Cześć wszystkim. Mam pewien "problem" tak to określę, z którym drodzy forumowicze chciałabym się z wami podzielić. Chociaż słowo problem może nie jest zbyt trafnie po dłuższym przemyśleniu kwestii. A mianowicie...Wybaczcie jeśli, bede trochę bezpośrednia.
Zaczęło się wszystko podczas Sylwestra. Byłam na domówce z moimi dwiema przyjaciółkami i znajomymi. Był tam też pewien chłopak. Znałam go nieco z poprzednich imprez, ale nie interesowałam się nim praktycznie wcale. Był mi obojętny. I właśnie na tej imprezie sylwestrowej stało się coś niewiarygodnego. Rozmawialiśmy sobie o muzyce, będąc w niewielkiej odległości od siebie i nagle pocałował mnie. Nie wiem czy go sprowokowałam ,ale zaskoczyło mnie to totalnie. Uległam całkowicie. Podobało mi się. To był niesamowicie namiętny pocałunek, jakiego dawno nie doświadczyłam. Całowaliśmy się tak dłuższy czas. Tego samego wieczoru powtórzyło się to jeszcze dwa razy w momentach gdy zostawaliśmy sami. Oczywiście bez pomocy alkoholu nie posunęlibyśmy się prawdopodobnie do takiego zachowania ledwie się znając. Później wracając już do domu w aucie sytuacja się powtórzyła. Siedzieliśmy na tyle i migdaliliśmy się jak opętani. Nie skłamię jak powiem, że trwało to około 30 minut. Momentami zaczynało robić się naprawdę gorąco. A my straciliśmy chyba panowanie nad sobą, bo jak można pozwalać innym pasażerom na taki widok?! (Blee. ..)Ale oczywiście do niczego poza całowaniem i dotykaniem przez ubrania nie doszło. D. zapytał czy może pójść zostać ze mną, hah no oczywiście odmówiłam dając mu gorącego buziaka na pożegnanie. Iiii..... nie mieliśmy do siebie numerów. Po dwóch dniach napisał, gadka szmatka na luzie, miło się pisało nie zaczynając wcale tematu tego namiętnego wydarzenia. Tu się może wydawać, że wszystko zmierza dobrą drogą...ale....
Ja mam 24 lata, on 20!!! Odkąd pamiętam przywiązywałam uwagę na wiek u facetów, mając jakieś granice w kwestii " co wypada" , " co nie wypada". Stereotyp starszego faceta w związku nie jest dla mnie regułą, ale 4 lata młodszy facet budzi obiektywnie pewien niesmak. No właśnie obiektywnie! Bo uświadomiłam sobie, że w tym przypadku wcale mi to nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie- jeszcze bardziej mnie nakręciło na znajomość z nim. Zaczęłam sobie wyobrażać seks z nim, przez kilka dni non stop o tym myślę, o tym pocałunku i jak by było gdybyśmy poszli na całość. Jestem cholernie nakręcona. Pewnie większość z was pomyśli- niedojrzała psychicznie dziewczynka. Otóż, miałam stałych partnerów, z którymi byłam spełniona, seks był cudowny.Miałam również chłopaka dwa lata młodszego-moja pierwsza miłość. Ogólnie współżyję od ponad 6 lat. Myślę, że jestem świadoma swoich potrzeb seksualnych. Obecnie nie mam nikogo, D. też. Piszemy do siebie, zeszliśmy na temat spotkania, które prawdopodobnie będzie miało miejsce za kilka dni, bo mieszkamy od siebie 50km.
Iiiiii... no właśnie. Obawiam się, że to się stanie. Zaszalejemy. Marzę o tym, znam siebie i wiem, że złamię tę barierę. To pokręcone, praktycznie pierwszy raz mam ochotę zrobić to z tak młodym dla mnie chłopakiem- na dodatek mam brata w jego wieku. OSZALAŁAM!?? co myślicie na ten temat? zdecydować się na to posunięcie i dać ujście swoim fantazjom czy to niemoralne??? I pozostaje kwestia tego, że nie chcę wyjść na kretynkę w jego oczach. Proszę wypowiedźcie się!