewidentnie Cię nie akceptuje. Może ona po prostu nie chce żeby jej córka miała teraz faceta z racji tego, że jest w klasie maturalnej, przed nią wybór studiów. Uwierz, wiem coś na ten temat.
Czyli nie walczyć bo z góry jestem skazany na porażkę?
Czyli nie walczyć bo z góry jestem skazany na porażkę?
Witaj:D
Od 16go roku życia byłam zakochana w swoim o rok starszym chłopaku. To co opisujesz - jakbym siebie widziała. Tyle że my żeśmy byli razem na studniówce jednej i drugiej. On był syneczkiem kochanym mamuni, tym bardziej że wtedy zostawił ją mąż, nie miała kasy ect. Po 7 latach chodzenia wreszcie zdecydował się na zaręczyny, potem był piękny ślub. Niestety po 2 tyg. po ślubie on zmienił się totalnie!!!! A ja wpatrzona w niego jak w obraz. Nie chcę Ci tutaj pisać, jak dręczył mnie psychicznie i fizycznie. Ale skończyło się potem po 2 latach małżeństwa rozwodem i złamanym sercem. Bo taka prawda - nie ten cierpi co odchodzi, tylko ten co z całym uczuciem pozostaje sam do końca.
Obecnie od kilku dobrych lat mam nowego męża i teraz za 2 miesiące przyjdzie na świat nasze drugie dziecko. Zanim go poznałam - uwierz byłam wrakiem psychicznym. Tym bardziej, że ten pierwszy zawsze mi robił jakieś sceny, albo lekceważył wtedy jak miałam sesje egzaminacyjne na studiach. Całe szczęście - nie przerwałam studiów. Obroniłam licencjata, potem zrobiłam magistra.
Po pierwszym rozstaniu z nim nie wytrzymałam próby uczuć i sama poleciałam do niego, robiąc wszystko, żeby ratować związek. Nawet byłam u księdza proboszcza o pomoc - uwierz - bo mieliśmy ślub konkordatowy. I sam pochodził z rodziny, gdzie jego wujek udzielał nam sakramentu małżeństwa. Wytrzymałam po moim powrocie do niego 2 tygodnie - tak mną sponiewierał.
Ale wiesz???? Nie żałuję - chodź litry łez wylałam i byłam prawie na drugim świecie. Nie żałuję, że starałam się ratować wszystko. Bo teraz mogę spojrzeć sobie w twarz i powiedzieć otwarcie, że zrobiłam wszystko, żeby ratować nasze małżeństwo. Całe szczęście nie było z tego związku dzieci. Mąż po rozwodzie zostawił mi na odchodne huskiego, który pewnej piękniej niedzieli skoczył na jasne spodnie przystojnego nieznajomego. Mojego obecnego męża:)
Życzę Ci powodzenia i nie poddawaj się tak łatwo. Bo miłości jest wiele, uwierz - każda smakuje inaczej. I ja pomimo upływu tyyyylu lat - nadal myślę o tym pierwszym. Chociaż nie potrafię wytłumaczyć dlaczego???? I tym bardziej za takie krzywdy.....
A jeśli nie uda Ci się - pokaż jej - co straciła. Zobaczysz, kiedyś zrozumie, ale będzie za późno. Bo tego kwiata to pół świata! I w sumie jest w końcu jakaś granica. Nie na tym związek polega, żeby tylko jedno dawało z siebie wszystko a drugie zaledwie resztki.
A przede wszystkim - pomyśl o sobie!!!! Czy warto aż tak się poświęcać? A może zasługujesz na coś lepszego, a nie na małolatę, która ma w głowie pstro???? Po prostu Ty teraz masz klapki na oczach, a czasem wystarczy rozejrzeć się wokół siebie.
I broń boże - NIGDY - nie przerywaj studiów! Szkoły Ci nikt nie może odebrać! Bo jak teraz przerwiesz naukę - dam sobie rękę uciąć, że potem nie będzie Ci się chciało! A nie daj Boże, jakby ona odwróciła ogon i poszła. Zostałbyś z niczym!
I ostatnia moja rada:
Miałam przystojnego brata, 2 metry wzrostu, 19 lat, wtedy kończył szkołę górniczą. Miał iść do wojska. 89 rok. Był szaleńczo zakochany w swojej dziewczynie do takiego stopnia, że co dziennie wcześnie rano wsiadał w autobus czy pociąg żeby ją widzieć, żeby odprowadzić do szkoły i wracał z powrotem do swojej szkoły. Tego feralnego dnia - zrobił tak samo! Wystroił się i wyleciał z domu jak z procy. Moja mama zdążyła mu tylko powiedzieć - Synu, nie leć, po co???? Tym bardziej, że on tego dnia był umówiony z profesorem na obronę pracy zawodowej. - A tam mamo! usłyszała jego ostatnie słowa gdy już był przy windzie. Poleciał do szkoły, poprosił profesora o przepustkę na 2 godziny i miał być z powrotem. Niestety finał był tragiczny - ktoś go wyrzucił z pociągu, gdy wracał już do domu. Zginął na miejscu. Moi rodzice i ja przeszliśmy piekło! Mnie brat często się śni i wiem kto mu to zrobił. Niestety sprawa została wtedy umorzona, ojciec zresztą nie miał już sił do tego. A ona???? Ona teraz jest z tym mężczyzną - mają dwoje dzieci, córkę która mogłaby być córką mojego zmarłego brata i 6 letniego synka.
Nie posłuchał rady mojej mamy, nie słuchał nikogo! Uwierz - jest pewna granica!!!! Twoje życie jest ważniejsze niż te 250 km w te i we wte!!!!!!! na prawdę, z tego co czytam o Tobie - jesteś na prawdę człowiekiem na poziomie, kształcisz się! Stać Cię na więcej!
także spróbuj naprawić, żebyś nie miał do siebie żalu. Ale jeśli się nie da nic - nie rób nic na siłę! Bo życie przed Tobą!
19 2013-04-04 16:42:27 Ostatnio edytowany przez s5j (2013-04-04 18:53:37)
Niuniek Dziękuję, przeczytałem Twą wypowiedź kilkanaście razy, dała mi bardzo bardzo wiele do myślenia..
Ehhh nie mogę, nie mogę przestać o Niej myśleć, jeszcze niedawno dostałem od Niej taką pocztówkę: 
gdzie nie spojrzę są przedmioty przypominające o Niej, wspólne zdjęcia itd... A Ona dalej się nie odzywa ![]()
20 2013-04-05 15:14:19 Ostatnio edytowany przez Niuniek (2013-04-05 15:41:05)
A gdybyś - hmmmm - pojechał do niej bez zapowiedzi? Oczywiście najlepiej z kimś, będzie Ci łatwiej. Np. z kolegą, z bratem etc. byle nie z koleżanką, bo by głupio to odczytała. Bo w razie, gdybyś jednak zauważył coś nie tak - nie chciałabym żebyś zrobił jakąś głupotę. Ale na takie coś trzeba mieć sporo odwagi. Przed samym wejściem do niej, widząc ją z niedalekiej odległości - zadzwonić do niej - hej, co słychać, co teraz porabiasz? Zobaczysz czy kłamie, czy mówi prawdę i czy jest sama, a może z kimś innym. Chodź tego ostatniego Ci nie życzę.
Ja niestety, gdy tak postąpiłam - wreszcie dowiedziałam się całej prawdy. A myślałam w końcu, że mam do czynienia z gejem. I wyszło szydło z worka. Tak to bym żyła cały czas w niepewności. Po prostu mój facet już przed ślubem długo, długo prowadził podwójne życie. Zastałam go w domu jego matki z inną kobietą. Zamienił mnie na wstrętne grube babsko, bo była bogata. A ze mnie czerpał kasę, póki żył mój ojciec i póki potem była renta rodzinna. Potem sprzedał mi moje ukochane pianino, skrzypce, bo liczyła się dla niego tylko kostka, kostka - jak mawiał.
Bardzo mocno go kochałam, uwierz - bo sam pewnie to teraz czujesz. Ale po tym incydencie - na mojej psychice odbiło się piętno, niestety. Do takiego stopnia, że popadłam w głęboką depresję, nic nie jadłam, zaczęłam palić, choć nigdy nie miałam papierosa w ustach. Paliłam paczkę dziennie. W ciągu miesiąca schudłam 15 kilo! Wyglądałam jak śmierć i tylko o śmierci marzyłam. Kładłam się spać prawie po 4tej nad ranem, bo bałam się zasnąć, żeby się nie przyśnił. A gdy już faktycznie się śnił, to wiecznie w tym momencie szarpaniny, gdy nie chciał mnie wpuścić do dużego pokoju. Który faktycznie miał zamknięte drzwi, a w pokoju? Rozwalone wyro i ona. I wiecznie budziłam się z krzykiem. Także zawsze przed zaśnięciem błagałam Boga, żebym zasnęła i już nigdy się nie obudziła. To był horror nie tylko dla mnie samej, ale i dla mojej matki! Bo bardzo się bała o mnie, tym bardziej, że już jednego syna pochowała. Aż w końcu w pewną noc gdy jak zwykle błagałam o to by zamknąć na zawsze oczy, popłakana jak zwykle w poduszkę zasnęłam. Przyśniło mi się, że leżę na zimnym marmurze, miałam umierać. Obok mnie były schody w górę i w dół, ludzie parami po nich wchodzili i schodzili. A ja się nie mogłam ruszyć. Próbowałam krzyczeć, modlić się - nie dało się nic zrobić. Ostatnim tchnieniem zawołałam mojego psa - Uranku obudź panią! A Uran w rzeczywistości spał obok mnie. I wreszcie - udało mi się otworzyć oczy, obudziłam się choć podnieść się nie mogłam. Na wprost moich nóg ujrzałam smutne oczy. Początkowo myślałam, że to mój pies.... ale, te oczy znałam bardzo dobrze, miały złote obramówki okularów .......złamanych na środku, chwyconych białym plastikiem. Znałam to, widziałam to kiedyś! Ten ktoś patrzał na mnie bardzo głęboko i bardzo smutno, nawet - przeszywająco. Siwe włosy miał do ramion i stary bordowy sweter....Nic nie mówił, tylko patrzył na mnie bardzo smutno. Spojrzałam na prawo - mój pies chrapał obok. BOŻE! I wtedy zrozumiałam - to był mój ojciec. I uwierz, to już nie był sen.
Powiedz - ile człowiek musi przejść, znieść żeby zrozumiał jak bardzo ważne jest własne zdrowie i życie???? Dopiero od tamtej chwili zaczęłam żyć od nowa! A poruszyłam już nawet mojego nieżyjącego ojca!
Na prawdę uwierz - życie ma się tylko jedno! Jeśli czujesz się na siłach, spróbuj odnaleźć prawdę. Spróbuj powalczyć ostatni raz o ten związek. A gdy i to zawiedzie - bynajmniej będziesz szczery ze samym sobą, że zrobiłeś wszystko co dobre i uczciwe. I wtedy będziesz wiedział, że była nie warta tego. I ją po prostu zostaw, niech pozwoli Ci odejść. Bo stać Cię na kogoś lepszego.. No i ostatnie - bardzo ciężko jest utrzymać związek na taką odległość. A skoro teraz wychodzą takie klocki, to powiedz - co będzie po ślubie??????? Chcesz tak żyć pod strachem całe życie o nią, jak ja o tamtego pajaca?????
Uwierz - nie warto.
No to tak: byłem, ponieważ smsowo i telefonicznie rozmawiać nie chciała, postanowiłem poczekać na Nią na przystanku tramwajowym gdy skończy szkołę, w smsach wyprosiłem w końcu rozmowę telefoniczną gdy wysiądzie - dzwoni - odbieram, odzywa się miły ciepły głos czy mogę rozmawiać itd, mówię, że chcę spotkania - chwila ciszy - przyjedź we wtorek odpowiada, powtarzam, chcę spotkania, tu i teraz. Ona zdziwiona jak to tu i teraz, to gdzie Ty jesteś - a gdzie Ty? pytam. Ona odpowiada wysiadłam z tramwaju i idę przez park - ja też byłem tylko że przystanek dalej na drugim końcu parku. Ona mówi, no to chodź. Rozłączyłem się, ile sił w nogach byle szybko, po śniegu po kolana i innych przeszkodach w końcu dotarłem. Rzuciłem się w jej ramiona, nie mówiąc nic, za chwię zacząłem wypytywać co się z nami stało, dlaczego tak a nie inaczej postąpiła. Były łzy i płacz - mój - Ona nic. Ciągle przez łzy pytałem co się stało dlaczego tak się stało co było powodem, w odpowiedzi usłyszałem "coś no tak jakoś"... Co? Jak? Co jak jakoś? 'No bo teraz mam naprawdę tyle nauki że naprawdę potrzebuję świętego spokoju". Z jeszcze większym żalem odpowiedziałem, czy nie dało się tego powiedzieć normalnie, czy ma mnie za idiotę który nic nie rozumie. Po kolejnym ciągu słów wyłapałem słowa "zaczniemy od nowa za miesiąc, po maturze"... Znów z żalem niemal wykrzykując zapytałem jak to od nowa, jak to zaczniemy, czyli że zerwała? Powiedziała, że chce się ze mną spotykać itd, ale teraz nie ma na to czasu i potrzebuje spokoju. No ale ja to wiem i doskonale o tym wiedziałem bez takich scen. Uspokajała, głaskała, przytulała, wycierała łzy, mówiła że wszystko będzie dobrze... No cóż, na słowa: 'dam Ci wszystko, czego tylko chcesz' odpowiedziała: 'ok, ale jeszcze nie wiem (czego chcę)'.. Później dodała, że nie trzeba było przyjeżdżać, było lepiej iść na uczelnię - no to jak miałem się czegokolwiek dowiedzieć skoro nie chciałaś rozmawiać? Kiedy miałaś zamiar mi cokolwiek powiedzieć? Za tydzień... - za tydzień to mogłoby mnie tu nie być - odpowiedziałem. W sumie, teraz nie pamiętam chyba wszystkiego, przez mój stan nie byłem w stanie po prostu nadążyć za wszystkimi słowami. Popatrzeliśmy sobie w oczy, ale jak dla mnie nie mówiła jakoś z większym przekonaniem. Całe spotkanie trwało.... 20 minut. Tak - "bo Ci pociąg powrotny ucieknie, a ja nie mam czasu dobrze wiesz". Niby wiem mniej więcej na czym stoję, ale jakoś mnie to nie satysfakcjonuje, wracając, dalej miałem napady łez w pociągu, bo nie jestem przekonany co do tego. Pokazałem wszystko co mogłem chyba pokazać. Teraz czas na jej ruch, ale z tego co widzę, to będzie trzeba bardzo długo czekać, a przynajmniej ten cholerny miesiąc. Niemniej jednak zaczęła już znów pisać, już nie tak chłodno a wręcz mroźnie, lecz to też mnie nie satysfakcjonuje. Mam nadzieję, że po tej cholernej maturze wszystko co złe ustąpi, wrócą dawne czasy. Czas pokaże, ja poczekam.
Mam nadzieję, że o niczym nie zapomniałem, ale zastrzegam że jak mi się przypomni, to dopiszę.
Niuniek Dziękuję za cenne rady. Co do kłamstewek to ja już wiem kiedy kłamie a kiedy nie, przynajmniej w kwestiach typu "co robisz".
Nie mogę już edytować posta, więc chciałbym dopisać jeszcze, że powiedziała, że zrozumiała błąd, że się nie dogadaliśmy, ale no cóż, dostałem tylko takiego cmoka w usta, co też normalme nigdy nie było. Obiecała, że nie będzie tak ignorować - zobaczymy. Tak myślę, że miłość, uczucie można przyrównać do długiego, ciężkiego pociągu towarowego, który potrzebuje dużo by się zatrzymać. Mój pociąg już dostał po hamulcu. Czas i Jej nastawienie pokażą, czy owy pociąg przyspieszy, czy się zatrzyma...
23 2013-04-09 21:33:29 Ostatnio edytowany przez Niuniek (2013-04-09 21:43:16)
BRAVO!!!!
Teraz mój drogi - musisz niestety uzbroić się w cierpliwość sporą. I najlepiej, żebyś w tym czasie zajął się czymś, o czym zawsze marzyłeś i popracował nad samym sobą. Wiem, wiem - zapewne cokolwiek zaczniesz - będziesz pomimo zajęcia - w jej świecie. Znam to. Ale chciałabym, abyś zaczął dowartościowywać samego siebie! Znajdź swoje same dobre i pozytywne cechy:) Zrób sobie prezent - tak jak to robią kobiety w trudnych sytuacjach. Zasłużyłeś na to! Nam pomagają zakupy nowej kiecki, butów ect. Pomyśl o sobie! Nie o niej, tym razem o sobie, o prezencie dla siebie:) To może być nowy telefonik, nowa gra PC - a to wciąga ponoć, jeśli się lubi. Książka nie bardzo, bo zamiast czytać - będziesz myślał o niej, nie skupisz się zbytnio. A może swój pierwszy samochód????? Wcale nie musi być jakiś tam extra! A może skuter???? Albo nowy TV???? Extra film, bilet do kina z przyjaciółmi? Odnów relacje z przyjaciółmi! Nie odgradzaj się, a potem popatrz w swój indeks, może coś trzeba poprawić, pozaliczać? No i oczywiście kebab!!!!! Dobre piwko:) Żyj chwilą i wolnością!
Boże jak JA Ci zazdroszczę! Bo jakby nie patrzeć jesteś WOLNYYYYYYYYYYYYYYYYY! Nie masz zbyt wielu obowiązków, nie masz dzieci, na pewno nie masz takich problemów jak ja teraz. Jesteś zdrowy! Jesteś przystojny, młody!
Idź zrób coś szalonego, coś, czego byś nigdy nie zrobił...np???? Solarium? Fryzjer, maniqure przy paznokciach:D Czy faceci chodzą na SPA???? Bo kobietki tak, chodź ja niestety nigdy nie byłam - u mnie bardzo krucho z kasą, ledwo wiążemy koniec z końcem. Zobacz - świat przed Tobą otworem! I pisz - pisz do mnie:) jak do starszej siory!
Mój obecny mąż uwieeeelbia co dziennie przeglądać allegro motoryzacyjne, odpręża się wtedy, ogląda obecnie Audice A6 w kombi, no nie mówię o tych najnowszych. Ale Ty wiesz jak on mnie zaraził swoją pasją???? Ja, co raczej lewa byłam z tej tematyki! On mi tym zaimponował! Póki nie mieliśmy dzieci, jeździliśmy na zloty, byłam motorem napędzającym i z malucha, potem cienias, potem przesiedliśmy się do astry F 1 hatchback, potem była vectra B hachback i vectra c OPC line. Uwielbiamy ją oboje! Ale ile ta frania daje nam wyrzeczeń! Wiadome kasa, nie żeby awaryjna, nie nie - nóweta salonówka - niestety:/ Dobrze, że Insignii nie wzięłam he!he! Chodź ślinka cieknie! A kredyt oj boli!
A raz mi kupił astrę w kombiku to miała być dla mnie, zanim ukończyłam prawko, niestety musiałam opchnąć, chodź ją tak wysprzątałam jak chyba żaden facet! Łącznie z uszczelkami między drzwiami i Bóg wie gdzie jeszcze! Ale my oboje mamy hopla na punkcie opla! I - sprzątanie dokładne auta nas tak odstresowuje, jak nie wiem co! Do naszej Viki, bo tak ma na imię (widzisz jacy porąbańce z nas???) - wsiada się w paputkach. Ma już 4 lata i 60 tyś na liczniku.
Ale o reszcie - jeśli pozwolisz napisze ci na priv, o ile podasz mi swój mail
I pamiętaj - zapamiętaj do końca świata i dłużej! Prawdziwego przyjaciela poznaje się w biedzie:)
Chcę Cię zarazić moim optymizmem!
Aż się uśmiechnąłem czytając to
A teraz po kolei: daję sobie radę, nawet za dużo nie myślę o Niej, pomagają mi przy tym różne rzeczy, choć na początku było ciężko. Mało tego, nawet raz napisała co robię, a właściwie dziś (od soboty ani słowa) więc no cóż, odpłacam tym samym, może popełniam błąd, ale niech choć raz poczuje jak ja się czułem. Co do samochodu, pierwszy miałem już 4 lata temu
zanim zdałem prawo jazdy,a właśnie składa się tak, że przeglądam sobie, po poszukuję innego
W indeksie jest co do poprawy, ale piwko no niestety - nie dotykam alkoholu w jakiejkolwiek formie
Co do znajomych, to będzie nieco trudne, ale nie poddaje się, choć na początku pytali mnie czy pójdę na koncert w (ten) piątek, ja z automatu powiedziałem że zobaczę itd, co było błędem, bo gdy już powiedziałem że chcę iść już mnie nie chcieli. Ale na jednym świat się nie kończy. Dziękuję i zapraszam na mail ![]()
Cóż, oboje jesteście młodzi, bardzo młodzi. A w młodości uczucia są gwałtowne i....gwałtownie się zmieniają. Wczoraj Cię kochała, a dzisiaj niekoniecznie. To normalne w młodym wieku.
Ok, po temacie - sprawa się wyjaśniła. Zobaczyłem rozmowy na fb i co o mnie pisała. W życiu bym nie pomyślał, że jest zdolna do takiego czegoś. Teraz już wiem. Nadzieja na cokolwiek umarła śmiercią tragiczną. Lokomotywa się wykoleiła.
Pozdrawiam.