Cześć Dziewczyny!
Właśnie zamówiłam sobie taki przyrząd do siusiania w publicznych toaletach i wszędzie tam, gdzie jest problem z oddaniem moczu. Nazywa się to shewee, czy któraś z was takie coś ma? Jak się ten sprzęt "zachowuje"? Godny polecenia?
Pozdrawiam!
Podobne tematy
2 2013-03-11 21:48:16 Ostatnio edytowany przez TrzyKostkiLodu (2013-03-11 21:52:37)
Pierwsze moje skojarzenie? Osoba korzystająca z tego czegoś kojarzy mi się z babochłopem lub fanatyczną feministką, oddająca mocz przez twór przypominający małą sztuczną fujarkę. Taka kobieta nie może usiąść czy kucnąć ona musi stać i sikać jak facet, bo jezeli nie bedzie stac to bedzie sie czuc gorsza. No i oby nikt nie zobaczył pośladków, bo to wstyd. Dla mnie to taka ekstrema jakas równouprawnienia itp. Z ciekawości oczywiście spróbowałabym bez dwóch zdań, ale na prawdę nie wyobrażam sobie sytuacji, żebym miała nosić to ze sobą w torebce, ociekające moczem i mając mokrą małą, którą co prawda można wytrzeć jakąś chusteczką higieniczną czy papierem toaletowym, ale trzeba ten tam najpierw wcisnąć. Jezeli jestem w publicznej toalecie to albo robię to "na małysza", albo rozkładam papier - z tym papierem troche trzeba się namęczyć co prawda, no ale coś za coś. Jezeli jestem za miastem to po prostu szukam odpowiedniego miejsca, jezeli ktos przypadkiem zobaczy moją szanowną to co z tego? Pewnie nigdy wiecej w zyciu i tak go nie spotkam.
Raz tylko marzyłam o takim shewee (btw. co to za durna nazwa), gdy przez kilka godzin jechałam samochodem podczas burzy śnieżnej i niestety nie mogliśmy się zatrzymać, udało mi sie co prawda wytrzymać, ale było ciężko.
Nie wiem, moze to by sie przydało na jakies maratony czy co.
Edit: a co jezeli jestesmy w lesie i chce sie nam cos wiecej niz tylko siusiu?