Jeszcze kilka miesięcy temu uparcie twierdziłam że przyjaźń damsko męska istnieje , jako że sama od kilku lat miałam i cudownego faceta i przyjaciela. Owszem jeden o drugiego był odrobinę zazdrosny ale dawalismy rade. Myślałam że jestem szczęściarą że mam dwóch tak wspaniałych mężczyzn przy sobie ! ostatnio wszytsko pękło jak bańka mydlana , zaczęło się od tego że przy winku owy kumpel zaczął się do mnie dobierać póżniej ciągle mówił że się zakochał powiedział że od lat mysli tylko o mnie ,wiec ja nie zastanawiając się zakończyłam "przyjaźń", która nie prowadziłaby do niczego wiecej jak ranienia się nawzajem nie odbieram telefonów , nie odpisuje .. ale tęsknie i czuję pustkę bo tak czy inaczej straciłam kogoś kto był w moim życiu od lat ... któraś z was miała podobną sytuację ? jak sobie poradziłyście ? czy wam również było tak ciężko
??
Podobne tematy
Nie byłam w takiej sytuacji, ale myślę, że dobrze postąpiłaś. On wiedział, że jesteś z kimś cały czas, więcej w żaden sposób go nie oszukałaś. A trudno mi sobie wyobrazić spotykanie się na przyjacielskiej stopie z kimś, kto wyznał, że się we mnie zakochał. dla niego też byłoby to niekomfortowe, bo tak naprawdę cały czas liczyłby na wzajemność.
A tak btw- nie wierzę w przyjaźń damsko-męską ![]()
Teraz to i ja sobie zdaje sprawę że ta przyjaźń to tylko z mojej strony była przyjaźnią, ale to nie zmienia niestety faktu że bardzo tęsknię a wiem że spotykać sie nie możemy:-(
Ja mialam taka sytuacje, ze facet, z ktorym zerwalam poprosil mnie o to, zebysmy zostali ˝przyjaciolmi˝. Na poczatku stwierdzilam, ze okej, moze nie bedzie to przyjazn w scislym znaczeniu tego slowa, ale przynajmniej nie bede go bez slowa mijac na ulicy. Niestety, juz po pierwszym spotkaniu ˝jako przyjaciele˝ przekonalam sie, ze to nie ma zadnego sensu, ze z jego strony to zawsze bedzie milosc, nie przyjazn. Dlatego zerwalam z nim wszelki kontakt, bo po co mam robic mu jakakolwiek nadzieje...
Moim zdaniem dobrze zrobilas - on po pewnym czasie zapomni, znajdzie sobie kogos innego. A ty, jakbys sie czula spotykajac sie z nim, wiedzac, ze cie kocha...
5 2013-03-15 01:02:08 Ostatnio edytowany przez ban (2013-03-15 01:08:06)
zaczął się do mnie dobierać póżniej ciągle mówił że się zakochał powiedział że od lat mysli tylko o mnie ,wiec ja nie zastanawiając się zakończyłam "przyjaźń", .... nie odbieram telefonów , nie odpisuje .. ale tęsknie i czuję pustkę bo tak czy inaczej straciłam kogoś kto był w moim życiu od lat ...
Ludzie się zakochują. Wiele miłości jest nieodwzajemnionych. Nawet jak druga osoba nie kocha, ale można z nią porozmawiać, to jest cudownie. Taka nieodwzajemniona miłość pewnie w końcu umrze, albo przygaśnie, ale czasem pali się do końca życia. Nawet jak się pali, to wciąż można poznać kogoś innego, pokochać, z nim spędzić całe życie.
On był twoim przyjacielem. Miło Wam było razem. Ty go nie kochasz. On pewnie kochał Ciebie. Niedobrze, że się do Ciebie dobierał. Ale zdobył się na to aby Ci powiedzieć prawdę. I co zrobiłaś? Dałaś mu butem w mordę. Skasowałaś go. Całkowicie. To straszne. Zrobiłaś krzywdę sobie, jemu.
Proponuję czym prędzej napisać "Nie kocham Cię. Ale i tak tęsknie i czuję pustkę bo tak czy inaczej straciłam kogoś kto był w moim życiu od lat ...". Jasno mu tylko powiedz, że kochasz innego, że nie będziesz z tym przyjacielem mężem i żoną, że do łóżka nie pójdziecie. Czas o tym porozmawiać bardzo, bardzo konkretnie. A nie ucinać kontakt.
Przez większość życia to mnie stawiano na miejscu takiego "przyjaciela".
Nie wiem jak mają kobiety... dla mnie najbardziej cudowne jest przyjaźnić się i być razem w związku. Nikt, nigdy tak dobrze się nie dogada jak przyjaciele. Gdy dorzucić do tego jeszcze nieco miłości... żyć nie umierać.
Nie napiszę wprost moich myśli, gdyż byłyby one bardzo niecenzuralne. Uważam, że kobiety świadomie się "bawią" facetami. Dobrze o tym wiedzą, a na koniec udają wielce zdziwione, gdyż "to tylko przyjaźń".
Przyjaźń czy raczej "wyjście awaryjne" gdyby z innymi facetami się nie powiodło...
7 2013-03-16 14:11:10 Ostatnio edytowany przez muzykaduszy (2013-03-16 14:17:30)
Przez większość życia to mnie stawiano na miejscu takiego "przyjaciela".
Nie wiem jak mają kobiety... dla mnie najbardziej cudowne jest przyjaźnić się i być razem w związku. Nikt, nigdy tak dobrze się nie dogada jak przyjaciele. Gdy dorzucić do tego jeszcze nieco miłości... żyć nie umierać.
Nie napiszę wprost moich myśli, gdyż byłyby one bardzo niecenzuralne. Uważam, że kobiety świadomie się "bawią" facetami. Dobrze o tym wiedzą, a na koniec udają wielce zdziwione, gdyż "to tylko przyjaźń".
Przyjaźń czy raczej "wyjście awaryjne" gdyby z innymi facetami się nie powiodło...
Kapitan co do pierwszej części postu zgadzam się jak najbardziej. W ogóle to sądzę, że miłość powinno się budować na przyjaźni.
Ale jeśli chodzi o "bawienie" się facetami to owszem, dużo kobiet ma taką mentalność ale to są kobiety wyrachowane i oszukujące same siebie. Niektórzy faceci robią podobnie. Serio, sama się o tym przekonałam. Przykre to.
Wiecie co mi napisał? Że sie nim bawiłam i wykorzystywałam.. Nie rozumiem tego bo ja będąc w stałym 3 letnim związku z mega cudownym facetem w którym mówimy o ślubie i wszystko planujemy nie myślałam nigdy o nim jako o partnerze... Może i są takie kobiety nie zaprzeczam, ale ja do nich nie należę i myślałam Nasza przyjaźń taka nie była. znaliśmy sie jeszcze od gimnazjum ![]()
Byłam w podobnej sytuacji. Ciągle wierzę w przyjaźń damsko-męską. W każdym razie, przyjaźniłam się z kimś, o kim wiedziałam, że czuje do mnie coś więcej, bo po pijaku to mocno zasugerował. Pewnego mało pięknego dnia, a raczej nocy, upiliśmy się oboje, ja byłam cholernie samotna i nieszczęśliwa z tego powodu, dlatego kiedy mnie pocałował poczułam motylki i wszystko było cudownie, zostaliśmy parą. To był jeden z największych błędów mojego życia. Ta osoba jako przyjaciel była świetna, jako partner już nie. To było zupełnie nie to, od rzeczy prozaicznych (nie mogłam go pocałować w miejscu publicznym, bo przecież dlaczego wszyscy mają o nas wiedzieć?) po wielkie. Po półtora miesiąca wyjechał do pracy, nie dzwonił, nie pisał, ja czasem pisałam - nie odpisywał, dzwoniłam - nie odbierał. Po jego powrocie wszystko zbliżało się do nieuchronnego końca aż w końcu zdechło. Teraz jestem w bardzo szczęśliwym związku, tylko ciągle wisi nade mną widmo tamtego faceta, bo widzimy się codziennie, jesteśmy na jednym kierunku studiów, a teraz chcę zacząć następny, co gorsza on też, znowu ten sam. Nie mogę wytrzymać jego obecności. Na początku po zerwaniu byliśmy w konflikcie, potem się pogodziliśmy i próbowaliśmy się przyjaźnić tak jak przed "związkiem". Całkiem to dawało radę, bo on już dawno o wszystkim zapomniał. Ale ostatnio ja czuję, że nie umiem tak, nie cierpię go, nie mogę nawet na niego patrzeć. Co gorsza, nie wiem dlaczego, nie mam i nigdy nie miałam żalu. Po prostu nie wyszło, teraz jestem szczęśliwa, nie mam po co tego rozpamiętywać, a jednak to robię. Męczy mnie to, ludzie zauważyli, że jestem rozdrażniona. Nie wiem w ogóle co z tym zrobić.
Dlatego właśnie uważam, że związków od przyjaźni się nie zaczyna, w związku przyjaźń się buduje po tym jak opadną największy poziom zakochania.
Hmmm, myślę że to zależy od człowieka i w jaki sposób podchodzi do sprawy. Jak we wszystkim, zależy z jakiej strony spojrzeć.
kochane , od marca do listopada nie wymieniliśmy żądnej wiadomości myślałam że dał sobie spokój ułożył życie, niestety gdy przyjechałam na święta do rodzinnego miasta spotkaliśmy się przypadkiem na ulicy, zaczęły się rozmowy okazało się że u nieggo kiepsko, że życie wali sie mu na głowe i ze tylko praca dom praca dom . Chciałam być przyjaciółką .. niestety w tym czasie u mnie też zrobiło się kiepsko w związku , dużo rozmawialiśmy dawaliśmy sobie wsparcie, tylko kurcze obawiam się że on może myśleć ze dałam mu nadzieje , mówi że kocha ze cały czas o mnie myślał .. że na nic nie naciska ale prosi zebym przy nim była, jak go nie ranić ? za 3 dni wyjeżdżam wiec może sama sprawa się rozwiąże, ale to nawet mnie cholernie boli ..