netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Brak wyjaśnień

31 odpowiedzi5 256 wyświetleńzałożony przez Sagi, 08.03.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 32 ]

1 Ostatnio edytowany przez Sagi (2013-03-08 12:39:04)

Temat: Brak wyjaśnień

Tyle radziłem Scoobiemu, żeby się nie odzywał do byłej, aż sam znalazłem się w podobnej sytuacji i nie wiem co robić. W skrócie:

Byłem z dziewczyną prawie półtorej roku. Początki były super. Od dość długiego czasu jednak kłociliśmy się o pierdoły. Było dużo zazrości. Z mojej i jej strony. Często mówiliśmy sobie, że musimy sie ogarnac, zmienic. Ale nic nie robiliśmy w tym kierunku. Jakoś pod koniec grudnia 2012 stwierdziłem, że na prawdę muszę się ogarnąć bo prawie rozwaliłem nam wyjazd na sylwestra. Czytam o zazdrości, pracowałem nad sobą. Gdy coś mnie denerwowało nie mówiłem o tym. Dziewczyna wiedziała, że nad tym pracuje. No ale niestety z jej strony nic, a przynajmniej nic nie mówiła. Dalej wypominała mi różne rzeczy (a na prawde wypominalismy sobie głupoty typu lajk na fejsie), tłumaczyłem jej wtedy, że przecież też tak robi, i nic jej nie mówie.. Ale nie docierało. Po którejś kłotni przestalismy sie tak często widywac, a gdy już sie widzieliśmy to max godzinka, i była strasznie oschła.. Powiedziałem jej o tym, przytakneła i powiedziała że to przez te kłótnie, ale że się ogarnie wszystko. Gdy dalej to trwało w końcu uznałem, że dam jej czas. Że może ją przytłaczają te spotkania (mimo że były to 2-3 40 min. spotkania w tygodniu). Zapierała się nogami i rękami że 'co ty za głupoty gadasz, przestań, nic się nie dzieje'. Aż sama powiedziała, że może to dobry pomysł.. Urwaliśmy kontakt na dosłownie jeden dzień, i lajkła zdjęcie chłopaka z którym się kiedyś spotykała. Wiem, jak to głupio brzmi... Ale przez jej oschłość, przerwe którą chciała i w ogole, zacząłem myśleć, że jest ktoś trzeci. Bez namysłu polubilem zdjęcie koleżanki z liceum, której ona nie trawi. Od razu telefon jaki jestem podły itp.. Tłumaczyłem, że przecież to jest to samo i nie obrażam jej tak jak ona mnie.. Nic. Chciałem spotkania, nie chciała. Ale miała coś mojego, więc zażądałem zwrotu byle sie spotkać. Na spotkaniu jeszcze raz tłumaczyłem.. Nic nie docierało. Przytuliłem ją, powiedziałem że nie zmusze jej siłą żeby ze mna chciała być.. i odeszła.

Następnego dnia napisałem na spokojnie kartke, żeby wiedzieć co powiedzieć (często w złości plącze mi się język). Zadzwoniłem, powiedziałem. Między innymi tłumaczenie, że nie możemy o takie pierdoły sie klocic, tymbardziej że ja już o nie się nie awanturuje.. Była raczej zadowolona z telefonu, powiedziała że wszystko jakoś się ułoży. Ale nie odezwała się. Przy kolejnym telefonie powiedziałem, że musimy zawalczyć ale tym razem na prawde pracować nad sobą, że ja już to robie tyle czasu i czeum ona też nie może? Usłyszałem że 'ja nie wiem czy chce z tobą jeszcze być'. Zabolało, powiedziałem że rozumiem. I żeby się nie zastanawiała i nie dzwoniła, bo skoro dla niej ciężko jest zwalczanie złej cechy, która psuje związek to nie ma to sensu. Od tamtej pory cisza. Wczoraj nie wytrzymałem, napisałem sms'a z pytaniem co się stało z całym jej uczuciem. Zero odpowiedzi.

Nie chce wyjść na jakiegoś desperata, natręta, wariata.. Po prostu nie jestem w stanie przestać o niej myśleć nie wiedząc co tak na prawdę się stało. Rozumiem - miała dość kłotni. Ale dlaczego nie chciała nawet spróbować wyeliminować ich źródła - chorej zazdrości?

Po co były te wszystkie teksty o wspólnym mieszkaniu, przyszłości? Nawet moją specjalizacje na studiach ustalałem z nią, żeby była praca w miejscu do którego chcieliśmy się przeprowadzić.. Mówiła, że zrobi dla mnie wszystko.. a gdy przyszło co do czego nie była w stanie zrobić czegoś co w związku jest podstawą? Czyli praca nad sobą i nad dobrem obojga?

Czuje ogromny żal, że po wszystkim co przeszliśmy, w jej oczach nie jestem wart rozmowy i wyjaśnień..

[Edit] Miało być w skrócie a wyszła cegiełka.. wybaczcie : P

2

Odp: Brak wyjaśnień

Sagi

Miałam podobnie jak Ty, wspólna przyszłość, mieszkanie, ślub, imiona dla dzieci. I się rozpadło po 3 latach dokładnie pół roku temu.
Jest ciężko...i Tobie też będzie ciężko. U mnie też były kłotnie hardcorowe o głupoty, zazdrość...wiele emocji..tych dobrych jak i złych. Bardzo burzliwy związek.

Może dla niej na wyjaśnienia jest za wcześnie? Dlatego milczy? Może ją to wszystko też boli i nie wie na razie co zadecydować, co Ci powiedzieć jak to zrobić. Napisałeś Jej..na razie się odetnij....ja wiem, że jest to cholernie trudne ALE TYLKO W TEN SPOSÓB masz szanse zyskać, a nie stracić. Uwierz mi...choćby serce Ci miało pęknąć na razie daj jej czas. Jak będziesz już bardzo chciał napisać do niej idź pobiegaj, poćwicz wymęcz się tak, żeby wszystkie emocje opadły. Poczekaj, czas jest Twoim sprzymierzeńcem, pamiętaj o tym.

A co do Scoobiego -  widzisz jak źle to się dla niego skończyło? Ba dalej ciągle się wlecze. Nie rób tak jak on, daj sobie pomóc i słuchaj rad jakie otrzymasz tutaj. Pomogą..uwierz, pomogą.

3

Odp: Brak wyjaśnień

Kurde, ale Scooby chciał wrócić.. Ja już raczej nie chce. Chce o tym zapomnieć, zamknąć te drzwi. Ale dopóki nie będę wiedział o co chodziło, nie dam rady.

4

Odp: Brak wyjaśnień

No to musisz z nią porozmawiać, powiedzieć, że chcesz to zakończyć w normalnych stosunkach i iść dalej.:)

5

Odp: Brak wyjaśnień

Tylko, że na spotkanie się nie zgodzi. W bloku domofon, musiałbym czekać jak wariat aż ktoś otworzy drzwi(zryci sąsiedzi).. a chce to załatwić w 4 oczy

6

Odp: Brak wyjaśnień

A co jeśli ona tego nie potrzebuje? Będziesz musiał iść dalej bez tego...wiem, że to wszystko jest teraz trudne dla Ciebie...ale główka do góry...jeśli Jej nawet na wyjaśnienia nie stać....eh...nie fair w stosunku do Ciebie...jest bardzo nie dojrzała i nie szanuje ani Ciebie ani Twoich uczuć...

7

Odp: Brak wyjaśnień

Nie potrzebuje? Nie interesuje mnie to. JA tego potrzebuje. Raz jedyny bede myslal o sobie w pierwszej kolejnosci

8

Odp: Brak wyjaśnień

no ale jej nie zmusisz przecież...

9 Ostatnio edytowany przez bags (2013-03-08 14:10:25)

Odp: Brak wyjaśnień

Tyle radziłem Scoobiemu, żeby się nie odzywał do byłej, aż sam znalazłem się w podobnej sytuacji i nie wiem co robić.

Tak to bywa, ze chce sie komus pomoc w dobrej wierze i checiach a przychodzi Nasz "zonk" i rozkladamy rece.

A teraz do rzeczy.

Od dość długiego czasu jednak kłociliśmy się o pierdoły. Było dużo zazrości. Z mojej i jej strony. Często mówiliśmy sobie, że musimy sie ogarnac, zmienic. Ale nic nie robiliśmy w tym kierunku.[/b] Jakoś pod koniec grudnia 2012 stwierdziłem, że na prawdę muszę się ogarnąć bo prawie rozwaliłem nam wyjazd na sylwestra. Czytam o zazdrości, pracowałem nad sobą. Gdy coś mnie denerwowało nie mówiłem o tym.

Wiele razy juz to "wypomialem" tu na forum: "zazdrosc to cien milosci a im wiecej cienia tym mniej swiatla"
Co czytales? co robiles i co zmieniles? a przede wszystkim kim i czym sie sugerowales? Bo po tym co piszesz odpowiedz jest prosta: NIA i jej postepowaniem. takie klapki na oczach.
A po drugie... o wszelkich bolaczkach w zwiazku trzeba rozmawiac, o tym ucza od malego w przedszkolach smile

Dziewczyna wiedziała, że nad tym pracuje. No ale niestety z jej strony nic, a przynajmniej nic nie mówiła. Dalej wypominała mi różne rzeczy (a na prawde wypominalismy sobie głupoty typu lajk na fejsie), tłumaczyłem jej wtedy, że przecież też tak robi, i nic jej nie mówie.. Ale nie docierało. Po którejś kłotni przestalismy sie tak często widywac, a gdy już sie widzieliśmy to max godzinka, i była strasznie oschła... Zapierała się nogami i rękami że 'co ty za głupoty gadasz, przestań, nic się nie dzieje'. Aż sama powiedziała, że może to dobry pomysł... Urwaliśmy kontakt na dosłownie jeden dzień, i lajkła zdjęcie chłopaka z którym się kiedyś spotykała. Wiem, jak to głupio brzmi... Ale przez jej oschłość, przerwe którą chciała i w ogole, zacząłem myśleć, że jest ktoś trzeci. Bez namysłu polubilem zdjęcie koleżanki z liceum, której ona nie trawi. Od razu telefon jaki jestem podły itp.. Tłumaczyłem, że przecież to jest to samo i nie obrażam jej tak jak ona mnie.. Nic. Chciałem spotkania, nie chciała. Ale miała coś mojego, więc zażądałem zwrotu byle sie spotkać. Na spotkaniu jeszcze raz tłumaczyłem.. Nic nie docierało. Przytuliłem ją, powiedziałem że nie zmusze jej siłą żeby ze mna chciała być.. i odeszła.

Wypominanie sobie na wzajem... jak to fajnie wyglada i krytykuje cytat: "nie wiem przyjacielu, czy mozna przezwyciezyc wlasne wady, ale na pewno mozna zniechecic sie do wlasnych zalet, zwlaszcza dostrzegajac je u innych".
Jak chcesz do czegos dojsc, to nie krytyka za krytyke, docinkiem za docinke tylko asertywna riposta, ktora ucina wszelkie polemiki i sklania przeciwnika do refleksji. Jesli owy zawodnik nie kuma czaczy i nie potrafi sie zastanowic nad tym, co slyszy... ma problem. ON/Ona nie Ty. Ale to wymaga prob, bledow i doswiadczen, by wiedziec co robic dobrze i jak sie bronic przed ta "sluszna" krytyka. 

'ja nie wiem czy chce z tobą jeszcze być'. Zabolało, powiedziałem że rozumiem. I żeby się nie zastanawiała i nie dzwoniła, bo skoro dla niej ciężko jest zwalczanie złej cechy, która psuje związek to nie ma to sensu. Od tamtej pory cisza. Wczoraj nie wytrzymałem, napisałem sms'a z pytaniem co się stało z całym jej uczuciem. Zero odpowiedzi.[/b]

"Kto nie chce kiedy moze, nie bedzie mogl, kiedy bedzie chcial"
Powiedziales swoje i zostaw ja z tym. Ona tez musi dojrzec do sedna swojej "..." decyzji.
Mowisz, ze w przeciwienstwie do Scoobiego nie chcesz wracac... negatywne emocje Toba targaja i mowisz to, co sam chcesz podswiadomie uslyszec.

Zerwij zupelnie kontakt na jakis czas - nawet miesiac - i poukladaj sobie wszystko na spokojnie, bo potem mozesz zalowac tego, co teraz mowisz, albo kiedys zalowac ze nie zrobiles czegos wtedy - teraz, czego nie bedziesz mogl zrobic w przyszlosci.
Pospiech i emocje to zly doradca...

10

Odp: Brak wyjaśnień

Wiesz bags, racja z tym wypominaniem. Ale ja już jej na prawde na milion sposobów tłumaczyłem, że przecież to nic takiego.. Przez miesiąc mogła sobie chodzic na piwo z kumplem, a jak ja raz wracałem z koleżanką ze studiów dosłownie 5minut - afera.

Okej, byłem u niej w domu, chcialem pogadać i odciąć się od tego. Otwarł jej brat. Za godzine dzwoni ona, mówi że mam nie nachodzić jej mieszkania. Jest z mamą w górach. Mówi, że będzie tylko gorzej po spotkaniu. Że się nie nadaje, że chce być sama, że nie wie co czuje. Że nie chce naprawiać.

Strasznie mi przykro, bo nie zasłużyłem na taki koniec związku. Nawet jej były, który ją podobno zdradzał, dostał rozmowe twarzą w twarz... Czuję się teraz jak śmieć. Pytałem jeszcze po co mówiła o tej przyszłości, mieszkaniu itp.. Powiedziała, że mówiła szczerze.
Mam nadzieję tylko, że będę umiał stworzyć z kimś szczęśliwy związek. Że nie będę porównywał przyszłych dziewczyn do niej, że będę umiał zaufać..

11

Odp: Brak wyjaśnień

Sagi

Rozumiem doskonale co przeżywasz, jak się czujesz i jakie są Twoje obawy. Moje są takie same i boli, boli to, że człowiek, którego kochałeś całym sercem traktuje Cie teraz jak wroga, kogoś złego, nie potrzebnego...jak tak można? Było się z kimś tyle czasu...były ciężkie i piękne chwile...a teraz to tak po prostu nie ma znaczenia...nie ma. Nie dla nich. Ciężko mi też jest to zrozumieć, że komuś komu się mówiło, że kocha, planowanie wspólnej przyszłości tak łatwo przychodzi przekreślenie tego wszystkiego...ja czuję się oszukana i zdradzona emocjonalnie...i teraz nie jestem już pewna niczego, a na pewno nie ludzi.

12

Odp: Brak wyjaśnień

Cóż, pora odzyskać to co przez nią straciłem. Kondycję i znajomych. Zerwałem dla niej znajomość z koleżanką o która była chorobliwie zazdrosna. Bez słowa, powiedziałem jej że koniec znajomości. Jade ją przeprosić, bo cały związek gdzieś w środku czułem że źle ją potraktowałem. A nie lubię kogoś źle traktować.
A co do kondycji to właśnie jestem po treningu, troche endorfin się wydzieliło.. będzie dobrze. Dzięki za słowa otuchy smile

13

Odp: Brak wyjaśnień

Musi być dobrze, ja też w to wierzę;)

14

Odp: Brak wyjaśnień

Wiesz bags, racja z tym wypominaniem. Ale ja już jej na prawde na milion sposobów tłumaczyłem, że przecież to nic takiego.. Przez miesiąc mogła sobie chodzic na piwo z kumplem, a jak ja raz wracałem z koleżanką ze studiów dosłownie 5minut - afera.

No sorry stary ale to jest zaufanie w zwiazku? jej wolno wszystko a Tobe nic? Za dwa slowa z kolezanka masz wietnam w domu? przeciez to jest chore, ale nie dziwie sie... tez ten hardcor mialem i nie szlo tego wyplewic.
Cos mi to pochodzi pod bluszczomanie i toksyczne zapedy sterowania partnerem... "ty zawsze, ty nigdy, bo ty to".

Okej, byłem u niej w domu, chcialem pogadać i odciąć się od tego. Otwarł jej brat. Za godzine dzwoni ona, mówi że mam nie nachodzić jej mieszkania. Jest z mamą w górach. Mówi, że będzie tylko gorzej po spotkaniu. Że się nie nadaje, że chce być sama, że nie wie co czuje. Że nie chce naprawiać.

Szantaz jakby byl ktos trzeci i bala sie ujawnienia... poza tym slawetna metoda 34 krokow i jeden z jej punktow: Nie wierz w nic, co słyszysz i w mniej niż 50% tego, co widzisz. Ona będzie wszystko negowała, ponieważ jest zraniona i przestraszona. bralbym poprawke na jej wypowiedzi pod katem tego punktu.


Jakos z wlasnego doswiadczenia bralbym pod lupe zaufanie moje do niej i jej do mnie... cos ta szczerosc Waszego wspolnego mieszkania ujawnia teraz swoje 2 oblicza.

15

Odp: Brak wyjaśnień

Ja myślę, że ona jeszcze zdobędzie się na rozmowę. Kobiety nie lubią niedopowiedzeń wink

16 Ostatnio edytowany przez Sagi (2013-03-09 13:31:39)

Odp: Brak wyjaśnień

Ktoś trzeci? Cóż, przynajmniej wtedy miałoby to jakiś sens.. A nie rozstanie bo 'nie wiem co czuje'
Chociaż nieźle mi to psyche zniszczy.. bo dla mnie to zdrada zwykła, a nawet gorsza bo psychiczna.

Wiem Bags, że to było chore. Dlatego chciałem to naprawić. A ona nie..

Jeszcze dzień przed tym jak stała się oschła, zadzwoniła do mnie o 4 w nocy żebym przyjechał do jej domu bo chce mnie mieć blisko. Niestety nic nie wyszło bo jej brat się obudził. Nie jest to.. dziwne?

Teraz już wiem przynajmniej, czemu nigdy nie chciała mnie poznać z rodziną. Jej były chodził na rodzinne imprezy, czasem był na urodzinach ciotki albo kogoś nawet jak jej nie było.. A ja poznałem się z nimi bo kiedyś do niej przyjechałem żeby zrobić niespodziankę. I więcej ich nie widziałem.

17

Odp: Brak wyjaśnień

Eh, chyba nigdy w życiu nie czułem się tak wykorzystany..

18

Odp: Brak wyjaśnień

Wczoraj w nocy zadzwoniła. Płakała, że chce wrócić. Powiedziałem jej wszystko co leży mi na sercu. Ale ona chyba nie widzi nadal tego co mi zrobiła. Powiedziałem, że odnowiłem znajomość z koleżanką. Zwyzywała mnie, powiedziała że jestem podły i kazala się pierdolić.
Po co w ogóle znowu się do mnie odezwała? Skoro nadal nie chce zmienić tego co zniszczyło nam związek? Po tym telefonie straciłem całkowitą nadzieje, że ona się zmieni.. Ale jednocześnie już mnie tak nie boli rozstanie. Bo dotarło do mnie, że nie ja tu jestem winny, i że byłem źle traktowany..

19

Odp: Brak wyjaśnień

Nie wiem, czy ktoś w ogole to przeczyta, ale ciąg dalszy:
Po tym, jak dowiedziała się, że odnowiłem kontakt z koleżanką, raz jeszcze chciałem z nią pogadać, ale nie chciała. Powiedziała, że już nie kocha. Później sama się odezwała, spytała co u mnie. Pisała tak, jak dawniej. Używała naszych związkowych 'pseudonimów', ogólnie zachowywała się tak jakby wszystko miało być okej. Chwile pogadałem z nią i zakończyłem temat. Następnego dnia poszedłem na piwo, z ludźmi z liceum i między innymi była tam ta koleżanka, której ona nie trawi. Była też ona, ze swoją przyjaciółką. Chyba chcąc się 'zrewanżować', zadzwoniła po kolegów, i siedziała z nimi. Gdy już wyszedłem z pubu, dostałem od niej podłego esa, z wyzwiskami i że zachowałem się jak cham.. Nie odpisałem. Zaraz do mnie dzwoni. Wyłączyłem telefon. Po godzinie, gdy go włączyłem spowrotem, przyszło kilka smsów, strasznie podłych, nie spodziewałbym się nigdy takich tekstów.. I od tamtej pory cisza, aż do moich urodzin. Jakiś chłopak wrzucił zdjęcie z nią, przytuleni. Strasznie mnie to zabolało, jeszcze w urodziny które obiecała jak to fajnie spędzimy... Napisałem do niej, że mogła chociaż jeden dzień poczekać, że szybko znalazła pocieszenie itp. Wypomniała mi sytuacje z pubu. Zadzwoniłem, powiedziała że z typ chłopakiem nic jej nie łączy. Przeprosiła, że mnie źle potraktowała. I za wszystkie rzeczy jakie wtedy mi napisała. Ale, że zabolało ją to wtedy w pubie. Mówiąc to słyszałem, że łamie się jej głos.. Ale powiedziała, że nie kocha mnie, że już tyle czasu mineło.. Że ułożyła sobie już życie i że kogoś ma. Po miesiącu kogoś ma.. Poczułem się, jakby to wszystko co było między nami nigdy nie było z jej strony prawdzie. Spytałem, czy to przez ta osobę się zwaliło między nami. Obiecała, że nie. Powiedziała, że znała go już wcześniej, ale dopiero po naszym rozstaniu się z nim spotkała.
Powiedziała też, że dla niej definitywnym końcem było, gdy wtedy zjawiłem się w pubie z ta koleżanką.

Sam nie wiem co myśleć, widzę trzy opcje:
-pogubiła się w uczuciu, a ja 'dowaliłem' gdy się zjawiłem z tamta koleżanką
-poznała tego kogoś w trakcie związku i jej namieszał w głowie
-wie, że nie przestaniemy się nigdy kłócić, więc wymyśliła że kogoś ma, żebym dał jej już spokój

Najgorsze jest to, że znam wiele dziewczyn i żadna nigdy nie pasowała mi tak jak ona.. I to chore uczucie - nadzieja - że kiedyś się odezwie, i zrozumie że źle zrobiliśmy, że możemy to naprawic i może nam być cudownie jak przez pierwsze miesiące...

20

Odp: Brak wyjaśnień

Ja mam czwartą opcję - Twoja dziewczyna to pies ogrodnika.
I co Ty na to?

21

Odp: Brak wyjaśnień

Ja opcjonowałbym za wesją drugą z dodatkiem tej czwartej.Takie dwa w jednym jak twix.
Najwyraźniej ten drugi nie do końca spełnia Jej oczekiwania więc trzyma Ciebie jako opcję na wszelki wypadek.

22

Odp: Brak wyjaśnień

Widze, ze musze znowu interweniowac w Twojej sprawie...
Zacznijmy od tego, definicja zwiazku:

Związek dwojga ludzi  to partnerstwo, czyli równe prawa, jeden drugiemu jest partnerem, wsparciem i pomocą. Chodzi o odrobinę wyrozumiałości, a nie dyktowanie komuś co i jak ma mówić, jak się zachować, ubierać, wyglądać, co robić w każdej chwili, a czego nie.
Piękno w tym, aby pozwolić drugiemu człowiekowi w związku być sobą, realizować się i rozwijać swoje dobre strony, dostrzegać w ukochanej osobie jej ogromny ukryty potencjał i to, co w tej osobie kochamy najbardziej. Nie ma co się oszukiwać... dyktatura to nie miłość w pełni dojrzała... a już na pewno nie miłość, którą darzy się ukochaną osobę, to skrzywiona "miłość", ale we własnym kierunku.

Wiec tworzycie/tworzyliscie zwiazek czy dyktatorski uklad? Zdecydowanie to druge a przynajmniej ona.

Otworz oczy kolego na to co sie dzieje i zrozum najwazniejsze sedno sprawy zawarte w tych 4 opcjach awaryjnych z Twojego postu, ktore maja sie nijak do nurtujacego Cie zagadnienia.
Z jednej strony jestes uzalezniony od niej jak od narkotyku - wiele wskazuje na to, ze jest ona osoba toksyczna a poprzez szantaz praktykowany na Tobie, moze miec ona ku temu znaczne zapedy. Bo zerwanie/rozlake odczuwasz - co wnioskuje z Twojego opisu - jak odstawienie narkotyku. Psycholog o takim odczuciu mowi tak:

Toksyczne związki są bardzo uzależniające, są jak narkotyk. Twoja separacja - o ile do niej dojdzie, nawet poprzez czasowe rozstanie -  jest jak odwyk, a na odwyku brakuje Ci tego, co was uzależniło. Ponadto przez cały okres trwania związku Twoje życie było podporządkowane i zorganizowane wokół "szalejących" emocji Twojego partnera. Teraz brakuje Ci po prostu czynnika, który (paradoksalnie) nadawał Twojemu życiu kierunek. Teraz jest czas, żebyś rozpoczął swoje życie na nowo...

Bezsilnosc, idealizacja, poczucie odrzucenia, przyjmowanie na siebie winy za rozpad zwiazku, "spitolenia" pewnch spraw jest dzialaniem toksycznym, destrukcyjnym. Byc moze - swiadomie lub tez nie w takich relacjach byliscie.
Tego na pierwszy rzut oka nie idzie wyczuc jak i sam partner nie ma tej pelnej swiadomosci, ze jest toksykiem lub ma takowe zapedy. To jest objaw, ktory chyba najlepiej pasuje pod pojecie efektu odstawienia jak to ma miejsce z alkoholem czy narkotykami.
Nie jestesmy jedynymi - bo tez to przerabialem, ktorzy to przechodza i tak sie czuja czy tez to odczuwaja.
Odczucia zalamania, gorszej "jakosci" Naszej osobowosci, ktore sa oznaka stania na progu u drzwi zwanych depresja sa jej poczatkowym stadium. Z tym trzeba walczyc, by nie popasc w dlasze, negatywne w skutkach skrajnosci. Jak to mi ktos tu kiedys powiedzial "wyjdziesz z tego z twarza ale skopanym tylkiem", bo:

Toksyczny, oparty na uzależnieniu związek często się rozpada. Mężczyzna, albo nie mogąc znieść ciągłej dominacji kobiety i z chęci odzyskania kontroli nad własnym życiem, albo po tym, jak ją skutecznie upokorzył, odczuwając do niej niechęć i brak szacunku ? odchodzi. Inicjatorką rozstania bywa też kobieta, która nie może już dłużej wytrzymać zadawanych przez mężczyznę cierpień, rozczarowana tym, że jej całkowite poświęcenie się związkowi zostało niedocenione i że jej wysiłki, by partner się zmienił, nie przyniosły żadnych efektów.

Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że po takiej nauczce kobieta, dotknięta syndromem ?kochania za bardzo? zdrowieje - nie ma mężczyzny, to nie ma uzależnienia. Niestety, tak nie jest. Po pierwsze, gdy toksyczny związek się rozpada, cierpienie kobiety trwa nadal. Teraz dopiero przeżywa prawdziwe katusze. Na przemian odczuwa złość, wręcz nienawiść do swojego ex oraz tęsknotę, połączoną z nadzieją, że znowu będą razem. Jej życie znów przepełnia mężczyzna, choć nieobecny ciałem, to obecny duchem. Nie jest w stanie normalnie funkcjonować, odczuwać żadnej przyjemności, robić żadnych planów - wciąż myśli o nim. Często jej obsesja prowadzi do prób nawiązywania kontaktu, różnych rodzajów agresji, śledzenia go, niekiedy do błagalnych próśb o powrót. Jeśli mężczyzna wciąż jest od kobiety uzależniony, bywa, że po jakimś czasie rozłąki ponownie do siebie wracają i na nowo rozpoczynają swój toksyczny ?taniec?.

Jest też inny scenariusz ? kobieta, by przerwać swoje cierpienie, tworzy nowy związek. Niestety, jeśli nie zrozumiała swojego syndromu, to najprawdopodobniej znów w nim będzie ?kochać za bardzo? i uzależniać się od mężczyzny. Jej głód miłości wciąż przecież nie został zaspokojony, a lęk przed samotnością stłamszony. Nałóg rozwija się, tylko narkotyk zmienił swoją fizyczną postać.

Kobieta, która uświadomiła sobie swoje uzależnienie od mężczyzny, zrobiła już pierwszy krok. Pojęła, dlaczego tak naprawdę jest nieszczęśliwa i że droga do wyzdrowienia jest tylko jedna ? mozolna praca nad sobą. Mozolna i bardzo trudna, ponieważ gdy na nią wstąpi, co i raz dopadają ją wątpliwości, czy jest ona słuszna.

Zobacz, jak to jest - zaczynasz z kimś być i tak naprawdę od razu wiadomo z czym będzie problem. Czasami tylko wydaje nam się, że problem nie jest aż tak wielki, albo, że możemy go akceptować - zwłaszcza przez wzgląd na piękną resztę. A po czasie się okazuje, że to co było problemem na początku, jest nim wciąż po wielu latach...

Nie rob priorytetu z kogos, dla kogo jestes tylko opcja, czasem jedna z wielu.

23

Odp: Brak wyjaśnień

Bags, nie do końca od razu było to widać. Jeżeli dobrze pamiętam, pierwszy raz poczułem jej głupią zazdrość jakieś 5 miesięcy od poznania jej. Już dawno byłem zakochany, a to się zdarzyło raz. Później coraz częściej, a także z mojej strony.
To nie był układ dyktatorski, przynajmniej nie w ważnych sprawach. Tylko właśnie z tą zazdrością tak było. Ona nie rozumiała, że moge rozmawiać z inną dziewczyną tak jak ona z innym kolesiem, i że to NIC nie znaczy. W innych wypadkach była w porządku. Sama wyciągała ręke po kłotni wywołanej przeze mnie, gotowała obiad na urlopie nawet gdy ją wcześniej źle potraktowałem. Była okej, prócz tej zazdrości. A siebie za to winie, bo jestem facetem. Jako facet powinienem od razu to załatwić, złapać problem za pysk i go rozwiązać, a nie uciekać od niego.

Co do kwestii uzależnienia - tak. Czuję się jak na odwyku, nie chce mi się jeść, dopiero jak mi słabo coś jem. Tęsknię za nią i nie wyobrażam sobie, żeby inna kobieta mi się tak spodobała. I z wyglądu i charakteru. A znam wiele dziewczyn, i po 10 sekundach większość z nich mówiła coś, co całkowicie skreślało je w moich oczach jako partnerki.

Nie pisałem o tym, ale ona zerwała ze mną miesiąc po straceniu ze mną dziewictwa - co jeszcze bardziej mnie dziwi.

24 Ostatnio edytowany przez bags (2013-04-17 14:58:07)

Odp: Brak wyjaśnień

Zazdrosc to cien milosci a im wiecej cienia, tym mniej swiatla...
Pomimo wszystkiego co bylo zle winisz siebie a jej ujmujesz winy do tego jednego przypadku.

Sama wyciągała ręke po kłotni wywołanej przeze mnie,nawet gdy ją wcześniej źle potraktowałem...
A siebie za to winie, bo jestem facetem. Jako facet powinienem od razu to załatwić, złapać problem za pysk i go rozwiązać, a nie uciekać od niego.

Ona uciekala od rozwiazania problemu przez wyciaganie reki do Ciebie na zgode a Ty odwrotnie, uciekales w problem zamiast sie wespol z Nia z nim zmierzyc.
I czy aby na pewno w tym wypadku tez i Ona sama

Była okej, prócz tej zazdrości???.

Nie wiem czy czytales moj watek, gdzie rozkminialem do ostatniej srubki i ogladalem jak pod mikroskopem temat toksyka, (wspol)uzaleznienia toksycznego i tez byl u mnie moment zawahania; storpedowania calej wscieklosci za spitolenie zwiazku na siebie.
Ale niestety tak nie bylo, ze to ja wszystko spitolilem.
I z wlasnego doswiadczenia widze czytajac miedzy wierszami u Ciebie, ze jest to samo i postepujesz identico jak ja w owym czasie. Widzisz to, co chcesz widziec a nie to, co ktos Ci sugeruje.
Zbyt dlugo siedze w tym temacie i za duzo wiem o nim, by strzelac w Twoim watku i w tej sprawie jak kula w plot.

Czy Ona jest psem ogrodnika - tak, jest nim!
Czy ona jest winna rozpierdusze w Waszym zwiazku - tak, jest tez temu winna i nie akurat tylko w temacie zazdrosci, bo nawet od tych nieistotnych pierdulek nawarstwia sie problem w zwiazku. Gdyz wlasnie te najmniej istotne sprawy sa tymi najwazniejszymi.
Zrob sobie rachunek sumienia i rozpisz z osobna plusy Twoje i Jej. siegnij pamiecia do "epoki kamienia lupanego" w Waszym zwiazku, do samych poczatkow a sam sie zdziwisz w jak krzywe zwierciadlo sie patrzysz widzac Ja i Wasz zwiazek.

3maj się. I przemyśl wszystko to co Tobie napisałem, na chłodno, bez emocji.
Bo gdy włączają się emocje - wyłącza się myślenie.

25

Odp: Brak wyjaśnień

Oj wiele razy już nasz cały związek przejeżdżałem od początku do końca. I ja wiem, że ona jest winna. Nie mówię, że to tylko moja wina jest. Po prostu mogłem jasno jej powiedzieć na samym początku: "słuchaj, to jest tylko koleżanka, znamy się od liceum, nigdy jej nie podrywałem, ani ona mnie. ma chłopaka z którym jest jej dobrze. Musisz mi zaufać, ale jeżeli nie jesteś w stanie zrozumiem - ale wtedy nasz związek nie będzie miał sensu'. Ale nie miałem JAJ. I może by to nic nie dało - ale MOŻE - rozwiązałoby problem w samym zarodku. Jeżeli chodzi o moje i jej plusy i minusy - owszem, uważam że jest gdzieś dziewczyna LEPSZA od niej, która będzie mnie lepiej traktować. Tylko nigdy nie dowiem się, jaka by była ona, jaki by był nasz związek, gdybym wtedy właśnie powiedział jej to co teraz tu w cudzysłowie napisałem.

I tak, wg mnie była okej, prócz zazdrości. No i tego jak mnie potraktowała przy zrywaniu.

I jeszcze pytanie; czy dziewczyna, która dopiero co zdecydowała się na stratę dziewictwa ze swoim chłopakiem, mogła w ciągu miesiąca od tego poznać kogoś i tak się wkręcić żeby wszystko zaprzepaścić?

26

Odp: Brak wyjaśnień
Sagi napisał/a:

Po prostu mogłem jasno jej powiedzieć na samym początku: "słuchaj............................................................",  Ale nie miałem JAJ. I może by to nic nie dało - ale MOŻE - rozwiązałoby problem w samym zarodku.

Przerabialem taki schemat o zazdrosc o kolezanki z pracy i - o zgrozo - szefowa po 60 na karku.
Jak nie kolezanka to szefowa jak nie szefowa to kolezanka a jak nie uklad firmowy to poczta pantoflowa w relacji sluzbowej "ta pani z firmy/biura x z ktora wspolpracujesz/cie". A jak nie to, to goscie hotelowi mi cos tam ten teges. I tak w kolko macieja. Jak nie panienka to fryzura, to szminka, to bluzka, to kiecka i etc. A nie daj boze damski glos zwlaszcza obcy echem w telefonie uslyszala... RIP i tyle chlopa widzieli.
Napisz wiadomosc i wyslij bumerangiem... dotrze do adresata? Jak dotrze to jestes dobry.
Glowna zasada toksyka jest ubezwlasnowolnienie poprzez szantaz emocjonalny partnera.

Sagi napisał/a:

Jeżeli chodzi o moje i jej plusy i minusy - owszem, uważam że jest gdzieś dziewczyna LEPSZA od niej, która będzie mnie lepiej traktować. Tylko nigdy nie dowiem się, jaka by była ona, jaki by był nasz związek, gdybym wtedy właśnie powiedział jej to co teraz tu w cudzysłowie napisałem.

Nie mamy wplywu na ludzi, ktorzy sie pojawiaja w Naszym zyciu ale mamy wplyw na to, czy w nim pozostana. A ona widocznie byla "przejazdem", bys sie czegos nauczyl i wyciagnal wnioski z tej porazki.

Sagi napisał/a:

I tak, wg mnie była okej, prócz zazdrości. No i tego jak mnie potraktowała przy zrywaniu.

i wracamy do punktu wyjscia... "dac lufe po garach"

Sagi napisał/a:

I jeszcze pytanie; czy dziewczyna, która dopiero co zdecydowała się na stratę dziewictwa ze swoim chłopakiem, mogła w ciągu miesiąca od tego poznać kogoś i tak się wkręcić żeby wszystko zaprzepaścić?

Sorry za szczerosci...
A moze byles na lawce rezerwowych? Moze poznala kogos, kto juz nie byl prawiczkiem i dalej juz mozesz sobie sam dopowiedziec.
Zabrala ta tajemnice "do grobu" a jaka jest prawda, to nawet najstarsi gorale nie wiedza.
Nie rozkminiaj i nie rozmieniaj tego tematu na drobne, szkoda czasu.

Najczęściej jest tak, ze osoba która zdradza kogoś zamienia mercedesa na malucha (taka metafora), ale to dopiero wchodzi w praniu, gdyż na początku wszystko jest super... więc głowa do góry pomyśl sobie ile zyskujesz, bo mercedes - Ty ma silnik (rozum) z przodu a maluch w du.... - grunt to optymistyczne myślenie!!! lol

27

Odp: Brak wyjaśnień

Nie był już prawiczkiem, czyli że co - dla lepszego seksu mnie zostawiła? Robiliśmy to tylko raz, a przed tym był petting i nigdy nie zostawiłem jej bez orgazmu, chyba że po prostu gorszy dzień był..
I jeżeli miałem być na ławce rezerwowych, to chyba byśmy to szybciej zrobili

28

Odp: Brak wyjaśnień
Sagi napisał/a:

Nie był już prawiczkiem, czyli że co - dla lepszego seksu mnie zostawiła? Robiliśmy to tylko raz, a przed tym był petting i nigdy nie zostawiłem jej bez orgazmu, chyba że po prostu gorszy dzień był..
I jeżeli miałem być na ławce rezerwowych, to chyba byśmy to szybciej zrobili

Skoro on nie byl prawiczkiem, to co Ona musiala zrobic...
Sorry ale sa pewne granice "dobrego smaku" i kultury tego typu rozmow, ktore nalezy przestrzegac i szanuje zarowno to jak i Twoja godnosc. Nie chce Ci psuc nastroju - ktory po rozstaniu nie jest najlepszy jak wiem z autopsji - tym tematem ani narazac siebie na zbanowanie.
Tak wiec potraktuj to jak wskazowki, bo nie mam zamiaru "wchodzic z butami" glebiej w nie swoje alkowy i tworzyc e-booka z Twoich perypetii zwiazkowych. A ze jak piszesz dokonywales juz analiz, to robiac repete big_smile dojdziesz do sedna sprawy. Tylko trzeba sie niekiedy wysilic i obejrzec zewszad ten "5 element". Brudna robota jak rajd po ulewie na borneo, to wiem ale oplacalna na przyszlosciowe, budujace wnioski.

29

Odp: Brak wyjaśnień

Ej, ale ja nie byłem pierwszym facetem z którym ona się spotykała. Wiem, z iloma mniejwięcej wcześniej była, wiem ze jeden to był typowy 'ruchacz'. I możesz mi powiedzieć swoją opinie, bo z tego co widzę to jesteś tu jednym z kilku facetów, którzy mają łeb na karku solidnie umocowaną.
A ja bardziej bym się kierował, że może ona wcale dziewicą nie była - z tym że męczyliśmy się kilka razy żeby to zrobić, a i dwa palce to był dla niej ból. No i w sumie to sama mi powiedziała, że nią jest

30 Ostatnio edytowany przez bags (2013-04-18 21:42:24)

Odp: Brak wyjaśnień
Sagi napisał/a:

A ja bardziej bym się kierował, że może ona wcale dziewicą nie była - z tym że męczyliśmy się kilka razy żeby to zrobić, a i dwa palce to był dla niej ból. No i w sumie to sama mi powiedziała, że nią jest

Sam do czegos juz dochodzisz...
I czy nie bylo czasem tak, ze Ty chciales sie z nia kochac ale zaporowo z jej strony pojawiala sie "migrena" albo "dotykowy dwu palcowy bol" a po rozstaniu uslyszales zarzut ze uciekales w "cos tam" od seksu i wolales "cos" innego niz ja???

Niby "dwa swiaty" skupiajace sie wokol tematu seksu ale po glebszej analizie tego dwuskladnikowego "watku" ukazuje sie odpowiedz, skad jest/pojawia sie z nienacka ten trzeci element, "wypelniacz" luki po Nas.
Dirty sex dancing? Ciekawostka z drugim jesli nie 22 dnem, co???

31

Odp: Brak wyjaśnień

ee, że co?

Z tymi dwoma palcami to podczas zajmowania się nią. Rzadko odmawiała zabaw, a do pierwszego razu to wiedziała, że jak będzie gotowa to możemy to zrobić, próbowaliśmy w sylwestra - ale był ból z jej strony i stres z mojej, to samo po dwóch miesiącach czyli na początku lutego, ale po jakiś 2 godzinach nam się udało. Nic o seksie nie wspomniała po rozstaniu, powiedziała tylko że nie żałuje kiedy spytałem po co mi się oddała skoro za miesiąc mnie zostawiła. I zrobiliśmy to tylko raz jedyny, bo też okazji w postaci łóżka wolnego już nie było ;p

Posty [ 32 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026