Witam Was serdecznie, proszę o pomoc bo jestem chyba w najtrudniejszym okresie mojego życia. nie wiem co robić a w nikim nie mam wsparcia. Podejrzewam u siebie depresję, jest bardzo źle a najgorsze jest to że zaczęłam zawalać obowiązki. Mam 21 lat i nie mały bagaż doświadczeń. Kilka lat temu cierpiałam na zaburzenia odżywiania - anoreksja, bulimia. Kiedy już myślałam że wszystko minęło miałam problemy z dostaniem się na studia i najgorszy rok w moim życiu kiedy czekałam żeby w kolejnym znów spróbować dostać się. Wszystko przypominało mi jaka jestem beznadiejna ale jakosię trzymałam. Niedługo po tym okazało się że mój chłopak, z którym jestem od 17 roku życia ma raka, złośliwy, z przerzutami 3 guzy w sumie. Jest po operacji, po terapii i czekamy na wyrok... Dopiero teraz chyba to wszystko do mnie dotarło, kiedy juz nie mogę nic zrobić tylko jakoś dalej żyć i czekać, czekać. Na domiar złego moja mama cały czas jest za tym żebym zostawiła mojego chłopaka. Nie mam nawet się komu zwierzyć bo jemu niie będę przecież wypłakiwać się w ramię. pomóżcie, proszę. nawet kilka słów otuchy będzie błogosławieństwem.
Podobne tematy
nie jest to łatwa sytuacja i rzeczywiście ciężko cokolwiek powiedzieć.
musisz być silna dla niego!
kochana bardzo ci wspolczuje.moj tesc zmarl na raka i strasznie to przezylam wiec moge sie domyslac co czujesz.powiem ci tyle ze musisz wierzyc ze bedzie dobrze.badz silna dla niego.daj znac jak sie czujesz.wygadaj sie to bedzie ci lepiej
Dziękuję za Wasze słowa. Byłam silna ale teraz chyba mnie to wszystko przerasta. Mieszkam razem z chłopakiem i codziennie boję się o niego. Jak kaszlnie, jak mówi że go coś boli, cokolwiek nawet błachego dla mnie jest od razu sygnałem, że coś jest nie tak. Dziś jak zaczął się wygłupiać i mnie rozśmieszać to myślałam że się popłaczę bo zaraz przyszło mi do głowy że mogę go stracić, że już nigdy nie zobaczę jego uśmieszku jak próbuje mnie rozweselić. Boję się, że zostanę sama i będę tylko mogła żyć wspomnieniami. On jest taki dzielny. Kiedyś słyszałam że choroba kogoś bliskiego jest gorsza niż jakbyśmy sami chorowali. Chyba to prawda bo sobą się człowiek tak nie przejmuje jak kimś kogo kocha.
Blekitna rozumiem ,ze Ci ciezko........wiem rowniez , co to zagrozenie zycia i ten strach,ktory paralizuje.
Wiesz powinnas pojsc porozmawiac z psychologiem ..... jest z pewnoscia taki w szpitalu,poza tym sa fora o osobach takich jak twoj chlopak.Powinnas byc oparciem dla niego,bo jak sama wiesz przyjaciol poznaje sie w biedzie.Blekitna ja rowniez rozumie twoja mame ona wie ,co znaczy stracic kogos i ona boi sie o Ciebie .Kazda matka chce dla swojego dziecka jak najlepiej...ona mysli,ze Cie ustrzeze od cierpienia,od zmartwien i wie ,ze jestes rowniez bardzo slaba psychicznie i boi sie ,ze sobie nie poradzisz,bo teraz juz GDYBASZ ,co to bedzie,a moze byc wszystko dobrze.Trzeba zycie brac takie jakie jest i wierzyc ,ze bedzie dobrze...........zycze optymizmu!!!!