netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

73 odpowiedzi10 375 wyświetleńzałożony przez koniczynka957, 09.03.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 74 ]

1 Ostatnio edytowany przez koniczynka957 (2013-03-09 21:54:11)

Temat: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Witajcie,
czy mogłabym podzielić się z Wami moją historią?

Kilkanaście miesięcy temu poznałam mężczyznę. Oboje mieliśmy za sobą szereg trudnych doświadczeń. Od początku traktowałam go z rezerwą, wcale nie chciałam się angażować. Zakochałam się. Był dobry, zabiegał, troszczył się, gdy broniłam magistra potrafił wziąć wolny dzień aby jechać ze mną do szkoły, nigdy z niczym nie zostawiał mnie samej.

Zamieszkaliśmy ze sobą. Na początku było to dla mnie trudne. Nowe miasto, żadnych przyjaciół, tylko on. Pracowałam zdalnie, większość czasu spędzałam w domu, gotowałam, robiłam śniadania, kanapki, zakupy. Dbałam o dom i o niego. Przy wszystkich zachwalał mnie, moją kuchnie, jego mama patrzyła z zazdrością. Dzieci sióstr mnie uwielbiały, sama je pokochałam z resztą... I tu pojawił się problem...

W Wigilię w tym roku pojechaliśmy do niego, zaraz po kolacji u mnie. Składaliśmy sobie życzenia. Jego mama zrobiła to w bardzo dziwny sposób, powiedziała, że ona jest taka dobra, nie zazdrości, nie kłoci się, chce dla każdego dobrze i że jeśli kiedyś ja i jej syn rozstaniemy się, nie będziemy razem to ona i tak nie będzie nic do mnie miała, bo kocha wszystkie dzieci. Byłam w szoku, nie wiedziałam o co chodzi.... Zamurowało mnie i sprawiło, że miałam w oczach łzy i wyszłam, nie wiedziałam jak się zachować.

Tydzień później pojechaliśmy do jego rodziców i powiedziałam jej szczerze, że nie chciałabym aby gniewała się na mnie, ale chciałabym żeby wiedziała dlaczego tak się zachowałam. Zaczęłam mówić, że nie biorę pod uwagę nawet tego, ze moge z jej synem nie być, rozpłakałam się. Była oschła, wygadywała dziwne rzeczy, mówiła, że skąd ona może wiedzieć czy będziemy razem, czy będzie mnie chciał, to było straszne. Mój (jeszcze wtedy) chłopak oburzył się tym wszystkim, w samochodzie gdy wracaliśmy powiedział, że przyznał jej się pare razy do naszych kłótni, bo pociągnęła go za język. Ludzie się kłócą, a nasze kłotnie jeszcze wtedy nie były niczym złym. Normalne problemy dnia codziennego.

Po kilku tygodniach zabrał mnie w góry. Byłam w szoku, ale oświadczył mi się. Najlepsze jest to, że było to zaraz po świętach i tych historiach w jego domu z mamą. Zgodziłam się, byłam przeszczęśliwa. Planowaliśmy ślub, zaliczki wpłacone, wszystko.

Tu zaczeły się schody, wszystko to co mówiła jego mama... zaczęło się od momentu, gdy on jej powiedział, że chce się odświadczyć. Wcześniej byli dobrzy, nieraz ich broniłam, mówiłam, że mogłabym ich pokochać. Tak było. Gdy zaczelismy planować ślub jego rodzice się burzyli (głównie w tamtej rodzinie rządziła matka, ojciec malo co mial do powiedzenia), nie chcieli nas wspierać, ale ja go wspierałam, broniłam ich, gdy się złościł, mówiłam, że nie może przecież zabraknąć ich na ślubie i z czasem wszystko się ułoży. Kombinowali jak mogli, on był z daleka, wpadli nawet na pomysł, że może lepiej ślub, wesele zrobić w jego rodzinnym mieście, że miałabym wziąć autokar gości i przyjechać do nich. To było straszne. Smuciło mnie. Dano nam obrączki do przetopienia, a na drugi dzien mama zadzwoniła i powiedziała narzeczonemu żebyśmy się wstrzymali, bo może oszukają nas z tym złotem, jak będziemy chcieli przetopić i że może ona sobie zrobi kolczyki.

Mój narzeczony zawsze dużo rozmawiał z mamą, mówił, że była jego przyjaciółką, że mówili sobie o wszystkim, a gdy ja się pojawiłam podobno o nas jej nie opowiadał.

Można by mówić i mówić.

Kłotnie między nami były jednak coraz gorze... W nerwach chciał uciekać z domu, zatrzymywałam go, rzucił kiedyś szklanką, zniszczył zamek od drzwi.... i jeszcze wiele innych rzeczy. Wpadałam wtedy w panikę. Podczas kłótni nie byłam bez winy - nie chciałam mu ustępować (choć często i tak to robiłam), nie chciałam się zatracić, walczyłam o siebie. Te kłótnie odbierały mi radość. Do tego ta jego mama, co pojechaliśmy tam szkoliła mnie jak mogła, dziwnym trafem ciągle sugerowała mi, nie mówiła wprost, że nie wolno się kłócić, opowiadała wszystkie intymne szczegóły ich rodziny, źle mówiła na zięciów, ich rodziny, bałam się tego, że o mnie tez tak będzie mówić krępowało mnie to bardzo, nie chciałam tego słuchać, nie byłam nauczona, u mnie w domu nikt nikogo nie oceniał. Powiedziałam narzeczonemu o tym co czuje w związku z tym, po tygodniu czasu pojechaliśmy tam i ona w rozmowie wyjaśniała mi to kilkakrotnie. Niby nic złego, ale wyszło na to, że narzeczony coś jej mówi. Zaprzeczał, mówił, że wymyślam, a ja po prostu nie mogłam uwierzyć w takie zbiegi okoliczności. Męczyło mnie to strasznie, a z narzeczonym kłótnie się nasilały dodatkowo. (dodam, odbiegając od tematu, że przyszły teść akurat mnie uwielbiał, zawsze przytulił, wycałował). Narzeczony miał problemy, czasem nie rozumiałam tego jak kombinuje, co się dzieje, nie radził sobie z sobą, zaczął mnie zastraszać, że mam siedzieć z nim i rozumieć go, bo jak nie to sobie zrobi krzywde. Padały takie przykre słowa. Bałam się o niego, z drugiej strony wiedziałam, że mam dużo zrozumienia dla niego i cierpliwości, więc nie wiedziałam czego oczekuje jeszcze...

W nerwach nieraz podczas kłótni, po tych jego zagraniach z niszczeniem przedmiotów itd. mówiłam, że odejdę, że nie mogę być z nim skoro tak się dzieje, że nie chce tego ślubu jeśli ma nas tak ranić, bo chce być szcześliwa planując to. Mąż, małżeństwo, rodzina to świętość dla mnie, powtarzałam ciągle, było to dla mnie tak wyjątkowe, że nigdy nawet nie marzyłam o tym.

W czwartek się pokłóciliśmy bardzo. Oddałam pierścionek. To był burzliwy wieczór, bo zaraz po kłótni pogodziliśmy się, jednak zanim do tego doszło znów słyszałam zastraszanie, że spotkamy się na jego pogrzebie, pytał czy nie boje sie, ze przeze mnie moze mu sie cos stac, prowokował, mówił abym go uderzyła.. Położylismy się spac, ale nie moglam zasnac, powiedzialam mu o tym, a on z krzykiem "myślisz, że jak Ty nie śpisz, to ja też mam nie spać?". Wtedy dotarło do mnie znów, mimo pogodzenia, że musze się w koncu spakowac i odejsc. Tak tez się stało. Zebrałam tyle rzeczy ile się dało i na drugi dzien rano, gdy był już w pracy wyprowadziłam się (częściowo jednak, nie miałam jak zabrac wiecej rzeczy). Mielismy jedne klucze, wiec zawiozlam mu je do firmy. Zabrałam pierscionek, powiedziałam, że nie mogę powiedzieć, że to koniec bo przecież go kocham, ale nie mam siły dalej walczyć z nim, muszę wszystko przemyśleć i jeśli uznam, że odchodzę to chcialabym aby to uszanował.

Czuje się źle, ale też spokojnie bardzo. Zapomniałam dodać, rano w dniu wyprowadzki powiedział mi "psujesz relacje naszej trójki" - nie muszę chyba mówić o kogo chodziło? ...

Co zrobić, poradźcie? Kochałam go szczerze i kocham go nadal. Poszłabym za nim w ogień, nie mogłam jednak dłużej tych kłótni, niszczyły mnie, jego mamy tez było za wiele w tym związku, musiałam coś zrobić z tym wszystkim w końcu. Nie chciałam uciekac, ale...

2

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

On musi zadecydować, kto jest w tej chwili dla niego ważniejszy - Ty, czy matka i jej opinia na Twój temat.
Bo po jego zachowaniu wnioskuje, ze jest rozdarty i nie bardzo wie, co zrobić.

Niepokoją mnie tez niektóre jego zachowania. Spróbuj porozmawiać z nim na spokojnie, może warto by było przełożyć ślub.
Jedno jest pewne, jeśli coś Cie w jego zachowaniu martwi, to znaczy, ze masz wątpliwości, a gdy pojawiają się wątpliwości, lepiej ślubu nie brać, bo potem będzie płacz i zgrzytanie zębów.

3 Ostatnio edytowany przez koniczynka957 (2013-03-09 23:08:14)

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Wyjechał na weekend do rodziców, przemyśleć wszystko, czyt. z pewnością z rodziną...

4

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.
koniczynka957 napisał/a:

Wyjechał na weekend do rodziców, przemyśleć wszystko, czyt. z pewnością z rodziną...

Czyli poważna rozmowa, jak wróci.

5

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Jestem osobą impulsywną, ale wiele razy zaciskałam zęby, ale gdy wpadał w furie nie miałam siły. Wcale nie chciałam odejść, jednak teraz, gdy patrzę na to wszystko z boku czuje się zmęczona. Nie jestem bez winy, ale wszystko to co się działo i to jak bardzo mieszano się w nasz związek przerosło mnie.

6

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.
koniczynka957 napisał/a:

Jestem osobą impulsywną, ale wiele razy zaciskałam zęby, ale gdy wpadał w furie nie miałam siły. Wcale nie chciałam odejść, jednak teraz, gdy patrzę na to wszystko z boku czuje się zmęczona. Nie jestem bez winy, ale wszystko to co się działo i to jak bardzo mieszano się w nasz związek przerosło mnie.

Wiec przemyśl, czy jeszcze w ogóle chcesz z nim być.

7 Ostatnio edytowany przez onaona (2013-03-09 23:35:56)

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.
koniczynka957 napisał/a:

Jestem osobą impulsywną, ale wiele razy zaciskałam zęby, ale gdy wpadał w furie nie miałam siły. Wcale nie chciałam odejść, jednak teraz, gdy patrzę na to wszystko z boku czuje się zmęczona. Nie jestem bez winy, ale wszystko to co się działo i to jak bardzo mieszano się w nasz związek przerosło mnie.

Dla mnie tutaj nie tylko matka jest winna. Ten człowiek wykazuje podejrzana zachowania. Co ma do tego matka? On sam powinien odpowiadać za swoje czyny. Zadaj sobie pytanie, co by było gdybyście zupełnie urwali kontakt z jego matką, czy sytuacja w waszym związku uległaby poprawie?
Musicie pogadać, ale przyznam Ci szczerze, ze jak on ma takie niekontrolowane wybuchy, typu, że coś sobie zrobi, to można zacząć się bać. Sprawa moim zdaniem jest poważna. Miłość miłością, a życie życiem. Musisz na spokojnie się zastanowić czy są jakiekolwiek szanse, że on w przyszłosci będzie stabilny emocjonalnie.

8

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Matka to jeden z problemów, prawdę mówiąc najmniejszy, ten większy leży w nim - nieodcięta pępowina, impulsywność, prowokowanie mnie, zastraszanie. Sama nie pozostaje bez winy - rodzina mnie przytłoczyła, a on? walczyłam o siebie, zabrałam rzeczy, uciekłam, gdy się kłociliśmy nie umiałam ustąpić, gdy przeginał. Flustrowało mnie dodatkowo nadmierne zwracanie mi uwagi - że kubek źle umyty (starałam się!), że w szafce źle ułożone - jestem pracowita, sumienna, a on z takich błachostek nawet potrafił zrobić problem, co mnie wykańczało jako kobietę. Chwalił i krytykował.

9

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.
koniczynka957 napisał/a:

Matka to jeden z problemów, prawdę mówiąc najmniejszy, ten większy leży w nim - nieodcięta pępowina, impulsywność, prowokowanie mnie, zastraszanie. Sama nie pozostaje bez winy - rodzina mnie przytłoczyła, a on? walczyłam o siebie, zabrałam rzeczy, uciekłam, gdy się kłociliśmy nie umiałam ustąpić, gdy przeginał. Flustrowało mnie dodatkowo nadmierne zwracanie mi uwagi - że kubek źle umyty (starałam się!), że w szafce źle ułożone - jestem pracowita, sumienna, a on z takich błachostek nawet potrafił zrobić problem, co mnie wykańczało jako kobietę. Chwalił i krytykował.

Nie mam pojęcia co tobie doradzić, impulsywny partner, to trudny partner, to nie podlega żadnej dyskusji. Czy mogłabyś bardziej szczegółowo opisać wybuchy partnera?

10

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

hm: odeszłaś bo narzeczony rozmawiał o was z własną matką?
Matką się nie bywa tylko się jest : ja nieco rozumiem i Ciebie - bo też oczekuję że moje życie prywatne powinno pozostawać w związku, ale też rozumiem jego - bo wiem jak dociekliwe potrafią być matki.. a teściowe - zresztą chyba każdy zna o nich kawały..
Rozumiem, że Ty nie rozmawiasz z rodzicami na Wasz temat nigdy?..

Trochę mi was szkoda: niby się kochacie a ważniejsze jest dla was to co inni o was mówią..

11

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Potrafiliśmy pokłócić się np. o to, że zwrócił mi uwagę o to, że wygniatam nowo kupioną kanapę. Bolało mnie to. Walczyłam o siebie, mówiłam o tym co mnie niepokoi, tworzyła się nerwowa sytuacja, płakałam, mówiłam, że tego nie da się znieść, a on w nerwach (mowiac, ze go prowokuje) rzucał np. szklanką, czy porwał ubranie. Płakałam jeszcze bardziej, czułam lęk, strach, od razu mówiłam, że nie wyobrażam sobie takiego życia, że się boje, "odchodziłam", ale nie potrafiłam się wyprowadzić, w końcu miarka się przebrała i wrocilam do domu, sama do tej pory nie wierzę w to co się stało...

12

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.
koniczynka957 napisał/a:

Potrafiliśmy pokłócić się np. o to, że zwrócił mi uwagę o to, że wygniatam nowo kupioną kanapę. Bolało mnie to. Walczyłam o siebie, mówiłam o tym co mnie niepokoi, tworzyła się nerwowa sytuacja, płakałam, mówiłam, że tego nie da się znieść, a on w nerwach (mowiac, ze go prowokuje) rzucał np. szklanką, czy porwał ubranie. Płakałam jeszcze bardziej, czułam lęk, strach, od razu mówiłam, że nie wyobrażam sobie takiego życia, że się boje, "odchodziłam", ale nie potrafiłam się wyprowadzić, w końcu miarka się przebrała i wrocilam do domu, sama do tej pory nie wierzę w to co się stało...

Ja Ciebie rozumiem, bo wiem co to znaczy impulsywny facet. Mojego też się bałam w pewnej chwili. Bałam się, ze nakrzyczy na dziecko. W nerwach powiedział: "Że mogłam trafić na gorszego faceta, który by mnie tłukł i dopiero bym zobaczyła", "że już wie dlaczego mój były ze mną nie jest", jak się pokłóciliśmy , to on zaraz chciał się wyprowadząć, to była huśtawka. Niestety w moim przypadku ta huśtawka nasilała się i wreszcie posypało się.

13

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.
koniczynka957 napisał/a:

Potrafiliśmy pokłócić się np. o to, że zwrócił mi uwagę o to, że wygniatam nowo kupioną kanapę. Bolało mnie to. Walczyłam o siebie, mówiłam o tym co mnie niepokoi, tworzyła się nerwowa sytuacja, płakałam, mówiłam, że tego nie da się znieść, a on w nerwach (mowiac, ze go prowokuje) rzucał np. szklanką, czy porwał ubranie. Płakałam jeszcze bardziej, czułam lęk, strach, od razu mówiłam, że nie wyobrażam sobie takiego życia, że się boje, "odchodziłam", ale nie potrafiłam się wyprowadzić, w końcu miarka się przebrała i wrocilam do domu, sama do tej pory nie wierzę w to co się stało...

Więc nie odeszłaś przez jego matkę - tylko przez jego prostackie zachowanie i objawy agresji - a to duża różnica.

14

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Problemy należy rozwiązywać między sobą, nie chodziło o to aby nie rozmawiać o nas, nie miałabym nic przeciwko temu uwierz, jeśli jednak w grę wchodziły nasze problemy, kłótnie - czułam sie z tym źle, bo ona później robiła mi wykłady, co nie było przyjemne, do tego opowiadała o problemach swoich córek i zięciów, ich rodzin przy mnie. Do czego to prowadziło? Do tego, że można było sądzić, że i o mnie będzie tak mówić. Chciałabyś tego aby cała rodzina znała dokładnie szczegóły Twojego życia, intymne elementy kłótni itd.? Ja nie. Przeciez my je musielismy rozwiazywac sami. Co więcej... Wielokrotnie broniłam jego rodziców przed nim, nieraz się pokłócili, rzucił telefonem, byłam wtedy przy nim, wspierałam, mówiłam o matce dobrze. Pragnęłam normalnych, zdrowych relacji, nawet nie wiesz jak bardzo. Boli mnie to, że częściej była ważniejsza ode mnie. A przecież powinno być wszystko na równi - obie kochamy jednego mężczyzne, nie chciałam aby odsuwał się od rodziny.


alfaalfa napisał/a:

hm: odeszłaś bo narzeczony rozmawiał o was z własną matką?
Matką się nie bywa tylko się jest : ja nieco rozumiem i Ciebie - bo też oczekuję że moje życie prywatne powinno pozostawać w związku, ale też rozumiem jego - bo wiem jak dociekliwe potrafią być matki.. a teściowe - zresztą chyba każdy zna o nich kawały..
Rozumiem, że Ty nie rozmawiasz z rodzicami na Wasz temat nigdy?..

Trochę mi was szkoda: niby się kochacie a ważniejsze jest dla was to co inni o was mówią..

15

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.
alfaalfa napisał/a:
koniczynka957 napisał/a:

Potrafiliśmy pokłócić się np. o to, że zwrócił mi uwagę o to, że wygniatam nowo kupioną kanapę. Bolało mnie to. Walczyłam o siebie, mówiłam o tym co mnie niepokoi, tworzyła się nerwowa sytuacja, płakałam, mówiłam, że tego nie da się znieść, a on w nerwach (mowiac, ze go prowokuje) rzucał np. szklanką, czy porwał ubranie. Płakałam jeszcze bardziej, czułam lęk, strach, od razu mówiłam, że nie wyobrażam sobie takiego życia, że się boje, "odchodziłam", ale nie potrafiłam się wyprowadzić, w końcu miarka się przebrała i wrocilam do domu, sama do tej pory nie wierzę w to co się stało...

Więc nie odeszłaś przez jego matkę - tylko przez jego prostackie zachowanie i objawy agresji - a to duża różnica.

alfalfa, to jest właśnie mechanizm usprawiedliwiania typowy dla kobiet doświadczających przemocy. Po co obwinić faceta jak cała wina może spaść na złą teściową? Wtedy jest jakiś kozioł ofiarny, jakieś usprawiedliwienie, które odwraca uwagę od rzeczywistego problemu.

16

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Owszem. Matka dodatkowo zaogniła sytuację. A przedmiotem ostatniej kłótni niestety był temat dotyczący jej i słowa narzeczonego o "naszej trójce"... Ale tak, to zachowanie było główną przyczyną.

alfaalfa napisał/a:
koniczynka957 napisał/a:

Potrafiliśmy pokłócić się np. o to, że zwrócił mi uwagę o to, że wygniatam nowo kupioną kanapę. Bolało mnie to. Walczyłam o siebie, mówiłam o tym co mnie niepokoi, tworzyła się nerwowa sytuacja, płakałam, mówiłam, że tego nie da się znieść, a on w nerwach (mowiac, ze go prowokuje) rzucał np. szklanką, czy porwał ubranie. Płakałam jeszcze bardziej, czułam lęk, strach, od razu mówiłam, że nie wyobrażam sobie takiego życia, że się boje, "odchodziłam", ale nie potrafiłam się wyprowadzić, w końcu miarka się przebrała i wrocilam do domu, sama do tej pory nie wierzę w to co się stało...

Więc nie odeszłaś przez jego matkę - tylko przez jego prostackie zachowanie i objawy agresji - a to duża różnica.

17

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Chyba rzeczywiście za bardzo skupiłam się na niej, to jednak jego kocham i jego chciałam usprawiedliwiać.
Tak jak wspomniałam, też nie jestem bez winy.
Czuję się oszołomiona tą cała sytuacją. Na matce skupiłam się z uwagi na to, że ostatnia kłótnia dotyczyła jej.
Napisałam tutaj aby ktoś obiektywnie to ocenił, abym zrozumiała to co działo się między mną a nim.

onaona napisał/a:
alfaalfa napisał/a:
koniczynka957 napisał/a:

Potrafiliśmy pokłócić się np. o to, że zwrócił mi uwagę o to, że wygniatam nowo kupioną kanapę. Bolało mnie to. Walczyłam o siebie, mówiłam o tym co mnie niepokoi, tworzyła się nerwowa sytuacja, płakałam, mówiłam, że tego nie da się znieść, a on w nerwach (mowiac, ze go prowokuje) rzucał np. szklanką, czy porwał ubranie. Płakałam jeszcze bardziej, czułam lęk, strach, od razu mówiłam, że nie wyobrażam sobie takiego życia, że się boje, "odchodziłam", ale nie potrafiłam się wyprowadzić, w końcu miarka się przebrała i wrocilam do domu, sama do tej pory nie wierzę w to co się stało...

Więc nie odeszłaś przez jego matkę - tylko przez jego prostackie zachowanie i objawy agresji - a to duża różnica.

alfalfa, to jest właśnie mechanizm usprawiedliwiania typowy dla kobiet doświadczających przemocy. Po co obwinić faceta jak cała wina może spaść na złą teściową? Wtedy jest jakiś kozioł ofiarny, jakieś usprawiedliwienie, które odwraca uwagę od rzeczywistego problemu.

18

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Błędem z mojej strony było to, że na jego furie reagowałam tak samo, mówiłam o odwołaniu ślubu, odejściu, płakałam, lękałam się, nie mogłam znaleźć rozwiązania, nie chciałam uciekać, niszczyć wszystkiego, ale tak własnie reagowałam na to co wyprawiał.

onaona napisał/a:
koniczynka957 napisał/a:

Potrafiliśmy pokłócić się np. o to, że zwrócił mi uwagę o to, że wygniatam nowo kupioną kanapę. Bolało mnie to. Walczyłam o siebie, mówiłam o tym co mnie niepokoi, tworzyła się nerwowa sytuacja, płakałam, mówiłam, że tego nie da się znieść, a on w nerwach (mowiac, ze go prowokuje) rzucał np. szklanką, czy porwał ubranie. Płakałam jeszcze bardziej, czułam lęk, strach, od razu mówiłam, że nie wyobrażam sobie takiego życia, że się boje, "odchodziłam", ale nie potrafiłam się wyprowadzić, w końcu miarka się przebrała i wrocilam do domu, sama do tej pory nie wierzę w to co się stało...

Ja Ciebie rozumiem, bo wiem co to znaczy impulsywny facet. Mojego też się bałam w pewnej chwili. Bałam się, ze nakrzyczy na dziecko. W nerwach powiedział: "Że mogłam trafić na gorszego faceta, który by mnie tłukł i dopiero bym zobaczyła", "że już wie dlaczego mój były ze mną nie jest", jak się pokłóciliśmy , to on zaraz chciał się wyprowadząć, to była huśtawka. Niestety w moim przypadku ta huśtawka nasilała się i wreszcie posypało się.

19

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Dobrze zrobiłaś, że odeszłaś. Jego zachowanie natomiast mnie zastanawia. Dlaczego matka jest jego przyjaciółką? O czym on jej opowiada? Co najmniej dziwny układ sobie wytworzyli i jeszcze to stwierdzenie "psujesz relacje naszej trójki', co to ma znaczyć? Jeśli się wiąże z Tobą i planuje z Tobą załóżyć rodzinę, to Ty powinnaś być na pierwszym miejscu a nie matka. Jakkolwiek to zabrzmi. Skoro ktoś chce z Tobą spędzić życie, to Ty powiannaś być najważniejsza. Matka go wychowała. Ale ten dług spłaca zakładając własną rodzinę.
Dochodzi jego czepilalstwo, czy on jest perfekcjonista i niczego nie można mu zarzucić, niczego nie robi źle? Nie, więc dlaczego do Ciebie o byle co ma pretensje?

20

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Z każdym problemem zwracał się do niej i do mnie. Ostatnio kilkakrotnie bywało tak, że rozmawiali już nie przy mnie (telefonicznie) a poza mną, gdy mnie zwyczajnie nie było obok, a o co wychodziło później, gdy coś mówił.
Przeraża mnie właśnie układ mama przyjaciółka i on. Wszystko razem zebrane do kupy - ona + problemy wykończyły mnie.
A co do czepialstwa, niestety, nie jest... Przestałam układać jego rzeczy, bo sam potrafił lepiej, skoro zwracał uwagę, niestety nie robił z nimi nic i tak sobie leżały i leżały....

martinez napisał/a:

Dobrze zrobiłaś, że odeszłaś. Jego zachowanie natomiast mnie zastanawia. Dlaczego matka jest jego przyjaciółką? O czym on jej opowiada? Co najmniej dziwny układ sobie wytworzyli i jeszcze to stwierdzenie "psujesz relacje naszej trójki', co to ma znaczyć? Jeśli się wiąże z Tobą i planuje z Tobą załóżyć rodzinę, to Ty powinnaś być na pierwszym miejscu a nie matka. Jakkolwiek to zabrzmi. Skoro ktoś chce z Tobą spędzić życie, to Ty powiannaś być najważniejsza. Matka go wychowała. Ale ten dług spłaca zakładając własną rodzinę.
Dochodzi jego czepilalstwo, czy on jest perfekcjonista i niczego nie można mu zarzucić, niczego nie robi źle? Nie, więc dlaczego do Ciebie o byle co ma pretensje?

21

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.
koniczynka957 napisał/a:

Błędem z mojej strony było to, że na jego furie reagowałam tak samo, mówiłam o odwołaniu ślubu, odejściu, płakałam, lękałam się, nie mogłam znaleźć rozwiązania, nie chciałam uciekać, niszczyć wszystkiego, ale tak własnie reagowałam na to co wyprawiał.

koniczyna, czego nie chciałaś niszczyć?
Przecież to co o nim piszesz - jego reakcje i zachowania to jawne obrazy agresji... naturalne, że przy długotrwale utrzymującym się poziomie stresu zaczęłaś się obawiać, miałaś napady lęku i płaczu. Jeszcze trochę a wpędził by Cię w depresję.

22

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Do tej pory nie mogę uwierzyć, że to wszystko miało miejsce w ogóle.
Ochłonęłam, czuję się spokojna, chociaż nie wiem czy to aby nie cisza przed burzą...
Popatrzyłam na wszystko z boku, coś zrozumiałam.
Najgorsze były również te szantaże emocjonalne i ciągła szarpanina słowna i dosłowna, bo za każdym razem w kłótni mówił, że musi wyjść, że już go więcej nie zobacze, że nikt go nie zobaczy... To było straszliwe, ze strachu o niego zatrzymywałam go, szarpaliśmy się wręcz, żeby tylko nie wyszedł.. Nie wierzę, że doprowadził do tego, że nawet ja już świrowałam sad

alfaalfa napisał/a:
koniczynka957 napisał/a:

Błędem z mojej strony było to, że na jego furie reagowałam tak samo, mówiłam o odwołaniu ślubu, odejściu, płakałam, lękałam się, nie mogłam znaleźć rozwiązania, nie chciałam uciekać, niszczyć wszystkiego, ale tak własnie reagowałam na to co wyprawiał.

koniczyna, czego nie chciałaś niszczyć?
Przecież to co o nim piszesz - jego reakcje i zachowania to jawne obrazy agresji... naturalne, że przy długotrwale utrzymującym się poziomie stresu zaczęłaś się obawiać, miałaś napady lęku i płaczu. Jeszcze trochę a wpędził by Cię w depresję.

23

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

A daj Ty sobie z nim i nimi wszystkimi spokój. U mnie było podobnie.
Nie naprawisz ich, ani on i oni nie zmienią się dla Ciebie.

Jesteś zbyt poukładana, zbyt troskliwa, zbyt mądra, zbyt chętna do budowania zdrowych relacji, budowania domu na miłości, bezpieczeństwie i szacunku, żeby to wszystko tolerować i przestawić swoje życie na takie tory. Ten facet nie da Ci poczucia bezpieczeństwa, gruntu pod nogami, spokoju, czy szacunku.

Zastanów się czy właśnie tak chcesz spędzić swoje życie - z takim człowiekiem, z taką rodziną.
Nie odpowiada Ci to, więc tego nie tolerujesz - a to się nie zmieni - będzie tylko gorzej.

Jeśli mówisz, ze mimo wszystko go kochasz to zastanów się czy potrzebujesz takiej miłości.

Moim zdaniem bardzo mądrze postąpiłaś. Zastanawiam się tylko po co wróciłaś po pierścionek? wink

24

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Pierścionek zabrałam ze sobą w momencie, gdy zabrałam część rzeczy.
Nie chciałam chyba jeszcze bardziej pogarszać sytuacji, bałam się o niego, w końcu mówił, że sobie coś zrobi,

To wszystko było straszne, najgorsze jest to, że czułam się źle w tym wszystkim, straciłam poczucie własnej wartości, przez to często byłam zazdrosna, czy chodziłam zwyczajnie podenerwowana, smutna. Też nieraz reagowałam wybuchowo, broniłam swoich przekonań, wartości, nie dałam sobie wejść na głowe, byłam uparta, czasem pyskowałam, ale nie dało się inaczej. On wyzwolił we mnie wszystko to co najlepsze, ale i wszystko to co najgorsze.

Boję się konfrontacji strasznie, w końcu część rzeczy została u niego.

kopi napisał/a:

A daj Ty sobie z nim i nimi wszystkimi spokój. U mnie było podobnie.
Nie naprawisz ich, ani on i oni nie zmienią się dla Ciebie.

Jesteś zbyt poukładana, zbyt troskliwa, zbyt mądra, zbyt chętna do budowania zdrowych relacji, budowania domu na miłości, bezpieczeństwie i szacunku, żeby to wszystko tolerować i przestawić swoje życie na takie tory. Ten facet nie da Ci poczucia bezpieczeństwa, gruntu pod nogami, spokoju, czy szacunku.

Zastanów się czy właśnie tak chcesz spędzić swoje życie - z takim człowiekiem, z taką rodziną.
Nie odpowiada Ci to, więc tego nie tolerujesz - a to się nie zmieni - będzie tylko gorzej.

Jeśli mówisz, ze mimo wszystko go kochasz to zastanów się czy potrzebujesz takiej miłości.

Moim zdaniem bardzo mądrze postąpiłaś. Zastanawiam się tylko po co wróciłaś po pierścionek? wink

25

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.
koniczynka957 napisał/a:

Nie chciałam chyba jeszcze bardziej pogarszać sytuacji, bałam się o niego, w końcu mówił, że sobie coś zrobi.

Nie bój się. Nic sobie nie zrobi - nie ten typ. Po prostu zastraszał Cię, stosował szantaż emocjonalny, terroryzował.
Pamiętaj, że nawet jeśli zrobiłby sobie coś to nie Twoja wina. Nie ma tu żadnej Twojej winy. Widocznie tyle chciał żyć, tyle było mu pisane.
Ty walczysz o siebie a nie jakieś chore relacje, człowieka, który ewidentnie ma ogromne problemy zarówno emocjonalne jak i chyba psychiczne - na to wychodzi.


koniczynka957 napisał/a:

To wszystko było straszne;
czułam się źle w tym wszystkim;
straciłam poczucie własnej wartości;
często byłam zazdrosna;
chodziłam zwyczajnie podenerwowana, smutna;
reagowałam wybuchowo;
On wyzwolił we mnie wszystko to co co najgorsze.

Celowo wycięłam, niektóre słowa.
Przeczytaj to co sama napisałaś, co sama czujesz, co sama mówisz, co sama wiesz.
Zastanów się czy chcesz tak żyć, czy chcesz walczyć o cokolwiek z tym człowiekiem.


koniczynka957 napisał/a:

Boję się konfrontacji strasznie, w końcu część rzeczy została u niego.

Pomyśl czy ktoś nie mógłby Ci pomóc. Pójść i zabrać Twoje rzeczy, albo towarzyszyć Ci w powrocie tam.
Jestem przekonana, że masz kogoś zaufanego, z kim czujesz się bezpiecznie i kto z pewnością Ci pomoże.
Ja znalazłam taką osobę i było mi o wiele łatwiej. Nie musiałam tam nawet wracać.

Wierzę, że Ci się uda. Zabierz swoje wszystkie rzeczy i zacznij odbudowywać swoje poczucie wartości, bo jesteś warta większych rzeczy niżeli ten facet może Ci dać.

26

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

a może spróbować pomóc najpierw jemu? jemu potrzebny jest terapeuta, a gdybyś przy min była, byłoby mu łatwiej... z tego co piszesz to wygląda, jakbyście się kochali, ale troszkę pogubili. zostawienie go bez pomocy może być dla niego bardzo trudne. spróbuj go namówić na terapię, jeśli nie będzie chciał pomocy, to nie ma tam dla Ciebie miejsca.... takie moje zdanie.

27

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Chciałabym walczyć, nauczyć go tego, że nie wolno się poddawać, ale czy rzeczywiście powinnam?
Miotam się i sama nie wiem ile jestem w stanie jeszcze znieść. Serce mówi jedno, rozum mówi drugie.
Nie da się przestać kochać z dnia na dzień. Najgorsze jest to, że po tych paru dniach bycia u rodziców czuje, ze dom mam tylko jeden - wszędzie tam gdzie jest on. Wiem, że potrzebuje pomocy, nie chciałam odchodzić, odtrącać go, ale przerosły mnie te kłótnie, ta jego impulsywność, matka, chociaż dziś tak sobie myślę, że za dużo w tym wszystkim było innych, a za mało nas.



malutka91 napisał/a:

a może spróbować pomóc najpierw jemu? jemu potrzebny jest terapeuta, a gdybyś przy min była, byłoby mu łatwiej... z tego co piszesz to wygląda, jakbyście się kochali, ale troszkę pogubili. zostawienie go bez pomocy może być dla niego bardzo trudne. spróbuj go namówić na terapię, jeśli nie będzie chciał pomocy, to nie ma tam dla Ciebie miejsca.... takie moje zdanie.

28

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Zastraszanie??? On z pewnością ma problemy ze sobą i ratuj się póki możesz. Doskonale wiem co mówię, miałam podobny problem. Reszta to dodatek...

29

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.
malutka91 napisał/a:

a może spróbować pomóc najpierw jemu? jemu potrzebny jest terapeuta, a gdybyś przy min była, byłoby mu łatwiej... z tego co piszesz to wygląda, jakbyście się kochali, ale troszkę pogubili. zostawienie go bez pomocy może być dla niego bardzo trudne. spróbuj go namówić na terapię, jeśli nie będzie chciał pomocy, to nie ma tam dla Ciebie miejsca.... takie moje zdanie.

No tak - i niech zbawi jeszcze świat...

Jak ma pomóc jemu jeśli sama sobie najpierw nie pomoże? Jak uczą na różnych zajęciach o ratowaniu innych?
Najpierw zadbaj o swoje bezpieczeństwo, o swoje zdrowie - kiedy to zrobisz możesz ratować i pomagać innym. Jeśli w chwili zagrożenia zaczniesz ratować innych - zginiesz i Ty i inni.

Nie ma takich możliwości żeby mu pomóc. On sam nie chce tej pomocy. Gdyby chciał to już dawno poprosiłby o nią, robiłby cokolwiek w tej kwestii. Ona była przy nim, trwała... i co? I nic z tego nie wyszło. Nie łudź się, że im dłużej będzie trwała przy nim to będzie lepiej. Bzdura. I namawianie do terapii osoby, która nie chce tego, nie czuje jej potrzeby jest największym błędem.

Pomoże jemu i sobie jeśli od niego odejdzie. To będzie dojrzała decyzja. Może i się kochają, ale kompletnie nie pasują do siebie. To nie jest facet dla niej. I czas zadbać o siebie.

30 Ostatnio edytowany przez koniczynka957 (2013-03-10 23:56:06)

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

x

31 Ostatnio edytowany przez koniczynka957 (2013-03-10 23:56:17)

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

x

32

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

To zależy co chcesz zrobić? Przetrwać kryzys i do niego wrócić czy przetrwać kryzys i odejść na stałe...? Tak jak napisał ktoś wyżej, jeżeli On się nie zdecyduje na terapię oraz na zmniejszenie kontaktów z matką, bo tak żyć się nie da, w trójkę, Ty, On i Jego mama to ja bym podziękowała, bo jeśli On nie pójdzie na takie kompromisy tzn. że dla niego takie zachowanie jest ok...i że jest to normalne, a nie jest.

33 Ostatnio edytowany przez koniczynka957 (2013-03-10 23:56:25)

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

x

34

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Ale rozmawiałaś z nim o tym? że chcesz aby dokładnie to i to się w waszym życiu zmieniło? Potraficie normalnie rozmawiać czy każda wasza próba kończy się szantażem emocjonalnym z jego strony? Wasza złością na siebie? Bo może musicie zacząć od nauczenia słuchania się nawzajem  i poszukania kompromisu? Dobrze, on nie walczy ale czego Ty chcesz?? Jak chcesz to rozwiązać?

35 Ostatnio edytowany przez koniczynka957 (2013-03-10 23:56:38)

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

x

36

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.
koniczynka957 napisał/a:

Co z rzeczami dziewczyny? Nie mam kluczy, oddałam, bo mieliśmy tylko jedne, nie wiem czy wrócił do swojego miasta rodzinnego, do domu, czy może do mieszkania. Pracuje tutaj, mieszka 200km dalej. Powiedział kiedyś, że jeśli się rozstaniemy rzuci prace i wróci do domu, do rodziców. Co ja mam z tym wszystkim zrobić? Wysłał mi życzenia na dzień kobiet - jedno proste zdanie, napisałam tylko dziękuje, dziś pękłam i sama złożyłam mu życzenia, choć chyba nie powinnam, bo nawet nie wiedziałam, że jest taki dzień jak dzień mężczyzn, wymiękłam na chwile, odpowiedział mi dokładnie to samo co ja jemu, podziękował. Co robić? Zaczynam dziś tęsknić za tym co do tej pory było dla mnie domem.... wiedziałam, że kryzys nadejdzie. Jak go przetrwać?

Koniczynka957 zdarzają się takie cuda, że mężczyźni faktycznie zmieniają się dla kobiet, ale jaką masz pewność, że twój facet zmieni się właśnie dla ciebie? Wiesz, takie związki niszczą powoli, jak ukryty zabójca. Wiesz u mnie w domu było trudno, problemy z alkoholem. Lata wyrządziły ogromne spustoszenie.
Dziś jest dobrze, ale ja już jestem DDA i tego nie zmienię.
Gdyby twój facet chciał się zmienić, to zrobiłby wszystko aby to zrobić. Tak mi się bynajmniej wydaje. Możesz go błagać na kolanach aby poszedł na terapię, ale co to da jeżeli on sam tak naprawdę w głębi duszy nie będzie miał takiej potrzeby. Naprawdę ja doskonale rozumiem jak tobie na nim zależy, jak chcesz mu pomóc, to możesz powiedzieć żeby poszedł na terapię, ale nie pójdziesz tam za niego. Ja za nic w świecie nie mogłam przekonać faceta do terapii, dziś jestem sama.

37 Ostatnio edytowany przez koniczynka957 (2013-03-10 23:56:53)

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

x

38

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.
koniczynka957 napisał/a:

Więc co tu zrobić? Część rzeczy została.... Odezwać się, poczekać na jego ruch? Kompletnie nie wiem, a coś trzeba postanowić. Zaliczki powpłacane, wszyscy wiedza o ślubie. Guzik obchodzi mnie zdanie innych, ale trzeba jednak ustalić co dalej.

Powiem tak. Moje życie jest bardzo popaprane. Chciałam zerwać zaręczyny tydzień przed ślubem. Ale zaczęły się gadki typu, że już goście zaproszeni, że to tylko stres przed ślubem, że zaliczki powpłacane.
Dziś jestem rozwódką. I po co mi to było?

39

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Dla mnie bez rozmowy się nie obędzie...jakakolwiek będzie decyzja, czy się rozstajecie, czy ratujecie. Ja Ci radzę pojechać, pakować się. Nie odzywać się, nie zaczynać rozmowy, położyć gdzieś pierścionek. Niech zobaczy, że to nie są przelewki, jeżeli wtedy nie wykaże chęci rozmowy, poprawy to po prostu zabierz rzeczy i wyjdź.

40 Ostatnio edytowany przez koniczynka957 (2013-03-10 23:57:02)

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

x

41 Ostatnio edytowany przez S.. (2013-03-10 22:19:13)

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Jeśli nie jesteś gotowa to się na razie nie odzywaj. Poczekaj. Zobaczysz jak to się rozwinie.

Może jak zatęskni, Ciebie zabraknie, to przejrzy na oczy. Ale wiesz, że porozmawiać i tak będziecie musieli.

42 Ostatnio edytowany przez koniczynka957 (2013-03-10 23:57:32)

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

x

43

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Z tego co ja widzę to nie ślub jest tutaj przeszkodą...tylko jego charakter i kontakty z matką. Ktoś kto stosuje taki szantaż emocjonalny jak On..powinien na prawdę porozmawiać ze specjalistą...tak normalni ludzie się nie zachowują, rozumiesz?

44 Ostatnio edytowany przez koniczynka957 (2013-03-10 23:57:11)

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

x

45

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Tak ja wiem, że w końcu odważyłaś się na ten krok. Ale post wyżej już go tłumaczysz, myślisz, mówisz, że to przez ślub i chcesz być z nim nawet bez papierka...nie o to tu chodzi..musisz zobaczyć, że On musi coś ze sobą zrobić inaczej Twoje życie będzie z roku na rok coraz gorsze, a Ty będziesz nieszczęśliwa...na razie odpuść...spędź parę dni z daleka, złap oddech...pomyśl obiektywnie. Czy to jest życie w którym widzisz się w przyszłości??

46 Ostatnio edytowany przez koniczynka957 (2013-03-10 23:57:19)

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

x

47

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

No i to jest bardzo nie dobre dla Ciebie. Tym bardziej, widzę, że ta druga twarz dominuje. Wiem, że jest Ci ciężko ale nie możesz pozwolić na to żeby jakikolwiek mężczyzna Cię tak traktował. Albo On będzie ciężko pracował nad sobą...i to z pomocą specjalisty albo nic z tego nie widzę. Musicie o tym porozmawiać...ale na razie nie odzywaj się do niego. Niech emocje opadną..wtedy ustalicie co i jak.

48

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

za duzo wiadomosci, wiec co niewiele rozumiem, ty jestes u rodzicow? nie uwazasz ze za wiele sie miedzy wami wydarzylo?
jestem pewna ze musi sie wiele zmienic w waszym zwiazku aby sie udalo
problemy ktore ja zauwazam
-agresja
-manipulacja
-nieodcieta pepowina z mamusia
...

49

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Ja rozumiem, że to jest jego mama. Z mamą wielu z nas ma bliskie kontakty. Kochamy nasze mamy. Ale są rzeczy o których się z mamą nie rozmawia. Kiedyś swojej powiedziałem, mamo, sam wybrałem sobie szkołę średnią, sam wybrałem sobie studia. Żonę też sobie sam wybiorę, bo to z nią spędzę resztę swojego życia, a nie z Tobą. I zadziałało.
On ewidentnie nie wiedział, gdzie leży granica. Kiedyś mama odejdzie i z kim będzie wtedy rozmawiał, kogo się radził?
Co do terapeuty i pomagania mu?powinnaś myśleć teraz przede wszystkim o sobie. Straciłaś wiele zdrowia jak mi się wydaję. Widzisz, Ty teraz myślisz o nim, że jemu potrzebna pomoc, że masz tylko jeden dom, że nie przestałaś kochać. A co on mówi? Mogę się mylić, ale matka już zapewne mu powiedziała co myśli o Twoim zachowaniu i co tym samym on ma o tym myśleć.
Jeśli się rozstaniecie, to rzuci pracę i wróci do rodziców. Czy to jest dojrzała decyzja? I co, w domu schroni się przed wszystkimi problemami, nic mu nie będzie grozić, wszystko się samo ułoży, tak? On chyba nigdy nie odciął pępowiny od rodzinnego domu.
Właśnie nie możesz się przełamać. Albo inaczej. On się raczej nie zmieni. Dalej będzie układ z jego matka, która wszystko wie, która jest przyjaciółką, której zdanie liczy się bardziej niż Twoje. Więc jak chcesz wracać, to nie wracasz do niego, a do nich. Pamiętaj o tym. WRACASZ DO NICH. Chciałaś wyjść z niego, jego matka jest Ci do szczęścia nie potrzebna. Ślub niczego nie zmieni w jego zachowaniu, a mam obawy, że jeszcze się pogorszy Twoja sytuacja, zdrowie, Twoje zdanie nie będzie się liczyć.
Jak pisze onaona, masz jeszcze czas na decyzję. Ale nie ma większego sensu tkwienie w tym i łudzenie się, że ślub coś nagle zmieni. Daj sobie kilka dni a po rzeczy nie jedź sama, będziesz czuła się bezpieczniej i pewniej.
Żeby coś z tego było, to on musi chcieć, Ty sama nic nie zdziałasz. Tu jest potrzebna wola obu stron.

50

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

koniczynka957 co się stało, że usunęłaś wszystkie swoje posty?

Rozumiemy, że ciężko Ci jest to wszystko przyjąć i zrozumieć, ale prosiłaś o radę - i z obiektywnego punktu widzenia tak to wszystko wygląda.
Na razie jesteś ustawiona na niego - jego potrzeby, jego pomoc, jego zdrowie, jego szczęście, jego..., jego..., jego...

Naprawdę zastanów się gdzie TY jesteś w tym wszystkim.

Powodzenia życzę, sił i wytrwałości.

51

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Ciężko, bo dziś pękłam i rano zadzwoniłam do niego, odebrał, powiedziałam co czuję, że trzeba coś ustalić, że w mieszkaniu zostały moje rzeczy i wiele spraw, które należy omówić. Zaproponował spotkanie na dziś... Jednak po 2h dostałam smsa, że nie możemy się spotkać, bo nie przemyślał jeszcze niczego, ma mętlik w głowie i nie wiedziałby co ma mi powiedzieć...


kopi napisał/a:

koniczynka957 co się stało, że usunęłaś wszystkie swoje posty?

Rozumiemy, że ciężko Ci jest to wszystko przyjąć i zrozumieć, ale prosiłaś o radę - i z obiektywnego punktu widzenia tak to wszystko wygląda.
Na razie jesteś ustawiona na niego - jego potrzeby, jego pomoc, jego zdrowie, jego szczęście, jego..., jego..., jego...

Naprawdę zastanów się gdzie TY jesteś w tym wszystkim.

Powodzenia życzę, sił i wytrwałości.

52

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Sama widzisz... ucieka od odpowiedzialności.

Naprawdę zastanów się czy jest jeszcze o czym z nim dyskutować, czy widzisz z nim swoją przyszłość, ze właśnie tak chciałabyś żyć. A jeśli jest o czym rozmawiać to postaraj się w trakcie rozmowy zachować siebie - myśl i mów o sobie, o swoich uczuciach.

Wierzę, że jesteś silną kobietą i nawet jeśli miałabyś sama wycofywać wszelkie Wasze plany, miałabyś sama wrócić po swoje rzeczy to dasz radę.

Uwierz mi, że dasz radę - też wydawało mi się, że nie dam rady sama, że to wszystko mnie przerasta, ale coś we mnie pękło, wzięłam się za siebie, bez sentymentów zakończyłam wszystko, zamknęłam wspólne sprawy, plany - byłam zaprogramowana na siebie, na swoją przyszłość i na swój lepszy następny dzień. Tylko przy zabraniu swoich rzeczy poprosiłam o pomoc zaufaną osobę, bo bałam się właśnie, że zacząłby mnie znowu przegadywać.

Pobolało, ale teraz mam święty spokój. Nikt mnie nie zastrasza, nikt na mnie nie wrzeszczy - cisza, spokój... Naprawdę - warto.
Przynajmniej wiem jakiego partnera na pewno nie chciałabym mieć wink

53

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Zaczynam się obwiniać, może to wszystko ja zniszczyłam? Może za często po kłótniach mówiłam o tym, że nie dam mu się skrzywdzić, że nie chcę tego ślubu, że muszę się wyprowadzić. Mam do siebie żal, bo sama nie jestem bez winy. W dzien przed tym, gdy zabralam rzeczy oddałam mu pierscionek, pogodzilismy sie pozniej, ale sami wiecie co sie dalej działo....
Zasnelam wtulona w niego, ale też wykończona tymi wszystkimi sytuacjami, rano znów zaczeła się afera, nie mogłam poradzić sobie ze wszystkim, wstałam z popuchnietymi oczami, musialam w koncu cos z tym wszystkim zrobic, chcialam uciec sad Sama moge wyjsc na rozchwiana emocjonalnie osobe, bo naprawde na wieczor przed tym co zrobilam oddalam pierscionek,dzialalam w nerwach jednak, w leku, w smutku. Ja naprawde chcialam byc jego żoną, ale bałam się, moja bezsilnosc okazywalam mowiac o tym, ze odejde, o tym, ze nie chce slubu, placzac prosilam abysmy go odwolali. Moze sama przesadzalam sad ale naprawde bylo mi strasznie ciezko. Moze mam za swoje, ze on teraz ma mnie juz gdzieś.

54

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Ten człowiek Cię niszczy, nie widzisz tego?
Jeżeli on chce coś zmienić to spróbuj, ale z tego co czytam, to on nie chce, jedyne co robi to zrzuca całą winę na Ciebie.
A Ty zaczynasz w to wierzyć.
Niedobrze.
Pomyśl o przyszłości, on się raczej nie zmieni (chociaż cuda się zdarzają), chcesz aby Twoje dzieci patrzyły na to wszystko?
Cokolwiek postanowisz odwołaj na razie ślub.

55

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.
Anik38 napisał/a:

Ten człowiek Cię niszczy, nie widzisz tego?
Jeżeli on chce coś zmienić to spróbuj, ale z tego co czytam, to on nie chce, jedyne co robi to zrzuca całą winę na Ciebie.
A Ty zaczynasz w to wierzyć.
Niedobrze.
Pomyśl o przyszłości, on się raczej nie zmieni (chociaż cuda się zdarzają), chcesz aby Twoje dzieci patrzyły na to wszystko?
Cokolwiek postanowisz odwołaj na razie ślub.

Zgadzam się w zupełności.

Obawiam się, że zaczynasz kompletnie zatracać siebie.
Wykończył Cię psychicznie, zastosował szantaż emocjonalny i zrzuca winę.
Naprawdę wygląda to wszystko niedobrze :-/

Najgorsza rzecz - obwinianie siebie. Jak się zatracisz w tym, to naprawdę wyjście z tego jest bardzo ciężko.

Czy nikomu z otoczenia nie ufasz na tyle żeby pogadać szczerze o tym - jak to wygląda obiektywnie, z boku?

56

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.
koniczynka957 napisał/a:

Zaczynam się obwiniać, może to wszystko ja zniszczyłam? Może za często po kłótniach mówiłam o tym, że nie dam mu się skrzywdzić, że nie chcę tego ślubu, że muszę się wyprowadzić. Mam do siebie żal, bo sama nie jestem bez winy. W dzien przed tym, gdy zabralam rzeczy oddałam mu pierscionek, pogodzilismy sie pozniej, ale sami wiecie co sie dalej działo....
Zasnelam wtulona w niego, ale też wykończona tymi wszystkimi sytuacjami, rano znów zaczeła się afera, nie mogłam poradzić sobie ze wszystkim, wstałam z popuchnietymi oczami, musialam w koncu cos z tym wszystkim zrobic, chcialam uciec sad Sama moge wyjsc na rozchwiana emocjonalnie osobe, bo naprawde na wieczor przed tym co zrobilam oddalam pierscionek,dzialalam w nerwach jednak, w leku, w smutku. Ja naprawde chcialam byc jego żoną, ale bałam się, moja bezsilnosc okazywalam mowiac o tym, ze odejde, o tym, ze nie chce slubu, placzac prosilam abysmy go odwolali. Moze sama przesadzalam sad ale naprawde bylo mi strasznie ciezko. Moze mam za swoje, ze on teraz ma mnie juz gdzieś.

I gdzie jest przyszła szczęśliwa panna młoda? Gdzie ta radość, która powinna ci towarzyszyć? Poczucie szczęścia? Jak na razie, to tutaj widać zgliszcza. Uważaj, bo potem trudno na nowo odbudować własną wartośc. Zachowywałam się identycznie, powtarzam identycznie jak TY w związku. Tez jakby niezrównoważona, też krzyczałam, że moze lepiej się rozstać. Wiesz co? To ja biegałąm do psychologa i do psychiatry, a nie ON. To ja próbowałam, przestań siebie obwiniać, bo to do niczego nie prowadzi!
Teraz polecam te forum (tutaj znajdziesz jak widzisz wiele osób w podobnej sytuacji). Daj sobie czas i wróć do normalnosci.
Jak wyglądały Twoje poprzednie związki? Śmiem przypuszczać, że też były trudne.

57 Ostatnio edytowany przez S.. (2013-03-12 14:52:24)

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Nastąpił u Ciebie etap obwiniania samej siebie za wszystko co się ostatnio stało. "Tak, to ja może do tego wszystkiego się przyczyniłam, to moja wina, sprowokowałam Go, to przeze mnie, może źle zrobiłam, postąpiłam etc." Nie! Nie jesteś niczemu winna, jeżeli teraz wrócisz to pozwolisz sobie na takie traktowanie! On będzie wiedział, że może wszystko, bo tak Cię zmanipuluje po raz kolejny, że będziesz myślała, że to Twoja wina, już zaczynasz tak myśleć! Nie widzisz, że on Tobą manipuluje? Już nie mówię o szantażach, awanturach - to jest nie do przyjęcia. Czasami się zastanawiam dlaczego Kobiety pozwalają sobie na takie traktowanie...nie możesz dać się tak manipulować, Nie jest gotowy na rozmowę? Świetnie...nie pisz do niego , nie dzwoń...chyba, że chcesz mu pokazać, że ma Cię w garści...cholera jasna, Dziewczyno! Powiedz STOP!!!Jak jaśnie pan już będzie chciał się spotkać to wtedy Ty mu powiedz, że teraz to Ty nie wiesz co mu powiedzieć. Zepnij się w sobie i nie pozwól na takie traktowanie...chyba, że chcesz się obudzić za parę lat jako nieszczęśliwa mężatka...Twój los i Twoje życie leży w Twoich rękach nie w Jego. Pamiętaj!

58

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Dziewczyny, naprawdę walczyłam o siebie. Dlatego uciekłam, ciężko było, ale w końcu zebrałam się w sobie.
Nie jestem potworem, nie chce się więc tak czuć, wiem jaka potrafie być.
A moje poprzednie związki - ciężko było mi się zakochać, nie lubiłam rozmieniać się na drobne, gdy czułam, że coś jest nie tak odchodziłam, byłam zakochana, nawet ktoś mnie kiedyś zostawił - pamiętam jak tydzien plakalam, a pozniej zobaczylam go i jak ręką odjął, stałam się silniejsza, wiedziałam czego chce. Teraz, gdy poznałam swojego... (nie wiem jak go nazwać) byłam zdystansowana, ostrozna, zakochalam się jednak, naprawde. Zawsze byłam zdania, że nie wolno pozwolić sobie wejść na głowe, że w miłości nie można być dumnym, ale nie można też pozwolić sobie na to co złe. Zawsze to ja innym doradzałam "pomyśl o sobie dziewczyno" no i co teraz sama z sobą mam? teraz ja potrzebuje pomocy..

59 Ostatnio edytowany przez atinasarz (2013-03-12 15:14:27)

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

koniczynka957 - nie gniewaj się na mnie za co napiszę ale przeczytaj i przemyśl. Nie wychodź za niego jeszcze nie teraz może nigdy, czas ci pokarze ja wiem jedno zastraszanie, szantaż emocjonalny z czasem zabije twoje ja , twoją osobowośc będziesz szczęsliwa gdy go nie będzie a gdy np. będzie miał wracać z pracy zaczniesz irracjonalnie czuć lęk, będziesz nerwowa przestaniesz się uśmiechać i przestaniesz być sobą a będzie coraz gorzej i nagle po latach zaczniesz się zastanawiasz po diabła ci to było. Dlatego przemyśl to bo jak juz powiesz "tak" to będzie bardzo trudno odejść z wielu przyczyn
I jeszcze jedno masz już piewrwsze objawy zachowania które tak dobrze znam "ja też nie jestem bez winy" czy naprawdę tak jest czy tylko umniejszasz jego złe postępowanie biorąc część winy na siebie?

60

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.
atinasarz napisał/a:

koniczynka957 - nie gniewaj się na mnie za co napiszę ale przeczytaj i przemyśl. Nie wychodź za niego jeszcze nie teraz może nigdy, czas ci pokarze ja wiem jedno zastraszanie, szantaż emocjonalny z czasem zabije twoje ja , twoją osobowośc będziesz szczęsliwa gdy go nie będzie a gdy np. będzie miał wracać z pracy zaczniesz irracjonalnie czuć lęk, będziesz nerwowa przestaniesz się uśmiechać i przestaniesz być sobą a będzie coraz gorzej i nagle po latach zaczniesz się zastanawiasz po diabła ci to było. Dlatego przemyśl to bo jak juz powiesz "tak" to będzie bardzo trudno odejść z wielu przyczyn
I jeszcze jedno masz już piewrwsze objawy zachowania które tak dobrze znam "ja też nie jestem bez winy" czy naprawdę tak jest czy tylko umniejszasz jego złe postępowanie biorąc część winy na siebie?

Zgadzam się jak najbardziej. W trudnej relacji przychodzi taki moment, że bez względu na to jak jest - czy dobrze czy źle, kobieta po prostu już nie potrafi się cieszyć, jest trupem emocjonalnym. U mnie np. była taka sytuacja, że kilka razy byłam świadkiem jak partner zachowywał się agresywnie względem synka. Potem już gdzieś w środku tlił się we mnie wielki  lęk, bałam się, że wybuchnie po raz kolejny, nawet jak było dobrze hmm Też ciągle się obwiniam, mimo że minęły 3 m-ce od rozstania. Naprawdę to straszne te poczucie winy, ale jakos żyję z tym, kiedyś minie.

61

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Czy TY chcesz świadomie uprawiać martyrologię?
Twój mężczyzna się nie zmieni, gdyż do tej pory nie wykazuje zainteresowania twoja osobą...
TRójca Przenajświętsza? Czy TY chcesz do tego należeć? JA na twoim miejscu bym wiała najdalej od tego toksycznego układu...
ON potrzebuje leczenia gdyż agresja nie jest zachowaniem oznaczającym "Kotku tak CIę kocham, że mam ochotę porwać CIę na kolację"

Sprawy po ślubie nie staną się łatwiejsze ani prostsze, dlatego odwołaj ślub najszybciej jak potrafisz.

Jesteś KOBIETĄ, a my znosimy bardzo dużo upokorzeń, lecz każda ma swoją granicę. Ratuj się wcześniej niż później.

JEstem jedną z wielu która odeszła od faceta bo nie otrzymała wsparcia, bezpieczeństa, poczucia stabilizacji. Nie pozwól siebie traktować jakbyś była wszystkiemu winna, każdy zasługuje na szczęście. A to szczęście w 90% możesz sama sobie wygenerować tylko odważ się wyjść światu naprzeciw ! Sama możesz być bardziej szczęśliwą niż roztrzęsiona mężatka poddająca się woli TRójcy...

Najpierw musi być trudno żeby potem było lepiej, każda z nas potrzebowała czasu by dojść do ostatecznych postanowień. Wierzę, że wybierzesz mądrze i z korzyścią dla siebie.

DObrze trafiłaś bo to forum potrafi bardzo mocno wspierać i radzić w każdej sprawie!

Daj znać co wybierzesz :*

62

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Trafiłam tutaj, bo nieskromnie powiem - potrzebowałam pomocy. To wszystko jest naprawdę bardzo trudne.
Dwa uczucia, które po tych kilku dniach mną zawładnęły: rozsądek + tęsknota. Oba targają mną na wszystkie strony, a on? Odkąd się poznaliśmy dzwonił codziennie, pisał ciągle, nawet, gdy zamieszkaliśmy razem kontaktował się ze mną w pracy. Nie wiem czy to kara, czy może gra? Same ocencie, bo ja tego pojąć niestety nie mogę.
Dzwonić nie zamierzam, zastanawiam się tylko kiedy on sam się odezwie i będę mogła zabrać resztę rzeczy.

63

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Hej!
I jak sie sprawy mają? Czy coś się zmieniło? Jak sie trzymasz? Czy doszłaś juz do ostatecznych wniosków?
Kiedy odbierzesz resztę rzeczy z mieszkania?
Mam nadzieję, ze masz wsparcie ze strony rodziny lub przyjaciół smile

64

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Witajcie, sytuacja rozwiązała się już definitywnie.
Zadzwoniłam do niego w weekend, trzeba bylo przecież coś ustalić, zabrać rzeczy. Przyjechał. Kłóciliśmy się jak nie wiem, już byłam pewna, że chce odejśc, nagle złapał mnie za ręke, mówił, że kocha, że chce zabrać mnie do domu. Nie wiedziałam co zrobić, wahałam się, pomyślałam - pojadę, ostatni raz, przekonam się co będzie. Chciałam podjąc decyzje ostateczną, takiej, której w 100% będę pewna. Zabrałam dosłownie kilka rzeczy, nawet komputera do pracy nie zabrałam... Powiedziałam rodzicom aby dali mi kilka dni, zrozumieli, bo musze przekonać się ostatni raz.

Pojechaliśmy, tulił mnie, całował, mówił, że tęsknił. W mieszkaniu panował okropny bałagan. Czułam się w nim nieswojo, ale patrzyłam, obserwowałam, w duchu powtarzałam sobie, że musze spróbować aby wiedzieć dokładnie czego chcę.

Rozmawialiśmy trochę, poszliśmy spac, miał ochote mnie dotykać, odmówiłam. Dopiero rano doszło między nami do czegoś. Na jednym razie się nie skończyło. Zaraz dowiecie się dlaczego akurat o tym wspominam (prawdę mówiąc wolałabym zachować to dla siebie). Pół dnia w łózku, później kolejne pół na... oglądaniu i szukaniu dla mnie roweru (mówił, że musze koniecznie miec podobny do niego), żebyśmy mogli razem jeździć, oglądaniu planów domów (sam mi to wszystko pokazywał, pytał czy mi się podobają...), wiedział, że podjęłam się nowej pracy, mówił, że będzie mi teraz pomagał w domu, że ja sobie będę mogła spokojnie pracować. Patrzył na mnie i mówił mi, że mnie kocha naprawde i jestem najwazniejsza. Przed wieczorem zebraliśmy się na kolację, później do kina... i wyobraźcie sobie, że kładąc się spać rozbolał go brzuch, zaparzyłam mu miętę, masowałam go aby nie bolało, chciałam mu jeszcze jakoś pomóc. Nagle powiedział "Ty mnie naprawdę kochasz, nie jest to przyzwyczajenie, prawda?" - "no pewnie, że kocham", pocałowałam go, on nagle wstał, usiadł obok na łóżku i powiedział mi, że jestem taka wspaniała, że tyle dla niego robie, a on w głębi siebie czuje, że nie zrobiłby tyle dla mnie (cóż.. wcześniej robił dla mnie i to wiele), byłam w szoku, nagle spytał czy nie chciałabym jechac w poniedziałek do domu (dodam, że we wtorek chciał ze mną wrocic po moje rzeczy, do czego jeszcze nie byłam przekonana) spytalam o co chodzi, więc zaczął, że on nie wie co do mnie czuje, że nie chce abyśmy byli razem, byłam w szoku, bo przecież ściągnął mnie do "domu" abym znów mogła z nim być, mówił, że mnie kocha, kochał się ze mną i nagle zmienił zdanie.... To było potworne, świadomie wrocilam aby sie przekonac no to się przekonałam! Powiem Wam, że wybaczyłam mu te wszystkie kłótnie, ale nigdy  nie wybaczę mu tego ostatniego dnia, tego, że zrównał mnie z ziemią, nie uszanował mnie. Bolał mnie najbardziej fakt, że zbliżał się do mnie, że chciał być blisko (wcześniej często ja inicjowałam bliskość). Poczułam się jak szmata, uderzyłam go w twarz, nazwałałam najgorszymi, nie dlatego, że nie chciał być ze mną, ale dlatego, że tak skrzywdził mnie tym, że mówił, że kocha, kochał się i zmienił zdanie! Powiedziałam aby się leczył, wyobraźcie sobie, że walnął ręką z całej siły 3 razy w futrynę, ręka spuchła, leciała krew, okładałam ją lodem mimo tego co zrobił, chciałam mu pomóc, bo każdemu człowiekowi pomogłabym. Męczyłam się z nim tak całą noc, płakał, później mówił, że wie, że mnie skrzywdził, ze nie chciał tego i więcej krzywd dla mnie nie chce, mówił nawet, że należał mu się ten policzek, że on to rozumie. Wcześniej oczywiscie nie patrzył na to tak, bo mówił, ze wiedział, ze go kiedys uderze (zrobił ze mnie potwora, super! kobietę, która bije!). Dziewczyny nie chciałam go uderzyć, jestem na siebie zła, że to zrobiłam, ale to było silniejsze ode mnie, z szacunku do siebie wymierzyłam ten policzek, bo zranił mnie tym wszystkim tak bardzo, że musiałam bronić siebie jako kobiety, już nie jako narzeczonej, czy przyszłej żony, ale jako kobiety.

Koniec z tym wszystkim. Bez słowa, zaczęłam pakować rzeczy, chciał mi pomóc, odmówiłam, poprosiłam tylko aby odwiozł mnie do domu. Spakowałam wszystko, kwiaty z zaręczyn wyrzuciłam przez balkon, potargałam przy nim nasze zdjęcia, rzuciłam ramką, był zły, mówił, ze nie szanuję pamiątek, pamiętałam tylko o tym, że on nie uszanował mnie jako kobiety. Płakał, że nie chciał tak zrobił, a później znów był surowy i mówił, że postanowił, że musi jak mężczyzna podjac decyzje ostateczna, dla mnie jego wahania i zmiennosc nie czynily z niego mężczyzny.

5 razy wracałam do mieszkania aby znieść swoje rzeczy, nie pozwoliłam mu sobie pomóc, czekał w samochodzie i tylko otwierał mi drzwi. Odwiózł mnie, po drodze płakał, żebym przebaczyła mu to wszystko, przepraszał, mówił, że nie chciał aby się tak stało, powiedziałam, ze wybaczam mu te wszystkie klotnie, ale tego jednego dnia nie wybacze mu nigdy, bo chodzi tutaj już o moją godność jako kobiety. Dojechaliśmy. Wypakowałam torby z samochodu, zadzwoniłam po tatę, prosiłam aby do niego nie wychodził tylko pomógł mi z rzeczami. Zabrałam ostatnią rzecz, powiedziałam żegnaj i to, że to on to zniszczył.. i trzasnęłam drzwiami.

W sumie to wiecie co? Lepiej, że to on zerwał te zaręczyny, skrzywdził mnie, ale teraz wiem, że nie był nic wart!

A! Jeszcze jedno, pierścionka podobno się nie oddaje, bo zwraca się tym samym komuś swoje szczęście, na biżuterii mi nie zależało, wierzcie, ale jak w przesądy nie wierze tak krzyczalam, że mogę oddać mu całą moją miłość do niego, ale SWOJEGO SZCZĘŚCIA MU NIGDY NIE ODDAM!!!!!!

To koniec, dychnę od tego wszystkiego, czuję, że to bardzo boli, boli to, że okazał się NIKIM. Jak zapomnieć? Jak poradzić sobie z tym wszystkim?

65 Ostatnio edytowany przez syntia (2013-03-19 14:27:49)

Odp: Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

JEstem pod wielkim wrażeniem TWOJEJ siły i zdecydowania!

MYślę, że dobrze zrobiłaś próbując się przekonać co tak naprawdę czujesz i czego możesz oczekiwać od niego. PRzynajmiej nie spędzisz połowy życia na zastanawianiu jak by było gdybym jednak spróbowała...

Podjęłaś próbę, niestety okazało się być to wszystko prawdą co napisały osoby na forum...
PRzykro mi, że tak CIę potraktował bo nie zasługujesz na to.

Dodam, że podziwiam to jak sobie poradziłas z nim, przeprowadzka, jesteś silna i mądra. TO była bardzo słuszna decyzaja. JEśli chodzi o policzek to się ch****i należało, za to jak CIę wykorzystał i zwiódł co do joty.

JEsteś wolna, szczęście zależy tylko od CIebie. Zaczynasz nowy etap w życiu, możesz nim pokierować jak tylko chcesz. PRóboj rzeczy których nigdy nie robiłaś, spełniaj swoje marzenia. ZAinwestuj w siebie, bo to zawsze procentuje. Wiem co mówię, bo po rozstaniu miałam masę rzeczy które chciałam zrobić np. Kurs języka niem, fitness, szkoła wizazu, wakacje w rzymie, itd...
Czy masz dobrych, lokalnych przyjaciół? ICh rola w tym momencie jest bardzo ważna. WSparcie bliskich osób pomaga i łatwiej się pozbierać. JEśli tylko masz szansę wychodz, spotykaj się ze znajomymi. Zawsze możesz też pomoc sobie tabletkami ziołowymi ale pamiętaj z umiarem, zawsze to lepszy sen wink

BĘdzie już tylko lepiej, musisz sobie wszystko dobrze poukładać priorytetami i dążyć do tego.


ALe wiesz czego się obawiam? TEgo że on będzie CIę nękał i niepokoił za jakiś czas, gdyż dowie się co stracił ... Dlatego tak ważne jest byś była mocna i silna. MOżliwe że nawet może próbować CIę prowokować swoimi zachowaniami. Uważaj na siebie, gdyż ten facet naprawdę potrzebuje pomocy specjalisty.

Trzymaj się ciepło i wierzę, że wszystko się u Ciebie powoli ułoży wink

Posty [ 1 do 65 z 74 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Odeszłam od niego na pare miesięcy przed ślubem.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026