netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Odległość, czekanie, ból i rozczarowanie

7 odpowiedzi2 882 wyświetleniazałożony przez dilailah, 18.03.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Odległość, czekanie, ból i rozczarowanie

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

1

Temat: Odległość, czekanie, ból i rozczarowanie

Zaglądam od jakiegoś czasu, szukając w Waszych historiach jakiegoś ukojenia, potwierdzenia że z czasem będzie lepiej. Postanowiłam, że w końcu napiszę o mojej historii, może pomoże mi się to jakoś pozbierać.

Mojego chłopaka poznałam podczas studiów zagranicą. Zupełnie tego nie planowałam, wręcz wyjechałam z myślą, żeby nie wiązać się z nikim na wyjeździe, żeby nie było potem dylematów, związków na odległość etc (wiedziałam, że będę musiała wracać do Polski).

On zakochał się we mnie od razu. Od samego początku. Powiedziałam mu, że nic z tego nie będzie, bo nie interesują mnie przelotne znajomości, a nie chcę się wiązać z kimś mając perspektywę powrotu. Poza tym zupełnie nie był w "moim typie". Ale jak to w życiu bywa: wyszło zupełnie inaczej. Bardzo się zaprzyjaźniliśmy, był ciągle obok: pomocny, dobry, inteligentny, zabawny, no fajny facet po prostu. Bardzo go pokochałam i stwierdziłam, że niewielu znam takich mężczyzn jak on, i że warto spróbować.

To przejście z przyjaźni do miłości było bardzo płynne. Początkowo powiedziałam mu, że jeśli tego rzeczywiście chce, to ja również, ale, że nie wyobrażam sobie związku na odległość, więc kiedy wrócę do Polski, to będzie dla nas koniec.

Było nam naprawdę świetnie. Jednak jesteśmy bardzo różnymi ludźmi - i to co początkowo wydawało mi się bardzo na plus dla Nas, z czasem okazało się olbrzymią przeszkodą. Ale po kolei...

Po moim powrocie do kraju miał być koniec. Jednak już po dwóch tygodniach okazało się, że nie jesteśmy w stanie tego skończyć, że bardzo chcemy się znów zobaczyć. I przyjechał do mnie. Spędziliśmy razem świetne dwa tygodnie.

Potem zaczęło się planowanie kolejnych spotkań, praca, żeby zarobić na wyjazd, odliczanie czasu do spotkania, dziesięć dni razem, powrót i od początku to samo...

W ciągu ostatnich 2 lat, spotykaliśmy się mniej więcej co dwa miesiące, na dziesięć dni. W wakacje na miesiąc, a w ostatnie wyjechałam do jego kraju robić czteromiesięczny staż.

Z odległością było mi coraz trudniej, zwłaszcza, że wysiłek wkładany przeze mnie w nasze kolejne spotkania był niewspółmiernie duży, względem jego starań.

Pracowałam w nocy (bo studiuję dziennie), żeby uzbierać pieniądze na wyjazd do niego. Było to dla mnie bardzo dużym wysiłkiem i z czasem, nie widząc, że on równie mocno się stara o nasz związek, zaczęło to być źródłem mojej frustracji,bólu, smutku.

Nie oznacza to, że on mnie nie odwiedzał - był tutaj kilka razy, ale jako, że ja mieszkałam z rodzicami, a on pracował, to wygodniej było nam się spotykać u niego.

Mówiłam mu, że jest mi źle, z tym, że muszę wkładać tyle wysiłku w to byśmy mogli być razem - tym bardziej, że on był w dużo lepszej sytuacji niż ja (ja - studiująca i pracująca, on już po studiach, z dobrze płatną pracą i możliwością pracy zdalnej - z dowolnego miejsca na świecie).

Początkowo miał zostać u siebie, żeby napisać i złożyć pracę dyplomową. Potem miał przyjechać do Polski. Pracy nie napisał przez 2,5 roku. Ale niestety też nie przyjechał.

Kilka razy uznawałam, że nie ma ten związek sensu. Że zbyt wiele wysiłku mnie kosztuje, a nie dostaję w zamian zbyt dużo zaangażowania. Rozstawaliśmy się i wracaliśmy do siebie. Po prostu osobno się nie dało. Tylko, że czy wogóle można mówić o tym, że jest się razem będąc tak daleko od siebie?

Dojrzewała we mnie decyzja o tym, żeby to zakończyć. Postanowiłam, że dam nam ostatnią (którą tu już ostatnią?) szansę: pojadę do jego kraju na dłużej, łącząc przyjemne z pożytecznym - dostałam się na bardzo fajny staż. Powiedziałam mu od razu, że jeśli nic się potem nie zmieni, oznacza to dla mnie koniec. Obiecywał, że wróci do Polski razem ze mną. Że będzie wszystko wspaniale... W myślach widziałam już nasze wreszcie poukładane życie, razem, bez tych cholernych odległości, samolotów. Czułam, że to już jest nasz czas, że czeka na mnie pierścionek...  Było świetnie - jak zawsze kiedy byliśmy blisko. Było... Dopóki byłam u niego. Nastał czas kiedy musiałam wracać (na ostatni rok studiów) i oczywiście nie przyjechał.

Wypłakiwałam oczy w poduszkę, nie mogłam spać i zupełnie nie umiałam wstać rano z łóżka. W końcu, po kilku tygodniach postanowiłam sobie, że wstaję, że będzie wszystko dobrze. Przestałam do niego dzwonić, pisać, odbierać jego telefony. Wtedy... przyjechał! Przez pierwsze kilka dni starałam się być twarda i unikać z nim kontaktu. W końcu jednak zgodziłam się na rozmowę. Rozmawialiśmy długo, o tym czego ja oczekuję od niego, co było nie tak, czego on chce, jakie ma obawy - wiem, że nie jest łatwo podjąć decyzję o życiu w innym kraju. Na koniec zobaczyłam go po raz pierwszy w życiu ze łzami w oczach. Powiedział, że wszystko spieprzył, że nie wyobrażasobie życia beze mnie, że chciałby to naprawić. No i się zgodziłam na jeszcze jedną szansę.

Przed świętami, w ogóle nie pytając mnie o zdanie, nie konsultując ze mną tego w jakikolwiek sposób, oznajmił mi, że jedzie na święta do domu. Zabolało mnie, że zupełnie mnie nie zapytał o to, jak spędzamy swięta. No i pojechał. Zostawiając mnie kolejny raz w takiej samej sytuacji jak wiele razy wcześniej: znów nie wiedziałam kiedy go zobaczę i na jakich zasadach.

Miał wrócić. Do tej pory nie wrócił. Starałam się unikać kontaktu z nim. Jednak on pisze, dzwoni... Ja zaczęłam zawalać wszystko po kolei: szkołę, pracę, znajomych... znów wpadłam w ten okropny dół, kiedy nie jestem w stanie zrobić czegokolwiek. Jedynie rozmowa z nim pomaga. On mówi, że chce tu przyjechać. Ja już jednak w to nie wierzę. Nie ufam mu. Ale nie umiem z nim nie rozmawiać. Nawet jeśli wytrwam kilka dni, to łamię się później. Czuję się lepiej przez chwilę, a potem jest znowu dół. Powinnam się zająć pracą magisterską, ale nie jestem w stanie. Mam niezdane egzaminy i nie umiem wstać z łóżka, żeby się zacząć do nich uczyć.

Byłam pewną siebie, przebojową i wygadaną osobą. Teraz czuję że nie panuję zupełnie nad sobą, mam problemy z wysławianiem się, czuję, że wszystkie moje mięśnie są napięte do granic możliwości, wypowiedź na forum, wśród ludzi, to dla mnie straszne przeżycie, serce mi wali, boli mnie.

Nie chcę być taką osobą. Wiem, że nie powinnam tego kontynuować, jednak sama myśl, że muszę zacząć wszystko od nowa, bez niego - przeraża mnie. Nie chcę nikogo innego. Tylko jego. Wiem jednak, że nie chcę też ciągnąć na siłę tego związku, za nas dwoje.

Byłam zawsze tą silniejszą w naszym związku: byłam zawsze przebojowa, zdecydowana, towarzyska, silna. U mnie co w sercu, to na języku. On jest inny: zamknięty, spokojny, wyważony, ale i cholernie nieumiejący podejmować decyzji. A to męczy, chciałąbym móc na nimpolegać, wiedzieć, że jest obok kiedy go potrzebuje, że poniesie nas dwoje, kiedy ja już nie mam siły...

Teraz czuję, że jestem popsuta. Już nie jestem taka jak kiedyś. Myślę, że już zrozumiałam, że on nie da mi tego, czego chcę. O czym marzyłam. Ale nie umiem się z niego wyplątać.

Kiedyś byłam nawet gotowa się przenieść do niego. Na stałe. Ale on uznał, że muszę skończyć te cholerne studia. Poza tym, w jego kraju, jest bardzo, bardzo źle, jeśli chodzi o pracę, dla osób z moim wykształceniem. A on ma zawód uniwersalny, wiele sukcesów i nagród - i naprawdę może pracować gdziekolwiek. Ja nawet nie upierałam się na Polskę - próbowałam rozmawiać, może o wyjeździe gdzieś indziej. Trudno jednak z nim rozmawiać, on po prostu nie potrafi podejmować decyzji... Ach, no i oczywiście problem językowy. Ja nauczyłam się jego języka w półtora roku. Do poziomu swobodnej konwersacji. Pracowałam w tym języku. On mimo moich próśb, starań, nigdy nie nauczył się polskiego.

I tak jestem znowu w tym ciemnym miejscu, gdzie jedyne, co mnie ratuje, to rozmowa z nim, która w dłuższej perspektywie robi mi jeszcze gorzej.

Mam poczucie, że zmarnowałam prawie cztery lata życia. CZekałam na coś, co miało być moim świetnym życiem z nim. Jednak nigdy nie nadeszło.

Był to mój pierwszy poważny związek. Pierwszy mężczyzna. I bardzo chciałam żeby był tym na zawsze.

Tym, którzy wytrwali do końca mojej historii, bardzo dziękuję.

2 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-03-20 19:21:19)

Odp: Odległość, czekanie, ból i rozczarowanie

dilailah, przeczytałam wszystko i powiem Ci że chłopak boi się po prostu zmian. Tak jak napisałaś, nie potrafi podejmować poważnych decyzji. Tymczasem w tej sytuacji podstawą jest poważna decyzja... albo jesteście razem, albo nie.
Piszesz, że rozważałaś wyjazd do niego. Może po ukończeniu studiów nie byłby to głupi pomysł. Może warto spróbować?
Na pewno powinnaś wziąć się w garść i ukończyć tą szkołę. Załamywanie się i zawalanie swojego życia jest najgorsza rzeczą jaką można zrobić. W taki sposób nie będziesz miała ani jego, ani "siebie"... bo siedząc w domu, odrzucając wszystko naokoło (szkołę, znajomych...) zmarnujesz swoje życie, a tyle już w nim osiągnęłaś. Lata studiów, staże, nauka języka, przyjaciele... to są rzeczy które są bardzo ważne w życiu. Tak budujesz swoją przyszłość. Może nie wszystko jest jeszcze stracone.
Wiem jedno...bez względu na to czy będziecie razem, powinnaś zadbać o siebie. Ty tu jesteś teraz najważniejszą. Jesteś młodą dziewczyną i jeszcze ułożysz sobie życie, czy to z nim, czy bez niego.

3

Odp: Odległość, czekanie, ból i rozczarowanie

Pięknie mówić i deklarować pewne rzeczy, a je realizować, to dwie różne sprawy. Gdyby mu naprawdę zależało na wspólnym życiu z Tobą, tobyście już razem żyli - albo w Polsce albo u niego za granicą. Mężczyzna, któremu zależy na kobiecie potrafi zrobić bardzo dużo, aby z nią być. Mnie się wydaje, że to nie jest kwestia niezdecydowania ale tego, że się chłopak zagalopował w deklaracjach, a jak się zrobiło "poważnie" to nie wie jak z tego wszystkiego wybrnąć.

Na Twoim miejscu postawiłabym na siebie i robiła tak, jak Tobie będzie wygodnie - ten człowiek nie traktuje Cię poważnie (w domyśle: tak poważnie, jak Ty byś tego chciała).

4 Ostatnio edytowany przez Margolinka (2013-03-20 20:28:07)

Odp: Odległość, czekanie, ból i rozczarowanie

Batszeba, fakt...że 4 lata to dość długo, i sporo czasu było na podjęcie decyzji. Nawet nie mówię o przeprowadzce, ale o zdeklarowaniu czegoś konkretnego, co będzie po studiach, kto gdzie się przeprowadzi i jak wyobraża sobie ich przyszłość. Możliwe że chłopak boi się zobowiązań, a tak jak jest, jest mu po prostu wygodnie. To nie dobrze, bo co będzie z podejmowaniem innych decyzji, z odpowiedzialnością w ewentualnym związku? Może zawsze się migać i zostawiać wszystko do "załatwienia" przez swoją partnerkę. A to nie wróży dobrze.
Nie zmienia to faktu, ze bez względu na decyzję, autorka powinna zadbać o siebie, a przede wszystkim zrobić wszystko aby nie zawalić nauki.

5 Ostatnio edytowany przez batszeba (2013-03-20 20:51:51)

Odp: Odległość, czekanie, ból i rozczarowanie

"Kiedyś byłam nawet gotowa się przenieść do niego. Na stałe. Ale on uznał, że muszę skończyć te cholerne studia. Poza tym, w jego kraju, jest bardzo, bardzo źle, jeśli chodzi o pracę, dla osób z moim wykształceniem. A on ma zawód uniwersalny, wiele sukcesów i nagród - i naprawdę może pracować gdziekolwiek. Ja nawet nie upierałam się na Polskę - próbowałam rozmawiać, może o wyjeździe gdzieś indziej. Trudno jednak z nim rozmawiać, on po prostu nie potrafi podejmować decyzji... Ach, no i oczywiście problem językowy. Ja nauczyłam się jego języka w półtora roku. Do poziomu swobodnej konwersacji. Pracowałam w tym języku. On mimo moich próśb, starań, nigdy nie nauczył się polskiego."


Taka osoba naprawdę nie jest warta Twojej depresji i żalu. Skoro teraz, gdy nie ma żadnych poważniejszych zobowiązań nie potrafi zadać sobie minimalnego trudu, aby w jakiś sposób ułatwić Wasze bycie razem, to jak sobie wyobrażasz wasze przyszłe wspólne życie???

Być może na początku gdzieś tam jakieś uczucie z jego strony było, ale na chwilę obecną on zajął pozycję słońca, wokół którego wszystkie planety krążą. Jest mu wygodnie - większych zobowiązań brak, a Twoje zaangażowanie i wysiłki karmią jego ego (i to na odległość). On daje się łaskawie wielbić, Ty się usrywasz i stajesz na rzęsach...

6

Odp: Odległość, czekanie, ból i rozczarowanie

Witaj...
Czytalem to wczoraj, czytalem to dzisiaj rano, przeczytalem teraz i... przedstawienie w dwoch aktach jak nic. a po 4 latach tak dobrze zarlo i zdechlo.
Nie obraz sie ale on jest jak jakas planeta a ty zapier... dniami i nocami po jego orbicie, by zarobic na przyjazd; by mu dogodzic. A on... strus pedziwiatr prawie jak WRC turbo na wirazu z tym bagatela 2,5 rocznym pisaniem dyplomowki... smiech na sali, co w sytuacji podbramkowej chowa glowe w piasek.
Narcyz egoista co by sie za bardzo nie napracowac i spijac smietanke z pracy partnerki.

Dziewczyno to mi zakrawa na toksyk a z takich relacji sie zwiewa i co najwazniejsze... nogami do przodu.
Ratuj i zadbaj o siebie a ten zlamanego centa nie warty wasszmosc Pan niech sie zatroszczy sam o siebie.

7

Odp: Odległość, czekanie, ból i rozczarowanie

Bardzo Wam dziękuję za komentarze.

Wczoraj przeprowadziliśmy kolejną rozmowę. Tym razem z jego inicjatywy. Powiedział mi, "że bardzo chce to naprawić i przyjedzie na troche, żeby być blisko mnie". Coś we mnie pękło i powiedziałam, że "przyjazd na trochę" mnie nie zadowala. Powiedziałam, żeby nie pisał do mnie, nie dzwonił, bo to rozwala mnie całkowicie, kiedy jakoś już udaje mi się zebrać w sobie. Zapytałam czy to wszystko, co ma mi do powiedzenia, bo jeśli tak, to życzę mu szczęścia z całego serca i się rozłączam. Błagał żebym nie odkładała słuchawki. Ale zrobiłam to.

Mam myśli, że robię źle, że już nigdy nikogo tak nie pokocham jak jego, że zawsze będę tego żałowała i myślała, że straciłam moją miłość. Ale z drugiej strony, czuję, że jakiś wielki ciężar spadł mi z serca. Dałam radę pójść na zajęcia, zabrałam się za naukę. Pierwszy raz od wielu dni, bez bólu głowy i szyi. Od radości i szczęścia jestem bardzo daleka, ale jakoś tak mi lepiej było dzisiaj niż wczoraj i przez ostatnie miesiące.

A teraz wróciłam z biblioteki i przeczytałam Wasze komentarze, które są pomocne, bo kurcze, chyba robię dobrze.

Byle się tylko nie złamać. Byle się tylko nie złamać.

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Odległość, czekanie, ból i rozczarowanie

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026