Co sadzicie o samotności z wyboru?
Uwazacie, ze są ludzie do tego stworzeni i czy to na dłuższą metę przynosi korzyści?
Jest tu ktoś taki? (Możecie napisać ile lat macie, jak długo to trwa i czemu podjeliscie taka decyzję) ![]()
2 2021-01-06 22:01:11 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-01-06 22:06:33)
No to w kooońću wątek, gdzie mogę się wypowiedzieć ![]()
W sumie dużo by pisać a zaraz trzeba się kłaść, ale powiem w skrócie:
Mając obecnie 33 lata, od dobrych kilku lat już przestałem szukać kogoś do związku czy odczuwać potrzebę stworzenia takowego. Nie zajmuje mnie to tak, jak innych ludzi, nie odczuwam poza tym żadnych braków z tym związanych. Również nie marzy mi się żona, dzieciaczki i domek z ogródkiem
Zależy mi na ciekawej pracy, przyjaciołach, zainteresowaniach i wolnym życiu
Czuję się osobą zbyt indywidualną i niezależną, z istniejącą masą nawyków, które nie chcę i nie muszę zmieniać dla nikogo. Co więcej, zacząłem odczuwać, że ja po prostu nie chcę dla nikogo zmieniać swojego życia.
Byłem w kilku przelotnych znajomościach, które ciężko nazwać związkiem, ale nawet one sprawiały wrażenie, jakbym był zakuwany w dyby/kajdany. Już bardziej obrazowo tego przestawić nie mogę..Po prostu każdy rodzaj czy indywidualny przypadek związku niesie ze sobą ograniczenia dla siebie a wyrzeczenia dla drugiej osoby - i tego właśnie chcę uniknąć, gdyż...czuje do tego zwyczajną niechęć, odrzuca mnie to na swój sposób.
Nie jestem osobą zbyt wylewną emocjonalnie w stosunku do kogoś bliskiego, nie potrzebuję, ani tym bardziej nie przepadam za dzieleniem się czułością czy bliskością, bo to mnie zwyczajnie krępuje, czuje się jakbym siedział na rozżarzonych węglach.
Do tego dochodzą inne życiowe priorytety.
Także to tak wygląda w wielkim skrócie.
Nie wiem, jak to inni odczytają, nie odpowiadam za to..Po prostu powiedziałem całkowicie szczerze, co czuję na obecnym etapie mojego życia.
3 2021-02-09 18:34:43 Ostatnio edytowany przez szeptem (2021-02-09 18:38:04)
Zgłaszam się. Jestem sama z wyboru, do czego przyczyniły się po prostu rozczarowania i zranienia zaznane po drodze.... Jestem po 40, już mi się nie chce, nie mam siły "szukać", a wiara w miłość i szczęśliwe związki poszła.... się schować. Jest mi dobrze samej (z 6-letnim synkiem), ułożyłam sobie życie i jest OK. W bajki typu "sam się pojawi" też już nie wierzę - mam masę samotnych koleżanek i u żadnej to nie zadziałało... Widzę znajome pary i w każdej coś nie gra, ktoś kogoś rani, zdradza, oszukuje... po co się w takie coś pakować?
Samotne życie może być fajne, ale trzeba do tego dorosnąć i lubić siebie, lubić przebywanie z samą sobą, a to akurat dla mnie łatwe.
Sama jestem już ponad 6 lat. ![]()
W moim przypadku do 2016 roku próbowałem z kim się związać jednakże po wielu nieudanych próbach postanowiłem raz na zawsze dać sobie święty spokój jeśli chodzi o wszelakie związki.
U mnie o tyle trudno było ponieważ nigdy nie podobałem się dziewczynom więc musiałem sobie pewne kwestie przekalkulować i doszedłem do wniosku że najlepszym rozwiązaniem będzie pogodzenie się z tym stanem rzeczy iż pisane jest mi życie w pojedynkę.
Od tego czasu czyli już od dobrych 5 lat nie podjąłem ani jednej próby poznania kogoś i muszę przyznać że psychicznie czuje się o wiele lepiej i prawdę mówiąc ja już nawet nie wyobrażam sobie tego że w moim wieku będę zaczynać wszystko od nowa, nie chce mi się.
Mam swoje przyzwyczajenia, swoje rytuały, swoje zachowania które sprawiają że ja już pewnie nawet nie nadaje się do życia w związku, poza tym we mnie jest tak zakorzeniona samotność że nawet ją już polubiłem.
Zależy, co ma się na myśli, mówiąc "samotność". Jeśli chodzi o to, że ktoś postanawia żyć jako wieczny singiel, to jak najbardziej rozumiem - związek to jednak sporo problemów. Ale jeśli mówiąc o samotności, macie na myśli, że ktoś odcina się od wszystkich, to ja bym tak nie mogła - człowiek jest jednak istotą społeczną i potrzebuje towarzystwa.
W moim przypadku do 2016 roku próbowałem z kim się związać jednakże po wielu nieudanych próbach postanowiłem raz na zawsze dać sobie święty spokój jeśli chodzi o wszelakie związki.
U mnie o tyle trudno było ponieważ nigdy nie podobałem się dziewczynom więc musiałem sobie pewne kwestie przekalkulować i doszedłem do wniosku że najlepszym rozwiązaniem będzie pogodzenie się z tym stanem rzeczy iż pisane jest mi życie w pojedynkę.
Od tego czasu czyli już od dobrych 5 lat nie podjąłem ani jednej próby poznania kogoś i muszę przyznać że psychicznie czuje się o wiele lepiej i prawdę mówiąc ja już nawet nie wyobrażam sobie tego że w moim wieku będę zaczynać wszystko od nowa, nie chce mi się.
Mam swoje przyzwyczajenia, swoje rytuały, swoje zachowania które sprawiają że ja już pewnie nawet nie nadaje się do życia w związku, poza tym we mnie jest tak zakorzeniona samotność że nawet ją już polubiłem.
Twój wątek jest bardzo pouczający. Zwłaszcza, że raptem rok później sam podobną ścieżkę odbyłem i skończyłem w tym samym miejscu.