Witam, mam nadzieję, że znajdzie się tu jakaś mądra glowa i dopomoże w moich problemach.
Jeteśmy malżeństwem 10 lat i bardzo się szanujemy - do przedwczoraj powiedziałabym - kochamy, ale teraz to już nie wiem...
Mamy 7-letniego syna, który jest oczkiem w głowie taty. Prowadzimy razem dobrze prosperującą firmę i w ogóle jesteśmy/byliśmy wśród znajomych i rodziny wzorem idealnego małżeństwa...
I wszystko wydawałoby się takie idealne, gdyby nagle mój mąz nie powiedział mi, że miał romans. to w ogóle takie bez sensu, bo ten romans był 2 lata temu i podobno skończył się po roku. Zastanawiałam się po co on mi w ogóle o tym mówi... mógł przemilczeć, ja bym nie wiedziała i moznaby normalnie żyć. Tylko on miałby problem. Okazało się jednak, że ta kobieta/kochanka jak ją tam zwać... nie odpuszcza i zagroziła mu, że wszystko mi powie o ich związku, jeśli on nie będzie się z nią dalej spotykał. No więc mąż mi wszystko powiedział jak na spowiedzi....
..ja naprawdę nie wiem co robić... wydawałoby się, że sprawa jest zakończona, bo już do niej nie jeżdzi, ale nie wiem czy mogę mu tak po prostu wybaczyć.
Czy jakieś doświadczone lub niedoświadczone koleżanki wesprąmnie radą?
Czy jestem zbyt naiwna wierząc, że można jeszcze nasze małżeństwo uratować?
Podobne tematy
Gracja38 ja bym tak na początek zamieniła to zdanie dokładnie na odwrót: "Jeteśmy malżeństwem 10 lat i bardzo się szanujemy - do przedwczoraj powiedziałabym - kochamy".
Wszystko da się uratować, tylko pytanie, czy DWIE strony tego chcą. Po pierwsze usiąść jak ludzie i porozmawiać szczerze: dlaczego on ma / miał ten romans? Co go w ogóle do tego skłoniło?
Po drugie: zapytać, czy ma siłę i ochotę ratować ten związek- samej zadać sobie identyczne pytanie. Można skorzystać z pomocy mediatora lub iść na terapię małżeńską.
Mnie zastanawia co innego.... mąż przyznał się bo czuje na szyi oddech kochanki. Inaczej pewnie nigdy byś się o tym nie dowiedziała.
3 2013-03-25 11:05:04 Ostatnio edytowany przez rednight (2013-03-25 11:05:46)
Catwoman masz rację.
Facet zachował się paskudnie, to fakt, romans to nie bułka z masłem, czegoś mu brakowało w związku albo było zbyt dobrze że aż nudno, czasem tak bywa. To oczywiście nie jest dla mnie wytłumaczeniem ale powodem do rozważań dlaczego?
A przyznał się bo niunia szantażowała.
Skończył romans, nie spotykał się a nie przyznawał się żonie wcześniej bo bał się konsekwencji, nie chciał jej obarczać bólem.
Teraz powiedział bo lepiej aby żona dowiedziała się od niego niż od kochanki, która może ubarwić historię miłości a z drugiej strony mąż mógł okroić znacznie fakty co zazwyczaj się tak odbywa.
Tak czy siak mleko się wylało.
Czy jest szansa na odbudowę?
Ty sama sobie odpowiedz czy dasz radę to unieść i zaufać ponownie, jaki będzie mąż, jaki będzie Wasz związek po tym wszystkim.
kilka plusów jest, zakończył to sam, może się czegoś nauczył
wolał, abyś dowiedziałą się od nieego, a nie chował głowy w piasek
to, że nie powiedział ci wczesniej, jest zrozumiałe...
i teraz zaczyna się dłuuugi proces, analizowania, myslenia, zastanawiania się
ja powiedziałąm mężowi
nie wiem, czy nam sie uda
ALE DAM TOBIE SZANSĘ
nie powiem tak ani nie powiem nie
musze przepracować swoje emocje
ale jesli tobie na nas zalezy DAJE CI PRAWO DO WALKI O MNIE
kilka plusów jest, zakończył to sam, może się czegoś nauczył
wolał, abyś dowiedziałą się od nieego, a nie chował głowy w piasek
to, że nie powiedział ci wczesniej, jest zrozumiałe...
i teraz zaczyna się dłuuugi proces, analizowania, myslenia, zastanawiania sięja powiedziałąm mężowi
nie wiem, czy nam sie uda
ALE DAM TOBIE SZANSĘnie powiem tak ani nie powiem nie
musze przepracować swoje emocje
ale jesli tobie na nas zalezy DAJE CI PRAWO DO WALKI O MNIE
tak zamierzam zrobić....nie chcę mu po prostu wybaczyć..to za proste, poczuje się bezkarny. Ale dam mu prawo do walki o mnie... bardzo wam dziękuję i wkrótce napiszę czy on walczy....
na razie jest grzeczny jak baranek. Robi zakupy, sprząta, odrabia z synem lekcje, nie podnosi głosu, a ja go czasami jak psa traktuję... aż mi głupio, ale tak chyba muszę...
A rozmawialiście szczerze o tym romansie?
(...) na razie jest grzeczny jak baranek. Robi zakupy, sprząta, odrabia z synem lekcje, nie podnosi głosu, a ja go czasami jak psa traktuję... aż mi głupio, ale tak chyba muszę...
Sprzeciw ! Zgłaszam sprzeciw !
To przegięcie w drugą stronę. Ty też czasami odrób z synem lekcje ![]()
A tak na poważnie, jest kilka plusów, dokładnie jak pisze End_aluzja. Sama napisałaś:
Zastanawiałam się po co on mi w ogóle o tym mówi... mógł przemilczeć,(...)
Pomimo faktu, zadbał o co jeszcze mógł w Waszym związku. Chłop się stara.
Ale to Ty go znasz, nie my, i tylko Ty wiesz ile to jest warte. Moim zdaniem rokuje.
To mówiłem ja, baranek ![]()
Zastanawiałam się po co on mi w ogóle o tym mówi... mógł przemilczeć, ja bym nie wiedziała
Bo był szantażowany przez porzuconą kochankę, która postanowiła zawzięcie walczyć. Z resztą sama sobie odpowiedziałaś.
Okazało się jednak, że ta kobieta/kochanka jak ją tam zwać... nie odpuszcza i zagroziła mu, że wszystko mi powie o ich związku, jeśli on nie będzie się z nią dalej spotykał. No więc mąż mi wszystko powiedział jak na spowiedzi....
Docen to, że powiedział Ci prawdę - chyba mu jeszcze zalezy na rodzinie. Przemyśl, czy jestes w stanie dalej z nim żyć, czy takie brzemie nie zepsuje Waszej relacji. Zapytaj, dlaczego to zrobił - wina lezy w nim, ale może szukał czegoś, cego brakowało mu w Waszym związku. Jesli powie, co, byc może razem to znajdziecie.
głupi był, skorzystał z okazji, sądził, że konsekwencji nie będzie
kretyn jak wszyscy.. i tyle
będziesz drażyć temat, będziesz szukała wyjasnień, czasami będziesz chciałą wiedzieć wszystko.. czasami będziesz załowac, że wiesz
nauczysz się go nienawidzić, będziesz musiała zakończyć ten rozdział w waszym życiu i zaczać nowy.. zycie po zdradzie
i tyle
nie zapomnisz
nie będziesz ufac jak przedtem
twoja miłośc się zmieni
odnajdziesz w tym siebie i zaczniesz bardziej o siebie dbać...
nauczysz się "zyć bez niego" żeby móc wogóle zyć z nim...
będziesz ;liczyć na siebie
Gracja piszesz ,ze go traktujesz w taki sposob a nie inny bo tak trzeba. I ,ze troche go ,,przetrzymasz,, bo tak trzeba. I czy mozesz tak poprostu mu wybaczyc...
Kobiety przewaznie jak sa zdradzone to bardzo to przezywaja a Ty tak ,,na luzie,, o tym piszesz. Nie uwazam, ze to złe wrecz moze byc bardzo pomocne ale czy tak z czystego kobiecego podejscia nie zabolało Cie to, ze maz Cie zdradzał z inna? NIe interesuje Cie to dlaczego tak sie stało? itp...
Ja odniosłam takie wrazenie, ze teraz troche szukasz rad jak byc ,,zimna,, i zeby za szybko nie odpuscic jemu a nie jak to tutaj czesto bywa rad jak sobie poradzic jako załamana i skrzywdzona kobieta z mysla ze maz zdrdzał.
Zauwazyłam ze forumowicze pisza ,,dobrze ze Ci sam powiedział,, - no tak zrobił to ale nie dlatego ,ze zjadały go wyrzuty sumienia, miał kaca moralnego, tylko kochanka go postraszyła i w ostatniej chwili ratował własny tyłek...
w innym razie Gracja prawdopodobnie albo bylaby nadal zdradzana (z ta albo z innymi) albo dowiedzialaby sie od tamtej kobiety co wyczyniał jej maż. Mnie by osobiscie nie pocieszyło i nie byłaby to okolicznosc łagodzaca, ze sam powiedział - bo był pod sciana.
Chcesz go troche ,,przetrzymac,, i szukasz rad jak to zrobic i ogolnie szybko potrafiłabys normalnie zaczac zyc i zamknac przeszłosc czyli to co zrobił Twoj mąz? Czy osobiscie bardzo Cie to dotkneło i nie wiesz czy wogole jestes w stanie mu wybaczyc i z tym zyc ? NIe wszystkie kobiety reaguja tak samo ze sie załamuja i powoli zbieraja sie po tym co sie stało, moze Ty jestes bardzo silna babka i nie przywiazujesz wagi do tego co Twoj maz zrobił dwa lata temu? Ja naleze ale mam nadzieje ze nigdy nie przyjdzie mi tego sprawdzic do pierwszej grupy (czyli byłoby mi ciezko). Bardzo jestem ciekawa Twojej odpowiedzi na moje pytania
pozdrawiam serdecznie ![]()
A ja nie widziałabym perspektyw bycia z człowiekiem,który mnie zdradził.
Taka jest moja opinia,może jestem zgorzkniała ...ale uważam,iż jeśli raz to zrobił,równie dobrze może zdradzić raz jeszcze.
Zrób tak jak Ci rozum każe ![]()
Droga Ly Ly,
ja tylko tak udaję taką zimną, oczywiście, że przeżywam to wszystko, płaczę po nocach, rozmyślam i dlatego też tu napisałam, bo w moim otoczeniu nie bardzo ma kto mi doradzić. Staram się być silna, bo mi zależy, a trochę mi łatwiej z tym wybaczeniem, bo ta zdrada była 2 lata temu. Ostatni rok układał nam się nieźle i dlatego chcę walczyć.
Ale End_Aluzja ma rację, to już nie będzie ten sam związek, ja już to czuję, ze jest inaczej... zaczynam więcej myśleć o sobie, już się tak nie poświęcam jak wcześniej, o zaufaniu na razie w ogóle nie ma mowy.
Czasami sobie myslę: jak on mógł mi to zrobić, powinnam go zostawić. Jestem pewna, że ułożyłabym sobie jeszcze raz życie... ale potem myślę, kurczę jesteśmy takim zgranym duetem - szkoda, no i jeszcze syn...
Dziś rozmawialiśmy bardzo poważnie czy czy chcemy walczyć o nasz związek, czy nam zależy. on powiedział, że walczy już od roku, tylko ja nic o tym nie wiedziałam. Zaplanowaliśmy wspólny wyjazd...
Lyly, nie ma czystego kobiecego podejścia. Inaczej trzeba byłoby zakładać, że wszyscy mężczyźni to ciągle niezaspokojeni samce, a kobiety to biedne istoty zdane tylko na nich.
Przecież zdrada miała już miejsce. Teraz już jest po fakcie. Piszesz:
,,dobrze ze Ci sam powiedział,, - no tak zrobił to ale nie dlatego ,ze zjadały go wyrzuty sumienia, miał kaca moralnego, tylko kochanka go postraszyła i w ostatniej chwili ratował własny tyłek...
Moim zdaniem nie można w ten sposób ratować własnego tyłka (chyba, że znowu zakładasz iż taki osobnik powinien być "spalony na stosie").
Gdyby zaprzeczał temu co by mówiła była kochanka, to tak, ale w tej sytuacji...Cokolwiek by zrobił konsekwencje go nie ominą. Dla mnie to dowód, że nie przez tchórzostwo tego nie mówił wcześniej. Był inny powód.
Przyznał się żonie, ponieważ wybrał mniejsze zło. Nie tylko dla niego. Czy Ty na miejscu jego żony wolołabyś się dowiedzieć o zdradzie od jakieś sąsiadki ? Byłoby Ci to obojętne od kogo się dowiadujesz ?
To prawda, że wcześniej nie chciał się przyznawać. Jeżeli dotarło do niego jak straszną rzecz zrobił, jakim okazał się strasznym egoistą, potem otrząsnął się i postanowił że będzie to sam dźwigał do końca życia, to jak to o nim świadczy ? Bo mleko się już rozlało. Widział jeszcze możliwość schowania tego w sobie i oszczędzeniu żonie i ich relacjom tego strasznego bólu. Piszę tak, bo nie zakładam że wszyscy mężczyźni to chamowate i egoistyczne świnie.
Z tego co pisze Gracja38 wynika, że łączy ich głęboka miłość. Uczucie które przed chwilą zostało poddane wielkiej próbie. Przecież to nieprawda, że on się z tym czuje OK !
Ja nie wiem i nikt tego nie wie, jak to się skończy. Co ja piszę, to się nie skończy, bo zostanie już na zawsze.
Ale jedno jest pewne. To jak będzie się im układało zależy tylko i wyłącznie od nich dwoje. Od tych dwojga dorosłych ludzi. Chyba nikt temu nie zaprzeczy.
głupi był, skorzystał z okazji, sądził, że konsekwencji nie będzie
kretyn jak wszyscy.. i tyle
Dodałbym tylko, że wielu z nich takimi kretynami są do pewnego momentu.
Bo muszą się uczyć na własnych błędach ? Bo wierzą że są inni ?, bardziej wyjątkowi ? jeszcze nie dorośli...
Gracja38, nie daj się zciągnąć do klubu pt."nie bądź głupia on się nie zmieni". Cierpisz bardzo, masz wywrócone wiele spraw do góry nogami. Sama czujesz, że nie możesz tak łatwo wszystkiego przekreślić.
Niech ten Twój skubaniec też to dźwiga. Życzę Ci tego bardzo !
Podobają mi się teksty End_aluzji. Takie czyste i wyraźne. Prawie można ich dotknąć.
Pozdrawiam.
każdemu w tej sytuacji wydaje się, że jest inny wyjątkowy, szczególny
taaa. .. to prawda
jgo nie dotyczy definicja zdrady, zasady
bo przecież on to zrobi onaczej, on jest wyjątkowy, on podchodzi do tego nie tak, jak te wszystkie jełopy, które wpadły, albo zniszczyły swoje związki...
to takie ntrochę smieszne jest.. i takie trochę żałosne
kiedy autorka napisała, że mąz powiedział, że on od roku już ratuje ten związek...
co to znaczy?
że od roku "stara się" wzbudzić w sobie uczucie do zony?
czy może od roku, chociaż ona o zdradzie nie wie, próbuje jej tę zdradę zadośćuczynić??
zaczynasz gracjo proces
mnie z wyliczeń i obserwacji tego forum wychodzi.. że trwa on około trzech lat
trzy lata na pogodzenie się:
nie ze zdradą
ale z tym, co ona z ciebie zrobi
jak zmieni ciebie, jak zmieni twój stosunek do świata i do najbliższego ci dotychczas człowieka
to nieuniknione
jest taka reklama nutelli.. znacie na pewno, kobitka w kuchni mówi, że syn taki bystry, a jak ma rano wstac.. to problem.. i widac chłopca śpiącego przy stole w kuchni..
a ona mówi - a poczucie humoru odziedziczył po ojcu i obok chłopca siedzi facecik w ganku,, i tez udaje że spi przy stole
a ja patrze na tę reklame, na tego facecika i myslę sobiue
jakiś pateflon, usmieszek do zony, uśmieszek do syna... taki pana łata... a potem w pracy bzyka koleżaneczki
tak jakoś ten facet mi się nie podoba
a propos - nie jest podobny do mojego meża
ale jak widze takich uroczysz, zabawnych facecików.. to sobie myslę...
no myslę co myslę i tyle
gracja, moge ci wspólczuć
i moge rozumieć, przez co przechodzić
i wiem, że nikt nie zrobi tego za ciebie...
Reklama mi się nie podoba - facet jakaś mameja.
Ale ja mam takie mysli w realu - widzę rodzinkę, mama tata z dzieckiem za rączkę i... zastanawiam się, kiedy sobie odpuści, kiedy pierwszy raz pomyśli, że już mu się znudziło, kiedy ta wesoła uśmiechnięta pani będzie płakać przez tego, który teraz daje jej tyle szcześcia.
Kurcze, czy ja juz stara zgorzkniała baba jestem????
nie ewka
po proostu cały czas w żalu jesteś
bo wierzyłaś
a potem uwierzyłas jeszcze raz
a potem usłyszałam "tęskny głos"
i boli jak diabli..
bo tak bardzo chcesz wierzyć
ale powoli nie wiesz już.. w co...
No właśnie w co??
Jak się uwolnic od tego żalu? Ciężko budować szczęście kiedy robi się to samemu i tylko dla siebie. Tyle tu czytam, żeby nie uzależniać swojej radości od innych osób ale... Czy lepiej jest zjeść kolację samemu czy we dwoje, lepiej iść samemu do kina czy razem, lepiej samotnie spacerować czy raczej za rękę ...
Mozna spędzac czas samemu, ale co innego samemu a co innego samotnie, prawda???
więc pytanie, czy jestes samotna i z kijmś?
czy samotna i sama?
o to chodzi ewka?
ale może byc i taki moment, w którym samotnośc będzie zbyt trudna do zniesienia.. nawet we dwoje..
znasz to uczucie, kiedy obracasz się w kuchni w stronę zlewu i z twojej twarzy znika taki "przylepiony" neutralny wyraz twarzy? i sama wiesz, że włąsnie pojawił się na niej bezbrzezny smutek?
czy znasz to uczucie, kidy wchodzisz do domu i bierzesz głenboki wdech, bo za chwile xzacznie się trwający parę godzin spektakl, w którym będziesz odgrywać role.. a nie do końca będziesz sobą...
czy znasz te chwile, w których odpowiadasz jedno.. a w myslach ukłądasz zupełnie inna idpowiedż?
czy zdarzyły ci się takie momenty, w których mówisz i robisz coś.. tylko dlatego, by już nie drążyć tematu, by nie doprowadzić do konfrontacji.. by już nie było zawieszenia, milczenia... lepiej, żeby ono było w tobie?
Niby w domu, ale obco. Znam temat.
wiem, że znasz ewka....
a jak czasami wiesz, że sama będziesz wieczorem w domu... to czy oprócz tego sama... nie czujesz lekko ulgi,, że będziesz sobą??/
22 2013-03-27 16:49:00 Ostatnio edytowany przez ewka123 (2013-03-27 16:49:52)
Tak właśnie. Ja lubie być czasem sama ze sobą. No więc czasem się zastanawiam, czy można tak dłużej. Być razem ale osobno. inna z nim inna sama. On też.
ja tez się zastanawiam ewka
mnie towarzyszy pewnośc (o ile oczywiście może tpowarzyszyć bo zdradzie) że mój mąż 'drugiego życia" nie wiedzie
twój ma dwa...
i ty o tym wiesz
a jak się masz? co robiosz dla siebie?
Czasami mam wrażenie że kontroluję to co robię i mówię. Nie wiem dlaczego? Dla świętego spokoju? Boję się pokazać swoje prawdziwe uczucia, bo boję sie reakcji? Konsekwencji? Bo jeszcze mam nadzieję? bo nie chcę palić ostatniego mostu? Nie chcę go zranić tak jak on mnie? Bo musiałabym mu powiedzieć nie wiem czy cie jeszcze kocham, nie wiem bo tak mnie boli, że nic innego nie czuję. Więc czasem wolę pomilczeć, ale cisza dzieli bardziej niż przestrzeń. On też na swój sposób przezywa ta sytuację, widzę to, ale jeszcze nie zrozumiał że tylko wybór jednej opcji ona albo ja da spokój i wytchnienie.
Endi - staram się mysleć o sobie. Córcia wraca do domu na święta. Juz się cieszę, wniesie trochę radości. Może na małe zakupy się wybierzemy, coś wiosennego kupimy. A poza tym szykuje zajączkowe niespodzianki dla maluchów, bo trochę ich w rodzinie mamy. Lubię patrzec jak się radują. Wiem, że to nie jest zajęcie się sobą, ale to mnie też cieszy i daje satysfakcję. Pewnie ustroję trochę wiosenno - światecznie w domu. I czekam na ładną pogodę!!!!! Żeby wreszcie wyjść z domu i cieszyć się słońcemi całą tą resztą.
Gracja - przepraszam że ja w twoim wątku, ale ja nie mam swojego, taka "bezdomna" jestem. Piszę tam , gdzie refleksja mnie najdzie.
głupi był, skorzystał z okazji, sądził, że konsekwencji nie będzie
kretyn jak wszyscy.. i tylebędziesz drażyć temat, będziesz szukała wyjasnień, czasami będziesz chciałą wiedzieć wszystko.. czasami będziesz załowac, że wiesz
nauczysz się go nienawidzić, będziesz musiała zakończyć ten rozdział w waszym życiu i zaczać nowy.. zycie po zdradziei tyle
nie zapomnisz
nie będziesz ufac jak przedtem
twoja miłośc się zmieni
odnajdziesz w tym siebie i zaczniesz bardziej o siebie dbać...
nauczysz się "zyć bez niego" żeby móc wogóle zyć z nim...
będziesz ;liczyć na siebie
Wiesz o czym piszesz.... Pozdrawiam ![]()
ewka.. trzymaj sie kochana
jak ja znam to milczenie;)
Nie wiem co bym zrobila na twoim miejscu, przyznal sie, i co z tego? moj tez sie przyznal. tylko ze byl moim narzeczonym i nie mielismy dzieci. odeszlam.
mowisz, ze rok temu skonczyl romans, a ta baba caly czas jest w nim szalenczo zakochana i na pewno sa caly czas w kontakcie. nie wiem dlaczego my kobiety jetsmy takie naiwne. dwa lata temu mial romans a ta dalej o niego walczy? moze nie powiedzial ci wszystkiego, jestem wrecz pewna, ze przemilczal duzo spraw. z kolei sama nie wiem, czy chcialabym to wszystko wiedziec, tak jest jeszcze gorzej.
on ci sie wyspowiadal i ma teraz lekki umysl.. swinia,,, a ty sie meczysz...
i bedziesz sie jeszcze dlugo meczyc. poczekaj na rozwoj wydarzen, ja na pewno musialabym po tym wszystkim ochlonac a nie spac z nim w jednym lozku... przepraszam za ostre slowa, ale wkurzaja mnie tacy co wyrzuca z siebie wszystko i uznaja ze to wystraczy i mamy ich na rekach nosic bo powiedzieli prawde.... a gdzie ich prawdomownocsc i skrucha byly jak sie bzykali wieczorami z innymi...
Ewka
Po przeczytaniu tego powinnam złapac sie za głowe tak ? bo pasuje do tego obrazu no bez dzieci jeszcze.
Cytuje Twoj wpis o ktory mi chodzi
,,Ale ja mam takie mysli w realu - widzę rodzinkę, mama tata z dzieckiem za rączkę i... zastanawiam się, kiedy sobie odpuści, kiedy pierwszy raz pomyśli, że już mu się znudziło, kiedy ta wesoła uśmiechnięta pani będzie płakać przez tego, który teraz daje jej tyle szcześcia.
Kurcze, czy ja juz stara zgorzkniała baba jestem????,,
Wiesz mam starszego partnera odemnie (wiecej niz norma przewiduje czyli +10lat) chodzimy na spacerki za reke, spedzamy razem czas, mamy wspolne pasje planujemy dzieci i co teraz ma mi sie załaczyc ze moze za pare lat mnie zrani, skrzywdzi, zdradzi? ... Chyba kazdy po przeczytaniu tego powinien zaczac sie zastanawiac co sie stanie, a moze zdradzi, a moze bedzie mial inna w głowe bym dostała jak bym tak miala myslec. Zwiazek to zaufanie ale tez ryzyko bo owszem nie wiadomo co sie wydarzy w przyszłosci ale nie podchodzmy tak do tego , ze jak Tobie sie cos takiego wydarzyło (a domyslam sie ze sie wydarzyło) to wszystcy faceci są blleee i napewno przestana sie starac i zdradza itp
NIe wrzucajmy wszystkich do jednego worka. Pozwole sobie dalej zostac przy myslach ze moj maz nie zrobi mi jakiejs takiej niespodzianki za kilka lat, tak tak wiem kazda z Was tak myslała (kazda oszukana i zdradzona) ale nie odbierajcie nadziei innym kobieta, ktore sa szczesliwe
(czyli np.mnie)
I przeczytajcie ten moj post z przymruzeniem oka
nie mam zamiaru sie tu nikogo czepiac bo kazdy ma swoje zdanie ![]()
tylko starsze kolezanki nie straszcie , ze wszyscy faceci sa tacy sami
Ewka nie rob sie ,,zgorzkniała baba,, jak sama cytowałas.:) ![]()
Gracja dziekuje za odpowiedz na moje pytania
Teraz juz rozumiem , ze poprostu udajesz taka silna babke. Chyba lepsze to niz skulic ogon i uzalac sie nad soba ze maz zdradził.
Mysle, ze bardzo dobra taktyke przyjełas zeby nie widzial Twoich słabosci, tylko widzial ze ma silna zone.
Wnioskuje , ze oboje chcecie ratowac Wasz zwiazek - ten wspolny wyjazd to dobry pierwszy krok do tego zeby spedzic ze soba troche czasu, porozmowac, moze zblizy to Was do siebie. Sama zobaczysz jak bedziesz sie przy nim czuła.
Bardzo Cie podziwiam , ze pomaga Ci mysl ze to bylo rok temu i ze jestes w stanie mu to moze nie wybaczyc ale zyc z nim nadal.
Ja chyba nie dałabym rady mimo iz o zdradzie dowiedzialabym sie duzo pozniej...
Powodzenia zycze ! ![]()
kilka plusów jest, zakończył to sam, może się czegoś nauczył
wolał, abyś dowiedziałą się od nieego, a nie chował głowy w piasek
to, że nie powiedział ci wczesniej, jest zrozumiałe...
i teraz zaczyna się dłuuugi proces, analizowania, myslenia, zastanawiania sięja powiedziałąm mężowi
nie wiem, czy nam sie uda
ALE DAM TOBIE SZANSĘnie powiem tak ani nie powiem nie
musze przepracować swoje emocje
ale jesli tobie na nas zalezy DAJE CI PRAWO DO WALKI O MNIE
Bardzo podoba mi się to ostatnie zdanie.Mogę je cytować?.
O zdradzie męża z moją kuzynką dowiedziałam sie po 22 latach małożeństwa. Myślałam ze tego nie przeżyję. Udało się, żyję. Prze 6 lat żylismy obok siebie i w tym roku wrócilismy do sypialni. Nie wiem czy dobrze zrobiłam. Mąz teraz pracuje w Niemczech, ona też lubi pracę za granica. Nie wiem czy znowu nie są ze soba. Przedtem żyli i mieszkali we Włoszech. On pracuje jako kierowca i jeżdzi po Niemczech i zachodniej Europie, przysięga że nie ma kursów do Włoch ale trudno mi uwierzyc. Ma mieszkanie w Lippstadt i do listopada mieszkał i pracował razem z naszym synem. Syn wrócił do Polski i on został sam. Nie wiem jak sprawdzić czy mówi prawdę i nie jezdzi do Włoch. Telefon ma w e-Plus jak mozna numer zlokalizować. Bardzo proszę o pomoc.
A co mowi Twoj maz, dlaczego ci powiedzial? Tylko chodzilo o natretna exusluzna panienke, ktora nie daje spokoju? Jakie sa relacje miedzy wami? To wszystko oczym piszecie, odgrywanae spaektakle, uporczywe milczenie, kiedy chcialoby sie krzyczec w nieboglosy, inna twarz przy nim, inna w samotnosci.... wszystko to przerobilam, znam do bolu. Walcze blisko cztery lata. Po prawie trzech zaczelam trzezwo myslec, stanelam na twrdym gruncie na wlasnych nogach. Trzy lata wirowalam wystrzelona gdzies w kosmos, raz nogami w gore, raz glowa w dol. Nie czulam nic poza bolem. Modlilam sie, zeby znow poczuc odrobine czulosci, milosci do meza, zeby znalezc jakas podstawe do odbudowy zwiazku. Czasem musi minac troche czasu, zeby wyraznie zobaczyc swoje zycie, spojrzec na nowa siebie i nowego jego. A moze wcale nie nowego? Moze czasem nie widzielismy tych drobnych zlych rzeczy ani u siebie, ani u niego? Moze tak bylo wygodniej? Moze oboje nie do konca zdawalismy sobie sprawe, czego potrzebujemy i czego oczekujemy od siebie nawzajem? Teraz patrze na moj zwiazek nowymi oczami i coraz bardziej zaczyna mi sie podobac. Jestem szczesciara. Wiecej zyskalam niz stracilam. Moze musialam upasc tak nisko, czy raczej musialam zostac rzucona w bloto, podeptana, zeby zrozumiec ile znacze dla siebie samej. Moze on musial poczuc powiew strachu na plecach, zeby zrozumiec ile ma do stracenia? Czasem warto poczekac i zobaczyc, jak sprawy sie rozwina. Nie jest latwo. Ale moze warto dac szanse... jemu... i sobie...
On mi nic nie powiedział. To wszystko ni się przysniło a on tylko przyznał się do winy. Ich romans trwałało około 18 lat z przerwami. "Wybaczyłam" ale nie zapominam i to mi zatruwa życie. Nie podsałam sie, w tym czasie skończyła 2 posyplomówki, awansowałam i żyje ale jakby w próżni, Mysli, mysli i jeszcze raz mysli kłębia mi się w głowie. Nie wiem czy dobrze zrobiła właściwie to chyba źle.
A co mowi Twoj maz, dlaczego ci powiedzial? Tylko chodzilo o natretna exusluzna panienke, ktora nie daje spokoju? Jakie sa relacje miedzy wami? To wszystko oczym piszecie, odgrywanae spaektakle, uporczywe milczenie, kiedy chcialoby sie krzyczec w nieboglosy, inna twarz przy nim, inna w samotnosci.... wszystko to przerobilam, znam do bolu. Walcze blisko cztery lata. Po prawie trzech zaczelam trzezwo myslec, stanelam na twrdym gruncie na wlasnych nogach. Trzy lata wirowalam wystrzelona gdzies w kosmos, raz nogami w gore, raz glowa w dol. Nie czulam nic poza bolem. Modlilam sie, zeby znow poczuc odrobine czulosci, milosci do meza, zeby znalezc jakas podstawe do odbudowy zwiazku. Czasem musi minac troche czasu, zeby wyraznie zobaczyc swoje zycie, spojrzec na nowa siebie i nowego jego. A moze wcale nie nowego? Moze czasem nie widzielismy tych drobnych zlych rzeczy ani u siebie, ani u niego? Moze tak bylo wygodniej? Moze oboje nie do konca zdawalismy sobie sprawe, czego potrzebujemy i czego oczekujemy od siebie nawzajem? Teraz patrze na moj zwiazek nowymi oczami i coraz bardziej zaczyna mi sie podobac. Jestem szczesciara. Wiecej zyskalam niz stracilam. Moze musialam upasc tak nisko, czy raczej musialam zostac rzucona w bloto, podeptana, zeby zrozumiec ile znacze dla siebie samej. Moze on musial poczuc powiew strachu na plecach, zeby zrozumiec ile ma do stracenia? Czasem warto poczekac i zobaczyc, jak sprawy sie rozwina. Nie jest latwo. Ale moze warto dac szanse... jemu... i sobie...
tak to jest aga
zdrada pozwala nam na bardzo jasne okreslenie granic - gdzie kończę się ja, gdzie zaczyna on i inni ludzie
zdrada pozwoliła mi umocnic siebie.
zdrada pozwoliła jemu na zrozumienie, ile może stracić
a mnie pozwoliła na dostrzeżenie, jak wazna jestem dla siebie i jak mam o siebie dbać
po zdradzie związek przestaje byc "kompromisem" czyli ukłądem, w którym każdy rezygnuje z czegoś, aby spotkać się w pół drogi
my nie spotkaliśmy się, my teraz idziemy razem
to róznica
on robi to, co wybiera dla siebie i dla nas
ja robię to, co wybieram dla siebie i dla nas
każdy z nas podejmuje swoje własne wyboru
za jego wybory odpowiada on
za moje wybory ja
tak samo jak ja mam prawo okreslać sama, czy chce z nim byc
tak samo on ma do tego prawo
jesli on podejmie decyzje, która mnie dotknie i która nie będzie po drodze z moją wizją nas - pożegnamy się
tpo samo dotyczy jego
i tyle
żadnego wielkiego halo
Ewka
Po przeczytaniu tego powinnam złapac sie za głowe tak ? bo pasuje do tego obrazu no bez dzieci jeszcze.
Cytuje Twoj wpis o ktory mi chodzi![]()
,,Ale ja mam takie mysli w realu - widzę rodzinkę, mama tata z dzieckiem za rączkę i... zastanawiam się, kiedy sobie odpuści, kiedy pierwszy raz pomyśli, że już mu się znudziło, kiedy ta wesoła uśmiechnięta pani będzie płakać przez tego, który teraz daje jej tyle szcześcia.
Kurcze, czy ja juz stara zgorzkniała baba jestem????,,Wiesz mam starszego partnera odemnie (wiecej niz norma przewiduje czyli +10lat) chodzimy na spacerki za reke, spedzamy razem czas, mamy wspolne pasje planujemy dzieci i co teraz ma mi sie załaczyc ze moze za pare lat mnie zrani, skrzywdzi, zdradzi? ... Chyba kazdy po przeczytaniu tego powinien zaczac sie zastanawiac co sie stanie, a moze zdradzi, a moze bedzie mial inna w głowe bym dostała jak bym tak miala myslec. Zwiazek to zaufanie ale tez ryzyko bo owszem nie wiadomo co sie wydarzy w przyszłosci ale nie podchodzmy tak do tego , ze jak Tobie sie cos takiego wydarzyło (a domyslam sie ze sie wydarzyło) to wszystcy faceci są blleee i napewno przestana sie starac i zdradza itp
![]()
NIe wrzucajmy wszystkich do jednego worka. Pozwole sobie dalej zostac przy myslach ze moj maz nie zrobi mi jakiejs takiej niespodzianki za kilka lat, tak tak wiem kazda z Was tak myslała (kazda oszukana i zdradzona) ale nie odbierajcie nadziei innym kobieta, ktore sa szczesliwe(czyli np.mnie)
I przeczytajcie ten moj post z przymruzeniem okanie mam zamiaru sie tu nikogo czepiac bo kazdy ma swoje zdanie
tylko starsze kolezanki nie straszcie , ze wszyscy faceci sa tacy sami![]()
Ewka nie rob sie ,,zgorzkniała baba,, jak sama cytowałas.:)
Ja nie straszę i nie chcę nikomu odbierać nadziei. Ja piszę o sobie. Bo moja perspektywa patrzenia jest odmienna, zresztą jak każdej z nas tutaj. Ja patrzę przez pryzmat własnych przeżyć i obserwacji. I nie napisałam wcale , że wszyscy faceci są tacy sami i blee ![]()
LyLy - życzę ci z całego serca, żeby ci się udało. Jestes pewna uczuć swoich i jego to buduj przyszłość.
co tam ewka?
co tam ewka?
Święta minęły tak jakoś szybko i bez echa.Wkrótce rocznica naszego slubu. Nie chcę, żadnych życzeń ani świętowania, bo będę płakać. A jeśli usmiechac się to nieszczerze. Więc wolę dzień jak co dzień. Ostatnio mam lepsze dni, ale .... do szczęścia daleka droga.
Zastanawiam się czasem jak długo taki stan zawieszenia? udawania? może trwać.
wiesz jak mozna sobie zrobic test?
wyobraz sobie, że przychodzi do ciebie twój mąż i mówi, wiesz, jednak odchodze.. nie udało się
i co czujesz:
1. złość i wściekłość, bo zmarnowałaś tyle czasu, energii i złudzeń na coś, co jak się okazało, nie było tego warte?
2. żal i smutek, za piekną miłością i tym czumś, co was przeciez łączy a co zniknie już na zawsze?
pierwsza mysl:
1. strach - co ja teraz zrobię, a jak bedzie chciał, żeby spłaciła mu dom?
2. rozpacz - tak będzie mi brakowało jego obecności, dłoni, usmiechu, porozumienia...
Tu nie chodzi tylko o mnie ( taki test to pani psycholog mi zrobiła). Wynik? Nie zaskoczył mnie - Jestem gotowa odejść. Jest oczywiście mnóstwo "ale".
Chodzi mi o mojego M. Jak długo można tak żyć. W domu wszystko ok. Chodzący ideał. A w pracy ona i tęskne teksty zakochanego smarkacza.
Tu nie chodzi tylko o mnie ( taki test to pani psycholog mi zrobiła). Wynik? Nie zaskoczył mnie - Jestem gotowa odejść. Jest oczywiście mnóstwo "ale".
Chodzi mi o mojego M. Jak długo można tak żyć. W domu wszystko ok. Chodzący ideał. A w pracy ona i tęskne teksty zakochanego smarkacza.
jest taki test??
a ja go sama wymysliłam.. patrz;)
ale pytanie, co ty czujesz w związku z ta jego dwulicowością...
ewka??
a jak tam twoja własna opieka nad sobą?
Z dwulicowością? Pogubiona jestem i tyle. Czasem mam ochotę trzasnąć drzwiami i powiedzieć koniec a czasem myślę sobie, że przecież on nie jest centrum mojego życia, może robic mi zakupy, zająć się psem, pomalować w kuchni, nie chce tego co mam do zaoferowania to nie. Ja bym chciała, bo ja siebie lubię
Ale czasem są okropne dni, takie jak ostatnio, kiedy ogarnia mnie dół i wtedy strasznie źle o sobie myślę. Wtedy jest najgorzej.
Zakupiłam trochę lektury do poczytania. Bardzo lubię oglądać filmy ( niekoniecznie Oskarowe), a córcia zapodała mi parę fajnych tytułów. Myślę, o tym ,żeby zapisać się na pilates albo jogę.
A wczoraj poszalałam z córcią na wiosennych wyprzedażach ![]()
to trochę tak jest ewka
uwiera nas duma i poczucie własnej godności bo zasługujemy na to, żeby dla kogoś byc pepkiem i centrum wszechświata..
ale z drugiej strony słuzba też potrzebna, co nie ewka??
I pozostaje kwestia wyboru ![]()
Całe zycie to jakieś wybory. Nie jestem w tym dobra ![]()
myslę, że wybierzesz
ale jeszcze przed takim wyborem nie stałaś
pytanie, czy wybierzesz samotnośc w związku
czy nie będziesz wolała byc sama.. ale nie samotna. tak uczciwie sama
na razie ten ukłąd może być ok - POD WARUNKIEM, że ty nie oczekujesz niczego więcej
ale chyba oczekujesz.. co nie?
ja np. tez oczekuję-OD SIEBIE
Endi - Nie jestem osobą, która wylewnie gada o swoich uczuciach, przezyciach itp. Ja przezywm ale czasem trudno mi nazwac to co mam w środku. M też nie był skory do rozmowy o tym co go boli. Więc taka "uczuciowa, wewnętrzna samotność" była zawsze (jeśli wiesz o czym mówię). I wydawało się, że taki układ nam odpowiadał. Ale widać coś zawiodło. Może czegoś zabrakło. I mocno boli mnie to, że jeśli zabrakło, jeśli czegoś ważnego nie robiłam a on oczekiwał tego, to nie powiedział mi o tym, tylko polazł szukać do innej. Boli to odtrącenie, zlekceważenie, poczucie że dawałam tyle ile miałam a okazało się, że za mało, albo nie to co trzeba.
Czasem myslę, sobie, że jeśli ja nie mam tego czego on potrzebuje to i tak się nie uda poskładac tego wszystkiego. Gdyby M chcial porozmawiać ze mną szczerze o swoich uczuciach, może to też by cos zmieniło, dałoby jasny ogląd sytuacji. Ale on tego nie zrobi , bo musiałby powiedzieć, że ona nie jest mu obojętna. Musiałby zdjąć tą maskę nieszczerości, którą sie cały czas zasłania.
Tym bardziej teraz ciężko jest być szczerym w rozmowie o uczuciach kiedy zaufanie leży na łopatkach. On boi się... nie wiem czego, a ja kolejnego noża w plecy.
Więc jest razem ale po części osobno. Nie wiem, czy jest możliwe po takich przeżyciach być tak szczerze do końca razem. Chyba nie. Tak przynajmniej myślę dziś. Więc takie poczucie osamotnienia, taka mała niedostepna cząstka każdego z nas pewnie będzie zawsze. Jeśli będziemy razem. A jeśli nie to, to już nie ma znaczenia.
rozumiem ewka
duzo zostaje powiedziane w takich sytuacjach, duzo pozostaje tez ukryte. bo nie chcemy ranić, bo nie chcemy dolewac oliwy do ognia
to wszystko buduje mur
Ewka dzieki za sprostowanie
Jesli moge zapytac to Ty zostałas zdradzona czy poprostu Twoj maz z kims sie spotyka Ty o tym wiesz a on mysli ze Ty nie wiesz.
Pytam bo z historia end_aluzji sie zapoznałam i czytajac jej wypowiedzi rozumiem do czego nawiazuje ( czesto do swojej sytuacji) a Twojej Ewka nie znam, mogłabys mi ja przyblizyc ?
Ewka doszukałam sie
i mniejwiecej wiem co stało sie u Ciebie
Do rozwodu doszło czy nie ? Twoj maz nadal pracuje z ta kobieta czy zmienił prace jak obiecał?
Wiesz podziwiem Cie ze dajesz rade z myslami ze on jest tam z nia... ja to albo bym zrobila jakis wstrzas facetowi czyli niech sie wyprowadza do innej jak mu sie tak podoba i gdyby sie nie zmienił odeszłabym.
No ale kazdy sobie moze gdybac i myslec co by zrobił. Tak sobie troche poczytałam i widze ze marnie ze zmianami Twojego meza na lepsze
duzo mowi , mało robi. Chyba ze cos sie zmieniło ![]()
Ewka... dlaczego nie dołączysz do naszego wątku... pasujesz jak ulał..:D
zapraszamy...
50 2013-04-05 22:21:20 Ostatnio edytowany przez ewka123 (2013-04-05 22:23:39)
Lyly - nic się nie zmieniło, dalej pracują razem, obietnice niezrealizowane, a rozmowy na temat ich realizacji mgliste. Jesli czytałaś któryś z moich wczesniejszych wpisów to zyję w dwóch swiatach. Ten pierwszy - mój M jest w domu dobrym, troskliwym mężem, udziela się we wszystkim, robi rzeczy, których do tej pory nie robił bla bla bla. Jak pisałam ideał. Ale jest jeszcze ten drugi świat - czyli jego drugie życie w pracy, o którym ja wiem, a jemu się wydaje że nie. Jego kontakty z ta panią ograniczają sie tylko do jednego miejsca - praca. No moze jeszcze jakieś smsy wysyłane z bramki, bo z telefonu nie(mam dostęp do bilingów). Resztę juz znasz z tego co czytasz na bieżąco.
Malwina -ja wiem, że pasuję. Mój zakręt jest szeroki i końca nie widać. Czytam wasz wątek z wieeelkim zainteresowaniem. Kibicuję waszym dietom, zumbie i innym wygibasom. Ale mam taką pracę, że raczej ciężko mi być z wami na bieżąco w rozmowie. A odnosić się do czegoś 20 postów po to trochę tak jak musztarda po obiedzie ![]()
Ewka to w takim razie dlaczego jestes w tym zwiazku i dalej to ciagniesz i sie meczysz ?
czy ze wzgledu na silne uczucie?
Piszesz ,,Czasem mam ochotę trzasnąć drzwiami i powiedzieć koniec a czasem myślę sobie, że przecież on nie jest centrum mojego życia, może robic mi zakupy, zająć się psem, pomalować w kuchni, nie chce tego co mam do zaoferowania to nie,,
w takim razie moje pytanie warto byc z nim i przyzwalac na jego postepowanie? w zamian za to ze czasami cos zrobi w domu, warto czuc sie oszukiwana i druga ? Płacisz wysoka cene za to wszystko
a on sie na poczatku przestraszył (bo rozwod) oczy mu sie otworzyły, Ty troche odpusciłas a to dla niego bylo przyzwolenie, ze moze dalej robic co robi
Rozumiem gdybyscie oboje sie starali tak jak w przypadku end_aluzji ale u Ciebie to wyglada tak ,ze zyjesz nadzieja ze cos sie zmieni a nic sie nie zmienia. Nie chce Cie urazic i tak wiem ze jest Ci bardzo ciezko ale przeciez gdyby Twojemu mezowi zalezało to juz dawno zmieniłby prace i ratował Wasz zwiazek. Myslisz, ze nadal chcesz trwac w takim zawieszeniu i patrzec jak zycie ucieka Ci przez palce?
Jestes silna kobieta jak poradzilas sobie z ta sytuacja , mysle za napewno poradzilabys sobie bez niego.
My tu gadu gadu w watku Gracji a o niej samej cisza...
Gracja jak tam u Ciebie sprawa sie rozwineła??
Lyly - bo ja czekam, ale nie na cud. Ja czekam na SZCZERA rozmowę. Ale nie otym co on tam z nią... ale o nas, o naszym związku, o tym co było źle i dobrze, o tym co robiliśmy a czego nie, o tym czego zabrakło i czy da sie to naprawić. Powiem ci, że my rozmawiamy, ale ja po tych rozmowach mam taki niedosyt, wydaje mi się ,że M nie wszystko mi mówi, boi sie otworzyć, zreszta ja też długo taka byłam. Więc czekam i próbuję rozmawiać. Nie chce potem załować że zrobiłam coś pochopnie. Powiesz, że mogę tak czekać nie wiadomo jak długo. Wiem ,ze takie rzeczy potrzebują czasu, każdy ma swoją miarkę więc dopoki jeszcze moge to poczekam. Chociaz czasem jest ciężko.
Wiem, że dałabym sobie radę bez niego, pewnie finansowo byłoby kiepsko, wiele rzeczy musiałoby sie zmienic ale dałabym radę.
Pewnie Ewka skoro Ty uwazasz ze warto walczyc i wierzysz ze jest szansa na odzyskanie meza to czekaj
Powiem Ci jak to wyglada z boku czyli z mojej strony po przeczytaniu Twoich wpisów
Najpierw bardzo zraniona kobieta, złość, zdecydowane kroki dotyczace rozwodu - do meza zaczeło troche docierac ze uuu chyba mu to nie ujdzie na sucho i zaczal obiecuwac zmiany...
Postawiłas swoje warunki (nadal stanowcza) ze ma zmienic prace (oczywiste) obiecał , ze to zrobi i od tego mometu zaczełas czekac czekac i czekac ... a on zauwazył, ze emocje Ci opadły i w sumie dla niego to troche przyzwolenie, ze moze tam dalej pracowac bo Ty nalegasz juz mniej, wiec da sie tak zyc-jemu to odpowiada...
Nie wiem Ewka jakie on ma relacje z tamta kobieta i nie wiem co tam sie wydazyło miedzy nimi ale mysl ze on tam idzie codziennie zabiłaby mnie od srodka nawet jakby mi naobiecywał niewiadomo co..
Bardzo Cie podziwiam ze Ty jakos sobie z tym radzisz
tymbardziej ze jak sama pisalas on wazniejsze sprawy w swoim zyciu omawia z nia a nie z Toba.
I tak sobie czytam i mysle czemu trwasz w takim zawieszeniu i czekasz i czekasz. To wszystko pewnie juz troche trwa, gdyby sie chcial zmienic to juz dawno zmieniłby prace. Jak z nim rozmawiasz to pewnie obiecuje złote góry i jak to chce sie zmienic a rano idzie do niej ehhh ja tez bardzo kocham swojego partnera ale w takiej sytuacji bylabym bardzo stanowacza albo praca i ona albo my , masz miesiac czy dwa. Nie myslisz sobie czasem ze własnie tej stanowczosci Ci zabrakło? Ze powinnas oczywiscie jesli chcesz to czekac na jakas zmiane z jego strony ale zajac sie soba i odciac troche od niego, End_aluzja kiedys napisała cos bardzo madrego ,,musze nauczyc sie zyc bez Ciebie zeby wogole zyc z Toba,,.
Pisze to wszystko bo cholernie mi Ciebie szkoda , ze czekasz czekasz i czekasz... zycie Ci ucieka a ktos kogo kochasz tak Cie rani ![]()
55 2013-04-09 14:33:31 Ostatnio edytowany przez ewka123 (2013-04-09 14:38:27)
Lyly - to nie jest tak , że ja nic nie robię tylko czekam i czekam. Wiem, że w którymś momencie odpuściłam, ale nie do końca. Ja raz po raz wracam do tematu i pytam M jak wygląda realizacja jego obietnic, ile czasu sobie jeszcze daje na to żeby zacząć działać. Bo ja nie będę czekać w nieskończoność. On wie, że temat nie zniknął z afisza. I widzę, że ta sytuacja też go męczy. Endi pisała że on tez się zagubił w tym co zrobił i robi. I ja to widzę. Jego reakcje na różne rzeczy. Nie usprawiedliwiam go, nie. Daję mu czas żeby się odnalazł i podjął decyzję. Bo na razie, to on zdecydował, że może się da mieć nas obie. Ale ja mu przypominam że nie chcę sie nim dzielić z nikim. Nie naciskam, bo to nic nie daje. Postawiłam go pod ścianą z rozwodem i pod wpływem presji powiedział to co chciałam usłyszeć. To były moje chcenia a nie jego. A nie o to mi chodzi. Chcę, żeby to była jego decyzja.
Pewnie, że zmiana pracy mogłaby tu pomóc. Ale są jeszcze komputery i telefony. Jak będzie chciał to i tak się będzie z nią kontaktował. Ja na razie jeszcze widzę nadzieję, ale nie ukrywam, że jest mi czasem bardzo ciężko.Nie jestem uwieszona jego ramienia, nie narzucam się, nie naciskam. Zajmuję się sobą, spędzam czas i sama i z nim, i ze znajomymi. Ale czasem przychodzi spadek nastroju i wtedy zaczyna się karuzela.
56 2013-04-13 09:45:07 Ostatnio edytowany przez LyLy (2013-04-13 09:46:36)
Ewka hmm z jednej strony Cie rozumiem a z drugiej nadal zastanawiam sie czemu dajesz sie tak traktowac.
Rozumiem Twoja cierpliwosc i chec walki o zwiazek ale jestem zdania ze jezeli obojgu zalezy to wtedy jest to warte tego wszystkiego przez co trzeba przejsc.
Gdyby sie otrzasnal co zrobil i zalowal zerwałby z nia kontakt a oni nadal widza sie codziennie. Ja niedałabym rady w takim ukladzie. Walka walka ale trzeba wiedziec kiedy sie wycofac zeby nie stracic swojej godnosci i czekac na niewiadomo co jednoczesnie pozwala dalej trwac w obecjej sytuacji, ktora w Twoim przypadku odpowiada Twojemu mezowi.
Zycze Ci wszystkiego dobrego a przedewszystkim zeby Twoje czekanie było warte tego wszystkiego.
Bo nawet jak zmienilby prace czeka Was długi proces i kolejna walka o zwiazek bo chyba nie chcesz sie do konca zycia zastanawiac czy moze nie pozna kogos innego znowu, czy moze ma z na kontakt znowu, pozniej sa kontrole, wypominanie, ciagły strach, i tylko momenty szczesliwe. Ja jestem taka osoba, ktora w emocjach chyba nie potrafiłaby zamilczec wrecz napewno zdarzyłoby mi sie wypomniec zdrade lub cos takiego. A jak nawet nauczylabym sie z czasem milczec to od srodka zjadałby mnie zal i ciagle pytania dlaczego.
pozdrawiam Cie serdecznie i zycze Ci duzooo siły.