Od września zaczęłam uczyć w LO. W jednej klasie jest chłopak, który dziwnie się zachowuje. Jest agresywny, bywa, że wulgarnie się odnosi zarówno do innych kolegów, jak i nauczycieli. Na lekcjach ogólnie jest nerwowy, nie potrafi usiedzieć w miejscu. Sytuacja z wczoraj: prowadzę lekcje, a chłopak nagle wstaje, i zaczyna chodzić po całej klasie, wychodzi do toalety itp. Do tego cały czas powtarza, że mu duszno, że nie może wysiedzieć przy zamkniętych oknach i je otwiera (chociaż reszcie uczniów znowu te otwarte okna przeszkadzają). I to nie jedyne takie sytuacje. Ujmując: widać, że coś jest nie tak (i inni nauczyciele też to dobrze widzą).
Nie jestem wychowawczynią tej klasy, nie chce też wyjść na osobę nadgorliwą/czepialską, ale podejrzewam, że chłopak może brać narkotyki (to uczeń klasy drugiej, i od jego wychowawczyni wiem, że w klasie pierwszej był całkiem spokojnym chłopakiem).
Tylko nie wiem, czy nie przesadzam, i czy to nie oskarżenia na wyrost. Szkoda mi tego chłopaka, próbowałam z nim porozmawiać, na osobności, ale nic z tego.
Co robić? Powiedzieć o swoich podejrzeniach?
Podobne tematy
Przykro mi to pisać, ale nauczyciele, ludzie którzy zajmują się naszymi dziećmi powinni mieć przygotowanie również pedagogiczne! Udajesz niby przejętą nauczycielkę, ale w sumie to nie twój problem, niech siedzą wszyscy cicho i nie sprawiają problemów, tak?
Krzywdzisz swoją biernością i chłopaka, i innych uczniów, którzy przyglądają się, że tak można!
Jesteś nauczycielką-pedagogiem czy urzędnikiem państwowym na posadce nauczyciela?
Ej, ej, to nie jest tak, że nauczyciel ma nie wiadomo jakie pole manewru. Karolina, Twoim obowiązkiem w pierwszej kolejności poinformowanie wychowawcy, a jeżeli to nie pomoże, to dyrektora. I nie myśl, że jesteś "czepialska", bo jak jest problem, to trzeba interweniować. Nie może być tak, że wszyscy widzą, że coś się dzieje, a nikt nic nie robi. Bo jak dojdzie do tragedii, to kto będzie winny? Ale naprawdę nie myślcie, że nauczyciel zbawi świat... I nie ma co zarzucać Karolinie, że jest urzędnikiem na posadce nauczyciela. Tak jak mówię, najpierw wychowawca, dyrektor, potem ewentualnie rodzice, a jak będzie coś na rzeczy, to ewentualnie jakieś dalsze kroki.
Od września zaczęłam uczyć w LO. W jednej klasie jest chłopak, który dziwnie się zachowuje. Jest agresywny, bywa, że wulgarnie się odnosi zarówno do innych kolegów, jak i nauczycieli. Na lekcjach ogólnie jest nerwowy, nie potrafi usiedzieć w miejscu. Sytuacja z wczoraj: prowadzę lekcje, a chłopak nagle wstaje, i zaczyna chodzić po całej klasie, wychodzi do toalety itp. Do tego cały czas powtarza, że mu duszno, że nie może wysiedzieć przy zamkniętych oknach i je otwiera (chociaż reszcie uczniów znowu te otwarte okna przeszkadzają). I to nie jedyne takie sytuacje. Ujmując: widać, że coś jest nie tak (i inni nauczyciele też to dobrze widzą).
Nie jestem wychowawczynią tej klasy, nie chce też wyjść na osobę nadgorliwą/czepialską, ale podejrzewam, że chłopak może brać narkotyki (to uczeń klasy drugiej, i od jego wychowawczyni wiem, że w klasie pierwszej był całkiem spokojnym chłopakiem).
Tylko nie wiem, czy nie przesadzam, i czy to nie oskarżenia na wyrost. Szkoda mi tego chłopaka, próbowałam z nim porozmawiać, na osobności, ale nic z tego.
Co robić? Powiedzieć o swoich podejrzeniach?
Jak to czytam to własnym oczom nie wierzę.
Po pierwsze to chyba NAJGORSZYM co mozesz zrobić to s twierdzić, że skutkiem "dziwnego" zachowania są narkotyki! Z tego co piszesz wynika, że jesteś młodym nauczycielem. Powinnaś wypracować w sobie metodę "postępowania" z dzieciakami, bo w przyszłości podobnych sytuacji będziesz mieć coraz więcej.
Po drugie, nawet nie wiesz jak możesz tak młodego chłopaka skrzywdzić takimi oskarżeniami! Powiedzieć Ci coś? Otóż gdy ja miałam 14-15 lat, również byłam "trudnym uczniem" jak to wy nazywacie. I przyczyną wcale nie były narkotyki ani inne używki. Nie dogadywałam się z równieśnikami, miałam problemy z nauką, najczęściej siedziałam " z boku" , też byłam agresywna. I zgadnij co zrobili nauczyciele...Poinformowali moją matkę ( na ulicy) że NA PEWNO ĆPAM.
Wiesz jakie były tego skutki? Opłakane. Jeszcze bardziej się zamknęłam.
Nie pytali MNIE co się dzieje, co jest nie tak, po prostu osądzili.
A wiesz co jest w tym najśmieszniejsze ? Po jakimś czasie pomyślałam sobie : " kuuurcze, skoro WSZYSCY sądzą, że biorę, to zacznę, brać, przynajmniej oderwę się od tego wszystkiego. Co za różnica. "
Mogło się skończyć tragicznie. Nie skończyło. Wiesz dlaczego? Bo nie odważyłam się spróbować. Może dlatego, że w mojej miejscowości (bardzo małej) narkotyki nie były łatwo dostępne. Może dlatego, że wiedziałam do czego prowadzi nałóg. Nie wiem.
Wiem tylko, że od tamtej pory znienawidziłam również szkołę .
Po trzecie : Przyczyny takiego zachowania mogą być naprawdę różne: dysfunkcyjna rodzina, alkohol w domu, adhd itd .Nie oczekuj, że ktoś powie Ci co masz zrobić...Sama powinnaś do tego dojść, nikt nie mówił że praca nauczyciela jest łatwa i przyjemna. Nikt nie zmuszał Cię do podjęcia tego zawodu.
Sama jestem na studiach po których czeka mnie praca belfra. I wiesz co? Wiem, że nim nie będę. Nie potrafiłabym pomagać, trafiać do młodych ludzi. 14-17 lat to czas w którym młody człowiek potrzebuje wsparcia ze strony szkoły ( mówiąc szkoła mam na myśli WAS , nauczycieli) bo wtedy jego psychika jest najbardziej wrażliwa. A sytuacja gdy nie można liczyć ani na dom ani na szkołę do łatwych nie należy i ku dobremu nie prowadzi. Uwierz mi.
Halo halo - averyl zakleta_w_marmur - nasiadłyście na autorkę, jakby chciała chłopaka wywalić do innej klasy czy wyrzucić ze szkołuy - a ona chce pomóc! Przecież napisała, że próbowała z chłopakiem romawiać, ale nie powiedział o co chodzi. Moim zdaniem postawa autorki to własnie pedagogiczne podejście a nie postawa belfra na posadce (nie wiem w ogóle skąd ta opinia).
Karolina - może pedagog szkolny mógłby jakoś ruszyć temat?
Rozmowa z chłopakiem jest dobrym pomysłem.
Tyle tylko, że ma być to rozmowa dorosłego, który cieszy się zaufaniem chłopaka i który potrafi rozmawiać na trudne tematy, który potrafi też milczeć i słuchać. Myślę też, że oskarżanie chłopaka o branie narkotyków na podstawie tego, że bywa agresywnym i wulgarnym oraz nie potrafi usiedzieć na jednym miejscu, jest działaniem pochopnym. Przyczyn takiego zachowania może być wiele i z ćpaniem nie mieć nic wspólnego.
Wychowawca moze wpłynąć, jezeli rodzice mają jakiś wpływ na chłopaka. Jeżeli w domu ma bagienko(neiobecny ojciec, chora psychicznie matka) to nic nie zrobisz. Będziesz musiala go znosic do konca roku.
Jest forum dyscypliny 45minut, gdzie podaja sprawdzone sposoby na dyscyplinę. Ja wlasnie jestem nad lekturą, w której piszą jak powinno się walczyć z trudnymi dziećmi. Nauczycielstwo-paskudny kawalek chleba. Rok uczylam-wiecej nie chce! Nie życzę nikomu tego!
Jak czytam o takich bezpodstawnych wnioskach wysuwanych przez nauczycieli, przypomina mi się moja sytuacja z gimnazjum. Przez prawie dwa lata słyszałam zarzuty z ust "wykształconych, inteligentnych, dojrzałych" ludzi po "kursach pedagogicznych", że jestem narkomanką, alkoholiczką, a nawet satanistką oraz ... faszystką i nazistką! (ostatnie oskarżenia usłyszałam od ówczesnej mojej wychowawczyni, z doktoratem z historii
). Nie miałam z tym nic wspólnego, po prostu zawsze odstawałam od społeczeństwa i na tej podstawie to wywnioskowali. Prawie wszyscy nauczyciele, łącznie z pedagogiem i dyrektorem wierzyli w to, a ja miałam niezły ubaw. Podchodziłam do tego z dystansem, bo chyba wiem co robię a czego nie. Miałam masę problemów przez tę sytuację, naprawdę, inny na moim miejscu by się załamał. Zanim go oskarżysz, zastanów się jak bardzo możesz go zranić i wpłynąć na jego psychikę. Przyłapałaś go na ćpaniu? Czy tylko naćpani ludzie zachowują się w ten sposób? Zdziwiłabyś się. Po niektórych nawet nie zauważysz. To może być spowodowane wieloma czynnikami. Idąc Twoim tokiem myślenia, 70 % młodzieży z mojej szkoły na pewno coś bierze.
W całej rozciągłości podzielam zdanie zakletej_w_marmur i Averyl.