Angel_81 napisał/a:Tradycyjnie ślub powinien być w parafii panny młodej i błogosławieństwo w jej domu.
Tradycje ślubne są w dzisiejszych czasach propozycjami standardowych okołoślubnych i ślubnych zachowań. Powinny być przez przyszłych Młodych traktowane jako coś, co może wystąpić w ich scenariuszu ślubnym, ale nie musi. WSZYSTKO powinno być wolą i życzeniem Państwa Młodych.
Nie można ślepo się do nich stosować, gdy warunki na to nie pozwalają lub ktoś nie ma na to chęci.
Angel_81 napisał/a:Może ktoś ma jakiś inny pomysł?
Jeśli obydwoje zgadzacie się na błogosławieństwo, to może ono odbyć się tak na prawdę w dowolnym miejscu.
Pary, które biorą ślub poza miejscem zamieszkania, organizują je, tak jak wspomniała lena np. w apartamencie hotelu, gdzie przebywają przed i po ślubie.
Jeśli będziecie mieszkać w domu narzeczonego, to miejsce to jest naturalnie do tego najlepsze.
Angel_81 napisał/a:Słyszałam o tym że zamiast błogosławieństwa ojciec może zaprowadzić PM do ołtarza
Jeśli wybierzesz taką opcję, sprawdź to w wybrane parafii, bo nie każdy ksiądz zgadza się na takie rozwiązanie.
Kizia75 napisał/a:Po prostu moi rodzice są nie za bardzo wierzący, a właściwie tata jest ateistą, więc błogosławieństwo (które jest religijnym rytuałem) byłoby po prostu sztuczne.
U nas zamiast religijnego błogosławieństwa, była forma zbiorowego ściskania się i życzeń od rodziców i teściów. Taka spontaniczna i naturalna forma rodzinnego przytulańca ; )
Też było uroczyście, a przy tym bardzo radośnie i sympatycznie.
Kizia75 napisał/a:Symbolika tego zwyczaju mówi o tym, że ojciec oddaje swoją córkę innemu mężczyźnie, przekazuje mu ją pod opiekę. Jak to się ma do tego, że teraz młode niezależne kobiety same sobie wybierają mężów i bynajmniej nie są pod ich "opieką", tylko wspólnie jako równoprawni partnerzy budują rodzinę? No chyba, że ktoś kultywuje bardzo tradycyjny model rodziny, gdzie to mężczyzna jest "głową" opiekującą się rodziną, a żona siedzi w domu i zajmuje się podtrzymywaniem domowego ogniska.
A ja tam bardzo chciałam, żeby mój tata prowadził mnie do ślubu. Nie miało być to jednak wyrazem tradycyjnego podporządkowania kobiety mężczyźnie. Ja po prostu chciałam zrobić mojemu tacie frajdę. Fajnie było iść obok niego i patrzyć jak dumnie prowadzi córkę do ślubu. Symbolika była taka jedynie: że o to z bliskim memu sercu ojcem, podążam w ramiona drugiego kochanego faceta 