Jak uważacie, czy rodzic ma prawo ingerować w to, z kim wiąże się dziecko?
Podobne tematy
ja uważam że nie,jedynie bym zainterweniowała gdyby partner mojego dziecka byłby uzależniony od alkoholu,narkotyków czy miałby do czynienia z prawem w sensie negatywnym oczywiście
A jak byś zainterweniowała?
wiadomo,tłumaczyć,tłumaczyć i jeszcze raz tłumaczyć...cdn
Moim zdaniem, jakkolwiek by się tego rodzice wypierali, to na ogół interweniują i komentują dobór partnera u dzieci. Mniej lub bardziej dosadnie.
" a nie mówiłam ci córciu, że on cie zrani"
"a z tamtym poprzednim maćkiem by ci było lepiej"
" a ta twoja dziewczyna to tylko na pieniądze leci"
to takie drastyczne czy komiczne przykłady (pewnie niektóre z wątków obecnych na forum, ale wydaje mi się, że jest tylko niewielki promil rodziców zupełnie nie wnikających w wybór partnera przez ich dzieci. Prędzej czy później moim zdaniem pojawiają się jakieś ingerencje. Niech no tylko dziecka sympatii raz powinie się noga (przesadzi z alkoholem na rodzinnej imprezie, nie odezwie się cały dzien a latorośl poskarży się mamie, będzie pierwsza kłótnia w związku). Dziecko wybaczy partnerowi za moment, a "teściowa" nie zapomni na wieki ...
niestety ![]()
A taka sytuacja: Wasza córka wychodzi za mąż. Po ślubie okazuje się, że mąż ją bije. Oczywiście rozmawiacie z córką, tłumaczycie, zachęcacie, by odeszła, oferujecie pomoc... Ale dziewczyna nie słucha, uważa, że mężowi to przejdzie, że widocznie to ona go prowokuje... Co robicie?
Na szczęście (w tym kontekście) mam syna, więc ta sytuacja nam nie grozi, za to przede mną stoi zadanie, aby tak go wychować, by żadna matka nigdy nie musiała w ten sposób interweniować.
Jestem z tych mam, które nie kładą nacisku na dziecięce wybory, nie dokonują selekcji wśród znajomych, nawet szkołę Młody wybiera samodzielnie, ja natomiast zawsze po prostu jestem - rozmawiam, dyskretnie czuwam i tłumaczę, ale nie moralizuję, czasem ewentualnie dyplomatycznie przekonuję. Dopóki się nie zawiodę, to stawiam na zaufanie i młodzieńczy rozsądek. Widzę, że do chwili obecnej wypracowana przeze mnie metoda doskonale się sprawdza.
Rzecz będzie o czasach prehistorycznych, gdyż moje dzieci od dawna są dorosłymi. ![]()
Stałam na stanowisku, iż lepiej dzieciom dać wędkę, niż do końca życia tkwić przy nich z rybą w ręce. Dlatego też stawiałam na ich samodzielność i rozsądek, a ja byłam na zapleczu - służyłam pomocą, gdy tego potrzebowały. Metoda ta zdała egzamin, również przy wyborze partnera życiowego.
napisałam że tłumaczyć najlepiej tak aby odniosło to skutek,jednak wiem po własnych doświadczeniach że jak się człowiek nie sparzy, to się nie nauczy
napisałam że tłumaczyć najlepiej tak aby odniosło to skutek,jednak wiem po własnych doświadczeniach że jak się człowiek nie sparzy, to się nie nauczy
Moi rodzice akceptowali dokładnie wszystkie moje decyzje - rozsądne, ryzykowne i te głupi również
. Dziś wiem, że kilka razy w życiu mogłam ich posłuchać, ale z drugiej strony zawsze ogromnie ceniłam sobie tę swobodę i to zaufanie, które od nich dostałam.
O.k., tłumaczycie, nic to nie dało, córka jest codziennie okładana przez męża-damskiego boksera. Co dalej?
Szczerze? Nie wiem. Mogę w tym miejscu przytoczyć słowa Wisławy Szymborskiej ,,tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono". Jeśli przekonywania i tłumaczenie nie dałyby żadnej oczekiwanej przeze mnie reakcji, to na tę chwilę mogę stwierdzić, że powiedziałabym, że jeśli będzie potrzebować, to jestem, dam jej schronienie i wsparcie. Gdybym jednak zaczęła się o nią poważnie bać, niewykluczone, że złożyłabym na policji, może w prokuraturze, zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, interweniowała u dzielnicowego, szukała wsparcia u jakichś zajmujących się przemocą domową instytucji.
13 2013-01-08 23:02:18 Ostatnio edytowany przez lena812 (2013-01-08 23:02:41)
O.k., tłumaczycie, nic to nie dało, córka jest codziennie okładana przez męża-damskiego boksera. Co dalej?
jeśli tłumaczenie nie pomoże to albo ją w końcu zabije,albo sama w końcu po jakimś ciężkim urazie zrozumie że pora sie rozejść
to jest tak : co z tego że bije,ale ja go kocham
Przyznam, że jestem zaskoczona Waszymi odpowiedziami...
Przyznam, że jestem zaskoczona Waszymi odpowiedziami...
cóż życie...
to jak tłumaczyć alkoholikowi że alkohol mu szkodzi,dopóki sam nie zrozumie ze źle robi,to nikt mu nie pomoże
w kontekscie podanego exemplum spotkałabym sie sam na sam z zięciem i postawiła sprawę jasno. Nie pozwoliłabym krzywdzić dziecka w tak drastyczny sposob jak przemoc fizyczna. ultimatum, podniesiesz rękę = masz założona niebieską kartę!
Bardolka znam takich co maja niebieską kartę,niestety nic nie zdziałała
w kontekscie podanego exemplum spotkałabym sie sam na sam z zięciem i postawiła sprawę jasno. Nie pozwoliłabym krzywdzić dziecka w tak drastyczny sposob jak przemoc fizyczna. ultimatum, podniesiesz rękę = masz założona niebieską kartę!
Przyznam, że ja też bym się spotkała sam na sam z zięciem, tylko nie byłoby mowy o niebieskiej karcie...
Przyznam, że jestem zaskoczona Waszymi odpowiedziami...
Możesz to rozwinąć? ![]()
Mogę
Gdyby moja córka związała się z biedakiem - o.k., proszę bardzo, najwyżej będzie musiała sama więcej pracować. Ze złodziejem - o.k., jeśli ma ochotę nosić paczki do więzienia, niech nosi. Ale nie wyobrażam sobie sytuacji, w której jakiś facet podnosi łapę na moją córeczkę, wybija jej zęby, powoduje ciężkie uszkodzenia zewnętrzne i wewnętrzne, a ja ograniczam się do tłumaczenia i niebieskiej karty. Zdziwiło mnie, że piszecie o tym tak... spokojnie. Z całym szacunkiem do Was, mam nadzieję, że rozumiecie, o co mi chodzi ![]()
Spokojnie, rozumiem
. Zauważ jednak, że już na wstępie zaznaczyłam, że nie wiem. A nie wiem, bo nie znalazłam się w takiej sytuacji. Życie nauczyło mnie, że chłodne kalkulacje nijak mają się do tego, co robię kiedy coś się już naprawdę dzieje. Kilka razy zdarzyło mi się również, że samą siebie w takich chwilach zaskakiwałam.
O.k., zrozumiałam, że po prostu nie dopuszczasz innych opcji
Dziękuję za wyjaśnienie.
Wiesz, gdybym miała córkę pewnie zupełnie inaczej podchodziłabym do tematu i być może dlatego, że nie mam, trudno mi myśleć tymi kategoriami. Wiem natomiast, że zrobię wszystko, aby moje dziecko nigdy żadnej kobiety nie uderzyło.
Mają wszystkie kobiety rację . Ze wszystkimi co tutaj napisały. Ja jestem facetem po 30 i też chcę mieć córkę . Gdyby moja córka w przyszłości przyprowadziła jakiegoś degenerata który by ją nie szanował to wyleciałby z czwartego piętra.
Gdyby moja córka w przyszłości przyprowadziła jakiegoś degenerata który by ją nie szanował to wyleciałby z czwartego piętra.
I słusznie ![]()
Zakochany facet napisał/a:Gdyby moja córka w przyszłości przyprowadziła jakiegoś degenerata który by ją nie szanował to wyleciałby z czwartego piętra.
I słusznie
Zrobisz krzywdę "byle komu" a odpowiadasz za człowieka....
Ja też reagowałabym stanowczo, nie wiem jak, i mam nadzieję, że się nigdy nie dowiem ![]()
Pamiętajmy jednak, że to jakiego partnera wybierają nasze dzieci to jednak jest efekt wychowania, doświadczeń wyniesionych z domu, relacji jakie obserwujemy u rodziców. Wiadomo DDA zwykle powielają schemat.
Czasem ciężko wpłynąć rodzicowi na wybory dziecka. Nie zapominajmy że to są wybory dorosłych (jak zakładamy) już kobiet czasem tak ślepo kochających. One nie widzą wad "kata"i chcą przy nim być na nic błagania i prośby bliskich. Ona sama musi zauważyć co jest nie tak w jej życiu. Wiem bo niestety mam taka sytuację w rodzinie.