hej,
ja jestem ponad 4 miechy po rozstaniu, zostawił mnie po 6 latach, bo zabiłam w nim "miłość"- bo miałam tzw. fochy, zazdrosne - gdzieś w połowie jest prawda, jedno i drugie ma winę, na szczęście ja wiem, zrozumiałam co robiłam źle, przeanalizowałam wszsytko, on? nie wiem...Tęsknie za nim jak cholera, ale jak się odwracam to widzę, że oboje daliśmy "ciała", oboje się raniliśmy....zostawił mnie 1 listopada mówiąc że nie widzi przyszłości, że nie widzi nas razem, gdzie jeszcze niedawno planowaliśmy ślub ( heh a może ta ja tylko planowałam)...zaproponował mi koleżeństwo, hmmm widziałam z nim się 3 razy, za każdym razem przytulał mnie, szliśmy tak przez miasto, ale w pewnym momencie powiedziałam stop.
Nie widzieliśmy się ponad msc, piszemy ze sobą. Kiedy dowiedział się że wyjechałam na weekend pytał czy npwy chłopak mnie zabrał w nasze miejsce, (nie mam nikogo i nie chce narazie) - odebrałam to jako żart. Kiedy sytuacja była podobna w druga stronę też zażartowałam - jednak on z całym impetem zaczął mi mówić jaka to ja jestem zła...a to nieprawda- chodziłam na terapie do psycholog która dużo mi pomogłam i nagle okazało się, że jestem inną osobą niż byłam...i bardzo zabolały mnie jego słowa....co dziwnego odpisałam mu: że skoro zabiłam w nim uczucie miłości to czemu nie umie powiedzieć : nie kocham Cie, to czemu ciągle nalega na spotkania, jakieś wyjścia itp..on ciągnie do mnie, a ja się boję zarówno zgodzić się na spotkanie - bo mogę się zawieść, i odmawiać mu bo może to miała być dla nas próba:/
powiedźcie czy powinnam z nim się spotykać i zobaczyć jak to się potoczy, czy całkowicie uciąć kontakt?????