Witajcie drogie panie, wiem że to forum poświęcone głownie dla kobiet ale chciałem przedstawić wam pewną sytuację i prosisz was o dyplomatyczną opinię mojej sytuacji.
Jakieś 4 lata temu poznałem grono młodszych od siebie dziewczyn, między nimi była jedna która przykuła znaczniej moją uwagę. Pochodziliśmy z całkiem innego grona ale mamy wspólnych znajomych między nami jest 4 lata różnicy(obecnie mam skończone 21 a ona 18). Już od samego początku zauważyłem w niej coś niezwykłego coś co mnie do niej pociągało. Trzymałem się od niej z daleka ze względu na różnicę wieku, ale jakoś tak wyszło, że zaczeliśmy rozmawiać następnie spotkaliśmy się któregoś razu, może rozmowa nie kleiła się najlepiej ale zdawałem sobie sprawę, że to młoda dziewczyna której jestem w stanie poświęcić uwagę i spróbować przekonać ją do siebie. Czas leciał nieubłaganie minął rok-dwa, widocznie dawaliśmy sobie do zrozumienia, że nam na sobie zależy, starałem się jej przypodobać lecz w pewnym momencie oznajmiła mi, że nie jest gotowa na związek o coś się wtedy pokłuciliśmy i nasz kontakt zamarł na grubo ponad pół roku a ona w tym czasie związała się z kimś innym. Facebook, nasza klasa nie oszukujemy się w dzisiejszych czasach odgrywa dużą rolę w komunikacji międzyludzkiej - usunąłem ją ze znajomych bo czułem się odtrącony pomimo szczerych dobrych zamiarów, bolało mnie jak patrze na jej zdjęcia myślałem o niej każdego dnia, próbowałem w tym czasie dopatrzeć się czegoś podobnego w innych kobietach ale bezskutecznie a po drugie było to nie w porządku wobec nich. Ciągle byłem dobrej nadziei aż pewnego dnia odezwała się do mnie i powiedziała jak tęskni za naszym utraconym kontaktem, wtedy była już sama ja w dalszym ciągu także, pytała czy kogoś mam odetchneła z ulgą jak powiedziałem jej że nie. Strasznie mnie zraniła tym, że się ode mnie odsuneła, dała mi kolejną nadzieję, po tej przerwie i odnowieniu kontaktu spotkaliśmy się, raz drugi było świetnie - to ona zainicjowała pierwszy pocałunek poczułem, że żyję jednak od pewnego momentu czuję, że dzieje się ze mną coś złego i odbija się na relacjach z moimi bliskimi ciągle się zadręczam a byłem optymistą. Mimo tego, że było coraz lepiej ja starałem się coraz bardziej, doszukiwałem się błahostek robiąc z nich problemy a tak naprawdę akceptowałem ją taką jaka jest, strasznie mnie zraniła tym że odeszła do innego gościa, bardzo się starałem chciałem żeby było idealnie, pragnąłem by obiecała mi że coś z tego będzie jednak powiedziała, że nie może mi niczego obiecać bo nie chce zranić mnie kolejny raz, że zdaje się na czas. Nie mogłem dopuścić tego do myśli, bo ja móglbym jej to obiecać. Ostatnio pokłuciliśmy się o kolejną błahostkę jednak przyjechałem do naszego rodzinnego miasta (bo obecnie studiuje w innym) powiedzieć jej tylko dwa słowa, zbierałem się do tego bardzo długo, byłem przez to przygnębiony jednak zebrałem się na to i powiedziałem jej, że ją kocham że zrobiłbym dla niej wszystko, zasłonił przed każdym najmniejszym złem. Popłakaliśmy się razem w ramionach a ona oznajmiła mi, że "traktuje mnie jak brata". Nie jestem w stanie się z tym pogodzić, bo kocham tą dziewczynę za długo to trwa by tak nie było. Wszystko było dobrze, tylko ja doszukiwałem się błędów ciągle zadręczając i czując się bezwartościowy oczekując od niej czegoś od zaraz. A tak naprawdę cenie ją za to, że nie jest typem ryzykanta i przy niej odnajduję spokój. Nie wiem co mam robić, zawiesilisy ze sobą kontakt uznając, że tak będzie lepiej... Powtarzam jej to, że ją kocham a ona nie potrafi odwzajemnić mojego uczucia jednak wszystko wwcześniej wskazywało na co innego, namiętne pocałunki nie są dla przyjaciół. Chce być twardy ale nie potrafię, chce do niej zadzwonić i znowu móc ją przytulić wiem, że na wszystko potrzeba czasu a ja za bardzo to pchałem - czy mam w tym trochę racji i to się do tego przyczyniło? Czy coś innego może stać za określeniem "traktuje Cię jak brata"? dziewczyny co wy przez to rozumiecie?
Nie mogę spać nie mogę normalnie funkcjonować to jak dała mi nadzieję a ja się to wszystko zniszczyłem pośpiechem i nadinterpretacją a wiem że nie można mieć czegoś od tak. Co mam teraz zrobić, boli mnie że odizolowaliśmy się od siebie a obeicaliśmy sobie że już więcej tak nie będzie, w dodatku powtarzaliśmy sobie że było lepiej i gorzej ale nie do wyobrażenia jest to że mogłby nas nie być przy sobie. Ona jest ostrożna jeżeli chodzi o uczucia ale czuje, że w środku podziela to to co ja. Próbuje się do mnie przekonać a ja musze być cierpliwy - wychodzę z takiego założenia bo zbyt długo się znamy i "zabeigamy" o siebie. Czy mam zgodzić się na to byśmy byli przyjaciółmi i mieć kolejną nadzieję, że kiedyś będziemy razem? Nie jestem w stanie przejść obok tego tak obojętnie bo ta osoba zbyt wiele dla mnie znaczy.
/Wspomniałem, że dzieje się ze mną coś złego - dobre rzeczy mnie nie cieszą informacje które powinny radować tak ajkby przechodziły obok mnie, nie jestem zainteresowany rozmową z innym człowiekiem, chodzę ciągle ze spuszczoną głową. Martwie się o siebie bo nie znam przyczyny tego sampoczucia, lękam się i zamartwiam trace także innych znajomych i próbuje za wszelką cenę zamknąć się w sobie, chce wybrać się do psychologa nie licze na to że mi pomoże ale może podpowie bym mógł zrobić krok do przodu niż stać w miejscu.
Jestem bezsilny.