Witam, chciałabym się z Wami podzielić moją historią i dowiedzieć się co sądzicie o tym co się dzieje w moim życiu...ponad rok temu rozstałam się z facetem, byliśmy ze sobą 9 lat prawie, przeżyłam to rozstanie bardzo, depresja i w ogóle ciężko mi bylo finansowo sobie radzić, jakieś 2 miesiące po tym rozstaniu, poznałam mężczyzne, zaczepił mnie na nk, że widuje mnie w miejscowości w której pracuje, że mu się podobam, pisaliśmy trochę ze sobą, okazało się że to policjant a o mnie się dowiedział dużo z urzędu, bo tam kiedyś pracowałam, bardzo mnie tam chwalili no i chciał mnie poznać, spotkaliśmy się raz, później drugi, za drugim razem kochaliśmy się, wiem, szybko, ale była między nami duża chemia, poza tym ja byłam jeszcze strasznie zagubiona po rozstaniu z poprzednim facetem, po nocy spędzonej z nim rozpłakałam się, nigdy tak się nie zachowywałam, ten seks, tak szybko...później znowu spotkałam się z tym policjantem, zrobił mi wyrzut bo widział samochód mojego byłego faceta na podwórku, przyjechał fakt, zabrać jeszcze jakieś swoje stare rzeczy, zdenerwowałam się tym że robi mi wyrzuty o byłego, wyprosiłam go z domu, napisał do mnie że jest mu przykro, bo było mu ze mną cudownie, że jestem taka kochana, delikatna itd...minął chyba miesiąc jak się do niego odezwałam, zobaczyłam go gdzieś i zabiło mi serce do niego, napisałam a on się odezwał, zaczeliśmy znowu się spotykac, czułam jak się w nim zakochuje, ale coś nie grało, spotykaliśmy się tylko raz na dwa tygodnie bo on nie miał czasu, tłumaczył się że taką mam pracę, napisałam że ja nie pozwole się tak traktować, że ciągle jestem sama, a to co on mi oferuje to mało. Poznałam kogoś innego, pare spotkań i koniec, nie pasowało mi. Znowu zaczęłam się spotykać z policjantem, obiecał poprawę , że znajdzie dla mnie czas, zakochałam się w nim, przy nim czułam jak się unoszę, ale znowu było to samo, znalazł dla mnie czas raz w tygodniu, sms jeden na dwa dni, kurcze dla mnie to było mało, ciągle mi go brakowało, miałam jakieś problemy, nie mogłam na niego liczyć, miałam problem z dekoderem do tv musiałam się zgłosić do byłego o pomoc który zaraz był, a on nie, nie mógł, napisał tylko że nie da rady dzisiaj...czułam że się mną bawi, ze to on decyduje kiedy jesteśmy razem, że jak ma ochote na mnie to jest, później go nie ma, ma swoje życie od którego mnie izoluje, znowu napisałam DOŚĆ, nie pozwole ci na to. Wyjechałam do pracy na dwa miesiące, facetów ciągle mnóstwo koło mnie było adorujących, wypady nad morze, na imprezy, żadnego nie kochałam, do żadnego nic nie poczułam, a zdarzyło się że ktos przeszedł koło mnie i pachniał jak on...i serce mi się ściskało..kochałam go cały czas a bardzo chciałam zapomnieć, skończyły sie wakacje, wróciłam do siebie, do swojej pracy, dzień przed poszlam do koleżanki do urzędu, zobaczył mnie z komisariatu, wyszedł do mnie, zagadał, zaproponaował odwiezienie do domu, później napisał że tęskni, że jest sam, że ciągle ma sentyment do mnie, że wiele razy wspominał mnie, uległam...jak zawsze, spotkaliśmy sie, rozpłakałam się aż w jego ramionach, kochalismy się, jak byłam w jego ramionach powiedział czemu ze mną jest mu tak dobrze? powiedziałam że to przeznaczenie, ze to uczucia, gdyby nie to nie było by nam tak dobrze, za pare dni przyjechał znowu, znowu było cudownie, i nagle ówi że ma urlop, ucieszyłam sie, pomyślałam ze spędzimy go razem, a on zaraz dodał że jedzie do Niemiec, ma tam mame, od roku tam nie był, ok, rozumiałam, choć bolało...odzywał się co pare dni, wrócił, jeszcze tego samego dnia przyjechał a ja głupia czekałam na niego, jak zawsze, okazało się że jeszcze ma dwa tygodnie urlopu...ile czasu znalazł dla mnie w tym czasie...jedną noc...serce mi pękało, przez to jak on mnie traktuje, zastanawiałam sie dlaczego mu na to pozwalam, przecież ktoś kto kocha tak się nie zachowuje, dodam jeszcze że od niego do mnie jest zaledwie 15km. Kolejny raz gdy przyjechał, upiłam się, wygarnełam mu wszystko, powiedział że głupoty mówię, że on się mną nie bawi, że skoro jest tu skoro przyjechał to znaczy że mu zależy, wygoniłam go, wyrzuciłam go z domu...i z życia, wszelkie kontakty do niego. Po jakiś dwóch miesiącach poznałam mężczyznę...traktuje mnie od początku jak księżniczkę, szanuje, pomaga finansowo nie żądając nic w zamian...zaczęłam być szczęśliwa...wspólny sylweter w willi szefa, ciągle kino, zakupy, restauracje...nikt mnie tak nie traktował...i nagle...napisał on...policjant...zignorowałam go na początku...stwierdziłam że jest nie warty tego, że nie mam z nim przyszłości bo po paru spotkaniach będzie to samo, przecież już kiedyś mi powiedział że on się nie zmieni, że trzeba go kochac takim jaki jest...teraz pisał codziennie, jaki on samotny, że ja nic nie rozumiem, że go wygoniłam, że sama siebie krzywdziłam a on mnie normalnie traktował, że co źle mi z nim było...zaczął się mętlik w głowie, bo przecież będąc z nim nic nie potrzebowałam oprócz niego, nie potzrebowałam prezentów, kina, nic, aby był blisko...ale nie spotkałam się...po paru dniach zobaczyłam coś dziwnego, ktoś włamał się na mojego meila i na konto na allegro, korzystając z mojego konta oszukuje ludzi, musiałam to zgłosic na policje...poszłam...i trafiłam na niego...spędziłam tam 2 godziny, zaproponował że mnie odwiezie...rozmawialiśmy w samochodzie pod domem jeszcze, czuje jaka jestem słaba w jego obecności, kocham go...przez tą sprawę widujemy się a ja czuje jak oddalam się od tamtego mężczyzny...i jak cała tęsknie z a nim, tłumacze sobie jak mnie traktował, ale wystarczy że stoi koło mnie...przy nikim tego nie czuje...a on pisze...że tęskni, że tak na niego działam, że codziennie myśli o mnie...co robić????
Podobne tematy
co robic? zdecydowac sie w koncu i nie mieszac w glowie niewinnym ludziom!
aha i nie powinnas przyjmowac "pomocy finansowej" od zadnego faceta, bo przez takie cos oni traca szacunek do kobiet