Hej, jestem tu nowa i chciałam opisać swoją niesamowita historię.
W pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia byliśmy z mężem i dzieckiem u moich teściów. Potem ja pojechałam do swojej mamy a mąż z rodzicami i naszym dzieckiem pojechał do rodziny. Dziecka oczywiście dać nie chciałam, ale jak zwykle nie mialam nic do gadania. Po południu mąż przywiózł do mnie małą, posiedziałam u mamy dwie godzinki i mąż przyjechałam po mnie i po dziecko samochodem i pojechaliśmy do moich teściów. W planach była oczywiście świąteczna gościna i nocleg. Około godziny 21 malutka poszła spać, mój teść też, a ja mój mąż i teściowa usiedliśmy do suto zastawionego stołu. Rozmawialiśmy, jedliśmy i piliśmy wódkę. Teść miał przykazane nakarmić małą kiedy się obudzi, to grzeczne dziecko iw nocy nie ma z nią problemów. Około północy kiedy ja mąż i teściowa byliśmy już dość wypici teść wstał i przyszedł do nas do pokoju. Zaczął mi dokuczać, mówił, że nic nie mam , że R ma mieszkanie i dobrze płatną pracę, że zabiorą mi dziecko. Zaraz dołączyła się do niego teściowa. Ja nie bardzo wiedziałam co się dzieje, bo w czasie tych dwóch świątecznych dni wszyscy byli dla mnie bardzo mili i panowała rodzinna ciepła atmosfera. Po chwili zaczęłam mieć pretensje do męża dlaczego im na to wszystko pozwala, dlaczego mnie nie broni. W odpowiedzi dostałam pięścią w twarz ( prawie wybił mi ząb, na co mam oczywiście obdukcję lekarską), potem on i teściowe zaczęli mnie kopać i szarpać, teściowa wyzywała mnie od najgorszych. Dałam radę uciec do przedpokoju, chciałam otworzyć drzwi wejściowe i uciec na korytarz. Bardzo głośno krzyczałam w nadziei, że może któryś sąsiad wezwie policję czy coś? W przedpokoju dopadł mnie mój mąż jednym ciosem powalił mnie na ziemię, straciłam przytomność, którą odzyskałam dopiero na izbie wytrzeźwień. Tam dowiedziałam się, że teść wezwał policję, bo byłam ponoć agresywna i na nich wszystkich się rzuciłam i polecił odwieść mnie na izbę wytrzeźwień, a że był jedyną trzeźwą osobą policja uwierzyła w jego wersję. Z izby wróciłam do mojej mamy, która zaraz zadzwoniła do mojego teścia. Powiedział, że mogę przyjść po swoje rzeczy, ale dziecko mogę odebrac tylko w sądzie, jak przyszłam po rzeczy nie mogłąm nawet wziąć malutkiej na ręce. Chwilę porozmawiałam z mężem, w tej panice prosiłam żebyśmy wrócili do naszego wspólnego domu, ale mąz stwierdził , że nie może tego zrobić po tym co jego ojciec zrobił dla niego, chodziło o filmik, który nagrał teść w czasie nocnego zajścia. Filmik, który miał posłużyć jako dowód w sądzie. Mąż powiedział jeszcze, że mnie nie kocha i mnie nienawidzi i nie wróci ze mną, dziecka oczywiście też mi nie da. Zaraz 27 grudnia poszłam do sądu i napisałam pozew o ustalenie miejsca pobytu dziecka przymnie i zabezpieczenie pozwu o ustalenie miejsca pobytu dziecka przy mnie do czasu wyjaśnienia sprawy. Pozwe wpłynął i pozostało czekać. Odwiedzałam malutką codziennie, chociał czułam się w tym domu okropnie, szczególnie teściowa dawała mi popalić. Oczywiście chciałam odebrac dziecko z policją, ale ta stwierdziła, że obydwoje mamy takie same prawa do dziecka, więc nie może go siłą stamtąd zabrać. Myślę, że mój mąż był bardzo zdziwiony kiedy przyszedł pozew, jednak ogarnął się i tez wynajął sobie pełnomocnika. 30 stycznia była pierwsza rozprawa, na której sąd w ramach zabezpieczenia ustalił miejsce pobytu dziecka przy mnie, jednak na ulicy K, gdzie razem mieszkaliśmy z mężem. Wywnioskowałam, że sędzia ma jeszcze nadzieje, ze się pogodzimy. Następna rozprawa 20 lutego. Teraz mieszkam pod jednym dachem z mężem wariatem, ale na szczęście mam przy sobie swoją kochaną córeczkę.
Uff rozpisałam się? dziewczyny, co myślicie o tej sytuacja? Boję się, ze to on w końcu wygra sprawę, postawił 7 lewych świadków na to, że się dzieckiem nie interesowałam, ze było brudne i zaniedbane itp., co oczywiście jest kłamstwem, ale świadkowie to też jakieś dowody? Czasami jestem dobrej myśli a czasami jestem kompletnie załamana?