Mam takie pytanie. Czy możliwe jest by ktoś świadomie rezygnował ze związków, na rzecz życia w samotności? Dodam że byliśmy w związku przez ponad 10 lat. Można powiedzieć że naprawdę dobraliśmy się pod wieloma względami, temperament, sposób patrzenia na zycie. Chodzi o to, że mój partner od jakiegoś czasu ciągle mówi, że chciałby żyć w całkowitej samotności, sam zwiedzać świat i nie chce się już wiazać z żadną kobietą. Jeśli kiedykolwiek miłaby być z kimś to byłabym ja. W styczniu zerwał ze mną jednak po jakimś czasie wrócił i powiedział ze jestem jedyną milością jego życia. A teraz znowu chodzi przygaszony, nie ma ochoty na seks, ciągle cos wspomina o śmierci, że chciałby jeszcze przeżyć ten czas który mu został w samotności. Zastanawiam się czy to nie jest jakaś depresja? Jesli ja do niego nie zadzwonię to on w zasadzie też się ne odzywa. Jest to osoba wardzo wrażliwa, którą problemy bardzo dołują do tego stopnia że zamyka sie w sobie i nie chce z nikim rozmawiać. Często też jest tak, że gdy te problemy sie pojawiają on ucieka w jakieś zajecia które pozwalaja mu zapomnieć o nich np: fotografia, akwarystyka itp. jednak nie podejmuje też zadnych kroków by stawić czoło tym problemom. Mój partner jest osoba bardzo inteligentną mocno stąpajacą po ziemi, mozna by rzec. Wszystko bierze na rozum. Jeśli uczucia sprawiają mu problem tłamsi je na tyle w sobie, że zachowuje się jakby był ich zupełnie pozbawiony. Wtedy tez niejednokrotnie potrafi bardzo mnie zranić słowami. Teraz mam też takie wrazenie, że to wszystko co mówi to ucieczka przed życiem i zaangażowaniem się . Jest on po nieudanym pierwszym małżeństwie i cały czas boi się wejść tak na serio w coś nowego mimo ze bylismy ze soba tyle lat nigdy też nie mieszkalismy razem. Teraz gdy pytam go czy mnie kocha on ciagle powtarza że nie wie. W jakimś stopniu napewno ale pewnie nie tak jak ja jego. I dodaje ze jestem jednak jedyną osobą z która moze być naprawdę szczery i daltego mówi mi o tych swoich uczuciach. Zastanawiam sie czy na tę sytuację ma też jego wiek? 45 lat. Może to jakiś spadek formy związany z wiekiem? Kiedy mówię ze nie chcę żebysmy kończyli ten związek bo uważam ze to naprawdę coś wyjątkowego on mówi że w takim razie zrobi coś zebym przestała go kochać. Może to był zart ale stwierdził ze jedynym sposobem moze być zdrada mnie. Kiedy ja mu na to odpowiedziałam że w taki sposób znów bedzie przecież w zwiazku on stwierdził że moze mnie tylko okłamać zeby mi było lżej rozstać sie z nim.
Mielismy duzo planów, a teraz przestał całkowicie o nich mówić. Mówi że chce żyć chwilą bez zadnych planów. Obiecał że pokaże mi Tatry i mówi że jeszcze to chciałby spełnić. A potem już bdzie sam. Nie wiem co mam o tym mysleć? Czy mam odpuscić? Czy starać się walczyć o nas? A moze on potrzebuje mojego wsparcia?
Dodam jeszcze że ja też jestem osobą która jest po przejściach. Mam dwoje prawie dorosłych dzieci i nie potrzebuje do szczęscia małżeństwa. I to nie jest tak, że chcę go uwikłać w pieluchy, zobowiązania czy tego typu rzeczy. Po prostu chciałam by nasze już dojrzałe życie było spokojne, byśmy mieli oparcie w sobie. Byśmy razem mogli cieszyć się różnymi drobiazgami. Myślałam o wspólnym zamieszkaniu ale to też nie jest tak że aż tak bardzo mi na tym zależy. Może kiedyś kiedy nasze dzieci pójdą już w świat..(on też ma dzieci z pierwszego małżeństwa).
I on też tego chciał. Zresztą nawet wczoraj mówił że nie wyklucza tego całkowicie. Bo nie wie czy na dalsze lata nie bedzie jednak potrzebował jakiejś bratniej duszy? Jednak nigdy nie był tak całkiem sam i chce tego spróbować.
1 2013-03-26 12:00:53 Ostatnio edytowany przez Gabi14 (2013-03-26 13:01:32)
Podobne tematy
"Jest to osoba wardzo wrażliwa, którą problemy bardzo dołują do tego stopnia że zamyka sie w sobie i nie chce z nikim rozmawiać. Często też jest tak, że gdy te problemy sie pojawiają on ucieka w jakieś zajecia które pozwalaja mu zapomnieć o nich np: fotografia, akwarystyka itp. jednak nie podejmuje też zadnych kroków by stawić czoło tym problemom. Mój partner jest osoba bardzo inteligentną mocno stąpajacą po ziemi, mozna by rzec. Wszystko bierze na rozum."
Czy to ta sama osoba ? To tak przy okazji.
A może dzieje się w jego organizmie coś, co go dołuje. Wiesz, faceci to często takie osobniki, że coś boli, dręczy, a oni się z tym męczą zamiast iść do lekarza.
Dziekuje klarek za odpowiedź. Juz myślałam ze nikt mi tu nic nie poradzi. Zdaje sobie sprawe ze ta cała sytuacja jest na tyle nietypowa ze ciężko tu cokolwiek powiedzieć. No tak on jest osoba w ktorej mieszają sie rozne sprzecznosci. Z jednej strony wrazliwiec i czuciowiec z drugiej osoba ktora zanim podejmie jakas decyzje musi wszystko sto razy przepuści przez rozum. I tu masz racje. Zawsze jest tak jak ms jakis problem poprostu znika i ja zeby cokolwiek sie dowiedziec musze mu powiercic troche dziurę w brzuchu. A Ty klarek masz cos takiego jako facet? Zostawic wszystko i byc sobie tak całkiem sam? Dla mnie to takie troche atawistyczne zachowanie.
Zastanawia mnie czego Ty chcesz i jak sie z tym wszystkim czujesz?
hmmm... czego ja chcę? Chyba muszę się nad tym sama zastanowić. Napewno czuję się wolna, jednak czasem samotna. Chyba chciałabym, żeby jednak mój partner bardziej się zaangażował w nasz związek, ale też boję się żeby to wszystko nie runęło tak jak mój pierwszy związek. Kiedy wszystko jest ok czuję się szczęśliwa. Zwiedzamy różne miejsca, gadamy sobie godzinami, gotujemy...no normalne życie. Ale kiedy on popada w ten dziwny nastrój i zaczyna takie rozmowy boję się że Go stracę. Nie wiem na ile on to mówi poważnie a na ile jest w tym jakaś jego przekora?? Sama nie wiem. No nie mogę Go za bardzo rozgryźć. Może stąd ten mój post. Z drugiej strony On już nie raz miał takie dziwne pomysły a wciaż jest ze mną. Może tak jak mówił klarek coś Go dręczy? Myślałam już że w jego życiu pojawiła się jakaś inna kobieta. Ale on temu stanowczo zaprzecza. Wciąż powtarza że jesli miałby być z kimśkolwiek to tylko ze mną. Tak więc nie wiem.
Zaproś go do siebie. Zróbcie razem od początku jakąś fajną kolację, przy świecach, z odrobiną alkoholu. Potańczcie, no itd ![]()
A potem go przyduś. Tylko nie poduszką
Jesteście razem 10 lat !! Nie mieszkacie razem, ale jesteście. To kawał czasu. Nie powinno być tematów tabu miedzy wami. Tylko bez oskarżeń. Niech poczuje twoją troskę o WAS.
Być może warto zastanowić się nad jakimś wspólnym terapeutą. Czasami obca osoba może dostrzec, czego my nie dostrzegamy.
No i ten lekarz.
wiesz klarek.. Ja tak własnie robię. Zapraszam go do siebie, przyduszam
. On sie specjalnie nie wzbrania. Jest fajnie. Miedzy nami nie ma za bardzo tematow tabu. Pomaga mi gdy o cos go poproszę. A dzis pytam sie czy zobaczymy sie w święta czy jeszcze przed? On na to ze zobaczymy raczej tak. No niby wszystko ok. Tylko ze jak ja sie nie odezwie to on tez nie. Kiedy pytam czemu tak jest to on ze przecież mi juz mówił ze jest anty.. zwiazkowy czy jak to tam nazwać. Mowie mu czy moze chce to skończyć czy cos i on wtedy urywa temat mowiac ze gdzieś tam sie spieszy czy cos. Moze ma faktycznie jakies problemy zdrowotne? Albo faktycznie chce byc sam i tyle. A ja niepotrzebnie go ciagle zaczepiam? Chyba przestanę go tak nagabywac i zobaczę kiedy sam sie odezwie. Albo bede tylko jego przyjaciółka bez zadnego przyduszania. Choc taka relacja nie bardzo mi pasuje bo lubie sie do niego tulic i najczesciej to ja inicjuje nasze kontakty intymne. ![]()