Mamy niespełna miesięcznego synka i od niedawna mieszkamy razem. Postanowiliśmy założyć wspólne konto, na które wpłacamy określoną kwotę, którą wydajemy na opłaty oraz zakupy. Do dnia dzisiejszego ja chodziłam do sklepów, z uwagi na tymczasową niezdolność do poruszania się mojego partnera. Dziś to on, wraz z rodzicami, pojechał kupić kilka rzeczy. Pomijając fakt, że wszystko kupił "pod siebie" (karmię piersią i wielu rzeczy nie mogę jeść) to do tego wziął papierosy. Uzgadnialiśmy, że używki każdy kupuje za "własną kasę", zwłaszcza że oboje mamy różne potrzeby, koszty zw. z hobby itp oraz oboje zarabiamy. I rozpętała się awantura... która zakończyła się telefonem jego mamy z informacją, że ze mną nie da się żyć skoro robię problem z kilkunastu złotych a ona też nam kupiła kilka rzeczy (synek smsem poinformował mamę, że mam pretensje o zakupy).
To nie jest dla mnie problem kwotowy. Facet lubi sobie czasem wypić, do tego pali. Pomijając to, że zarabia lepiej ode mnie, uważam, że skoro ustaliliśmy, że takie rzeczy każdy kupuje "za swoje" nie powinien się dziwić mojej złości a tym bardziej angażować w sprawę swoich rodziców. Ja tak to widzę. I niestety tylko ja w tym kręgu osób...
Podobne tematy
Po pierwsze masz całkowitą rację, ja też bym się wkurzyła. Po drugie mama partnera jeśli coś kupiła - to miłe z jej strony ale nie powinna tego podkreślać i wypominać, kupiła bo chciała. Po trzecie, nie wróży to dobrze, jeśli dorosły facet przy byle pierdołowatej sprzeczce od razu skarży mamusi. Baba natomiast moim zdaniem jest bezczelna, dzwoniąc i informując Cię, że wie o kłótni i mówiąc co kupiła pokazała, jak będą wyglądały Wasze relacje - poczytaj wątek "toksyczna teściowa". Facetowi wytłumacz, co to jest odpępowienie i na czym polega bycie DOROSŁYM, jakoś czarno widzę Waszą przyszłość - przepraszam za szczerość ![]()
Ustalcie zasady robienia zakupów, jeśli używki kupujecie z własnej kasy a wspólna jest tylko na życie to powinniście się tego trzymać, myślę że bardziej niż papierosy zdenerwowało Cię to, że nie wziął pod uwagę Twoich wymagań żywieniowych i .....poszło jak burza....
Ja zawsze kiedy mąż jedzie na zakupy, jako że on nie gotuje, robię listę produktów, które ma kupić, łącznie z producentem
Kiedy czegoś nie ma w sklepie, dzwoni i wtedy ustalamy "produkt zastępczy". Nigdy nie było problemów.
Rozmowa nie ma sensu - nie ma ochoty ze mną rozmawiać. Jego rodzice uważają, że ze mną jest coś nie tak, skoro zrobiłam problem z zakupów. Dziś jego mama prawie płakała mówiąc do niego, że strasznie przeze mnie cierpi (?!). Nigdy nic złego jej nie powiedziałam, ani też o niej. Zawsze staram się być miła. Nawet jak mnie mocno zdenerwuje, np chodząc po butach w mieszkaniu zimą, chociaż doskonale wie, że wszystko robię sama i nikt mi nie pomaga w utrzymaniu porządku jak i w opiece nad dzieckiem. Dwa dni po porodzie, gdy wróciłam do domu dała mi godzinę czasu na rozpakowanie się i przygotowanie obiadu, bo chłopaki (jej synowie) przyjadą i pewnie będą głodni...
Postanowiła także pożalić się mojej mamie i zadzwonić do niej... Moja mama nigdy nie mieszała się w moje sprawy. Zresztą nie zawracałam jej głowy pierdołami.
Usłyszałam dziś nawet zgryźliwy komentarz dot. wózka, że beznadziejny... Przykre... zwłaszcza, że wózek dostałam od koleżanki i uważam, że jest super.
A dziadki wnukowi podrzucili jedynie kilka używanych maskotek...
Cokolwiek bym nie zrobiła - źle.
Próbowałaś mu wytłumaczyć, ze nie tyle chodzi o głupie papierosy, co o całą otoczkę tych zakupów? I o jego relacje z rodzicami?
Jak mąż zareagował na to rozpakowanie i gotowanie obiadu w godzinę po Twoim powrocie ze szpitala?
Jeśli chodzi o zakupy - razem z rodzicami uważają, że on się postarał i je zrobił a ja powinnam się cieszyć a nie mieć pretensje. Zwłaszcza, że rodzice pomagają, więc powinnam siedzieć "cicho".
Natomiast obiad - akurat byłam sama w domu a później zaaferowana wszystkim stwierdziłam, że nie warto robić dodatkowego zamieszania.
Nie jestem osobą, którą można manipulować, może to jest problem. Staram się być miła i grzeczna jak i mówić, co się mi nie podoba.
Najchętniej zabrałabym wszystko i sobie poszła, bo jest coraz gorzej.
Twój mąż powinien zrozumieć, że dobrze, czy źle zrobione zakupy to jest drobiazg. Chodzi o to, żeby z byle pierdołą nie biegł do rodziców i z drobnej sprzeczki nie robił afery na dwa pokolenia.
Gdyby zostawił to dla siebie, to byście porozmawiali, może się posprzeczali, ale w końcu doszlibyście do konsensusu. A tak to już mamusia biegnie bronić biednego dręczonego przez złą żonę synka. I awantura gotowa.
Mieszkasz u rodziców swojego faceta?
hm... Jeśli tak, to pamiętaj - przede wszystkim jesteś w ich domu, więc to oni ustalają reguły gry. Nawet jeśli pozwalają na mieszkanie, na życie z nimi, to ty jesteś interuzem w tym układzie. Zazwyczaj starsi ludzie nie chcą nic zmieniać w swoim życiu. Synek całe życie był ich, to mama decydowała o tym, na co pozwolić synkowi, a na co nie, więc gdzie miejsce na twoją osobę w tym układzie?
Układ jest chory - synek mamusi, przynależy do mamusi, mimo spłodzenia potomka jeszcze cały czas jest malutkim synusiem.
Chyba musisz mu dać wybór albo dorośleje i dorośnie do respektowania ustalenia między wami, będzie odpowiedzialny za ciebie, dziecko, albo pozostaje maminsynkiem do końca życia.
Och, nawet gdy nie powie rodzicom to powie bratu a ten nie omieszka przekazać wiadomości ojcu. I takie błędne koło. Ze mną nie chce rozmawiać twierdząc, że to ze mną coś nie tak.
Mam dobrą pracę, którą lubię, szanujących mnie współpracowników, garstkę wieloletnich przyjaciół a w domu sprzeczki dot kasy (najlepiej gdybym ja utrzymywała dom, płaciła za wszystko i nic nie oczekiwała), alkoholu, wyjazdów i teraz nazbyt ingerujących rodziców...
Na rękę by im było gdybym odeszła...
Niby pierdoły, ale np skoro mam w domu kilka pomidorów i nikt ich nie je to po co kupować następne? Nie potrafię zrozumieć...
Mieszkamy sami - jest to mieszkanie, które kupili jemu rodzice. Rodzice mieszkają 15 min drogi od nas. Był taki czas, że jego mama codziennie rano przychodziła ze świeżymi bułkami, bo synek o to prosił.
Nigdy wcześniej nie rozmawialiśmy na temat ingerowania jego rodziców, nie było takiej potrzeby. Poza tym wówczas jego mama zaglądała do nas średnio raz na 2 tygodnie albo i rzadziej. Nadal mam do niej szacunek mimo tego co usłyszałam na swój temat - to o niej świadczy.
Nie wiem jak reagować, co robić. Nie byłam w takiej sytuacji. Nawet w poprzednim związku rodzice nie wtrącali się. Nie obciążaliśmy ich swoimi nieporozumieniami i problemami. Jak się pokłóciliśmy, potrafiliśmy się sami pogodzić.
Skoro mąż nie chce rozmawiać, może napisz do niego list. Ty na spokojnie napiszesz, on na spokojnie przeczyta i może coś z tego będzie.
Merredithhh, napisałam... i zastanawiam się, czy nie przekaże go mamusi do przeczytania. Póki co brak odpowiedzi.
12 2013-02-14 20:02:28 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2013-02-14 20:06:22)
"Kochanie przykro mi, że jesteś osobą nielojalną. Nasze sprawy-to nasze sprawy. Jezeli dzielisz sie nimi z rodzicami, to znaczy że nie powinieneś znać moich tajemnic. Nie jestes osobą, do ktorej zadzwonie gdy bede miala problem"
ja bym to inaczej rozegrała, niech coś waznego go ominie, niech sie nie dowie, niech przypadkiem powie mu po tygodniu twoja mama albo siostra, zobaczysz jak sie wkurzy
mam problem musze pogadac z mama ty nie jestes osoba, ktorej mozna cos powiedziec-zaraz rozniesiesz to jak klepa na pól wsi.
13 2013-02-14 20:09:05 Ostatnio edytowany przez Merredithhh (2013-02-14 20:11:12)
W takim razie zostaje tylko czekać na odpowiedź.
Zaproponuj mu może, żeby się postawił w Twojej sytacji; jak by się czuł gdybyś Ty z każdą pierdołą biegła do rodziców i za każdym razem, kiedy mąż np. wróciłby z pracy później, niż zapowiadał, Twój tata brał by go na męską rozmowę. Bo krzywdzi ukochaną córeczkę i tak być nie może.
Niech się zastanowi nad tym.
No i tak jak Nokia napisała: nie umie trzymać buzi zamkniętej, nie zasługuje na zaufanie jako mąż
To dupa nie facet, dziwne że sie dziecka dorobił.
Serio!
Jejku aż przykro się czyta... Trzymaj się dziewczyno!! Musisz być twarda, na pewno dasz sobie radę!Powodzenia!
dupa nie facet!!!
Mieszkamy sami - jest to mieszkanie, które kupili jemu rodzice. Rodzice mieszkają 15 min drogi od nas. Był taki czas, że jego mama codziennie rano przychodziła ze świeżymi bułkami, bo synek o to prosił.
Nigdy wcześniej nie rozmawialiśmy na temat ingerowania jego rodziców, nie było takiej potrzeby. Poza tym wówczas jego mama zaglądała do nas średnio raz na 2 tygodnie albo i rzadziej. Nadal mam do niej szacunek mimo tego co usłyszałam na swój temat - to o niej świadczy.
Nie wiem jak reagować, co robić. Nie byłam w takiej sytuacji. Nawet w poprzednim związku rodzice nie wtrącali się. Nie obciążaliśmy ich swoimi nieporozumieniami i problemami. Jak się pokłóciliśmy, potrafiliśmy się sami pogodzić.
Przeczytaj jeszcze raz to co napisałaś, to nie jest normalne, że mamusia przynosi codziennie synkowi bułeczki bo ją o to prosił. Normalny rodzic powiedziałby - Spadaj chłopie! Mieszkasz blisko sam mi przynieś bułki! - albo coś w tym rodzaju ![]()
Ja widzę to naprawdę czarno, nie jesteś najważniejsza w życiu dla swojego partnera, mieszkacie u niego w mieszkaniu więc teściowa czuje się w nim jak u siebie a Ty jesteś tymczasowym sublokatorem bez żadnych praw. Napisz jak Twój partner odnalazł się w roli ojca, no i jak dziadkowie odnoszą się do wnuka i Ciebie jako matki. Ja na Twoim miejscu już bym się poważnie zastanawiała nad swoim miejscem w tej rodzinie, bo raczej nie jesteś jej pełnoprawnym członkiem. Dla teściowej jesteś "nikim" - świadczy o tym fakt, że poskarżyła się na Ciebie Twoim rodzicom! Nie wiem co chciała osiągnąć bo przecież nie myślała, że przełożą Cię przez kolano i dadzą w duspko klapa. Facet nie traktuje Cię poważnie, skoro obgaduje za plecami do brata czy mamusi.........chora sytuacja. Macie dziecko, to dodatkowa komplikacja ale zastanów się czy w dłuższej perspektywie chcesz tak żyć, jak będzie wyglądało Wasze życie za lat 5, 10, 15. Jesteś gotowa na bycie "nikim" we własnym domu? (wiem wiem mieszkasz u niego ale skoro tworzycie rodzinę to jednak swoje prawa powinnaś w nim mieć).
18 2013-02-15 10:15:29 Ostatnio edytowany przez Averyl (2013-02-15 10:16:32)
Dwa dni po porodzie, gdy wróciłam do domu dała mi godzinę czasu na rozpakowanie się i przygotowanie obiadu, bo chłopaki (jej synowie) przyjadą i pewnie będą głodni...
Nie rozumiem Twojego układu - mieszkacie osobno, rodzina męża nie pomaga Ci ani przy dziecku, ani przy prowadzeniu domu, za to bardzo ingeruje w relację między wami. Jednocześnie piszesz, że ty masz jakieś zobowiązania względem ich. Jeżeli nie mieszkacie razem, to dlaczego obsługujesz swoich szwagrów.
Mogę się mylić, ale mam wrażenie, że ta relacja jest uwikłana w dwie strony - może dzieje się to trochę bez twojej woli, ale dajesz im ingerować w swoje życie, a oni to robią i wywracają do góry nogami relację między tobą i twoim facetem.
Jeżeli nie mieszkacie razem to tym bardziej powinnaś dążyć do tego, by twój mężczyzna zadeklarował się z kim chce być, czy z mamusią, czy z tobą. Tworzycie teraz osobną rodzinę!
Oczywiście nie chodzi o to, by wejść w stan wojny z jego rodzicą, ale by on respektował pewne oczywiste zasady.
Mam odmienne zdanie.
Robienie awantury za mały nieplanowany wydatek jest dowodem, że MS.82 jest tak samo niedojrzała jak jej partner.
Dałaś mu listę zakupów dla Ciebie czy liczyłaś, że powinien się domyślić co może jeść kobieta miesiąc po porodzie?
Zaproponowałaś, żeby zwrócił z własnych pieniędzy za te papierosy?
Aaricia, oczywiście, że wiedział, co ma kupić - właściwie to miały być tylko dwie rzeczy. Reszta już była jego potrzebami. I grzecznie powiedziałam, że nie podoba mi się to, że nie dostosował się do naszych ustaleń i proszę o to, by przelał kasę za fajki... W odpowiedzi usłyszałam, że w takim razie powinnam jego mamie oddać za to, co ona kupiła a on nie zamierza za nie zwracać.
Twój mężuś musi odciąć tą pępowinę z mamusią bo nic dobrego do tego nie prowadzi,
mamusi zdanie, to co mama mu doradzi jest dla niego najważniejsze, On prosi coś mamusie a mamusia z byle pierdołą (bułeczkami) leci do synusia,
porozmawiaj z mężem żeby to np Ciebie o coś prosił a nie mame, żeby to z Tobą rozmawiał, bo wkoncu ożenił się z Toba a nie mamusia
teraz to ty musisz być najważniejsza i dziecko a nie mamusia,
to typowy mamisynek, nie dorosnął jeszcze i albo ty mu pomożesz z tego wybrnąć albo posypie się Wam małżeństwo ,
wiem coś o tym bo moja koleżanka miała podobnąsytuację so twojej,
na początku musiało to dotrzeć do faceta że jest uzależniony od mamusi, u niej zaszlo to tak daleko że xhodzili pół roku na terapie,
musisz rozmawiać, spokojnie, bez nerwów, jeżeli On nie chce zaproponuj np spacer z dzieckiem możecie się nawet nie odzywać do siebie ale zacznij działać dopóki jest jeszcze wszystko "świeże". poczytaj na internecie, jeżeli będzie taka potrzeba skontaktuj się Ty z psychologiem napewno cos doradzi jak możesz męża "podejść",
głowa do góry :::::::)
Aaricia, tu problemem nie jest kupienie papierosów, czy źle zrobione zakupy, tylko relacje w tej rodzinie.
23 2013-02-15 16:07:30 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2013-02-15 16:08:11)
Czy ty aby gówniarza nie wzięłaś? Niektórzy to dopiero po drugim dziecku czują łączność z rodziną, albo dopiero jak im stuknie 30stka. Podobny przypadek mam u sąsiada. Dzieciak nie facet i go starsza dziewczyna wzięła(wpadli gdy on miał 21 ona 25) i okazało się, że pół domu z mamusią to kiepski pomysł.Małżonek dojrzał dopiero gdy skończył 30lat...
Powoli także i ja zaczynam widzieć to nieciekawie...
Nadal nie otrzymałam odpowiedzi na mój list. Tatuś zagląda jedynie do małego, tak jak do tej pory to robił. Ze mną nie rozmawia.
Jaki jest jego stosunek do dziecka - tatuś go kocha, rozmawia z nim, tuli, pomaga w kąpieli, natomiast zmiana pieluch należy do mnie. Śpiąc z małym w jednym pokoju, nie wysypia się... Dodam, że jest już kilka lat po 30stce i to jest jego drugie dziecko...
Z kolei dziadkowie - podobne zainteresowanie - zajrzeć do dziecka przy odwiedzinach, krótka rozmowa i tyle. Bez większych emocji, może przez to, że to nie ich pierwszy wnuk...
Ale twoje pierwsze prawda?
A jak traktował pierwsze dziecko?
Nokiaaa, tak, to moje pierwsze.
Drugie traktuje dobrze. Jednak są to rzadkie i krótkotrwałe wizyty (tłumaczy się kosztami dojazdów, które musi ponosić).
Jeśli chodzi o dzieci to potrafi okazywać im ciepło i dobro.
Witaj MS.82. ![]()
Zapytam, czy wyszłaś za rozwodnika, czy też Twój partner ma dziecko 'z luźnego' związku, tak jak z Tobą?
Czy znasz powód, dlaczego jego pierwszy związek nie przetrwał?
Może działy się takie sytuacje jak teraz z Tobą i to był powód rozejścia - historia lubi się powtarzać. Mam na myśli jego rodzinkę.
Bardzo podoba mi się Twoje podejście do spraw finansowych, planowanych wydatków na życie - że trzymasz na tym puls.
Tym bardziej, że jak piszesz partner nie stroni od kieliszka i pali papierosy. Poza tym płaci alimenty(?), co dodatkowo obciąża jego budżet.
Uczucie do niego, odgradzasz od portfela i tak trzymaj - jesteś realistką, mądrą kobietą i matką.
Pozdrawiam Cię serdecznie. ![]()
Witaj żyworódka :-)
Jedno i drugie dziecko jest z 'luźnego związku', z tą różnicą, że pierwsze było planowane, natomiast nasze nie było.
Pytałam go o powód rozstania, jednak odpowiedź nie zawierała nic konkretnego. Próbowałam też dociekać u znajomych i wiem, że kilka sytuacji było podobnych...
Miło mi czytać to, co napisałaś, dziękuję :-)
Zawsze oddzielam uczucia od finansów. Zwłaszcza teraz, gdy, tak jak napisałaś, budżet obciążają dodatkowo alimenty i inne zobowiązania. Wydawało mi się to rozsądnym rozwiązaniem, podzielić koszty, choć wiem, że obowiązków domowych więcej na mojej głowie.
Pozdrawiam
Witaj MS.82.
Zapytam, czy wyszłaś za rozwodnika, czy też Twój partner ma dziecko 'z luźnego' związku, tak jak z Tobą?
Czy znasz powód, dlaczego jego pierwszy związek nie przetrwał?
Może działy się takie sytuacje jak teraz z Tobą i to był powód rozejścia - historia lubi się powtarzać. Mam na myśli jego rodzinkę.Bardzo podoba mi się Twoje podejście do spraw finansowych, planowanych wydatków na życie - że trzymasz na tym puls.
Tym bardziej, że jak piszesz partner nie stroni od kieliszka i pali papierosy. Poza tym płaci alimenty(?), co dodatkowo obciąża jego budżet.Uczucie do niego, odgradzasz od portfela i tak trzymaj - jesteś realistką, mądrą kobietą i matką.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Podzielam
Powoli także i ja zaczynam widzieć to nieciekawie...
Nadal nie otrzymałam odpowiedzi na mój list. Tatuś zagląda jedynie do małego, tak jak do tej pory to robił. Ze mną nie rozmawia.
Jaki jest jego stosunek do dziecka - tatuś go kocha, rozmawia z nim, tuli, pomaga w kąpieli, natomiast zmiana pieluch należy do mnie. Śpiąc z małym w jednym pokoju, nie wysypia się... Dodam, że jest już kilka lat po 30stce i to jest jego drugie dziecko...
Z kolei dziadkowie - podobne zainteresowanie - zajrzeć do dziecka przy odwiedzinach, krótka rozmowa i tyle. Bez większych emocji, może przez to, że to nie ich pierwszy wnuk...
Nie chcę Cię dobijać ale Żyworodka dobrze napisała niestety, warto żebyś zbadała dlaczego poprzedni związek się rozpadł, bo możesz mieć "powtórkę z rozrywki".Facet reaguje jak małolat, poskrażył mamusi i.... się obraził ....
Jak mu minie, będziecie mieli okazję porozmawiać i być może coś zrozumie albo i nie. Teraz skup się na sobie i dziecku, nie powinnaś się stresować bo stres przejdzie na dziecko, maluchy doskonale wyczuwają emocje. Będziesz miała wystarczająco przekichane, bo odnaleźć się w roli matki łatwo nie jest, chociaż nagroda w postaci uśmiechu malucha bezcenna
Mogę Ci podesłać na maila książki "Toksyczni rodzice" i "Toksyczni teściowie", może poczytasz i pomoże Tobie a jeśli uda Ci się nakłonić partnera do posłuchania choćby fragmentów, być może dotrze coś do pustej głowy
Pamiętaj, że najważniejsza jesteś Ty i dziecko a facet.....jeśli nieodpowiedzialny lepiej żeby go nie było...wtedy życie jest łatwiejsze. Jak napisała Żyworodka mądra kobieta z Ciebie ![]()
Pozdrawiam
31 2013-02-16 10:00:53 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2013-02-16 10:13:17)
Eh ten synek, znowu związał się z nieodpowiednią kobietą.
Chyba tak nokiaaa.
Na dokładkę dodam tylko, że po dzisiejszej rozmowie z obiema mamami (tak się złożyło, że były w tym samym czasie), w przypadku naszego rozstania, jego mama zaproponowała, że mogłabym im zostawić dziecko, bo przecież nie będę sama z małym mieszkać gdzieś w wynajmowanym...
Brak słów...
(...)Na dokładkę dodam tylko, że po dzisiejszej rozmowie z obiema mamami (tak się złożyło, że były w tym samym czasie), w przypadku naszego rozstania, jego mama zaproponowała, że mogłabym im zostawić dziecko, bo przecież nie będę sama z małym mieszkać gdzieś w wynajmowanym...
Brak słów...
Czy w rozmowie napomknęłaś/zasugerowałaś o rozstaniu z ojcem dziecka, że padła taka propozycja ze strony jeszcze nie teściowej?
MS.82 napisał/a:(...)Na dokładkę dodam tylko, że po dzisiejszej rozmowie z obiema mamami (tak się złożyło, że były w tym samym czasie), w przypadku naszego rozstania, jego mama zaproponowała, że mogłabym im zostawić dziecko, bo przecież nie będę sama z małym mieszkać gdzieś w wynajmowanym...
Brak słów...Czy w rozmowie napomknęłaś/zasugerowałaś o rozstaniu z ojcem dziecka, że padła taka propozycja ze strony jeszcze nie teściowej?
Dziś nic takiego nie powiedziałam. Rodzice rozmawiali i padły dwa rozwiązania - albo porozmawiamy i dojdziemy do ładu albo powinniśmy się rozstać, po czym jego mama dodała, że ewentualnie mogę im zostawić dziecko (podobna propozycja padła przy rozstaniu z poprzednią dziewczyną).
35 2013-02-16 21:36:28 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2013-02-16 21:44:14)
Chyba tak nokiaaa.
Na dokładkę dodam tylko, że po dzisiejszej rozmowie z obiema mamami (tak się złożyło, że były w tym samym czasie), w przypadku naszego rozstania, jego mama zaproponowała, że mogłabym im zostawić dziecko, bo przecież nie będę sama z małym mieszkać gdzieś w wynajmowanym...
Brak słów...
gówniarz i głupia matka(jego matka)
wspólczuję, gdzie twój chłop, co to za babskie ingerencje????
jeżeli ona sie nie odczepi, to twoje dziecko zostanie samo z matką:(