Witam,
Nazywam się Weronika. Potrzebuję pomocy, wsparcia i pocieszenia... Moja historia jest jedną z wielu. Byłam w długim związku - prawie 7 lat, mieszkaliśmy razem 3 lata pewnego dnia koniec. Później dowiedziałam się o niej, wiedziałam że o nią chodziło, czułam to zwyczajnie przeczucie. Poznałam go 3 h po wyprowadzce w pociągu. On 1,5 miesiąca wcześniej zastał żonę w swoim łóżku z kochankiem. Na początku byliśmy przyjaciółmi, jesteśmy młodzi ja 24 on 29. Oboje żyliśmy w związkach które często nazywają się "przechodzoną pierwszą miłością"... Jesteśmy ze sobą już 1,5 roku, znamy się 2 lata... Jesteśmy szczęśliwi - nie wiem już sama czy wierzyć w te słowa.
Życie z nim jest coraz trudniejsze, mieszkamy ze sobą rok. Myślimy o wspólnym mieszkaniu, przyszłości dzieciach. Wszystko cudnie, pięknie i idealnie bo ja wiem że to ten. Ten jedyny. Gdyby tylko nie to że ja obrywam za jej zdradę...
Mój ukochany chciał wziąć mieszkanie na kredyt dla singla. Wymyślił że poczekamy ze ślubem żeby mógł to zrobić. Ja już czekałam i nie chcę. Nie chcę żebyście źle mnie zrozumieli bo wydawać się może że zależy mi tylko na ślubie, ale to nie prawda. Zależy mi na ślubie ale tylko z nim. Nie ważne jak, nie ważne gdzie w czym, czy będzie przyjęcie itp. Wierzę w małżeństwo mimo że moich rodziców się rozpadło. Wierzę, bo mam zasady - nigdy nie zdradzę bo nie będę mogła spojrzeć w lustro. Ja choć to dziecinne pragnę móc nazywać go mężem. Boli bardzo bo w pewnym sensie ustaliliśmy datę, oglądaliśmy pierścionki ale on się z tego wycofał. Powiedział że owszem data aktualna ale nie na ślub tylko zaręczyny. Kocham go i wiem że on mnie bo widzę co dla mnie robi, wiem że jest w stanie dać mi gwiazdkę z nieba, ale... Od początku naszego związku mówił o tym jak poważnie traktuje ten związek, że chce czegoś więcej. Wprost mówił że gdyby nie miał wcześniej ślubu wziąłby ze mną go bardzo szybko.
Nie jestem potworem wiem że przeżył traumę, ale już sama nie wiem jak mu pomóc. Nie chcę odchodzić ale coraz bardziej mnie to rani. Chcę bezpieczeństwa, miłości a tu mam huśtawkę. Pomóżcie mi, podpowiedzcie co ja mam zrobić. Łamie mi to wszystko serce. On tłumaczy sytuację wszystkim, brakiem pieniędzy brakiem możliwości brakiem wszystkiego. Wiem że za pierwszym razem ona nalegała na ślub, teraz kiedy ja o tym mówię on boi się powtórki. Nie mogę nikomu o tym powiedzieć bo nikt mnie nie zrozumie dla nich wszystko jest łatwe - zostaw go. Ale ja go naprawdę kocham, to moja druga połowa nigdy z nikim się tak nie czułam.