netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

5 lat związku - i co dalej?

26 odpowiedzi6 863 wyświetleniazałożony przez Himalaya, 16.11.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » 5 lat związku - i co dalej?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 27 ]

1

Temat: 5 lat związku - i co dalej?

Cześć wszystkim, zdecydowałam się napisać na forum bo bardzo potrzebuję jakieś zewnętrznej oceny mojego związku. Wpadam w jakąś paranoję, z jednej strony myślę nad rozstaniem, z drugiej nie chcę tego robić. I problem jest taki, że nie potrafię ocenić, czy boję się utraty tego własnie chłopaka czy boję się po prostu samotności. Nie potrafię porozmawiać o tym z nikim bliskim, bo jestem okropnym introwertykiem i generalnie ukrywam emocje.
Jesteśmy razem niemal 5 lat, od roku mieszkamy razem. Mamy częściowo wspólny budżet, wspólne rzeczy, wspólny pokój. Mamy już ponad 25 lat więc nie jesteśmy jakimiś młodzikami. Chłopak przeprowadził się dla mnie do innego miasta, bo tu znalazłam pracę. Oczywiście to doceniam, choć z drugiej strony, miałam także możliwość wyjazdu za granicę, ale też z racji na nasz związek (między innymi) zostałam w Polsce. Gdy kiedyś nie dostałam innej pracy i bardzo się tym załamałam to bardzo mnie pocieszał i był ogromnym wsparciem.
Ale ostatnio kłócimy się praktycznie o wszystko - codzienne obowiązki, pieniądze, praca, rozrywki - dosłownie wszystko. Pewnego dnia powiedziałam mu, że musimy się rozstać, bo tego nie wytrzymam psychicznie. Fizycznie też nie najlepiej - serce bije jak szalone, nie mogę jeść, generalnie niedobrze. Mój chłopak powiedział wtedy, że nie możemy się tak łatwo poddać, że dajmy sobie szansę. Była to już któraś z kolei trudna rozmowa w ostatnim czasie. Powiedział, że może się wyprowadzić, żebyśmy dali sobie czas, ale potem zdecydowaliśmy, że spróbujemy jeszcze jednak bez wyprowadzki, że porozmawiamy o tym, co nam najbardziej przeszkadza w drugiej osobie i postaramy się to zmienić. Umówiliśmy się na tą rozmowę po weekendzie i właśnie rozważania na ten temat skłoniły mnie do tego posta.
Myślę, że pierwszym problemem jaki mam z chłopakiem jest jego brak opieki nade mną. Jestem bardzo niezależną i samodzielną osobą, sama się utrzymuję, nie wyciągam go na żadne zakupy, nie liczę na prezenty, ale mimo wszystko potrzebuję troski i opieki. Chodzi mi o takie rzeczy jak odprowadzenie na przystanek gdy mam ciężką torbę, odebranie z dworca, gdy jest późno. Teraz to wszystko chłopak już robi, ale dopiero po wielkich awanturach z mojej strony. Ostatnio bardzo zabolało mnie, gdy za weselu, na którym był świadkiem zostawił mnie samą, zajmując się swoimi obowiązkami. Nie interesował się tym czy mam jak dojechać z hotelu do kościoła czy z kościoła na przyjęcie. Rozumiem, że miał dużo spraw do zrobienia, ale równie dobrze mogłabym wtedy nie istnieć. Tak było już kiedyś na innym weselu, więc nie zawsze następuje poprawa z jego strony. Tak samo, gdy wyprowadzałam się do innego miasta na dłuższy czas, to na ostatni wieczór mój chłopak zaplanował grę z kolegami..... A był to mój ostatni wieczór w tym samym mieście. Tłumaczył się potem, że wiedział, ze to nie jest rozstanie na zawsze, ale mimo wszystko, miło byłoby mi gdyby poświęcił wtedy mi czas, a nie kolegom. W ogóle gdy spotykamy się z jego kolegami, często mam wrażenie bycia na drugim planie - np. chłopak chce iść pograć, a ja mam pilnować jego rzeczy. Oczywiście jest to w formie prośby, ale mimo wszystko dziwnie się czuję. Czasami idziemy do restauracji i nie mamy o czym rozmawiać, muszę go zmuszać, żeby schował tego głupiego smartfona i pogadał ze mną... W ogóle mam wrażenie, że ulubioną rozrywką chłopaka jest piwo + YouTube, tymczasem ja chciałabym wychodzić razem, zwiedzać, oglądać, przeżywać....
Kolejna rzecz - wiadomo, że przez 5 lat nie może być motylków w brzuchu i wiecznego zakochania. Rozumiem to, ale od jakiegoś czasu czuję się w towarzystwie chłopaka zupełnie nieatrakcyjna. Ciężko usłyszeć od niego jakiś komplement, chociażby proste "ładnie dziś wyglądasz". Gdy słyszę jak moi koledzy w związkach o podobnym stażu mówią swojej dziewczynie coś w tym stylu to od razu jest mi smutno. Dużo częściej słyszę komplementy od obcych osób, nawet kobiet, niż od niego!
Kolejną sprawą jest fakt, że jest nieco niezorganizowany. Wszystkie wakacje, dodatkowe zajęcia, wyjścia weekendowe - planuję ja! I jestem już tym po prostu zmęczona. Czasami ma wrażenie, ze nie mogę liczyć na jego konkretne wsparcie. Przykład - dostałam propozycję wyjazdu za granicę. Na pewien czas, dwa lata. I pytanie - co zrobić? Chłopak ze spokojem przyjął fakt, że mogę się na ten czas wyprowadzić, bylebym nie znalazła sobie kogoś innego. Inaczej nie potrafił mi doradzić. To z rodzicami i znajomymi rozmawiałam na temat znaczenia tego wyjazdu dla mojej kariery, dla moich finansów, dla mojego rozwoju etc. Każda moją decyzję przyjąłby z wielkim spokojem, ale rady nie mogłam od niego uzyskać.
Nie bez znaczenia jest też fakt, że się nie oświadczył. Jest to moim zdaniem kolejny dowód na to, że jest nieodpowiedzialny i niezorganizowany. I że być może wcale mnie nie kocha, choć tak mówi. Czasami pyta mnie jaki miałby być nasz ślub albo kto miałby być moim świadkiem, kogo chciałabym zaprosić, ale ja nie czuję potrzeby rozważania takich tematów dopóki nie mam konkretnych powodów do tego. Z drugiej strony - kilka razy żartował też, w towarzystwie, coś w stylu: "trzeba zwlekać ze ślubem ile tylko można". Z powodu ślubu też jest ciężko, bo dosłownie każdy ostatnio mnie pyta kiedy ślub. A nigdy nie byłam osobą, która bardzo chciała małżeństwa, nie śpieszyłam się też do ołtarza, uważam jednak, ze po 5 latach mam prawo oczekiwać jakichś konkretów a nie pustych tekstów. Na marginesie nie rozumiem dlaczego to dziewczynę się pyta o takie rzeczy wink W końcu to nie ja się będę oświadczać tongue A pytają mnie wszyscy - rodzina (nieustannie), koleżanki z dawnych lat, koledzy z pracy, dawni znajomi niewidziani od lat - jakiś kosmos tongue. Wodę z mózgu mi robią ;P.
Jeśli chodzi o seks, to bywało różnie. Na początku było bardzo kiepsko, nie interesował się moją satysfakcją, ale muszę przyznać, że z biegiem czasu bardzo się to poprawiło. Ostatnio pożycie kuleje, ale nie ma co się dziwić, skoro mamy kiepskie kontakty w ogóle.
Kolejna sprawa - pieniądze. Zarabiam więcej, dodatkowo potrafię oszczędzać i inwestować pieniądze. Niestety nie mogę spodziewać się tego po chłopaku, który każdy nadmiar pieniędzy roztrwoni, a nawet wpędza się w długi. Nie ukrywam, że jest to dla nie problem, nie mamy własnego mieszkania, więc będziemy musieli zaciągnąć kredyt, a bez wkładu własnego będzie to koszmarem. Zwracam mu na to uwagę, podsyłam mu teksty o oszczędzaniu i nie wiem co mogę więcej zrobić. Dodatkowo większość facetów, których znam, myśli o tym jak poprawić sytuację zawodową i rozwinąć karierę, a u nas jest na odwrót - ja ciągle myślę, gdzie znajdę kolejną pracę, a chłopak jest zadowolony na swoim stanowisku, ewentualną zmianę odkłada na przyszłość "aż zdobędzie wystarczające doświadczenie".
Ja też mam swoje wady. Jestem bardzo zamkniętą osobą, nie mówię "kocham", nawet gdy słyszę to z drugiej strony. Prowadzimy wieczne dyskusje dlaczego tak rzadko mu to mówię. Jestem próżna, uwielbiam towarzystwo innych facetów, za dużo też imprezuję. Uwielbiam mu mówić co ma zrobić - w sensie - idź na siłownię, bo musisz wyrobić mięśnie, idź na kurs niemieckiego bo języki są ważne. Idź na kurs, to wpiszesz to do CV. Nie gotuję wink. Często jestem złośliwa, a także ostatnio ktoś zwrócił mi uwagę, że robię sobie żarty z chłopaka (tutaj wiem, że na pewno muszę się zmienić jeśli związek ma trwać). Ostatnio wspólni znajomi powiedzieli, że w ciągu tych 5 lat zrobiłam się bardziej złośliwa i "krzycząca". W ogóle większość moich znajomych nie przepada za nim, a przynajmniej nie przepadało. Uważali, że jest dosyć nudny i "zbyt poważny".
Chłopak ma też zalety - równo dzielimy się obowiązkami domowymi, przynosi mi czekoladki do pracy, pod moim wpływem zaczął trenować, edukuje się. Dzwoni do mnie często, pyta co robię i co słychać. Nigdy nie miałam żadnych problemów z jego eks czy w ogóle innymi kobietami. Gdy mu powiedziałam, że chciałabym dostawać kwiaty jak na początku związku, to zaczął mi przynosić piękne bukiety. Już od początku przedstawił mnie swoim rodzicom, moi też go znają i w sumie lubią (chyba, też są introwertykami, ciężko rozeznać tongue). Czasami trochę boję się, że ja go zmieniam na siłę, a po co? Może on właśnie w swoim kształcie byłby odpowiedni dla kogoś innego, a ja też znalazłabym sobie inną osobę, bardziej do mnie pasującą? Gdy przychodzą takie myśli jest mi koszmarnie smutno, że 5 lat zajmuje mi dojście do takich wniosków, ale może lepiej 5 niż 10? I rozstać się, póki czas?
Opisałam się. Powiedzcie mi - czy ja przesadzam? Czy każdy związek o 5 latach tak wygląda, że się wypala, że nie ma się o czym rozmawiać przy pizzy? Że wieczorami każdy siedzi wpatrzony w ekran własnego laptopa? Że chodzę sama na spacery, bo chłopak jest zmęczony? Czy powinnam czekać aż łaskawie poczuję potrzebę legalizacji związku mimo, że ja osobiście nie czuję się już dobrze w konkubinacie? I jak długo czekać? Bardzo proszę o jakąś odpowiedź, możecie mi napisać, że jestem paranoiczką z control issue, przynajmniej będę wiedziała że przesadzam.
Pozdrawiam.

2 Ostatnio edytowany przez moni1234 (2014-11-16 22:54:58)

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

Witam nie wiem co sądzą inni ale ja z perspektywy czasu swojego związku wiem że nie można wszystkiego brać do siebie tylko czasem po prostu sobie coś zbagatelizować bo inaczej można zwariować Ja zawsze myślałam o tym żeby żyło nam się na jakimś w miare poziomie i chciałąm coś osiągnąć w życiu dążyć do czegoś i to był chyba mój błąd bo trzeba zawsze pielęgnować związek i myśleć o tym żeby się układało w związku i nie patrzeć ciągle na obowiązki A faceci są jacy są i ich się nie zmieni nie ma ideałów

3

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

Po pierwsze - facet to facet, nikomu nie ubliżając, ciężko go zmienić więc jestem pełna podziwu, że w jakiś sposób Tobie się to udało. Po drugie - czy miłość przeminie z wiekiem? Spójrz na małżeństwo Twoich, jego rodziców i zastanów się, czy oni spędzają wieczory we wspólny sposób czy oddzielnie. Wiadomo, że ludzie pracują, ale uważam, że miłe jest poświęcenie sobie uwagi od czasu do czasu, choćby jeden wieczór w tygodniu razem. Telefon w restauracji, kiedy Ty jesteś obok? katastrofa. ale takie czasy.. co do wesela, przyznaję Ci rację, nawalił, bo skoro był świadkiem to okej, obowiązki, zrozumiałe. Ale wnioskuję, że to ślub kogoś z jego strony. Mogłaś się czuć trochę obco, niezbyt przyjemne, mógł poprosić Cię żebyś coś pomogła itp, żebyś nie poczuła się odrzucona. 5 lat i bez ślubu.. Niektórzy ludzie uważają, że to tylko papier. Poza tym, ślub też kosztuje, może on chce prowadzić jeszcze wystawne życie? Chyba, że fundują Wam rodzice, to co innego, ale na te czasy to i na wesele kredyt potrzebny, chyba, że zadowala Cię cywilny i obiad. Niemałe koszty.. a może właśnie z tego powodu, że jesteś osobą zamkniętą, on nie wie, czy Ty na pewno tego chcesz. Bo kiedy on pyta, jak chcesz, by to wyglądało, zbywasz go. a jeśli on właśnie w ten sposób pyta Cię, czy jest sens uganiania się za pięknym pierścionkiem? Może zamiast "nie będę się nad tym zastanawiać bo nie zapytał" przejdź w tok myślenia "dam mu do zrozumienia, że już bym tego chciała to może zapyta". Co do wspólnych wyjazdów - facet boi się wybrać. Bo co jak wybierze źle, a to, a tamto. Powiedz mu gdzie chcesz jechać, na ile, niech załatwia. Zostaw to jemu. Albo powiedz - w tym roku to Ty planujesz wakacje. Święta. Bóg wie co. Jeśli ma za duże wydatki, niech Ci zapisuje większe kwoty i wspólnie zastanawiajcie się, czy było mu to niezbędne do życia, czy też nie. A co do rozwoju kariery - chcesz ślubu. Jeśli chcesz podnosić swoje kwalifikacje, to zastanów się, co najpierw. Bo teraz pytają o ślub, potem o dziecko. a z dzieckiem o wielką karierę ciężko..Lepiej teraz znaleźć stałą, dobrze płatną pracę, w której dostaniesz porządne macierzyńskie, będziesz miała szanse rozwijać się jako mama. Takie jest nasze obecne społeczeństwo - ślub i dzieci jak najpóźniej, kariera najważniejsza, na miłość będzie jeszcze czas.

4

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

Tęsknota za księciem z bajki z wyobrażeń, a księżniczka sama taka trochę z brzydkiej bajki? Nie lepiej najpierw popracować nad własnymi wadami, a dopiero później spojrzeć na to obiektywniej? Tak, to jest łatwiejsze rozwiązanie - znalezc kogos innego. Zachowania drugiego człowieka mają przyczyne też w nas. Jesteś próżna, a sama nie odwzajemniasz tego (więc nie motywujesz do dbania o Ciebie, a tylko wymagasz), jesteś złośliwa, robisz żarty, a jednocześnie chcesz rządzić. Myslisz, ze z kims innym by się dało? Szczególnie takim który jest mniej "nudny"? Ja mysle, ze nie. A nawet wiem, że nie, bo dopiero by się czuł wartościowy, że nic bys nie zmieniła, tylko cierpiała. Tego tak troche przedmiotowo używasz, ale jak obu stronom to pasuje(pasowało) to nie byłoby problemu. Jak chcesz mieć władzę, to możesz jednocześnie nie mieć szacunku (nie imponuje), a jak nie masz władzy to możesz być nieszczęśliwa. I tak zle i tak niedobrze:)
Wolisz zabawowe, luzne zycie, aniżeli stabilne - i sie wydaje przez to, że nudne. Jednoczesnie oswiadczyny, które nie wiadomo jak zorganizować. Troche sie to kupy nie trzyma. Chyba ze mądrości życiowej od niego oczekujesz (ktora nabywa sie z doswiadczeniem, a nie po prostu jest) i że jeśli ty nie umiesz, to on ma umieć.
Każdy człowiek przyzwyczaja się do stałego bodźca (tu drugi człowiek). Jeśli uwazasz ze te 'wymagania' to nie chwila emocji, proba racjonalizacji chęci odejścia (wtedy czepić sie można wszystkiego) i że on Cie blokuje przed tym kim chciałabyś być to widocznie drogi prowadzą gdzieś indziej.
Moze tez przypomnij sobie czemu sie z nim związałaś, jak to było i co się zmieniło od tego czasu. Wiesz, to tez moze byc proba racjonalizacji: gdyby nie on, to bym wyjechała tu i tam. Rozejdziecie się, a i tak nie wyjedziesz. A więc czy aby na pewno wiesz czego chcesz? Tylko i aż tyle.

5

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

Po pierwsze bardzo Wam dziękuję za odpowiedzi.
Powiem Wam, że na razie kiepsko wyglądają nasze starania o poprawę związku. Może już za bardzo siebie poraniliśmy, może to już agonia naszego związku, jeszcze nie wiem. Ale jest ciężko. Zwłaszcza mieszkając razem.
Pozwolę sobie jeszcze odpowiedzieć Wam na Wasze komentarze.
Agniecha19 - myślę, że możesz mieć rację z tymi moimi odpowiedziami na temat zaręczyn. Natomiast moim zdaniem "najpierw kariera, potem miłość" to trochę pułapka. Można skończyć z kupą kasy, ale będąc samotnym. Uważam, że oba obszary są ważne i ślub nie przeszkadza w karierze. O dziecku jeszcze nie myślę, brak mi instynktu. Nie chodzi mi też o to, że chcę wziąć ten ślub tylko dlatego "bo ludzie o niego pytają". Chciałabym po prostu podzielić z kimś życie, na dobre i na złe. Co do kosztów wesela to są wysokie, ale myślę, że mogłabym zrezygnować z wystawnej imprezy, bo nigdy to nie było moim marzeniem. I chłopak o tym wie.
thepass - masz dużo racji z tym moim rządzeniem itd ale przecież wyraźnie napisałam, że chcę się zmienić. Gdy spytałam chłopaka co mu we mnie przeszkadza, to powiedział, że jedyną rzeczą której nie może znieść jest moje mówienie mu co ma robić. Jeśli chodzi o moje zabawowe życie to z wielu imprez już zrezygnowałam, ale dla mnie przeżyciem jest np. wspólne wyjście do teatru czy wypad w góry, chodzi mi tylko o to żeby nie siedzieć całymi wieczorami wgapionymi w ekran laptopa (to miałam na myśli pisząc: ja chciałabym wychodzić razem, zwiedzać, oglądać, przeżywać....) . Ale w każdym razie dzięki za komentarz, mam o czym myśleć, to na pewno.
Jeszcze raz dzięki, jakby komuś coś przyszło do głowy jeszcze, to niech da znać.
Albo jak ktoś uratował kiedyś swój związek po poważnym kryzysie, to też proszę o komentarz.
Pozdrawiam Was.

6

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

"Albo jak ktoś uratował kiedyś swój związek po poważnym kryzysie, to też proszę o komentarz. " - Problem jest ze malo kto wtedy to widzi, pojawia sie "znieczulenie" na fakty a potem konsewencje roznych zdarzen. Mlodzi ludzie maj to tez do siebie ze sa uparci i niesklonni do kompromisu, mysla duzo o sobie (zycie z kims i kompromisy to nauka ktora przychodzi z czasem). Dlatego trudno cos zmienic i sie dogadac. Jednak nawazniejsze sa rozmowy, nawet na ten sam temat zeby komunikat dotarl.

"jest to dla nie problem, nie mamy własnego mieszkania, więc będziemy musieli zaciągnąć kredyt, a bez wkładu własnego będzie to koszmarem"

I tu kolejny przyklad ze cos musimy? Kredyt to najgorsze rozwiazanie a myslenie o kredycie w waszej obecnej sytuacji w zwiazku jeszcze gorsze. Myslisz ze "meble polaczal was"?

"ja ciągle myślę, gdzie znajdę kolejną pracę, a chłopak jest zadowolony na swoim stanowisku," - a to cos zlego? Widzisz po prostu wasze oczekiwania odnosnie tego co chcecie osiagniac w zyciu calkowicie sie rozmijaja. W waszym zyciu nie sa obecne fakty, ale sa plany i marzenia. Kompromisu brakuje z obydwu stron. Co bedzie za kolejne 5 lat, 10 lat, 15 lat?

Mieszasz rzeczy wazne i mniej wazne. Zastanawiasz sie jednoczesnie nad zwiazkiem wogole (czy z nim byc) a jednoczesnie piszesz o slubie z nim. To sa rzeczy sprzeczne, obrazowo takie, ktore ida w przeciwnych kierunkach, obrazowo, o 180 stopni od siebie.

Majac sprzeczne oczekiwania sama nie wiesz czego tak naprawde chcesz. Moim zdaniem trzeba wrocic do poczatku i okreslic piorytety lub kierowac sie czyms nadrzednym. Ale jesli miedzy wami nie bedzie porozumienia i kompromisu to takie zycie bedzie w istocie walka miedzy wami tylko w imie czego? Czy celem zwiazku jest walka? Z drugiej strony widzisz ze otacza Cie materialny swiat. Sama tez chcesz zdobywac "dobra". Jest tu taki watek na forum "niespelnionej kobiety", ktora zdradzila meza, ktory byl pantoflarzem i cala wine przerzucila w koncu na niego. Potrzeby bliskosci, milosc sa wazne. W koncu nie zastapi ich mieszkanie, samochod.

7

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

Tez mam taki problem tylko u mnie jestem w zwiazku 8lat. Pielismy sie razem z planami kariery. O slubie mowilismy ze chcemy ale pozniej, gdy juz nadszedl czas on mi sie wycofuje, twierdzac ze pozniej. Pytalam kiedy - jak przyjdzie odpowiedni czas to s zareczymy i tak dalej. Pytam kiedy to nastapi bo juz jestem po trzydziestce. Przeciez chcem dzieci miec. Nie potrafi mi powiedziec zyje w niepewnosci bo mamy wszystko oprocz tego szczecia. Tak sie zle z tym czuje oddalilam sie od niego bo mnie zawiodl i rozczarowal. Narazie trwa milczenie bo ja juz nie umiem rozmawiac z nim, tak jak kiedys jak najlepsi przyjaciele!

8

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

No i rozstaliśmy się, więc dobrze przypuszczałam, że nasze tygodniowe zmienianie nie pomaga i to jest agonia. Ma się wyprowadzić niedługo, teraz wyjechał na szkolenie.  Niestety niedługo wczoraj oznaczało 1.12, a niedawno dzwonił i prosił o przełożenie na 15.12. Nie wiem jak to wytrzymam. Jak wchodzę do mieszkania i widzę puste łóżko to mnie coś ściska w środku. Ale jak myślę, że miałby tu być - tak kiedyś bliski, a teraz tak obcy - to od razu chce mi się płakać.
Dlaczego tak szybko zdecydowaliśmy się rozstać? Ten tydzień minął na mieszanych nastrojach - albo świetnym porozumieniu albo jakiejś kłótni, wywlekanie jeszcze raz tego samego. W końcu to drugie zaczęło dominować, zrobiło się naprawdę toksycznie i uznaliśmy - wczoraj,  po tym jak już napisałam post - że zamiast być coraz lepiej, to jest coraz gorzej, zmiana wprawdzie nie następuje natychmiastowo, ale my ewidentnie zjeżdżamy w dół. Ja płakałam, a on przytulił i skomentował tak: ty jesteś fajna laska, ale może nie dla mnie. Ja jestem beznadziejny chłopak, ale może nie dla ciebie.
Wiem, że ma rację. Mamy inne priorytety w życiu ale boli jak jasna cholera. Nie jem, nie śpię, jedynie praca trzyma mnie przy życiu. W życiu czegoś takiego nie przeżyłam. Mam ochotę wyć.
W dodatku wiem, że nawiązał kontakt z jakąś dziewczyną. Nie wiem dokładnie co, nie czytam jego SMSów, ale wiem, że to dziewczyna bo zobaczyłam nagłówek przychodzącej wiadomości (tak jakby radziła się go o coś w jej związku - zgroza). Nie wiem skąd ją zna ani nie pytam o to, bo to już nie moja sprawa. Ale to jest dla mnie szok, bo jak pisałam nigdy nie czułam się zagrożona w swojej pozycji partnerki. A tu co - niby naprawiamy, a on już do kogoś SMSuje???? To nie poprawia mojego samopoczucia.
katrinaIII - szczerze mówiąc tego się właśnie bałam; że zostanę z niepewnym przyszłości facetem, przy którym się spalę bo będę się bała powiedzieć o swoich oczekiwaniach. ale jedyne o czym teraz myślę, to że już nigdy nie pocałuje mnie na dzień dobry, nie powie że jestem piękna jak wtedy gdy byliśmy ze sobą szczęśliwi. Wiem, że w głębi serca był dobrym chłopakiem i boję się, że nie spotkam już takiego. Z drugiej strony ta dziewczyna w czasie gdy się rozstajemy? Bardzo, bardzo boli. Może go wybierlam, myślę, że mam teraz tendencję myśleć o dobrych rzeczach, tego co mi brakuje i co było fajne w nas, a zapominam o tym, dlaczego się rozstaliśmy. Mam zamiar wypisać na kartce listę jego wad, bo inaczej chyba zwariuję.
Ale tak jak napisał maniek_z_maniek, młodość jest durna. Ja jestem jeszcze młoda, zwłaszcza mentalnie, ciągle chcę coś osiągnąć, jestem nad-ambitna i on tego też nie wytrzymał. Może nasz związek by przetrwał gdybyśmy byli bardziej wyrozumiali i zrozumieli, że ludzie nie są idealni.
Maniek - jeśli chodzi o to, że coś musimy. Chodzi mi o to, że ja naprawdę chcę mieć własne miejsce na ziemi - czyli muszę kupić mieszkanie. Miałam pomysł, żebyśmy pojechali razem za granicę się trochę dorobić, ale jego bariera językowa i tak naprawdę niechęć do nauki to trochę niszczyły. Myślę że własny kąt to jednak coś bardzo ważnego. Uwierz mi, od studiów rozbijam się po wynajmowanych mieszkaniach i chciałabym w końcu mieć miejsce, które nazwę domem. Stąd ten kredyt, bo pieniądze mi z nieba nie spadną.
Jeśli chodzi o ślub i rozstanie, to myślę, ze wiele dziewczyn rozumie to, co napisałam. Dla mnie ważne było być tą jedyną, żoną, zapewnioną o miłości i tyle. Skoro on tylko zwlekał z tym, to czułam, ze podświadomie pragnie znaleźć kogoś innego, że ja jestem niewystarczająca. Ale z drugiej strony nie chciałam w to uwierzyć, no bo przecież tak mnie zapewniał o miłości. I tak się tym frustrowałam strasznie, a nie chciałam go tym męczyć, bo naprawdę nie chciałabym nikogo zmusić do małżeństwa. I gdy się tak frustrowałam to zamiast o ślubie, zaczęłam myśleć o rozstaniu. I tyle.
A co do świata materialnego, to wiem, że mam problem z myśleniem o pieniądzach. Ale wiem, że najważniejsza jest miłość, bliskość drugiego człowieka, świadomość, że tworzycie razem świat. Niestety na co dzień o tym zapomniałam, mój błąd, za który płacę teraz srogą karę, uwierzcie mi, mam nadzieję że nie skończę z jakąś nerwicą.
I jeszcze raz do katrinaIII - nie wiem co Ci doradzić. Rozstanie po takim czasie, nawet jeśli widzi się racjonalne powody, to okropny, okropny ból. Przechodzę przez to wszystko teraz i wiem, że to czekałoby Ciebie gdybyś zdecydowała się z nim rozstać. Z drugiej strony nie wiem też czy tłamszenie swoich potrzeb i nie mówienie o nich zaprocentuje w końcu tym wyczekiwanym ślubem. Po prostu nie wiem, trzymam za Ciebie kciuki.
Przepraszam za chaos, ale po prostu muszę gdzieś przelać swoje emocje, bo zaczynają mnie przerażać te nagłe ataki płaczu.

9 Ostatnio edytowany przez Elle88 (2014-11-24 20:37:45)

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

Przykra sprawa..Po prostu czytaj forumowe wątki - jest mnóstwo wartościowych dyskusji n/t, w tym - jak przejść rozstanie i nie popaść w autodestrukcję. Są tez wątki osób, które w ta autodestrukcję popadły i się w tym pławią- tych nie polecam wink

Z tego co napisałaś a propos -cytuję: "Nie jesteśmy dla siebie." plus ta nowa kobieta majacząca gdzieś w tle, wynika, że Twój ex od jakiegoś czasu był mniej zaangażowany emocjonalnie w waszą relacje niż by się wydawało i ten moment gdzieś Ci umknął. Wydawało Ci się, że to tylko Ty masz wątpliwości.
Rozjechały się wam oczekiwania i dobrze, że tu masz jasność, bo doszukiwanie się winy w sobie nie było by tu na miejscu.

Oboje myśleliście o rozstaniu od jakiegoś czasu i oboje baliście się wyjść z taka inicjatywą.
Co ważne: udało wam się rozstać bez darcia kotów - to rzadka i cenna umiejętność.

10

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

Wielkie dzięki Elle88 za odpowiedź.
Własnie wróciłam z zumby, wyskakałam rozczarowanie (na godzinę, ale zawsze lepiej mieć chociaż jedną sensowną godzinę niż żadnej!) i jeśli nie dam rady spać (a pewnie tak będzie) to zamierzam czytać forum. Jak już przerobię watki o rozpaczy to mogę zabrać się za wertowanie 400 stron o tym gdzie znaleźć mężczyznę wink. Jak widać żartuję więc zumba działa! Przynajmniej chwilowo!
Pozdrawiam

11

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

Cześć Autorko. Jestem ciekawa jak toczy się Twoja historia dalej.

12

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

Dziękuję, że pytasz.
Niestety jak na razie jestem w fatalnym stanie. Płaczę co chwilę, nie śpię, nie jem, zaczynam nie móc skupić się w pracy i popełniać błędy (nic dziwnego). Myślę już o jakimś chorobowym (urlopu brak), ale z drugiej strony praca to jedyny powód dla którego wychodzę z mieszkania. Są lepsze momenty, ale to jest taka sinusoida. I niestety w tych dobrych nieraz sobie myślę, że zmienimy się oboje i wrócimy do siebie. To też droga donikąd. Ale pojawiają się wątpliwości - czy dobrze zrobiłam? Czy to jednak nie było coś, nad czym oboje mogliśmy pracować? Może za dużo wymagam od ludzi? Idę dzisiaj znowu na zumbę, może wrócę w lepszym nastroju, mam nadzieję. Spisałam listę jego wad, moich zalet. Spisałam to, za czym ja tęsknię tak na prawdę - w większości po prostu za bliskością i mówię sobie, że jestem odzwyczajona od bycia samą a nie tęsknię tak naprawdę za nim.... ale serce przypomina piękne chwile... no i znowu płacz. Wszystko mi go przypomina. Stacja radiowa, nasz serial, jego biurko, zapach perfum. Wydaje mi się, że choć go nie ma - to jest wszędzie. Dużo razem podróżowaliśmy, to aby nie myśleć o tym, że nie mam z kim podróżować, poprosiłam o dołączenie do grupy szukających towarzyszy podróży. Pojadę gdzieś w styczniu czy lutym. Piszę pamiętnik, analizę swoich uczuć. Czyli niby się staram "coś robić" ale nic nie pomaga np. w takim momencie jak ten, gdy ryczę jak wariatka. Niby dopiero 4 dzień od rozstania ale boję się jak to się będzie toczyło dalej. Musze się też wyprowadzić, bo wynajmowanie takiej przestrzeni na jedną osobę to marnotrawstwo. Ale na razie o tym nie myślę, nie mam na to siły po prostu.
Nie mam siły nikomu mówić o tym rozstaniu, staram się udawać silną przed ludźmi, zwłaszcza że wyjechaliśmy oboje do obcego dla nas miasta i nie mam tu przyjaciół. Ani rodziny. Zresztą rodziców nie chcę denerwować, powiedziałam tylko bratu i koleżance, która niedawno przechodziła to samo co ja. Niestety koleżanka w Londynie. Brat w innym mieście. Rodzice rozmawiając przez telefon pozdrawiają chłopaka. Nawet nie potrafię napisać o nim "eks".
Ostatnio dzwonił. Chciał zapytać kiedy może wziąć rzeczy. Stanęło na tym, że żeby mnie nie denerwować to rzeczy weźmie gdy mnie nie będzie - czyli jutro. Pod tym względem zachowuje się dobrze. A potem mówimy o tym, jak podzielimy nasze wspólne rzeczy. Ale chyba zwariuję jak wrócę i nie zobaczę jego dokumentów, jego kurtki, żadnego znaku jego obecności. W dodatku nie wytrzymałam i wygarnęłam mu tą laskę. Wiem, że nie powinnam, ale strasznie mnie to męczyło. Powiedziałam, ze to okrutne, tak od razu po rozstaniu po długoletnim związku, pocieszać się inną. On powiedział że nie rozumiem tego, i że "Ty to zakończyłaś przecież". Ja na to, że to dużo o nim świadczy, że tak mało ten związek dla niego znaczył, skoro od razu szuka pocieszycielki, że jest mi przykro. On na to, że jestem w wielkim błędzie i mu też nie jest lekko. I koniec. Na szczęście udało mi się to wszystko powiedzieć bez płaczu, co jest wielkim osiągnięciem jak na mój obecny stan.
I jeszcze jedno - nie wiem z jaką opinią o nim gorzej się czuje. Nie mogę się zdecydować czy uznać go za człowieka, który wiele razy mnie zawiódł, który do mnie nie pasował, a na koniec zaczął pocieszać się inną. Bo wtedy zaczynam żałować, że ciągnęłam to tak długo. I czuję, że straciłam te lata, a czas to rzecz najcenniejsza - tego się nie odzyska. Czy raczej usprawiedliwić jego zachowania, bo ja też nie byłam idealna i wtedy szanować te 5 lat związku. Tylko wtedy robi się żal, że się coś traci i że takie rzeczy jak finanse i codzienne kłopoty niszczą związek. W dobrych momentach myślę, że nawet jeśli nie pasowaliśmy do siebie to czegoś się na pewno o sobie dowiedziałam i nauczyłam, ale teraz to do mnie nie przemawia. Czy musiałam się uczyć przez 5 lat, gdy mijały tak naprawdę najlepsze lata moje młodości?
Nocami czytam tutaj wątki o chłodnym rozstaniu, jest mi wtedy trochę lepiej, a potem wraca wszystko - samotność, rozczarowanie, ogromny ból, wszystko co najgorsze, strach, panika. Tego nie da się opisać. Nigdy nie myślałam, że będę się tak czuć, zwłaszcza, że to ja chciałam się rozstać. Wciąż przed oczami mam nasze ostatnie wspólne wyjście - które przechyliło czarę na rzecz rozstania - albo się nie odzywaliśmy, albo prawiliśmy sobie nawzajem złośliwości. I ten brak miłości, jaki odczułam - coś potwornego.
Koszmar. Czytałam Twój wątek carmen_boy i pewnie też się zastanawiasz jak postąpić. Niestety ja nie jestem jasnowidzem, nie wiem czy to wszystko wyjdzie mi na dobre. Brak szacunku dla drugiej osoby pojawił się także u nas, po obu stronach, niestety. Najgorzej, gdy się nie widzi problemu. My chyba za późno zaczęliśmy rozmawiać na temat zmian. Elle88 napisała, że się ładnie rozstaliśmy, ale jest tak traumatyczne ciężko, emocje biorą górę, sama nie wiem czego chcę, masakra. Boję się też zejścia na ścieżkę autodestrukcji, nie wiem ile mogę dać sobie czasu zanim zacznę poprawnie funkcjonować (np. chociażby spać i jeść).

13

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

Uuu, no to mamy typowe objawy rozstania. Postaraj się teraz przez to jakoś przejść. Coś czuję, że jesteś silną dziewczyną i poradzisz sobie z tymi emocjami. Może trochę aż za bardzo silną... Trochę chciałabym się odnieść do tego jak opisałaś siebie. Dużo bierzesz na swoje barki, dom, kredyt, kariera, podróże, ciągłe wyzwania, ślub, rodzina. Nie za duży kaliber jak na taką dziewczynę. Wiesz, spróbuj się teraz zastanowić, czy to nie był tak, że chciałaś być taka super, samowystarczalna, a tego co nie potrafiłaś sama zrealizować (swojej wizji idealnej siebie) chciałaś aby Twój chłopak to wypełnił. Jeśli tak jest, to tu nie ma mowy o żadnej akceptacji jego, tego kim był, jaki był, czego pragnął i o czym marzył. Mógł Ci nawet dawać dużo, ale Ty mogłaś nie zauważyć tego, bo to nie było "to" czego Ty chciałaś.

Wiesz, to takie tylko moje rozmyślania. Warto jest się zastanowić nad swoimi wymaganiami/poprzeczkami stawianymi tej drugiej, najbliższej osobie. Może są zbyt wygórowane, nie uwzględniają innych racji, opcji na życie. Owszem, nie warto zaniżać swoich aspiracji, ale tak jak ktoś tu pisał wcześniej, młodość jest taka bezkompromisowa, musi być wszystko tak jak chcemy. Myślimy, że wszystko nam się należy, albo możemy uzyskać. Tak nie jest. Pokora i elastyczność w dopasowaniu swoich oczekiwań do danych sytuacji, tego co nam życie na dany moment może ofiarować, jest kluczem do sukcesu. Np. czy Ciebie naprawdę stać teraz na kredyt albo czy jak byliście razem była to opcja dla Was...? Nie sądzę. A widzisz, masz na to parcie i sama cierpisz z tego powodu.

Nie ma też co płakać, że byłaś w związku 5 lat. Tak miało widocznie być. Pewnie sporo się nauczyłaś, zyskałaś, czegoś się dowiedziałaś o sobie. Nie ma też zbyt dużego sensu szukać na siłę "opisu" Twojego ex do zapamiętania. Myślę, że był jak był dla Ciebie, pewnie byłaś z nim szczęśliwa, z tego co piszesz, to też się starał i dawał od siebie. Takie historie wymyślane na koniec, aby np. znienawidzić ex partnera są bez sensu. Trzeba pamiętać dobre chwile, w końcu byliście ze sobą 5 lat i dużo razem przeżyliście. Teraz warto zrobić własną analizę siebie, jaka byłaś w związku, co dawałaś, co pieprzyłaś i jakie miałaś oczekiwania.

A ta dziewczyna.., taki plasterek. Myślisz, że przez miesiąc zdążył się w Tobie odkochać. Nie sądzę.

Podsumowując, moim zdaniem, za dużo brałaś i bierzesz na siebie, zachłanna jesteś na życie. Przy takiej postawie osoby obok mogą słabo wypadać, a w cale nie musi tak być. Z drugiej strony jesteś w takim wieku, że możesz spokojnie poszukać osobę, która będzie Ci bliższa w aspiracjach (o aspirację i standard życia niejeden związek się rozpadł) i z którą będziesz się lepiej czuła, która będzie Ci równała lub podnosiła poprzeczkę jeszcze wyżej.

Być może będzie i też tak, że za kilka miesięcy, jeśli uczucie będzie Wasze nadal silne, dacie sobie jeszcze jedną szansę. Tylko wtedy musicie być już innymi ludźmi.

Uściski smile.

14

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

masz w głowie dokladnie to samo co ja pół roku temu smile czytam i mam retrospekcje własnych myśli sprzed miesięcy. sytuacja może trochę inna, ale nasze rozstania podobne i uczucia takie same mi towarzyszyły co tobie, zwłaszcza ten dualizm uczuć.

15

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

Dzięki dziewczyny za odpowiedź.
Poszłam znowu na zumbę, skaczę żeby wyrzucić z siebie te złe emocje. Wróciłam i chyba nawet postaram się coś zjeść. Ale wesoło nie jest.
carmen_boy: z tą zachłannością i perfekcjonizmem masz jak najbardziej rację. chłopak mówił, że ja od wszystkiego wymagam idealności, a świat taki nie jest doskonały. strzeliłaś w dziesiątkę. mam nad czym myśleć po Twoim poście.
sosenek: czytam Twoje wypowiedzi właśnie w chłodnych rozstaniach - dopiero strona 33 więc nie wiem jak się dla Ciebie potoczyło życie? jak się teraz czujesz?
a na wieczór/noc chłodne rozstania od strony 33 i dalej... smile
Pozdrawiam Was.

16

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

Hej Netkobiety, podbiję posta bo czuję potrzebę "wypisania się".
Myślę, że przeszłam już swoją fazę rozpaczy, a nawet gniewu. Potrafię już jeść nawet i większość nocy przesypiam. Ale został wielki smutek.
Chłopak się wyprowadził. Miałam ciężki dzień, gdy wziął swoje rzeczy, eh, lepiej nie wspominać.
Kontakt się nie urwał, zawsze wychodzi od niego - zwykle przez rozmowę telefoniczną, SMS. Uspokoiłam się trochę i byłam w stanie powiedzieć/napisać parę rzeczy, które trzymałam dotąd w sobie. To sprawiło, że mi trochę ulżyło. I żałuję, że nie miałam odwagi powiedzieć tego wszystkiego wcześniej, bo potem było już za późno - skumulowało się i doprowadziło do rozstania. Z drugiej strony - chyba nie byliśmy zdolni do zmian bez jakiegoś szoku. Zastanawiam się, czy po szoku będziemy. Nie wiem. Nie wiem jak dużo czasu można sobie dać.
Mój brat powiedział, że to co dla mnie było podłogą, dla chłopaka było sufitem. Czyli jednak ta różnica w apetycie na życie była widoczna.
Za to chłopak uparcie twierdzi, że miał się oświadczyć, a ja zrywam (on poruszył ten temat, nie ja).
Widzę, że mu zależy, ale zadaję sobie pytanie czy nie jest to raczej efekt szoku, a nie prawdziwej miłości? Daje nam czas, choć jest mi strasznie smutno. Np. wracam sobie z zumby i przypominam jak kiedyś wybiegł po mnie bo padało i nie miałam parasola. Zapominam o tych złych rzeczach które doprowadziły do rozstania, dobrze, że wszystko spisałam, bo bym się zaczęła zastanawiać "po co to zrobiłam".
Pozdrawiam Was.

17

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

Mnie też boli, tyle, że ja się bałam dłużej i tak spędziłam 20 lat z Piotrusiem Panem, którego wciąż motywowałam i zabezpieczałam finansowo, żeby mógł próbować "nowych dróg". Szukaj szczęścia smile

18

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

Musisz jakoś to przetrzymać.Tylko ten kontakt z Twoim byłym partnerem nie jest za dobry.Jakby chciał wrócić to co wtedy?

19

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

On chce wrócić, jasno to widać po jego SMSach.
A ja nie wiem, co powinnam zrobić. Bardzo mi go brakuje, ale zdaję sobie sprawę, że może to wynikać z tęsknoty za bliskością, a nie za za nim samym. Może u niego jest tak samo - tak na prawdę nie chce wrócić do mnie, a do wyobrażenia o mnie.
Mam teraz czas rozmyśleń - pt. na ile można zrezygnować ze swoich oczekiwań względem partnera, czy ja nie wymagam za dużo, czy wyobrażam sobie, że związki są idealne etc. Z drugiej strony wydaje mi się, że nie skończyłoby się tak tylko ze względu na różnice w ambicjach - najbardziej mnie bolało, że zdarzały się takie momenty, gdy zapominał, że powinien się mną opiekować. Mówił, że jestem najważniejsza, ale nie widziałam tego w czynach. Tak jak pisałam w pierwszym moim poście - zapomniał o mnie na weselach, na których był świadkiem, nie chciało mu się mnie odprowadzić na autobus etc. Myślę, że akurat wymagać takich rzeczy to całkowicie normalna i naturalna sprawa.
kałasznikow - 20 lat, wow... i co - nie zmienił się nigdy?
Dzisiaj 10 h w pracy - może chociaż w tej płaszczyźnie coś się poprawi : )

20

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

Po mojemu jakby chciał być z Toba to nie odchodziły,potem wracał i tak w kółko.Wróci i co się zmieni?Pobierzecie się?Pojawia się dzieci?
Czy będzie tak jak dotychczas?Będziesz wtedy szczęśliwa?Czy tez znowu napiszesz tu,ze on ślub odkłada na może kiedyś,ze może będzie z Toba a może nie??
SMS-y ,a potem kwiaty?Potem przeprosi ,będzie płakał i mówił ,ze się zmieni
??

21

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

Rossanka, dzięki za komentarz.
Po części się zgadzam, a trochę nie.
Tzn. jeśli chodzi o "odejście". Skoro powiedziałam, że nie chce z nim być i żeby się wyprowadził to raczej ciężko byłoby mu zostać. Tzn. uznałabym, że brak mu zupełnie szacunku do siebie gdyby został wink Myślę, że był też mocno zraniony. Niestety mieszkając razem nie potrafiliśmy poradzić sobie z problemami i docenić siebie nawzajem - co niestety na przyszłość (ewentualną) dobrze nie wróży. Mój były zaś określił to tak: "czasami aby coś naprawdę docenić trzeba to stracić".
Ale masz też rację. Mógł starać się bardziej gdy był jeszcze na to czas. Co byłoby gdybyśmy do siebie powrócili? Na początku na pewno cudnie ,a potem... Czy bylibyśmy dla siebie lepsi? Czy ludzie się w ogóle mogą zmienić? Pytanie czy można dawać komuś drugą szansę? Choć równie dobrze mogę spotkać kogoś nowego, kim się zauroczę a po 5 latach okaże się, że mamy kryzys. Może teraz też po prostu mamy kryzys?
Sama nie wiem, ale dużo jest też logiki w tym co mówisz. Takiej porażającej, smutnej logiki.
Na pewno nie wracam do niego teraz ani nawet w najbliższej przyszłości. Moim zdaniem dobrze by było gdybyśmy mieli czas dla siebie, i myślę, że z czasem kontakt się wyciszy, bo emocje opadną. I wtedy będziemy mogli - oboje - pomyśleć, czy tak na prawdę powinniśmy być razem.

22

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

Poszukaj winy również w sobie, bo z opisu widzę chłopaka, skromnego, podporządkowanego Tobie, który pamięta o wszystkim co mówiłaś prędzej (ślub), teraz zwleka, albo przyzwyczaiłas go do tego że jesteś.samodzielna, a teraz oczekujesz opiekuna na 24/h... Oj dziewczyno, zacznij go doceniać, jeśli mówi że kocha, to tak jest, nie szukaj dziury w całym, odpuść....

23

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

Czy czujesz się dobrze i swobodnie w jego towarzystwie i czy wyobrazasz sobie,ze tworzysz z nim rodzinę?
Tak czy nie?
Czy to ten banalnie mówiąc na cale życie,czy nie wiesz?Czy czasem Ci się wydaje,że tak a czasem,że nie?

24 Ostatnio edytowany przez Himalaya (2014-12-05 00:16:02)

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

No właśnie, ja mam tak, że czasami czuję się tak jak to opisuje zagubiona4994 - że to ja mam nie po kolei w głowie.
(Ale zagubiona - mówić można dużo smile Ile facetów mówi, że kocha a zdradza smile?Nie wymagam opieki 24 godziny na dobę, a winę w sobie też widzę.)
A czasami tak jak opisuje rossanka - że nie tędy droga. Chociażby dlatego, że może mu jednak nie zależy etc. I że inne priorytety życiowe.
Moja odpowiedź na Twoje rossanka pytanie to "czasem mi się wydaje,że tak a czasem,że nie". Swobodnie czuję się na pewno, z tym nie ma żadnego problemu. Natomiast ostatnio (to jest takie długie ostatnio) nie czułam się dobrze, dlatego też zerwaliśmy.

25

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

Musisz być pewna.On tez.Jak się jedno zWas waha,nie ważne już które,to cos jest na rzeczy. A ty czego chcesz?

26

Odp: 5 lat związku - i co dalej?

Chyba większość ludzi się waha gdy mają podjąć ważne, życiowe decyzje? Zwłaszcza gdy mija faza zakochania, widzi się wady swoje/drugiej osoby? Widzi się kryzysy i trudności w ich pokonywaniu?
Ja pewna nie jestem. Mój eks oświadczył, że on się zdecydował w momencie przeprowadzki dla mnie do tego miasta.
Ja chcę związku takiego jak mają moi rodzice - opartego na zaufaniu i wzajemnej trosce. Oczywiście, zdarzają się im wpadki, Mama to furiat i lubi rządzić (zgadnijcie po kim to mam tongue), za to Tato lubi oddawać się swoim pasjom, których Mama nie rozumie. I się o to kłócą, ale mimo wszystko tworzą wspaniały związek, mają podobne poglądy światopoglądowe, religijne, finansowe. Zawsze się wspierają. I tego chcę dla siebie, bo widzę, jak to potrafi uszczęśliwić nawet po niemal 30 latach związku smile

Posty [ 27 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » 5 lat związku - i co dalej?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026