Witam. Od jakiś 6 lat "przyjaźniłam" się z D. Może niekoniecznie zawsze można było rozmawiać z nią o wszystkim, bo z racji wielu nieudanych związków wolałam nie pytać się jej o radę miłosną, ale za to było wiele innych tematów o których mogłyśmy rozmawiać. Do naszej paczki należała również S. i spotykałyśmy się najczęściej we trójkę. Ale oczywiście nie było problemu, żeby każda z nas spotykała się sam na sam. Wszystko tak ładnie trwało do lipca 2012 roku. TZN już wcześniej zaczeło się psuć, ale w lipcu był totalny koniec. Może wymienię kilka sytuacji:
1.Zrozpaczona pisała do mnie w dzień Sylwestra, że ona nie ma nagle co robić i czy mogę iść z nią do kogoś tam. Ja powiedziałam, że nie ma problemu, że po nią wpadnę, żebyśmy poszły razem, więc zadowolona wysyłam jej smsa, że jestem w drodze i jestem już na prostej do jej domu, patrzę, a ona odpicowana wsiada do jakiegoś samochodu i odjeźdza...a ja stanełam jak wryta i nie wiedziałam co mam robić. Dzwonię i piszę do niej nie odbiera, nie odpisuje, więc zadzwoniłam do chłopaka, który kierował i przekazałam informację, że tak się nie robi i że zrobiła mi wielką przykrość. Była zdzwiona, że jestem zła, ale po kilku dniach mi przeszło.
2. 18 urodziny S. powiedziała, że się trochę spóźni, bo miała wcześniej umówioną wizytę odbioru pieska, którego kupywała. Ok, zrozumiałyśmy, że się spóźni. Ale to miało być spóźnienie max do godziny, po 2 godzinach piszemy do niej, dzwonimy, rownież nie odbiera i nie odpisuje. Później nawet przepraszam nie powiedziała. Moje 18 urodziny - podobna sytuacja, umówione byłyśy o pewnej godzinie, dzwonimy chyba 20 razy, wreszcie odbiera mówi, że spała, że zaraz się ogarnie i jak chcemy to możemy po nią przyjść. Przychodzimy zadowolone, a ona dalej spi,pocałowałyśy tylko klamkę. Myślała,że jak nam później kupi prezenty to będziemy kwita, a nam chodziło o obecność, a nie o prezenty.
3.Wyjazd nad jezioro, zadeklarowała się, że jedzie. Umówione byłyśmy pod jej domem. Również czekamy, znowu nie odbiera, po godzinie czekania, pojechałyśy same. Później również zadnego przepraszam.
Ja uważam, że tak się nie robi, szczególnie jak się jest wspólną paczką od iluś tam lat. Znalazła sobie faceta i to z nim spędzała cały swój czas. Nawet, gdy zdarzyło się jej z nami gdzieś wyjść to tylko dlatego,że w między czasie mogła załatwić swoje sprawy na mieście. Więc chodziłyśmy za nią. My chciałyśmy iść na spacer, ona na załatwianie spraw. A dodatkowo cały czas wisiała na telefonie ze swoim facetem i robił jej awantury, że ona w ogóle gdzieś z nami wyszła, więc ani z nią nie pogadałyśmy, ani nie miałyśmy spokojnego spaceru. Gdy my chciałyśy się z nią spotkać, ona nigdy nie miała czasu,zawsze musiałyśmy go mieć kiedy ona go miała, w pewnym momencie wybuchłyśmy. Napisała do nas smsa po bardzo bardzo długim czasie nie widzenia się czy idziemy na piwo, bo ona ma czas. To powiedziałysmy jej właśnie, że nie będziemy na jej zawołanie i zaczęła się kłótnia. Zaczełyśmy jej wszystko wypominać, a ona nie wiedziała co ma powiedzieć, bo zawsze miała w nas wsparcie i na prawdę nie było sytuacji, w której byśmy ją zawiodły. Ja powiedziałam o wiele więcej, ale wszystko co powiedziałam było związane ze mną i S., więc mówiłam to też i w jej osobie. Ona powiedziała, że ona nie ma czasu, bo szkoła, dom, facet, praktyki. Ja to wszystko rozumiem, ale ja miałam to samo, tyle samo zajęć i zawsze znalazłam czas tak , żeby wszycy byli zadowoleni, a ona myśli, że tylko ona tak ma. Po jakimś miesiącu napisała smsa, że ona chce się z nami dalej kolegować i jak chcemy iść na piwo to ona dzisiaj ma czas. Znowu nie wytrzymałam i powiedziałam jej,że to,że ona chce to jest mało ważne, jeżeli ma zamiar dalej się tak zachowywać jak wcześniej i nie mieć dla nas czasu. Również mi nie odpisała, więc chyba chciała zrobić tak samo jak dawniej. Ja się nie odzywam z nią w dalszym momencie. Chociaż sporadycznie pisze jej smsy to na urodziny czy święta albo nie odpisuje, albo napisze tylko dziękuje. A gdy S. pisała do niej to dodatkowo raz zapytała co u niej.
Pewnego razu S. spotkała się z nią na jednej imprezie i D. podeszła do Niej i zaczeła gadać z nią jakdyby nigdy nic. I S. to w sumie odpowiadało, chociaż ile się wcześniej nasłuchałam jaki ona będzie do niej trzymać dystans itp. Niby się spotkały nastęnego dnia, żeby wyjaśnić sobie tą całą sytuację, ale gdy wypytywałam się S. co D. mówiła to nic mi nie chciała powiedzieć i od razu się na mnie rzucała, że ona mi nie bedzie tego mówić, bo ja i tak wiem swoje. Nie wiedziałam o co jej chodzi, ale nie chciało mi się już drążyć tematu.
Wiele razy namawiała mnie, żebym też przyszła do tego klubu i żebyśmy sobie porozmawiały na ten temat. Ale ja uważam, że jeżeli D. by na mnie zależało to nie szukałaby pretektu w postaci spotkania się w klubie tylko zadzwoniłaby do mnie albo przyszła, żeby porozmawiać na neutralnym gruncie, a nie na zasadzie, że przypadkowo wpadłyśmy na siebie w klubie.
Kiedy odmawiam S. pójścia do klubu kiedy D. tam będzie to ona mi się dziwi i ma do mnie pretensje. Nie potrafi zrozumieć, że źle bym się czuła w tym towarzystwie. Kiedy wiem, że D. by z nimi gadała, a ja siedziałabym obok i udawała, że mnie to nie dotyczy.
A nie chce zacząć rozmawiać z D. tak jakgdyby nic się nie stało, bo nie po to była na cała kłótnia, żeby ona nie zrozumiała o co poszło, że w przyjaźni trzeba mieć czas, chociaż 10 minut, ale mieć, a nie koncentrować się tylko na facecie. W tej całej kłótni nie ma mojej winy i ja nie mam za co przepraszać, a nie mam też zamiaru ignorować i żyć tak jak kiedyś, bo jeżeli jej nie pokaże, że mnie to boli to przy następnej okazji znowu kopnie mnie w dupe.
Czy ja rzeczywiście przesadzam? Co powinnam zrobić? Powinnam unikać miejsc, w którym wiem, że D spotyka się z moimi znajomymi?
I jak rozmawiać z S. żeby zrozumiała co mam na myśli?