Witam,
Moja historia jest strasznie niespójna. Po pierwsze, mój mąż jest młodszy ode mnie 4 lata, jesteśmy 3 lata po ślubie, mamy niespełna dwuletnie dziecko. Do tej pory byłam pewna uczuć swojego męża, ona jest typem wariata, często dzwoni do mnie,śpiewa, że mnie kocha, miłe gesty, udany seks. Fakt, jest nerwowy, ja również, zdrza się że się ostro kłócimy, aczkolwiek nie uznajemy cichych dni i po prostu po starciu słownym najczęściej wszystko wraca do normy.
Oczywiście po urodzeniu dziecka, miałam dla niego mniej czasu, byłam bardziej zajęta i może mnie zwariowana, jednakże starałam się jak mogłam, żeby on jak najmniej odczuwał tego skutki.
Kilka miesięcy temu stracił pracę, więc powodów do nerwów zrobiło się więcej. Jednakże mimo tego, że czasem mieliśmy do siebie pretencje, w moich oczach, nadal staraliśmy się kochać i w miarę zgodnie żyć. Mieliśmy plany - mieszkaniowe, wakacyjne, życiowe... Az tu nagle na początku maja przeczytałam rozmowę na portalu społecznościowym, on pisał zwykłe rzeczy w stylu "co łychać itd. coś o naszym dziecku", był wtedy podchmielony bo byliśmy na grillu u sąsiadów, on na chwilę poszedł do domu sprawdzić, czy teściowa radzi sobie z dzieckiem. Ona napisała "przecież wiesz, że mogłabym spędzać z tobą 24 h na dobę" na co on nie odpisał bo zostawił telefon i wrócił na imprezę. Kiedy to przeczytałam, zrobiłam wielką awanturę i w skrócie, wyrzuciłam go z domu. On zarzekał się, że z tą dziewczyną nie ma żadnego kontaktu, nie wie czemu tak napisała, że kocha tylko mnie itd. Uwierzyłam, jednakże nie dawało mi to wszystko spokoju. Tekst tej laski był jednoznaczny, drążyłam temat i drążyłam, aż wreszcie dorwałam się d o jego bilingów i okazało się, że conajmniej od dwóch miesięcy ma stały kontakt z tą dziewczyną -czasem 60 smsów dziennie, nawet w nocy po upojnym wieczorze ze mną... oczywiście awantura, wyrzuciłam go z domu. On zarzeka się, że zdrady nie było, że to tylko koleżanka, że nie powinien pisać, i że źle zrobił, że przysięga, że więcej z nią nie będzie pisać. Niewiele myśląc, zadzwoniłam do tej dziewczyny i ona potwierdziła jego wersję i jeszcze na mnie się wydarła, że się czepiam, że chłopak jest w porządku i że nic między nimi nie było, jednakże po kilku dniach męczenia tej laski z prośbą o dodatkowe wyjaśnienia, spotkała się ze mną. Dziewczyna bardzo młoda, młodsza od męża 5 lat, ode mnie 9. Nie jest atrakcyjna, ale na pewno z tych co lubią się podobać. Powiedziała mi, że to trwa ponad rok, że seksu nie było, bo niby nie chcieli zdradzać, ale były sytuacjie, w których mogło do tego dojść, że on jej opowiadał, że ze mną jest tylko dla dziecka, że nasz związek się rozpada, i że on chce być z nią, a nawet po alkoholu wyznawał jej miłość, trwało to dobry rok. Powiedziałam to wszystko mężowi, on zaprzecza totalnie, że żadnej miłości nie wyznawał, że dziewczyna kłamie, że owszem mielismy gorszy okres i on "głupi" szukał kontaktu i pisania z tą dziewczyną, że wszystko co robili to czasem się na papierosa spotkali. Ze absolutnie seksu nie było i że to tylko koleżanka, od tej pory jest z nią w mega kłótni i ona tez już więcej nie chce ze mną rozmawiać.. Powiedziałam, że z koleżanką nie pisze się po 60 smsów dziennie i w nocy i codziennie o 7:30, a on na to, że to nie były litanie, tylko w stylu "super" "ok" "aha", dlatego tak dużo i to były raczej żarty. Nomen omen ta dziewucha sprzedała mi takie rewelacje, ale potwierdziła, że smsy były o niczym (tu pojawia się niespójność w jej zeznaniach, ale nie widzę powodu dla którego miałaby kłamać - on ma za to duży, bo bardzo chcę mnie odzyskać). Dodam jeszcze, że mój mąż to typ przystojniaka, który lubi się podobać. Ja obiektywnie mówiąc brzydka nie jestem również, ale może po ciąży i w czasie kiedy było z kasą krucho, na ostatni plan wrzuciłam lansowanie siebie. No ale podkreślam - bez przesady, jakaś zaniedbana nie jestem i nie byłam!!! Dziewczyna grubsza ode mnie i 3 razy taki cellulitis.
Mąż od tej pory przeprasza, błagam obiecuje. W ogóle nie przyznaje się, że do czegoś doszło, raczej podkreśla, że jest ch...m, że za moimi plecami pisał z jakąś laską itd. Dla mnie w tej historii jest wiele niejasności i dziwnych wątków. Najgorsze, że ja nic nie czułam, bo cały czas był dla mnie kochany i dobry. Fakt, chował telefon i tu rodziły się moje podejrzenia, aczkolwiek od kiedy się znamy to zawsze był "zbytnio" związany z telefonem, więc nie widziałam w tym nic, ąz tak innego.
Nie wiem co mam zrobić, czy mu zaufać...? Jakie są wasze opinie? Doszło do czegoś? Moim zdaniem tak, także pytanie, jeżeli on się do tego nie przyznaje, ja wiem swoje, to czy jest dla nas szansa? Podkreślam, że moje rozkminki na temat powrotu są wyłącznie z uwagi na to, że mamy małe dziecko, w którym on z mega wzajemnością jest totalnie zakochany. W przeciwnym wypadku zerwałabym totalnie znajomość... dziękuję za pomoc, moje myśli są rozbiegane.