Nienawidzę go
Jego obecności w moim umyśle
Jego uśmiechu
Jego oczu
Mojej... tęsknoty?
Ech, czemu ja za nim tęsknię?
Czemu napawa mnie niechęcią to, że zobaczę go dopiero w styczniu?
On mnie nie obchodzi.Zupełnie.
Zwykły kolega. Jest zwykłym kumplem. Przystojnym bo przystojnym, ale jednak zwykłym
I nie ma problemu.
Tyle że on za dużo siedzi w mojej głowie...
Atutaj zakochanie nie w chodzi w rachubę i tyle.
Mam chłopaka. Cudowny człowiek, naprawdę.
Kocham go. Wiem, że tak, jestem pewna tego jak niczego innego.
On jest najważniejszy...
A raczej powinien. Ale ja jestem egoistką. Nie chcę zerwać kontaktów z tamtym, nie chcę go ignorować na szkolnym korytarzu, nie chcę przychodzić na zajęcia tylko w te dni, w których jego nie ma.
A może powinnam?
Tak, wiem że powinnam. Wtedy wszystko wróciłoby do normy...
Tylko że mam takie wrażenie, że im lepiej go poznaję, tym bardziej lubię, a mniej mnie intryguje.
Czy to jest wymówka? Proszę, powiedzcie mi; wmawiam tak sobie?
Przecież to prawda, że zwróciłam na niego uwagę, gdy był dla mnie tajemniczym, nieco groźnym Akkarinem. Nie jest nim już, ale wciąż coś mnie do niego pcha.
A może to po prostu puste miejsce w sercu chce się zapełnić po niedawnej utracie przyjaciela? Może myśli krążą wokół niego, bo sercu nie wystarcza ukochany i przyjaciółka, potrzebny jeszcze przyjaciel?
Czy on jest potencjalnym przyjacielem?
A może potencjalnym... nie, nie dokończę, nie potrafię, ale chyba i tak wiecie, o co mi chodzi.
Przepraszam, że tak długo.
I tak nie przeczytacie. I tak to Was nie obchodzi. Ja po prostu muszę się wygadać, a przecież nie mogę się wygadać nikomu. Wszyscy; mama, chłopak, przyjaciółka nie byliby zadowoleni z takich informacji, więc ukrywam je przed nimi, a wylewam je tu...
Cała nadzieja w tym, że on nic do mnie nie czuje. Zresztą wydaje mi się, że nie... i nie wiem, czemu mnie to nie cieszy.
Najlepiej byłoby, gdyby mnie w ogóle nie lubił. Bolałoby na początku, ale nie jestem w stanie lubić ludzi, którzy są dla mnie źli. Przeszłoby mi w mig...
Dlaczego piszę to w tym dziale? Bo wystarczyłby jeden jego krok i... nie wiem, czy bym się "obroniła", czy raczej nie wiem, czy próbowałabym się bronić... a wtedy moje życie ległoby w gruzach.
Odwiedźcie mnie od tego, proszę... Jak wyrzucić go z głowy?