Znalazłam się tu, zapewne jak większość z Was. Doszłam do etapu ?i co dalej?. Stanęłam na rozdrożu. W sumie to wiem, co powinnam zrobić, lecz ciągle się waham. Wmawiam sobie, że przecież nie jest tak źle. Że może jeszcze się ułoży, że on się zmieni. Z drugiej strony widzę, że oszukuję samą siebie i już sama nie wiem, czy z wygody czy z przyzwyczajenie, czy może ze strachu czy sobie sama dam radę.
Moje małżeństwo trwa blisko 15 lat, różnych lat. Raz było lepiej, raz gorzej. Początki jak wiadomo wielka miłość, świata po za nim nie widziałam. Czułam się przy nim ważna, bezpieczna, aż miło było układać sobie plany na przyszłość. Wszystko prysło jak bańka mydlana. Nawet nie wiem kiedy zaczęliśmy się od siebie oddalać. Ja rzuciłam się w wir obowiązków: dzieci, dom, praca, on znalazł sobie inną miłość życia - BUTELKĘ. Na początku nie przeszkadzało mi to, przecież każdy ma prawo napić się drinka, tak dla rozluźnienia, ale w jego przypadku to był jeden przy mnie, a kilka kolejnych w garażu, na ogrodzie, na polu. Potem zaczął pić w pracy, wspólnik go kilka razy przyłapał. Były długie rozmowy, wymusiliśmy na nim odwyk. Pierwszy wytrzymał niecałe 3 tygodnie (chodził 3 razy w tygodniu po 2godziny). Minęło pół roku wspólnik pozbył się go, bo przepijał zyski. Zagroziłam odejściem, więc poszedł na drugi odwyk, tym razem codziennie od 8 do 16 i 2x w tyg. Do 20. I tym razem nie wytrzymał do końca. Przerwał, winą za niepowodzenie obarcza mnie i najstarszą córkę, że niby nie dawałyśmy mu wsparcia. Od dobrych 2 miesięcy nie pracuje, przesypia cały dzień na ogół pijany, nie interesuje się dziećmi. Utrzymanie rodziny jest całkowicie na moich barkach. Niestety spłacamy kredyt za dom i z mojej pensji nie starcza na wszystko. Oszczędności się już kończą. Mam minimalną pomoc od teściowej, moi rodzice mieszkają za granicą i widujemy się raz do roku, więc do nich po pomoc nie mogę się zwrócić. Gdy tylko wspominam o rozwodzie, mąż wpada w furie, teściowa jakby tego nie słyszała i mówi, że jeszcze się ułoży, że sama sobie nie poradzę. Ale ja już mam dość. Jestem na skraju wytrzymałości. Mąż nigdy nie podniósł na mnie ręki, za to w znęcaniu psychicznym czyni z siebie mistrza. Często groził mi zabraniem auta, zabiera kluczyki lub dokumenty, blokuje drzwi swoją osobą żebym gdzieś nie wyszła. Spisuje licznik z auta i robi awanturę o przejechane kilometry, sprawdza komórkę, torebkę, podsłuchuje rozmowy. Podejrzewa mnie o zdradę i grozi moim kolegom z pracy, że jak się ode mnie nie odczepią to im popsuje auta. Nęka mnie telefonami, gdy jestem w pracy. Grozi zabraniem telefonu i laptopa dziecku. Mówi, że są jego, choć oba córka dostała w prezencie na komunie. Kilka razy wyciągał mi pieniądze z portfela, raz zdarzyło mu się wykraść moją kartę i z bankomatu wziął 600zł, ostatnio też zabrał córce pieniądze, które odkładała na adidasy. I oczywiście do niczego się nie przyznał. Często popycha, szturcha lub szarpie dzieci. Gdy jestem obojętna na jego zaczepki to grozi, że się zabije lub namawia mnie bym wzięła nóż i go zabiła. Po czym jakby nigdy nic mówi, że mnie bardzo kocha i pyta się, co mu dziś zrobiłam na obiadek. I że w ogóle nie wie czemu ja się czepiam. Dzieci boją się z nim zostawać same w domu, wstydzą się zapraszać znajomych, bo nigdy nie wiedzą w jakim będzie stanie.
Pomóżcie mi. Wiem, że powinnam od niego uciekać jak najdalej, ale jak się do tego zabrać? Wiem, że on tak łatwo nie zgodzi się na rozwód i z tego co mówi będzie walczył o dzieci. Czy ma jakieś szanse by zostały z nim? Tego boję się najbardziej, że mogę stracić to co najważniejsze w moim życiu. Trójkę wspaniałych dzieci.
Podobne tematy
Nie ma najmniejszych szans aby dostał dzieci. Rozwód z jego winy, bo będziesz jeszcze mu płacić alimenty bo biedak chory.
Skąd bierze pieniądze na picie???? Oprócz tych które Wam ukradł? Ja bym mu żreć nie dała na Twoim miejscu. Poszukaj dobrego prawnika, jak nie masz pieniędzy, dowiedz się gdzie w Twojej miejscowości są jakieś ośrodki pomocy dla osób w Twojej sytuacji, są prawnicy, którzy udzielają darmowych porad.
Poradzisz sobie. Jak dotąd sobie jakoś radziłaś z takim balastem jak mąż alkoholik to tym bardziej poradzisz sobie bez niego. Powodzenia.
Nienawidzę alkoholików. Nikt mi nie wmówi, że to choroba.
witaj,spróbuj udać się do najbliższego ośrodka leczenia uzależnień i współuzaleznień.Zacznij terapię,z biegiem czasu wyklarują sie pomysły jak pozbyć się z życia alko-manipulatora.Wiem że to będzie trudne ale nie niemożliwe.Obecnie jestem na etapie rozwodu z moim alko.Szarpania i manipulacje bokiem juz mi wychodzą ale wiem że nie ma innego wyjscia.Gdyby nie terapia dalej bym mu sie dała urabiać i pewnie nigdy bym o rozwód nie wniosła..
Dziękuję za odpowiedź.
rega1977 w sumie to ja chyba jestem zdecydowana na rozwód, nie mam zamiaru czekać, aż z jego strony pójdą rączki w ruch i zaczniemy jeszcze od niego obrywać Mam do Ciebie pytanie czy składałaś o rozwód z orzekaniem o jego winie i czy masz adwokata? Nie wiem czy sobie poradzę sama, ale znowu na adwokata to mnie nie stać. Byłam po poradę i zapłaciłam 150zł i tak co mi powiedziała to juz wiedzialam, przekonała mnie tylko że słusznie robię. Ale za prowadzenie sprawy chce jakieś 2000 jeśli nie będzie zbyt skomplikowana, jesli nie to jeszcze coś doliczy
Możesz postarać się o adwokata z urzędu, nie wiem dokładnie, jak sie go załatwia, ale może zadzwoń do sądu i zapytaj, powinni ci udzielić takiej informacji. Fakt, że adwokat jest drogi, ale przy rozwodzie z orzekaniem o winie pewnie niezbędny. Powinnaś zgromadzić świadków, którzy zeznają, że on pije i dokumenty, że przerwał odwyk. Twoi koledzy, którym on grozi też w sumie mogliby zeznać to w sądzie. Dzieci on na pewno nie dostanie, skoro pije. Poza tym one się go boją, a to dla sądu będzie wyraźny sygnał, że coś jest nie tak. Musiałabyś być patologiczną matką, żeby ci dzieci zabrali, więc tego się nie obawiaj. Teściową się nie przejmuj, dorastała w innych czasach, kiedy kobieta bez chłopa była niepełnowartościowa. Lepiej być samej z dziećmi, niż użerać się z alkoholikiem. Podobnie jak Anik38 sądzę, że alkoholizm to nie choroba, a styl życia, świadomy wybór butelki. W tej chwili dla twojego jeszcze męża picie jest nr 1 w życiu, a rodzina się nie liczy. Dla ciebie nr powinnaś być ty sama i dzieci. Uciekaj z tego związku i ratuj siebie.
Bezwzględnie skończ to małżeństwo jak najszybciej. Pomyśl o dzieciach i o tym jakie będą miały wspomienia - życie w strachu, w obawie. Tak nie może być.
Nie bój się, że nie dasz sobie rady. Czy mąż jest dla Ciebie oparciem? Przecież nie. To jest tylko balast, który utrudnia Tobie i dzieciom życie. Twoje dzieci powinny mieć spokój, czas na naukę, czuć się w domu bezpiecznie. I to musi być priorytet więc po prostu działaj.
No więc tak:
Nie trzymaj gotówki w domu. Niech Twoje dzieci cenne swoje rzeczy schowają. Na karcie zmień pin, do banku zmień hasło. To samo na maila.
Teściowej nie słuchaj bo z definicji ta kobieta bedzie za synem, nie synową. Szczególnie jesli Cię straszy, że sobie nie poradzisz. Jej słowa moim zdaniem są nic nie warte. Gdyby była odpowiedzialną kobietą sama targałaby syna na odwyk i myślała nad bezpieczeństwem i spokojem wnuków.
Powiesz nam jak wygląda Wasza sytuacja mieszkaniowa? Mieszkanie Twoje/jego/wspólne? Masz pod tym względem jakieś perspektywy?
Druga sprawa dochód. Jak rozumiem pracujesz, a on głównie chleje więc to pewnie Ty utrzymyujesz rodzinę. Mam rację?
Pamiętaj, że chyba każdy wybierze skromne dzieciństwo, ale spokojne niż bogate, ale z ojcem który kradnie i nie daje żyć.
Dzieci Ci nie zabiorą. Prawie zawsze dzieci zostają z Matką, nawet gdy oboje rodziców się 'nadaje' do tej roli. Twój mąż jako alkoholik się nie nadaje więc absolutnie nie ma takiej opcji.
Naprawdę, ywysrarczy udowodnić procent tego co tu opisałaś i facet jest skreślony jako ojciec. Nie obawiaj się.
Muisisz mieć teraz dużo siły. Dlatego pisz tutaj w swoim wątku, a my postaramy się Ciebie wspierać.
Nigdy się nie rozwodziłam więc merytorycznie niewiele Ci pomogę, jednak moje wsparcie psychiczne masz.
Działaj. Masz prawo do szczęśliwego zycia. I Twoje dzieci także
Bardzo dziękuję za wszystkie odpowiedzi. W końcu zaczął rzucać się z rękoma do mnie i do dzieci, więc zadzwoniłam po policję, ale gdy usłyszał moją rozmowę to uciekł z domu. Na noc nie wrócił i tak bym go nie wpuściła. Rano weszłam na strych po łyżwy i widziałam, że tam spał przykryty starymi dywanami.
Pin zmieniłam, po tym jak wyciągnął mi kartę z portfela i uszczuplił moje konto o 600zł, hasła wszędzie pozmieniane mam.
Co do domu, to nie jest zameldowany w nim, ale jest współwłaścielem. On jest zameldowany u swojej mamy. Po za tym mamy kredyt hipoteczny (teraz będzie około 360tys), zabezpieczeniem nie jest nasz dom tylko dom teściowej. Wartość nieruchomości spadła więc nawet nie wiem czy po sprzedaży wystarczyło by na spłatę w banku, a juz nie mówię o czymś małym dla mnie i dzieci.
Mój dochód to około 1700 na rękę + 369 z mopru. On ma zasiłek z urzędu pracy ale nie daje mi nic. Wszystkie opłaty na mojej głowie. Niestety sam kredyt to 2000, więc wszystkie oszczędności jakie mieliśmy idą na spłatę, a reszta na opłaty i życie. Za kilka miesięcy nie będę miała juz z czego płacić, a nie ma nic gorszego jak problemy z bankiem.
hejka,moja sytuacja jest trochę inna od Twojej,złozyłam pozew bez orzekania o winie,nie mamy wspólnych dzieci,mieszkanie jest moje ale teraz toczę boje o administracyjne wymeldowanie alko bo w swojej głupocie kiedys go zameldowałam...Jeżeli chodzi o rozwód z winy meza to myslę że za mniej niz 2 koła nikt sprawy nie wezmie,mozesz spróbowac iśc do opieki tam napewno w jakiś dzień są porady prawne za darmo,spisz sobie wszystkie pytania zwłaszcza te o wspólny kredyt i dom.Z tym myslę że będzie duzy problem finansowy bo to ogrom pieniedzy.może spróbuj się zorientować za ile dałoby radę go sprzedac.Może uda się i nawet coś zostanie.Nie chcesz rozwodu bez orzekania winy?Byłby szybszy i moze łatwiejszy,i wtedy średnio adwokat potrzebny
Jeżeli mąż się awanturuje to dzwoń za kazdym razem na policję,nie pozwól mu być bezkarnym,nikt nie ma prawa Ciebie i dzieci bić.Trzymaj się cieplutko,powodzenia