Przejdę od razu do rzeczy. Jestem w związku ze sportowcem, młodzi, zakochani i szczęśliwi. Pierwszy rok był wspaniały, mimo jego treningów i wyrzeczeń jakie już wtedy na nas czekały radziliśmy sobie świetnie. W tamtym okresie wyjeżdżał do 2-3 razy w roku na jakieś obozy, niestety 4 miesiące temu wszystko się zmieniło i jego trenowanie przeniosło się o szczebel wyżej, teraz opuszcza mnie raz lub dwa razy w miesiącu na okres ok. 2 tygodni, czasem wyjeżdżając również zagranicę w jakieś ciepłe kraje. Mimo dumy z posiadania takiego chłopaka, podczas jego nieobecności mam czasem ochotę rzucić wszystko i po prostu żyć swoim życiem, a on niech realizuję się i pogodzi ze stratą, bo wszystkiego w życiu mieć nie można. Ktoś powie, że to krótkie rozłąki, jednak kiedy wraca nie jestem spokojna i szczęśliwa, bo wiem że niedługo kolejny wyjazd. Boli mnie świadomość, że pozwalam swojemu chłopakowi wyjeżdżać na okrągło, mieć styczność z popisującymi się tam rowniez trenującymi kobietami i resztą towarzystwa, która zżywa się z nim bardziej niż ja. Nie obchodzi mnie nawet jego gadanie, że praktycznie spędza tam większość czasu z facetami, trenując, odpoczywając itp, nie doceniam także jego starań i wygadywania, że zrobi dla mnie wszystko, bo nie chodzi o to by stawać mu na drodzę, nigdy bym tego nie zrobiła. To po prostu boli i nie ma konkretnej przyczyny, nie chcę zostawać cały czas sama zachodząc w głowę co on tam robi i to nie przez brak czasu, bo każdy ma chwilę wolnego czasu w ciągu dnia, aby myśleć o rzeczach ważnych i ważniejszych... Nie czerpię z tego związku już radości, oboje jesteśmy młodzi, mamy zaledwie 20 lat i choć wiem, że to fantastyczny chłopak, któremu ufam i mogłabym być pewna to chcę go zostawić, bo nie zniosę tego trybu życia, doskonale wiedząc, że mogłabym mieć faceta, który będzie poświęcał mi nieco więcej czasu, a przynajmniej takiego, który nie będzie wyjeżdżał co chwilę. Tu rodzi się pytanie jak poradzić sobie z wyrzutami sumienia lub głupim myśleniem, co on będzie robił kiedy zostanie sam, co nie powinno mnie interesować. Chyba to blokuję mnie najbardziej od zerwania, dodatkowo naprawdę jestem zakochana po uszy, jednak nie mogę żyć z kimś za wszelką cenę. Jak mam sobie pomóc:(
1 2013-02-06 18:10:00 Ostatnio edytowany przez marta229 (2013-02-06 18:11:30)
Podobne tematy
Przejdę od razu do rzeczy. Jestem w związku ze sportowcem, młodzi, zakochani i szczęśliwi. Pierwszy rok był wspaniały, mimo jego treningów i wyrzeczeń jakie już wtedy na nas czekały radziliśmy sobie świetnie. W tamtym okresie wyjeżdżał do 2-3 razy w roku na jakieś obozy, niestety 4 miesiące temu wszystko się zmieniło i jego trenowanie przeniosło się o szczebel wyżej, teraz opuszcza mnie raz lub dwa razy w miesiącu na okres ok. 2 tygodni, czasem wyjeżdżając również zagranicę w jakieś ciepłe kraje. Mimo dumy z posiadania takiego chłopaka, podczas jego nieobecności mam czasem ochotę rzucić wszystko i po prostu żyć swoim życiem, a on niech realizuję się i pogodzi ze stratą, bo wszystkiego w życiu mieć nie można. Ktoś powie, że to krótkie rozłąki, jednak kiedy wraca nie jestem spokojna i szczęśliwa, bo wiem że niedługo kolejny wyjazd. Boli mnie świadomość, że pozwalam swojemu chłopakowi wyjeżdżać na okrągło, mieć styczność z popisującymi się tam rowniez trenującymi kobietami i resztą towarzystwa, która zżywa się z nim bardziej niż ja. Nie obchodzi mnie nawet jego gadanie, że praktycznie spędza tam większość czasu z facetami, trenując, odpoczywając itp, nie doceniam także jego starań i wygadywania, że zrobi dla mnie wszystko, bo nie chodzi o to by stawać mu na drodzę, nigdy bym tego nie zrobiła. To po prostu boli i nie ma konkretnej przyczyny, nie chcę zostawać cały czas sama zachodząc w głowę co on tam robi i to nie przez brak czasu, bo każdy ma chwilę wolnego czasu w ciągu dnia, aby myśleć o rzeczach ważnych i ważniejszych... Nie czerpię z tego związku już radości, oboje jesteśmy młodzi, mamy zaledwie 20 lat i choć wiem, że to fantastyczny chłopak, któremu ufam i mogłabym być pewna to chcę go zostawić, bo nie zniosę tego trybu życia, doskonale wiedząc, że mogłabym mieć faceta, który będzie poświęcał mi nieco więcej czasu, a przynajmniej takiego, który nie będzie wyjeżdżał co chwilę. Tu rodzi się pytanie jak poradzić sobie z wyrzutami sumienia lub głupim myśleniem, co on będzie robił kiedy zostanie sam, co nie powinno mnie interesować. Chyba to blokuję mnie najbardziej od zerwania, dodatkowo naprawdę jestem zakochana po uszy, jednak nie mogę żyć z kimś za wszelką cenę. Jak mam sobie pomóc:(
Marto, jesteś mlodą i rozsądną kobietą. Odpowiedz juz znasz, mimo,że nie na kartce papieru..poradzisz sobie i sluchaj swojej intuicji,a resztę zostaw światu..
Myśl o zerwaniu chodzi za mną już od jakiegoś miesiąca, ale nie mam odwagi, aby to zrobić. Boję się, że będę żałować i męczyć się sama ze sobą, bo ciężko wymazać swoją pierwszą miłość, która naprawdę jest fantastyczna i solidna, jednak przy takim trybie życia człowiekowi zaczyna odechciewać się bycia w takiej relacji, w której jedna połowa się realizuję, a druga męczy się, czekając, aż królewicz wróci.
Cześć Martuś. Wiesz ... w życiu to jest tak, że jak coś zrobisz to zaczynasz myśleć co by było gdybyś nie zrobiła .. i odwrotnie!!! Jakąś decyzję musisz podjąć. A jak już ją podejmiesz to nie możesz sobie robić wyrzutów - bo jeśli zaczniesz praktykować to na co dzień to pomyśl jaki bagaż będziesz miała za kilkanaście lat po iluś tam decyzjach. Pewnie, że nie każda będzie taka istotna jednak w sumie to nie ma nieistotnych decyzji a jedynie takie, których znaczenia nie przewidujemy. I nie musisz się wcale spieszyć. To tak w ogóle.
A w szczególe - rozumiem, że dążysz do bliskości i stałej obecności ukochanego, kiedyś jednak dowiesz się, że to wcale nie jest tak. W pewnym sensie rozstania są fajne. Dają czas na oddech, dystans, refleksję bez ciągłej presji codziennych spraw. Pamiętaj też, że sportowcy są aktywni maksymalnie przez kilka - no może do 10 lat. Tylko wybitni dociągają do 40-ki i to tylko w niektórych dyscyplinach. Myślę też, że nie jest prawdą, że jesteś zakochana na zabój bo wtedy nie myślałabyś o zerwaniu. Nie w tym wieku. Oj na pewno nie w tym wieku. Jeżeli jednak potrzebujesz czegoś innego to decyduj a wyrzutów nie możesz i nie powinnaś mieć - ponieważ nikt nie jest własnością drugiego człowieka i bycie z sobą ma sens tylko wtedy, gdy oboje tego chcą. Jeżeli już to postaraj się nie palić mostów za sobą, bo kto wie czy jednak nie będziecie ze sobą w przyszłości. Więcej luzu dziewczyno, więcej luzu ...
Ktoś kiedyś powiedział, że jak pojawiają się wątpliwości czy się jeszcze kocha to znaczy że już się nie kocha....
nie będę Ci doradzać bo to Twoja decyzja. Pamiętaj jednak,że musisz mieć też swoje życie a wtedy czas kiedy Twojego chłopaka nie ma biegnie szybciej. Z tego co mówisz to dobry chłopak, który ma w życiu pasję.To dobrze. Ilu jest takich, którzy swój czas wykorzystują na inne, złe rzeczy.
Jak z nim zostaniesz, będziesz się męczyć, bo z tego co czytam to już się męczysz
Jak go zostawisz też będziesz cierpieć,
Widzisz tu nie ma dobrych rad, ani dobrych rozwiązań
i to nie prawda że jak się ma 20 lat to nie można kochać na zabój....
wg mnie skoro się kochacie rozstanie to najgorsze co mogłaś zrobić.. człowiek który kocha nie rani - a Ty go porzuciłaś zamiast wspierać..
Po tym co napisałaś w swoim ostatnim temacie przychodzi mi tylko jedno do głowy : Nie rozumiem Cię. Kochasz i zrywasz. Na co liczysz takim postępowaniem?
Mam nadzieję, że zdajesz sobie sprawę z tego że teraz, gdy jest sam, może spotykać się z innymi i w końcu spotka kobietę która nie tylko będzie dla niego "ideałem" pod kątem urody ale też idealną partnerką wspierającą go w rozwijaniu jego pasji i zainteresowań.
7 2013-08-08 15:41:31 Ostatnio edytowany przez marta229 (2013-08-08 15:43:57)
Była to dla mnie trudna decyzja, ale ciężko było mi pogodzić się z tym, że ktoś totalnie nie docenia mojej osoby, w momencie kiedy ja dawałam z siebie 101%, chadzałam spać wypłakując się w poduszkę, bo był tak strasznie daleko... Zresztą po rozmowach z bardziej doświadczonymi ludźmi, każdy z nich opowiadał się za tym, aby to skończyć, skoro mam wątpliwości i to nie od wczoraj.
Aktualnie nie oczekuję niczego, minął miesiąc od zerwania, a mimo to kontaktujemy się, czasem sypiamy ze sobą, nie pytając o nic sam opowiada mi, że nie interesują go żadne kobiety, na razie ma dosyć po tym jak go zostawiłam. Mimo, że jest typem uparciucha i sądziłam, że po tym co zrobiłam nie odezwie się do mnie, dalej inicjatywa wychodzi z obu stron, choć tłumaczymy sobie, że to tylko przyjaźń. A kobiety? Hm, teraz dla mnie to nic trudnego do zaakceptowania, życzę mu, aby był szczęśliwy i nabrał doświadczenia, którego przed naszym związkiem żadne z nas nie posiadało, stad może nie doceniliśmy tego jaki wartościowy związek stworzyliśmy. Uważam, że relacja z inna dziewczyną uzmysłowi mu np. jakie nieatrakcyjne potrafią być kobiety po zdjęciu ubrań, jakie zazdrosne, niezdystansowane czy głupiutkie mogą być jego inne partnerki, w momencie kiedy my takich problemów nie posiadaliśmy i nie ma w tym krzty złośliwości z mojej strony ![]()
Bardzo przeżyłam to rozstanie, w końcu to moja pierwsza miłość, zawsze będzie bardzo ważny, ale po miesiącu od tego wydarzenia, który właśnie minął czuję się silniejsza i pewniejsza siebie, bo mężczyzn wokół mnie pełno i to nawet nie chodzi o to, aby któregoś wykorzystać, to tylko kwestia uświadomienia samej sobie jak wiele mogłabym, jeśli bym tylko chciała.
Uważam, że relacja z inna dziewczyną uzmysłowi mu np. jakie nieatrakcyjne potrafią być kobiety po zdjęciu ubrań, jakie zazdrosne, niezdystansowane czy głupiutkie mogą być jego inne partnerki, w momencie kiedy my takich problemów nie posiadaliśmy i nie ma w tym krzty złośliwości z mojej strony
Nie byłbym tego taki pewny. ![]()
Bardzo przeżyłam to rozstanie, w końcu to moja pierwsza miłość, zawsze będzie bardzo ważny, ale po miesiącu od tego wydarzenia, który właśnie minął czuję się silniejsza i pewniejsza siebie, bo mężczyzn wokół mnie pełno i to nawet nie chodzi o to, aby któregoś wykorzystać, to tylko kwestia uświadomienia samej sobie jak wiele mogłabym, jeśli bym tylko chciała.
Stałaś się cyniczna. ![]()
9 2013-08-08 15:52:15 Ostatnio edytowany przez marta229 (2013-08-08 15:54:15)
Co prawda nie spodziewałam się oklasków za to co napisałam, ale w życiu jestem asertywna i nie boję mówić się tego co myślę. Czy napisałam coś nie na miejscu? Obraziłam kogoś? Nie sądzę. Świat jest brutalny i dzieli się na dobrych i lepszych, choć to może mój dzisiejszy humor sprawił, że ta wypowiedź stała się taka opryskliwa, przepraszam (?)
Dodając jeszcze swoje 5 groszy... nie wiem co jest lepiej odbierane, użalanie się nad sobą i ciągłe narzekanie czy mówienie wprost o rzeczach, które są naszymi zaletami i których powinniśmy być świadomi, proste.
Zapytam jeszcze, a po co czasem z nim sypiasz?
11 2013-08-08 16:09:51 Ostatnio edytowany przez marta229 (2013-08-08 16:10:39)
Ciekawe pytanie, nie zastanawiałam się nad tym, wiem, że to głupie z mojej strony, bo często po wszystkim płaczę i w żaden sposób nie oddalam się od niego, ciągle jest to rodzaj posiadania siebie i swojej bliskość. Jednak seks z kimś kogo w dalszym ciągu darzysz ogromnym uczuciem, tym pierwszym i tym prawdziwym, jest magiczny, aniżeli seks z przypadku, który ani trochę nie jest w moim stylu. A bądź, co bądź tęskno nam do siebie, stąd te sytuacje, które nie powinny się wydarzyć.
Ciekawe pytanie, nie zastanawiałam się nad tym, wiem, że to głupie z mojej strony, bo często po wszystkim płaczę i w żaden sposób nie oddalam się od niego, ciągle jest to rodzaj posiadania siebie i swojej bliskość. Jednak seks z kimś kogo w dalszym ciągu darzysz ogromnym uczuciem, tym pierwszym i tym prawdziwym, jest magiczny, aniżeli seks z przypadku, który ani trochę nie jest w moim stylu. A bądź, co bądź tęskno nam do siebie, stąd te sytuacje, które nie powinny się wydarzyć.
W dalszym ciągu? Przecież Ty nie przstałaś go kochać, a on Ciebie!!! Rozstajesz się z ukochaną osobą, po to żeby sobie coś udowdnić? Przecięz to jest cyniczne. Nie idź drogą cynizmu, bo zniszczysz coś co kochasz i bez tego zyć nie możesz.
Nie opisywałam szczegółowo swojego problemu, ale halo! on pozwolił mi odejść! Nigdy nie walczył, nigdy nie przepraszał, zawsze ja dążyłam do zgody i niestety przez to swoje rozczulone serce uświadomiłam sobie, że ktoś kogo kocham i z kim jestem jest totalną ciapą, która musi dostać wszystko pod nos. Przez to rozstanie atmosfera się odświeżyła i jest miło, przyjemnie, jak na początku, jednak on ciągle daje mi do zrozumienia, że jest mu dobrze, później słyszę, że sama przecież tego chciałam, że podobno to mi jest dobrze, następnie rozmowa odbija się o kwestie typu "zobaczymy co się wydarzy kiedyś, może tego potrzebujemy, fajnie, że pielęgnujemy tą relację", czasem nawet On próbuję sugerować, że mam nadzieję, że do mnie wróci, podczas gdy to ja z niego zrezygnowałam. Mętlik, nie zaskoczy mnie to, jeśli nikt z was tego nie zrozumie, chciałabym tylko znać odpowiedź co mam zrobić, urwać kontakt, popłakać i dostanę gwarancję, że to uczucie i słabość do niego przejdzie ?!
Nie ma związków idealnych. Jesli myslisz, że są to jesteś w grubym błędzie.
Zapewne on nie chce Cie zranic i przyjmuje to co Ty narzucasz. Czasem jest to sprzeczne, troche się rzucasz i wychodzi jak wychodzi. Uczucie nie przejdzie, bo oboje tego nie chcecie. Boisz się stracić nad nim kontrole, to błąd zaufaj mu - ma taką pracę (jesli tak to można nazwać), nie bedzie go często. Ale za to powitania będą wesołe i nie dopadnie was rutyna.
Są plusy? Są. ![]()
Są plusy, wiem, że byliśmy naprawdę świetnie dobrani, dlatego kiedy rozmawiamy o nas, ciągle mówię, że jestem zła, za to, że spapraliśmy coś tak dobrego. Sama miałam ostatnio słabe dni i często o nim myślałam, nawet o tym, że byłabym w stanie dalej akceptować to co robi, jeśli tylko zobaczyłabym jakikolwiek angaż z jego strony. Niby mamy kontakt i rozmawiamy, ale kiedy słyszę, że on to zakończył i nie chcę ranić nikogo tym, co robi, stąd chcę być sam, totalnie odbiera mi chęci i tym samym wygasam i ja. Jednak wtedy zadaje sobie pytanie po co ma ze mną kontakt, bo naprawdę jest typem osoby, która jeśli nie ma ochoty to nie zrobi niczego w tym kierunku, nawet seks... On nie jest typem chłopaka wiecznie chętnego, może to poprzez sport, w każdym razie do tej pory jestem jego jedyną kobietą i zastanawiam się, jeśli chodziłoby mu tylko o seks i zaspokojenie potrzeb to przecież spróbowałby go z kimś innym, bo mogłoby wydawać się to bardziej ekscytujące, niż seks z eks, która podobno jest mu obojętna. Nie wiem dlaczego robi to wszystko.