W kwestii dodania kilku waznych informacji i dopisania nowych istotnych faktów
Do rzeczy, spotykałem się z pewną dziewczyną, oboje mamy po 22 lata. Randek było trochę, około 15, całość trwała z przerwą jakieś 2 miesiące, a znamy się od 3 miesięcy. Początkowo wychodziło wszystko ładnie i fajnie. Spotykaliśmy się, miło spędzaliśmy godziny w ciekawych miejscach na rozmowach i śmianiu się. Od początku dziewczyna mi się podobała, dlatego próbowałem pokazywać się z jak najlepszej strony i dążyć do zacieśnienia relacji. Po kilku spotkaniach poczułem się spławiany, odmowa spotkania na 2 tygodnie z góry "bo są już zaplanowane", odczekałem pewien czas, zadzwoniłem i znów się umówiliśmy. Od tego momentu wydarzenia zaczęły biec dość intensywnie. Dochodziło nawet do sytuacji, że spotykaliśmy się średnio co 2 dni.
Wszystko szło pięknie, parę razy wręczyłem jej bukiet kwiatów, co przyjmowała z zadowoleniem. Problemem było, że nie dawała się pocałować w usta. Nie było problemu, żebym ją pocałował w policzek, czy czoło w czasie spotkania, ale w usta odpadało. Nie było problemów, żebym ja objął, złapał za rękę, przyjmowała to z aprobatą. Tak to sobie trwało, az dochodzimy do tego kończącego się tygodnia. Spotkałem się z nią w poniedziałek, spotkanie było długie, bardzo przyjemne, na koniec nieśmiało, ale jednak tym razem nasze usta się spotkały i było delikatne muśnięcie. Potem widziałem się z nią w piątek. Na tym spotkaniu byłem w niebie, żeby potem spaść do piekła. Byłem u niej, kupiłem wino, oglądaliśmy film. Początkowo, przytulona do mnie, głowę oparła na mojej klatce piersiowej, ja jedną ręką gładziłęm jej talię, no po prostu fantastycznie. Potem zaczęliśmy sie całować, film nas przestał interesować było pikantnie, ona ściągnęła ze mnie koszulkę, ja jej koszulę też, została w samym staniku i spodniach i tak się całowaliśmy. Było po prostu cudownie i wszystko wyglądało, że idzie na najlepszej z możliwych dróg, do tego abyśmy zostali parą. No i tu zaczeły się komplikacje. Podczas całowania powiedziała mi, że nigdy nie będziemy razem, że ona ma plany związane z wyjazdem do pracy do Stanów na wakacje, potem być może ERASMUS i, że to bezsensu aby się wiązać z kimkolwiek, ze ona nie chce. To pierwsza sprawa, której nie rozumiem. Całowaliśmy się dalej, powiedziałem, że mi na niej zależy, żebym chciał zbudować z nią cos trwałego, że taki wyjazd to żaden problem przecież. Na pytanie kim dla niej jestem odpowiedziała, że "nie wie". Całowaliśmy się dobre 3 godziny (seksu nie było, powiedzmy, że po takim stwierdzeniu, że nie będziemy razem nie chciałem do niego dażyc, żeby nie pomyślała, że chcę tylko seksu). Na koniec zrobiła się bardzo oschła, tak z niczego, nie chciała się całować, podała mi koszulke i bluze, zebym się ubrał i żebym wyszedł.
Zadzwoniłem do niej w sobotę, że chcę się spotkać i kiedy ma czas w niedziele, odpowiedziała "mam czas, ale nie wiem czy chcę się spotkać", jak stwierdziłęm, że chcę z nią porozmawiać, to zgodziła się. Umówiłem się z nią na niedziele i poszedłem do niej. Zrobiła herbatę i zaczęliśmy rozmawiać. Chciałem usłyszeć jakieś wyjasnienie o co chodzi. Stwierdziła, że w sumie nie widzi szans, na to, żebyśmy byli razem, że i tak by się to rozpadło. Nie chce abym na nią czekał az wróci, że sama nie chce zapychać sobie myśli podczas wyjazdu, że ja na nią czekam. Stwierdziła, że właściwie to bardzo zależy jej na relacji ze mną, ale jako kolega-koleżanka, a nie partner. Nazwała mnie bratnią duszą, ale nie czuje, żeby między nami było wystarczająco dużo chemii, aby się wiązać. Mówiła, że kiedyś była zakochana w pewnym chłopaku, modyfikowała swoje plany zyciowe pod jego katem i to nie wyszło jej na dobre, a wzgledem mnie nie ma takich uczuć, że to to, że ma swoje plany a ja nie jestem dla niej az tak ważny, żeby coś zmieniać w swoich postanowieniach.
Ja jej powiedziałem, że mi na niej zależy i jeśli to tylko chodzi o kwestię czekania na nią, to ja będę na nią czekać, jeśli mi zależy to na pewno żadna inna nie przyjdzie mi na myśl podczas jej nieobecności (potem właśnie zaczęła mówić, że to nie o sam wyjazd chodzi, tylko o te pzoostałem elementy). Nie owijając w bawełne powiedziałem, że ciężko mi będzie przekierować znajomość na inną relację, że to nie byłoby szczere wobec niej.
Powiedzcie mi dziewczyny, czy wy rozumiecie jej zachowanie, ja kompletnie nie mogę tego połapać. Skoro nie chciała, żebym był kims więcej dla niej niż kolegą, czemu wczesniej nie dała znać, np. wtedy kiedy dałem jej po raz pierwszy bukiet kwiatów, czy kiedy próbowąłem ją pocałować lub obejmowałem idąc przez miasto. Nie chcę odpuścić, naprawdę szczerze mi na niej zależy, ale czy jest jeszcze co próbowac ratować, a jeśli tak to jak postąpić. nadmienię jeszcze, że oboje jesteśmy na ostatnich semestrach studiów co wiąze się z pisaniem pracy, co też jest czasochłonne i może powodować niechęc do bawienia się w związki. Co robić i jak rozumieć jej zachowanie. Trochę się rozpisałem, ale wolałem wszystko dokłądnie rozrysować