Dla niektórych mój problem, może wydać się błahostką, ale dla mnie w tym momencie narasta do rozmiarów giganta. Proszę was o obiektywną ocenę sytuacji.
Całe życie mam wrażenie, że moja mama mimo iż naprawdę mnie wspiera, to pod tym wspieraniem kryje sie kierowanie moim zyciem tak, aby było tak jak ona chce. Mam pracę, może nie jakos świetnie płatną, na umowę zlecenie, szefostwo często wkurza, ale mimo to dziewczyny mam w pracy świetne. Pracuję tam już dlugo, bo dwa lata i nigdy nie bylo tak super jak teraz. Miałam juz staż w swojej pracy, wynagrodzenie zawsze na czas, zero problemow z wolnym, tym bardziej ze dwa weekendy w miesiacu mam zjazdy.
Jakiś czas temu mama,zaproponowała mi staz u siebie w pracy. Powiedziałam że go nie chce. I zaczely sie awantury. Próby przekonania mnie na siłę. Staż miałtrwać trzy miesiące. Pewnego dnia mama weszla usmiechnieta do mnie do pokoju i podetknela mi pod nos papiery stazowe do podpisania. Znów zaczela swoje spiewki, awantura z udzialem taty tym razem bo zla i niedobra nie chce stazu. Podpisałąm dla swietego spokoju w nadzieji ze mnie nie wezma. Potem po rozmowie z mama i awanturze z mojej strony przeprosila i obiecała, że nie da tych papierów do kadr. Ostatecznie dzis zadzwoniła, ze dostałam staż! Że jakastam pani zaniosla te papier i mnie wybrali. Poczułam się jakbym dostała w twarz. Napisałam mamie co o tym mysle, że się na niej zawiodłam. Zaczela mnie przepraszać i pisac jak jej to teraz źle. Zawsze tak robi, wpędza mnie w poczucie winy i z tego powodu jej ustępuje. Powiedzcie mi, czy przesadzam? Powinnam po raz kolejny jej ustapić? Placa za staz bedzie nieznacznie wyzsza niz wyplata w pracy. Gdzie w pracy mam sporo wolnego i musze liczyc sie z tym, że jak odejde nagle to raczej pozostawie po sobie spory niesmak, będą musieli przeprowadzić szybkie szklenie nowego pracownika, a co za tym idzie, mogą mnie nie przyjac do pracy na nowo.
Mieszkam na wschodzie kraju gdzie wskaznik bezrobocia jest ogromny. Przepraszam za błędy, ale aż sie poryczałam z tej bezsilności.