Pomóżcie kochani, popatrzcie obiektywnie, sama się gubię
Po ślubie 10 lat, fajny mąż, dobry, pracowity , pomaga mi w domu, dzieci go uwielbiają (mamy 3). Chyba jestem nienormalna, jaki mogę mieć kłopot??
Mianowicie kocham go jak brata, ojca, przyjaciela. Zawsze tak było, bardzo go szanuje (zasługuje na to). Czy to normalne, że nie ma chemii (i nie było, wiedziałam że będzie ,,dobrym mężem"), czy u was też tak jest??
Wiem, wiem rzesza z was powie, że mi się w główce pomieszało z dobrobytu, walcie śmiało.
Nigdy męża nie zdradziłam, staram się być z nim szczera. Po rozmowach z nim odnoszę wrażenie, że jemu to w ogóle nie przeszkadza że ja go właśnie tak kocham, uważa że to normalne po tylu latach razem.
Jak myślicie jestem nienormalna, szukam wrażeń, a miłość w tym innym rozumieniu nie istnieje??
Borykacie się z podobnymi problemami??
Kiedyś miałam tylko przebłyski tych głupich myśli, z biegiem lat myślę o tym coraz częściej..
Z góry dziękuję za każą odpowiedź