Zawiesiłam to jakiś czas na moim LiveJournalu, ale stwierdziłam, że i tu się podzielę:
Wreszcie się odważyłam. Może wpłynął na to stary post tosssi. Stało się to wczoraj w Kwadratowej (klub studencki PG). Trochę obawiałam się bólu, ale wiedziałam, że nie mogę pozostać gorsza od mojej siostry. W końcu ona swój pierwszy raz miała kilka miesięcy temu, a jest o dwa lata młodsza. Do klubu poszłam zaraz po wykładzie, żeby nie odwlekać nieuniknionego. Na miejscu zostałam gruntownie odpytana. Chcieli wiedzieć nawet na temat moich zachowań seksualnych, ale patrząc na okoliczności jest to zrozumiałe. Bardzo mi zależało na akceptacji, więc odpowiedziałam szczerze. Nie minęło więcej niż piętnaście minut kiedy orzekli, że się nadaję i kazali mi się rozebrać. Nieśmiałe obnażyłam odpowiednią część ciała i położyłam się na leżance. Po obu moich stronach leżały dość sympatyczne dziewczyny. Później się dowiedziałam, że jedna z nich była tu już kolejny raz ? nie musiało być takie straszne, skoro wróciła. Poza tym zawsze słyszałam, że z kolejnym razem jest łatwiej. W końcu podeszła osoba, która miała mnie zainicjować. Bez ceregieli zacisnęła opaskę na moim ramieniu. Mimo że oglądałam to wielokrotnie na filmach (w końcu każdy kto mnie zna wie, co najczęściej oglądam poza GTM), nic nie mogło równać się z rzeczywistością. Nigdy nie przypuszczałam, że emocje mogą być aż tak intensywne. Bałam się, a jednocześnie wiedziałam, że nie ma odwrotu. Gdybym wycofała się w ostatniej chwili, straciłabym twarz. Rzeczywiście, na początku trochę bolało, ale później trochę się rozluźniłam i mogłam zacząć liczyć muchy na suficie (ale ten był za wysoko). W końcu cała sprawa zakończyła się po jakiś pięciu minutach ? nie wiem dlaczego, ale spodziewałam się, że będzie dłużej. Nie chciałam jednak kusić losu wypowiadając stereotypowe: ?Co, już??. Dostałam wacik do zatamowania krwawienia i zostałam odprawiona z kwitkiem, za który mogłam otrzymać moją zapłatę. Dostałam słodycze i smycz, którą od razu nałożyłam, dumna z tego, że się odważyłam i że tak dzielnie przeszłam tą próbę.
Miejsce, które wczoraj przysporzyło mi tyle dumy jest zaczerwienione, a wokoło zrobiło się sine, ale nie boli jak dotykam, więc liczę, że nic mi nie będzie. W końcu za pół roku znowu planuję oddać krew.