Witajcie!
od dłuższego czasu borykam się z problemami na tle psychologicznym, a mój partner doprowadza mnie do szału. Mam 22 lata i od ponad roku mam faceta, starszego o 2. Kocham go, jest ciepły, czuły, ale kiedyś niesamowicie mnie skrzywdził i tym samym nadużył mojego zaufania. Były wakacje, 3 miesiące wolnego, on pojechał do rodzinnego domu oddalonego ode mnie o ponad 200 km. Obiecywał, że nie zostawi, przyjedzie, podczas gdy w ogóle nie chciał się ze mną spotkać, nie odbierał moich telefonów, na smsa czasem odpisał. Raz pokłóciliśmy się, bo poszedł do koleżanki na grilla, a mnie powiedział, że nie zobaczymy się, bo nie ma czasu. Dostał ultimatum: albo ze mną porozmawia albo to koniec, niestety wyłączył komórkę... Kolejnego dnia przeprosił, ale odezwał się dopiero wieczorem, a tłumaczył to w ten sposób, że miał kaca. Miałam nadzieję, że coś się zmieni, i tu znów się zawiodłam. Za 2 dni pojechał nad zalew, ponoć tylko z kolegami, tylko, że w tle rozmowy słyszałam wyraźnie kobiecy głos, jakby tego było mało, znalazłam w necie jego ogłoszenia w jakiś matrymonialnych ogłoszeniach, na sex stronie, jego fotka, adres itp... Zarzeka się że ktoś zrobił mu kawał, że nigdy nikt z takiej strony nie napisał na jego gg żadnej wiadomości, ale jakoś trudno mi w to uwierzyć, zwłaszcza, że na fb ma w znajomych dziewczyny z tamtych stron. Kilka razy widziałam w jego kompie zdjęcia jakiś dziewczyn, rozpłakałam się, bo nie mam już siły na to wszystko. Czasem kiedy prosiłam o chwilkę rozmowy na gg, mówił, że nie ma czasu, bo idzie do znajomych, bywało, że naśmiewał się ze mnie, bo go proszę, o chwilę uwagi... Co gorsza, we wrześniu zgodziłam się zamieszkać z nim i jego znajomymi. Niby jest fajnie, ale czuję się poirytowana, tym, że kiedy tylko kolega go zawoła ten rzuca wszystko i leci... Mało tego, dowiaduje się, że ma mnóstwo nowych koleżanek, świetne kontakty. Myśłałam, że wspólne mieszkanie zmieni moje podejście do niego, zaufam mu, bo będzie obok... Niestety, czuję się zgnojona, zdradzona, oszukana, na każdym kroku go szpieguję, bo nie umiem mu ufać. Czuję, że jestem tylko nagrodą pocieszenia po kimś innym, kiedys porównywał mnie do swojej byłej. Bywa, że jestem taka zła, że płaczę, rwę włosy z głowy, naskakuję na niego bez powodu, mam ochotę uderzyć. Dochodzi do awantury. On przeprasza, przytula, płacze, ja też, momentami jest mi go żal, że tyle ze mną przechodzi, ale ja też nie mam lekko. Dręczą mnie myśli, że mnie zdradza, albo że odejdzie. Czasem chcę się od niego uwolnić, zapomnieć i nigdy już nikogo nie mieć, mam problemy z nauką, jestem smutna, nękają mnie myśli, że w jego pobliżu znów jest jakaś panna. Poza tym problem też w tym, że przez to co z nim przeszłam i że to ja się uniżałam prosząc o wszystko, nie czuję się pełnowartościową kobietą, tylko szmatą, pierwszą lepszą, jaka się napatoczyła. Mam chyba jakąś obsesję, nie wiem co zrobić... Kocham, ale dużo nerwów kosztuje mnie ta znajomość. Obawiam się że mój żal i to poczucie poniżenia i "ułomności" nie minie nigdy. On wie, że go kocham, że będę o niego walczyć, dlatego czasem mam wrażenie, że to wykorzystuje i specjalnie mi pokazuje zdjęcia kobiet w kompie, choć za każdym razem mówi, że to relikt, nie usunął, bo mu umknęło. Z resztą nie stara się, rzekomo o mnie walczy, ale ja tego nie dostrzegam. Ja bym nie fundowała osobie którą kocham takich "przyjemności" Nie wiem co zrobić, nie wiem, czy on mnie kocha, czy to tylko jakaś chora gra... Pomóżcie! ![]()