Jestem tu zupełnie nowa ale postanowiłam napisać, bo od jakiegoś czasu strasznie biję się z własnymi myślami. Kiedyś byłam z chłopakiem dobre 3 lata, co jest dość długim okresem czasu jeżeli chodzi o szczenięcą miłość. Tak, on był moją pierwszą miłością. To było też dosyć dawno, ostatecznie rozstaliśmy się 3,5 roku temu. I na dobrą sprawę od tamtego czasu nie mam z nim żadnego kontaktu. Ok, wcześniej nie było to dla mnie problemem, bo wiedziałam, że potrzebuje czasu, żeby się "odkochać", zresztą ja też tego potrzebowałam, bo wspólnie podjęliśmy decyzję o rozstaniu "bo oboje się zmieniliśmy, to już nie jest to samo i za dużo rzeczy mi w tobie przeszkadza".
Teraz bardzo rzadko się widujemy (tzn. mijamy na ulicy), co prawda jesteśmy sąsiadami ale ja tygodniami mieszkam w innym mieście i tylko na weekendy przyjeżdżam do rodzinnej miejscowości. Mam nadzieję, że z grubsza naświetliłam historię a teraz na czym polega mój problem.
Otóż za każdym razem, kiedy już mijamy się na tej ulicy, kiedy zobaczę go gdzieś tam w oddali, to serce skacze mi do gardła a ciśnienie maksymalnie przyspiesza. Jedyne do czego się ograniczamy, to do skromnego "cześć" i tyle. Jakby nigdy nic nas nie łączyło. A ja chciałabym zwyczajnie porozmawiać, dowiedzieć się co u niego, po prostu jestem ciekawa jak mu się żyje. I nie mogę zrozumieć dlaczego to jest dla niego takie trudne. Mój następny chłopak i już też eks powiedział mi prawie na wstępie, że on nie potrafi po rozstaniu rozmawiać z eks. Po prostu tego nie robi i już (Może na szczęście dla mnie, jednak nie jeśli chodzi o tego pierwszego). Co jest w tym takiego trudnego? Faceci nie mają ochoty porozmawiać z osobą, z którą kiedyś ich tak wiele łączyło? Chciałabym do niego zagadać i umówić się na zwykłą rozmowę przy kawie ale boję się, że usłyszę "to nie jest dobry pomysł", "po co?" albo "nie mam ochoty".
I to jest moje główne pytanie: Dlaczego faceci tak bardzo chcą odciąć się od swojej byłej i traktować ją tak jakby nigdy jej nie było??? Dlaczego nie chcą utrzymać kontaktu? przecież nie chodzi mi o wielką przyjaźń, tylko o zwykłą rozmowę raz na jakiś czas.