netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

310 odpowiedzi32 616 wyświetleńzałożony przez Kasia-Kicia, 12.09.2016

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 311 ]

1

Temat: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Moje pytanie adresuję właściwie głỏwnie do panỏw, aczkolwiek panie też może mają swoje przemyślenia.

Zastanawia mnie, jak to jest możliwe, że mężczyzni, aczkolwiek pewnie niektỏre panie rỏwnież mogą zdradzać swoich partnerỏw, żony, mężỏw i twierdzić że ich kochają?

Zostałam zdradzona przez męża (szykuje się do opisania tej historii na forum) i choć upłyną już czas jakiś, pomimo że mỏj wiarołomny mąż zakończył ”wspỏłpracę” z ową ”damą” i twiedzi, że bardzo mnie kocha, że popełnił błąd i nie chciał mnie skrzywdzić ja wciąż swoim małym rozumkiem nie ogarniam:(

Jak to jest możliwe:
Kochać kogoś i gzić sie z kimś innym.

Domyślam się, iż podonych tematỏw na forum była masa, ale może ktoś odkrył coś nowego w tej materii

Pomỏzcie mi zrozumieć!!

2 Ostatnio edytowany przez Averyl (2016-09-12 11:19:35)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Nie wiem, ale dlaczego wierzysz osobie, która przysięgała ci miłość, a potem cię oszukała, dlaczego nie wierzysz temu, co ty sama czujesz, co twoje serce ci podpowiada.
Naprawdę wierzysz w głębi serca, że on cię kocha i popełnił błąd? czy może dominuje twoje własne uczucie do niego i chciałabyś znaleźć jakiś punkt zaczepienia, by sobie wytłumaczyć, że to był tylko błąd i właściwie nic się nie stało.

3

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Dla mnie nikt kto kocha nie zdradza,program "naprawczy" jest na chwile żebyś nie odeszła pózniej wrócą stare schematy...

4

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Averyl napisał/a:

Nie wiem, ale dlaczego wierzysz osobie, która przysięgała ci miłość, a potem cię oszukała, dlaczego nie wierzysz temu, co ty sama czujesz, co twoje serce ci podpowiada.
Naprawdę wierzysz w głębi serca, że on cię kocha i popełnił błąd? czy może dominuje twoje własne uczucie do niego i chciałabyś znaleźć jakiś punkt zaczepienia, by sobie wytłumaczyć, że to był tylko błąd i właściwie nic się nie stało.

Właściwie nie wiem czy wierzę. Ale tak, czasem wydaje mi się, że mnie kocha tylko popełnił „błąd“.

Tak jakby serce mỏwiło jedno, ale rozum podpowiada coś innego. Zabrzmiało jak z taniego romansu niestety:)

Dlatego zastanawiam się, czy jest to możliwe.

5

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
little.owl napisał/a:

Dla mnie nikt kto kocha nie zdradza,program "naprawczy" jest na chwile żebyś nie odeszła pózniej wrócą stare schematy...

Tego sie wlasnie boje:(

6

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

A jak się w nim zakochałaś ileś lat temu, to też miałaś takie wątpliwości, czy jest szczery w uczuciach?

Zawsze radzę ludziom, by słuchali samych siebie, jak będziesz w zgodzie z sobą samą, to łatwiej przyjdzie ci przełknąć gorzką prawdę i wyjść na prostą, być silną.

7

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Kasiu on w domu ma wyprane,posprzątane i ugotowane jest mu tak dobrze,że nie widzi powodu dla którego należy to zmienić.
Jak ja to mowię w domu ma ciepło a ogień na mieście.
Nawet jeżeli czuje coś do tej drugiej kobiety to poczeka aż to Ty podejmiesz decyzje o rozwodzie,żeby on "biedny misio" mógł powiedzieć przecież Cię kocham to Ty nie chcesz wybaczyć mi błędu..tchórz i egoista.

8

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Averyl napisał/a:

A jak się w nim zakochałaś ileś lat temu, to też miałaś takie wątpliwości, czy jest szczery w uczuciach?

Zawsze radzę ludziom, by słuchali samych siebie, jak będziesz w zgodzie z sobą samą, to łatwiej przyjdzie ci przełknąć gorzką prawdę i wyjść na prostą, być silną.

Nie, nie mialam watpliwosci.
Teraz tez mam wrazenie, ze jest szczery - wiem..wiem jak to brzmi:)

Ale nie daje mi to spokoju.


DLACZEGO to zrobil skoro tak niby kochal??

Czytalam o powodach zdrady... to jacy sa biedni ci mezczyzni, trzymani w domu pod kluczem przez swe wredne zony chetery, I potrzebuja atrackcji I ekscytacji..
Bo zona to tylko w podartych dresach I z odrostami.
I jeszcze ze ciagle marudzi I czepia sie biednego misia.
A biedny mis to hedonis po prostu I drzyjcie narody...

Tyle ze w moim przypadku to nie pasuje.

Ja moze nie 8 cud swiata, ale tez nie chetera. Zawsze w lanej bieliznie - bo lubie. Z figura nizmienna od dnia slubu - mimo 2 ciaz.

To raczej moj biedny mis mi sie "rozlazl" - siedzi w dresie I dowalil 10kg od dnia slubu.

9

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Kasia-Kicia napisał/a:
Averyl napisał/a:

A jak się w nim zakochałaś ileś lat temu, to też miałaś takie wątpliwości, czy jest szczery w uczuciach?

Zawsze radzę ludziom, by słuchali samych siebie, jak będziesz w zgodzie z sobą samą, to łatwiej przyjdzie ci przełknąć gorzką prawdę i wyjść na prostą, być silną.

Nie, nie mialam watpliwosci.
Teraz tez mam wrazenie, ze jest szczery - wiem..wiem jak to brzmi:)

Ale nie daje mi to spokoju.


DLACZEGO to zrobil skoro tak niby kochal??

Zrób sobie ćwiczenie - co, wg ciebie, jest twoim uczuciem do niego, a co jego do ciebie. Jak ty jemu okazujesz uczucia, a jak on?
Wydaje mi się, że bardzo go kochasz i chciałabyś usłyszeć coś takiego, co cię uspokoi, pozwoli wybaczyć, że to tylko taki mały błąd, a tak w ogóle wszystko jest po starem, sielanka. Nie szukałabyś potwierdzenia w słowach obcych ludzi, po prostu wiedziałabyś, że nic się nie stało, zbłądził, ale będzie dobrze, ale ty chyba tego nie czujesz.
Sama zauważyłaś, że się starałaś, a on nie i nagle okazuje się, że byłaś zbyt nudna, za mało interesująca, za mało ekscytująca, inna była atrakcyjniejsza, dlaczego?  Zastanów się czy mąż nie wykorzystuje twojego uczucia, by tak jak napisała: 

little.owl napisał/a:

Kasiu on w domu ma wyprane,posprzątane i ugotowane jest mu tak dobrze,że nie widzi powodu dla którego należy to zmienić.
Jak ja to mowię w domu ma ciepło a ogień na mieście.

Zdrada to nie jest sama moment, kiedy ludzie to robią, jeszcze jest droga, która prowadzi do takiej sytuacji - kadził tamtej, a przed tobą wymyślał pewnie różne wymówki, by wszystko wyglądało "normalnie". Ile to trwało? Wtedy też tak mocno i szczerze cię kochał?

10

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Averyl też uważam,że autorka czuje,że coś jest nie tak mino zapewnień "biednego misia".
Poruszyłaś kochana ważny "proces zdrady" zanim przecież poszli do wyra był cały proces przed,czyli zwrócił na nią uwagę,zaczął ją adorować i starał się ją zdobyć w tym okresie faceci często się "zadurzaja" w swoich kochankach. Po zdobyciu obiektu często im przechodzi dlatego dość łatwo zerwać im z nimi kontakt i wrócić skruszeni do rodzinnego życia. Przez jakiś nawet czas się "starają" póki nie pojawi się nowy obiekt zaintesowania. Czasem przerwy są długie a czasem krótsze,wszystko zależy od charakteru faceta.
Czy chcesz być spokojnym portem do,którego wraca po swoich "burzach"?

11

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Nie wiem jak to jest w małżeństwie, ale mogę powiedzieć jak to wygląda z drugiej strony. Facet ma żonę, dzieci, realizuje się zawodowo, niby wszystko w porządku ale jednak zdradza. Dlaczego? Albo w taki sposób rozładowuje stres, albo podnosi własne ego albo po prostu zwyczajnie ładuje w ten sposób baterie do dalszego działania – w końcu to dostarcza mu adrenaliny, motylków i nie wiem czego jeszcze, co sprawia że zaczyna znów czuć się jak młody bóg.
Dlaczego więc się nie rozwiedzie? Pytanie, po co? Przecież dzieci są najważniejsze, to żeby miały matkę i ojca i jeden, stabilny dach nad głową. Przecież dla romansu nie ma sensu tego im zabierać, albo raczej sobie – wygody. Tak jak napisała Averyl – facet ma wszystko czego można chcieć – żonę w domu, która zaopiekuje się domem i dziećmi, przez co on ze spokojnym sumieniem będzie mógł się spełniać zawodowo, a że przy tym jakiś romansik, no przecież można to jakoś wybaczyć czy wytłumaczyć… On nie traktuje tego jako zdradę, brak szacunku czy miłości… on podchodzi do tego czysto egoistycznie.On tylko zaspakaja swoje jakieś braki, potrzeby, podczas gdy żonie teoretycznie żadna krzywda się nie dzieje. Przecież wraca, zajmuje się dziećmi, przynajmniej na tyle na ile może, dla żony też stara się być miły itd. Do tego ma więcej energii. Niby wszyscy są szczęśliwi...
Dramat zaczyna się dopiero wtedy, kiedy romans wychodzi na jaw, wtedy zaczyna się bicie w piersi i przepraszanie… w końcu grunt się pali pod nogami… a było tak dobrze. Co taki delikwent wybierze? Wiadomo, sprawdzoną na wszystkich płaszczyznach żonę, niż niepewną kochankę. I będzie szedł w zaparte aż żona przyjmie misia. Czy tym samym odrobi lekcje i już nigdy więcej zdrady się nie dopuści? Śmiem wątpić. W znanym mi przypadku facet po 2 latach nie miał żadnych skrupułów by znów zacząć zdradzać. Rozwód jednak nie wchodzi w grę, bo nie zafunduje on takiej tragedii swoim dzieciom i nie będzie rozbijał im rodziny... Taki wspaniały z niego ojciec… a mąż?
Tyle ma w sobie miłości, że i dla żony i dla kochanki starczy, po co robić z tego jakiś dramat?? (oczywiście to sarkazm).

12

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Kasia-Kicia napisał/a:

Moje pytanie adresuję właściwie głỏwnie do panỏw, aczkolwiek panie też może mają swoje przemyślenia.

Zastanawia mnie, jak to jest możliwe, że mężczyzni, aczkolwiek pewnie niektỏre panie rỏwnież mogą zdradzać swoich partnerỏw, żony, mężỏw i twierdzić że ich kochają?

Zostałam zdradzona przez męża (szykuje się do opisania tej historii na forum) i choć upłyną już czas jakiś, pomimo że mỏj wiarołomny mąż zakończył ”wspỏłpracę” z ową ”damą” i twiedzi, że bardzo mnie kocha, że popełnił błąd i nie chciał mnie skrzywdzić ja wciąż swoim małym rozumkiem nie ogarniam:(

Jak to jest możliwe:
Kochać kogoś i gzić sie z kimś innym.

Domyślam się, iż podonych tematỏw na forum była masa, ale może ktoś odkrył coś nowego w tej materii

Pomỏzcie mi zrozumieć!!

Seks jest czymś kuszącym, atrakcyjnym. I większość ludzi odczuwa napięcie seksualne niezależnie od tego, czy jest w stanie zakochania, czy nie. To, że utarło się przyporzadkowywać seks wyłącznie do miłości to coś w rodzaju idealizmu. Chciałoby się, by tak było, ale ciało nie zawsze reaguje na argumenty rozumu. Równie dobrze możesz pytać, jak ktoś może mówić, że kocha gdy pije chociaż wie, że partner nie życzy sobie tego picia. Jak ktoś może twierdzić, że kocha, jesli mimo niechęci partnera do papierosów pali. I można zapytać, jak ktoś może mówić o miłości i oddawać się nienawiści w kłótniach? Nie rozumiesz zdrad, a czy rozumiesz taki zlepek: "kochała go i nienawidziła jednocześnie"?

Wydaje Ci się, że jeśli ktoś gzi się na boku z kimś, do kogo niczego nie czuje, wyklucza to miłość do partnerki/partnera. Byłoby to zrozumiałe, gdyby kochało się za seks. Za ciało. A kocha się chyba jednak inaczej... Czy jeśli coś zrobisz wbrew partnerowi to oznacza brak miłości?

Problem, przynajmniej w aspekcie rozumienia,  polega chyba na tym, że wymagania stawia się obojgu te same nie patrząc na to, czy tyle samo dla obojga znaczą. A inaczej będzie wyglądała wierność osoby, która nie odczuwa pragnienia seksu  (zależy jej tylko na budowaniu bliskości), inaczej zaś w przypadku osoby, która seks lubi i zauważa atrakcyjność innych ciał. Pierwsza osoba nie musi nic robić, by być wierną, nie musi zwalczać swoich pragnień. Druga musi. Pierwsza osoba łatwiej by to zrozumiała, gdyby "kontrakt" polegał nie na zasadzie "ja TEGO nie robię więc i ty TEGO nie rób", ale na zasadzie dopasowania intensywności pragnień, np.: ja lubię seks, ty lubisz słodycze. Ja rezygnuję dla Ciebie z seksu, Ty dla mnie rezygnujesz ze słodyczy (skoro oboje wiemy, że seks z kimś innym ciebie nie interesuje). Może łatwiej byłoby zrozumieć, gdyby samej się było w sytuacji potrzeby poświęcenia dla drugiej osoby własnych pragnień?

13 Ostatnio edytowany przez Iceni (2016-09-12 14:27:22)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
dżdżownick napisał/a:
Kasia-Kicia napisał/a:

Moje pytanie adresuję właściwie głỏwnie do panỏw, aczkolwiek panie też może mają swoje przemyślenia.

Zastanawia mnie, jak to jest możliwe, że mężczyzni, aczkolwiek pewnie niektỏre panie rỏwnież mogą zdradzać swoich partnerỏw, żony, mężỏw i twierdzić że ich kochają?

Zostałam zdradzona przez męża (szykuje się do opisania tej historii na forum) i choć upłyną już czas jakiś, pomimo że mỏj wiarołomny mąż zakończył ”wspỏłpracę” z ową ”damą” i twiedzi, że bardzo mnie kocha, że popełnił błąd i nie chciał mnie skrzywdzić ja wciąż swoim małym rozumkiem nie ogarniam:(

Jak to jest możliwe:
Kochać kogoś i gzić sie z kimś innym.

Domyślam się, iż podonych tematỏw na forum była masa, ale może ktoś odkrył coś nowego w tej materii

Pomỏzcie mi zrozumieć!!

Seks jest czymś kuszącym, atrakcyjnym. I większość ludzi odczuwa napięcie seksualne niezależnie od tego, czy jest w stanie zakochania, czy nie. To, że utarło się przyporzadkowywać seks wyłącznie do miłości to coś w rodzaju idealizmu. Chciałoby się, by tak było, ale ciało nie zawsze reaguje na argumenty rozumu. Równie dobrze możesz pytać, jak ktoś może mówić, że kocha gdy pije chociaż wie, że partner nie życzy sobie tego picia. Jak ktoś może twierdzić, że kocha, jesli mimo niechęci partnera do papierosów pali. I można zapytać, jak ktoś może mówić o miłości i oddawać się nienawiści w kłótniach? Nie rozumiesz zdrad, a czy rozumiesz taki zlepek: "kochała go i nienawidziła jednocześnie"?

Wydaje Ci się, że jeśli ktoś gzi się na boku z kimś, do kogo niczego nie czuje, wyklucza to miłość do partnerki/partnera. Byłoby to zrozumiałe, gdyby kochało się za seks. Za ciało. A kocha się chyba jednak inaczej... Czy jeśli coś zrobisz wbrew partnerowi to oznacza brak miłości?

Problem, przynajmniej w aspekcie rozumienia,  polega chyba na tym, że wymagania stawia się obojgu te same nie patrząc na to, czy tyle samo dla obojga znaczą. A inaczej będzie wyglądała wierność osoby, która nie odczuwa pragnienia seksu  (zależy jej tylko na budowaniu bliskości), inaczej zaś w przypadku osoby, która seks lubi i zauważa atrakcyjność innych ciał. Pierwsza osoba nie musi nic robić, by być wierną, nie musi zwalczać swoich pragnień. Druga musi. Pierwsza osoba łatwiej by to zrozumiała, gdyby "kontrakt" polegał nie na zasadzie "ja TEGO nie robię więc i ty TEGO nie rób", ale na zasadzie dopasowania intensywności pragnień, np.: ja lubię seks, ty lubisz słodycze. Ja rezygnuję dla Ciebie z seksu, Ty dla mnie rezygnujesz ze słodyczy (skoro oboje wiemy, że seks z kimś innym ciebie nie interesuje). Może łatwiej byłoby zrozumieć, gdyby samej się było w sytuacji potrzeby poświęcenia dla drugiej osoby własnych pragnień?

Dzdzownick, z checia przybilabym ci piatke. Ludzie przysiegaja sobie wiernosc, ale nie jedynie wiernosc.
I popelniaja bledy.

Dlaczego mozna wybaczyc jezeli maz/zona przepusci rodzinne oszczednosci,  wpadnie w nalog, straci prace z wlasnej glupoty - i cala mase innych rzeczy, a romansu wybaczyc nie mozna? Ludzie szukaja tego, czego im brakuje - rozwala mnie argument, ze w domu ma wyprane i posprzatane a na miescie szuka rozrywki...

No przeciez O TO CHODZI! Zona to nie sprzataczka! Malo ktory facet wymaga takiego porzadku w domu jak (czasem obsesyjnie) utrzymuja kobiety. 80% kobiet jakie znam katuje sie sprzataniem z wlasnej woli.

A moze wlasnie o to chodzi, by czasem miec w dupie czy firanki sa snieznobiale a w katach nie ma kurzu a zachowac sily i energie dla siebie?

Naprawde ktos uwaza, ze warto byc wiernym dla uprasowanych koszul? ..



Autorko -zastanow sie kiedy ostatnio widzialas w mezu swojego kochanka? Kiedy ostatnio go pozadalas? Pamietasz jeszcze to uczucie sprzed slubu? Kiedy pol godziny wybieralas sukienke zeby mu sie podobac? Pamietasz jak wygladal wasz seks wtedy? Co sie zmienilo po slubie, ze przestalas w nim to dostrzegac?

14

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Dżdżownick fajny wywód, ale przed całą masą ludzi - małżonkowie przysięgają sobie miłość, wierność i takie tam, a nie - zadowolenie seksualne za wszelką cenę. Tłumaczysz, że facet ma duże potrzeby seksualne (czyli może tak na boku, dla adrenalinki? dla przyjemności własnej?), tak samo można powiedzieć, że kobieta ma duże potrzeby emocjonalne - stąd te rozterki autorki. Myślę, że ona by chciała uwierzyć, że to było takie "mechaniczne", oderwane od jakichkolwiek emocji zdradzanie, ale mimo usilnej próby tłumaczenia sobie, że prawie wszystko jest OK, ją to emocjonalnie uwiera: była w porządku wobec niego, a on znalazł sobie na boku du**.

15

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
dżdżownick napisał/a:
Kasia-Kicia napisał/a:

Moje pytanie adresuję właściwie głỏwnie do panỏw, aczkolwiek panie też może mają swoje przemyślenia.

Zastanawia mnie, jak to jest możliwe, że mężczyzni, aczkolwiek pewnie niektỏre panie rỏwnież mogą zdradzać swoich partnerỏw, żony, mężỏw i twierdzić że ich kochają?

Zostałam zdradzona przez męża (szykuje się do opisania tej historii na forum) i choć upłyną już czas jakiś, pomimo że mỏj wiarołomny mąż zakończył ”wspỏłpracę” z ową ”damą” i twiedzi, że bardzo mnie kocha, że popełnił błąd i nie chciał mnie skrzywdzić ja wciąż swoim małym rozumkiem nie ogarniam:(

Jak to jest możliwe:
Kochać kogoś i gzić sie z kimś innym.

Domyślam się, iż podonych tematỏw na forum była masa, ale może ktoś odkrył coś nowego w tej materii

Pomỏzcie mi zrozumieć!!

Seks jest czymś kuszącym, atrakcyjnym. I większość ludzi odczuwa napięcie seksualne niezależnie od tego, czy jest w stanie zakochania, czy nie. To, że utarło się przyporzadkowywać seks wyłącznie do miłości to coś w rodzaju idealizmu. Chciałoby się, by tak było, ale ciało nie zawsze reaguje na argumenty rozumu. Równie dobrze możesz pytać, jak ktoś może mówić, że kocha gdy pije chociaż wie, że partner nie życzy sobie tego picia. Jak ktoś może twierdzić, że kocha, jesli mimo niechęci partnera do papierosów pali. I można zapytać, jak ktoś może mówić o miłości i oddawać się nienawiści w kłótniach? Nie rozumiesz zdrad, a czy rozumiesz taki zlepek: "kochała go i nienawidziła jednocześnie"?

Wydaje Ci się, że jeśli ktoś gzi się na boku z kimś, do kogo niczego nie czuje, wyklucza to miłość do partnerki/partnera. Byłoby to zrozumiałe, gdyby kochało się za seks. Za ciało. A kocha się chyba jednak inaczej... Czy jeśli coś zrobisz wbrew partnerowi to oznacza brak miłości?

Problem, przynajmniej w aspekcie rozumienia,  polega chyba na tym, że wymagania stawia się obojgu te same nie patrząc na to, czy tyle samo dla obojga znaczą. A inaczej będzie wyglądała wierność osoby, która nie odczuwa pragnienia seksu  (zależy jej tylko na budowaniu bliskości), inaczej zaś w przypadku osoby, która seks lubi i zauważa atrakcyjność innych ciał. Pierwsza osoba nie musi nic robić, by być wierną, nie musi zwalczać swoich pragnień. Druga musi. Pierwsza osoba łatwiej by to zrozumiała, gdyby "kontrakt" polegał nie na zasadzie "ja TEGO nie robię więc i ty TEGO nie rób", ale na zasadzie dopasowania intensywności pragnień, np.: ja lubię seks, ty lubisz słodycze. Ja rezygnuję dla Ciebie z seksu, Ty dla mnie rezygnujesz ze słodyczy (skoro oboje wiemy, że seks z kimś innym ciebie nie interesuje). Może łatwiej byłoby zrozumieć, gdyby samej się było w sytuacji potrzeby poświęcenia dla drugiej osoby własnych pragnień?


Ja naprawde poswiecilam dla mojego meza duzo. Przeprowdzilam sie, zmienilam cale otoczenie, zostawilam rodzine, przyjaciol, zmienilam prace - nie bede sie rozpisywac bo nie jest to tematem tego watku.

Wszystko dla niego - byl to oczywiscie MOJ wybor, jednakowoz chce zwrocic uwage, ze naprawde nie moze mi zarzucic braku poswiecen.

Wiedzial od poczatku, ze wiernosc jest dla mnie sprawa bezdyskusyjna. Ze brzydze sie klamstwem, ze wybacze wiele, ale nie klamstwo.

Jesli sie nie podoboba - mozna sobie zmienic na lepszy model - po co oszukiwac.

Dla adrenaliny - mozna skoczyc na banji, pograc w szachy - mozna sie inaczej rozerwac.

Jak to jest oszukiwac?

16

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Averyl napisał/a:

Dżdżownick fajny wywód, ale przed całą masą ludzi - małżonkowie przysięgają sobie miłość, wierność i takie tam, a nie - zadowolenie seksualne za wszelką cenę. Tłumaczysz, że facet ma duże potrzeby seksualne (czyli może tak na boku, dla adrenalinki? dla przyjemności własnej?), tak samo można powiedzieć, że kobieta ma duże potrzeby emocjonalne - stąd te rozterki autorki. Myślę, że ona by chciała uwierzyć, że to było takie "mechaniczne", oderwane od jakichkolwiek emocji zdradzanie, ale mimo usilnej próby tłumaczenia sobie, że prawie wszystko jest OK, ją to emocjonalnie uwiera: była w porządku wobec niego, a on znalazł sobie na boku du**.

Dokladnie tak - Averyl trafilas w punkt.

Ja rozumiem ze ludzie sie rozstaja jak sa ze soba nieszczesliwi.
Jesli sie wypala - moze lepiej sie rozstac - OK - rozumiem.

Ale nie moge pojac tego podejscia ze chce sie zjesc ciasto I miec ciastko.

I zapewnien o milosci.

Po co to?
Zadawac sobie tyle kolopotu - klamac, oszukiwac I kombinowac.
Dla - jak ktos to fajnie napisal dla wyprasowanych koszul??

To nie te czasy.

17 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-09-12 15:36:29)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

jedno nie wyklucza drugiego. Mozna kochac, mozna zdradzic. Wybaczyc tez jak najbardziej mozna. Wszystko kwestia priorytetow i podejscia oraz tego, co laczy ludzi. Jesli te wiezi sa powierzchowne to zdrada postrzegana jest jak koniec swiata i koniec zwiazku.
edit: w sumie podzielam opinie dzdzownicka i Iceni. Ludzie wynosza wiernosc na piedestal, jakby poza nia nie liczylo sie w zwiazku nic wiecej.

18

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Averyl napisał/a:

Dżdżownick fajny wywód, ale przed całą masą ludzi - małżonkowie przysięgają sobie miłość, wierność i takie tam, a nie - zadowolenie seksualne za wszelką cenę. Tłumaczysz, że facet ma duże potrzeby seksualne (czyli może tak na boku, dla adrenalinki? dla przyjemności własnej?), tak samo można powiedzieć, że kobieta ma duże potrzeby emocjonalne - stąd te rozterki autorki. Myślę, że ona by chciała uwierzyć, że to było takie "mechaniczne", oderwane od jakichkolwiek emocji zdradzanie, ale mimo usilnej próby tłumaczenia sobie, że prawie wszystko jest OK, ją to emocjonalnie uwiera: była w porządku wobec niego, a on znalazł sobie na boku du**.

Tłumaczę tylko że możliwe jest kochanie jednej osoby i seks z inną. Wystarczy chociażby to, z czym chyba też większość ludzi się zgadza, że seks nie oznacza miłości. Seks nie równa się miłości. To, ze się z kimś ktoś prześpi, nie oznacza, że go kocha. Tak samo też nie oznacza, że NIE KOCHA osoby, którą kochał dotychczas. Nie wnikam w powody zdrady. Mi akurat obca jest potrzeba nowych porcji adrenaliny. Kasia-Kicia zapytała jak to możliwe, że ktoś upiera się że kocha gdy dopuścił się zdrady. I dałem odpowiedź - jeśli ktoś jest w stanie odczuwać popęd seksualny niezależnie od miłości to po prostu jest w stanie dokonać seksualnego aktu bez miłości. I zapewne jest w stanie kochać bez "małżeńskiego"  seksu (jeśli np. ukochana osoba z jakichś powodów nie chce lub nie może).

Jeśli ktoś chce na podstawie złamanych przyrzeczeń wyrokować o tym, czy uczucia ustały, to chyba idzie na łatwiznę, albo... jest idealnym człowiekiem, który sam niczym nie zawinił swoim bliskim.

Averyl, piszesz, że małżonkowie przysięgają sobie miłość wierność i takie tam. Czy nie jest tak, że dla Ciebie, dla Kasi -Kici i wielu innych ludzi ważna jest głównie ta wierność? Co ze ślubem "bycia z partnerem aż do śmierci", skoro najczęstszym pogladem w tych sprawach jest "chcesz seksu z inna zakończ najpierw swój związek"? Zakończenie związku, mimo przysięgi, tylko po to, by uniknąć zdrady, uważa się za UCZCIWE postawienie sprawy. Czy zatem w związku ma chodzić tylko o seks a reszta jakoś tam będzie? Byle tylko być wiernym?

Nie bronię męża Kasi-Kici. Nie wiem, czy ją kocha czy nie. To ich sprawa. Lepiej jednak, by o tym czy ją kocha wiedziała nie na podstawie takich mądrości, że seks z inną to brak miłości. Powinna to "wiedzieć" z życia, z tego, jak im jest ze sobą, a nie na podstawie tego jak się zachowuje partner poza związkiem.

19 Ostatnio edytowany przez Averyl (2016-09-12 15:46:17)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Dżdżownick - w sferze intymnej tak na dobrą sprawę to nikogo nie interesują statystki, czy mądre ogólne prawdy. Masz rację, że każdy kto odczuwa popęd, może to zrobić, sam seks nie jest jednoznaczny z miłością. Tak globalnie to wszystko prawda, ale w związku jesteś z konkretnym człowiekiem, wiem, że Kasia-Kicia napisała ogólnie i taką dostała odpowiedź od ciebie.
Ja przeczytałam głos kobiety, która chce się okłamywać, chce wierzyć w miłość męża, chociaż wewnątrz siebie tak tego nie czuje (stąd te jej rozterki).

A co do wierności małżeńskiej - w przysiędze małżeńskiej chyba na początku jest miłość. Gdy byłam dzieckiem, a moi rodzice się kłócili to sobie myślałam, czemu się nie rozejdą, jeśli się nie kochają, a moja matka uważała, że "co bóg złączył, niech człowiek nie waży się rozłączyć" .
Nie, nie doradzam wszystkim, by stawiali na piedestale wierność małżeńską, chociaż uważam, że jeśli respektuje się pierwszy pkt przysięgi małżeńskiej - miłość, to nie generuję się problemów z wiernością, z trwaniem do grobowej deski, itd.
Uważam, że człowiek powinien być w zgodzie ze sobą samym, jeśli jest ci źle ze świadomością, że mąż bzyka na boku, to nie ma co wmawiać w siebie, że rodzina najważniejsza.

20 Ostatnio edytowany przez dżdżownick (2016-09-12 19:14:58)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Averyl... tak, właśnie takie ogólne postawienie pytania przez Kasię zachęciło mnie do zabrania głosu.
Jeśli chodzi o samą Autorkę, to ja raczej mam wrażenie, że raczej nie wierzy w miłość męża. Wydawało mi się, że dla Kasi złamanie przyrzeczenia w kwestii wierności przy wspomnianej wiedzy, jak bardzo jest to dla Niej ważne, jest równoznaczne z brakiem miłości.
Na miłość nie mamy wpływu. Nie uchronią przed jej śmiercią żadne przysięgi. Więc gdy ktoś przestanie kochać, łamie ślub złożony drugiej osobie. Czy już w tym momencie jest zdrajcą? I czy przestając kochać powinien złamać kolejne przyrzeczenie/przyrzeczenia? Jeśli umiera miłość już nie warto być razem do śmierci? Bo nie wystarczy przyjaźń, zażyłość, poznanie się na wskroś? Po co więc ślubować "do śmierci, jeśli pragnie się tylko dotąd, dopóki trwa miłość?

Ale odbiegam od tematu. Przepraszam...

Iceni - przybijam piątkę, chociaż tak na smutno, bo to też smutna tematyka.

Kasiu-Kiciu, nie mam pomysłu co Ci więcej napisać. Wiadomo, że w związkach są poświęcenia, kompromisy. I nie chodzi tu bynajmniej o licytację kto więcej poświęcił. Miałem nadzieję, że wyobrażenie sobie własnego poświęcenia dla drugiej osoby pomoże zrozumieć. Poświęciłaś więc coś dla męża. Czy gdybyś nie poświęciła, uważałabyś, że nie kochasz? Życzę Ci poukładania Twoich spraw. Niech Ci się uda wyjść z tego obronną ręką, bez klęsk, ran itp.

21

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Kasia-Kicia napisał/a:

Wszystko dla niego - byl to oczywiscie MOJ wybor, jednakowoz chce zwrocic uwage, ze naprawde nie moze mi zarzucic braku poswiecen.

Może właśnie dlatego o czym pisze Iceni:


Iceni napisał/a:

Dzdzownick, z checia przybilabym ci piatke. Ludzie przysiegaja sobie wiernosc, ale nie jedynie wiernosc.
I popelniaja bledy.

Dlaczego mozna wybaczyc jezeli maz/zona przepusci rodzinne oszczednosci,  wpadnie w nalog, straci prace z wlasnej glupoty - i cala mase innych rzeczy, a romansu wybaczyc nie mozna? Ludzie szukaja tego, czego im brakuje - rozwala mnie argument, ze w domu ma wyprane i posprzatane a na miescie szuka rozrywki...

No przeciez O TO CHODZI! Zona to nie sprzataczka! Malo ktory facet wymaga takiego porzadku w domu jak (czasem obsesyjnie) utrzymuja kobiety. 80% kobiet jakie znam katuje sie sprzataniem z wlasnej woli.

A moze wlasnie o to chodzi, by czasem miec w dupie czy firanki sa snieznobiale a w katach nie ma kurzu a zachowac sily i energie dla siebie?

Naprawde ktos uwaza, ze warto byc wiernym dla uprasowanych koszul? ..



Autorko -zastanow sie kiedy ostatnio widzialas w mezu swojego kochanka? Kiedy ostatnio go pozadalas? Pamietasz jeszcze to uczucie sprzed slubu? Kiedy pol godziny wybieralas sukienke zeby mu sie podobac? Pamietasz jak wygladal wasz seks wtedy? Co sie zmienilo po slubie, ze przestalas w nim to dostrzegac?


Kasia tak się poświęciłaś, a on ci rogi przyprawił. Może za mało się poświęciłaś? Chociaż jak już tak się poświęcasz, to może warto i dla jego zdrady się poświęcić i mu wybaczyć?

Ktoś mi wytłumaczy czy o tym poświęceniu mówią matki dziewczynom przed ślubem? Poświęcamy własne nazwisko rodowe, potem karierę, bo jego ważniejsza, potem swoje ciało, bo rodzimy dzieci. Potem poświęcamy przyjaciół, bo on nie lubi naszej przyjaciółki a i tak dalej walą nas po rogach. Może trzeba coś jeszcze poświęcić?

22

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
dżdżownick napisał/a:

Averyl... tak, właśnie takie ogólne postawienie pytania przez Kasię zachęciło mnie do zabrania głosu.
Jeśli chodzi o samą Autorkę, to ja raczej mam wrażenie, że raczej nie wierzy w miłość męża. Wydawało mi się, że dla Kasi złamanie przyrzeczenia w kwestii wierności przy wspomnianej wiedzy, jak bardzo jest to dla Niej ważne, jest równoznaczne z brakiem miłości.
Na miłość nie mamy wpływu. Nie uchronią przed jej śmiercią żadne przysięgi. Więc gdy ktoś przestanie kochać, łamie ślub złożony drugiej osobie. Czy już w tym momencie jest zdrajcą? I czy przestając kochać powinien złamać kolejne przyrzeczenie/przyrzeczenia? Jeśli umiera miłość już nie warto być razem do śmierci? Bo nie wystarczy przyjaźń, zażyłość, poznanie się na wskroś? Po co więc ślubować "do śmierci, jeśli pragnie się tylko dotąd, dopóki trwa miłość?

Ale odbiegam od tematu. Przepraszam...

Iceni - przybijam piątkę, chociaż tak na smutno, bo to też smutna tematyka.

Kasiu-Kiciu, nie mam pomysłu co Ci więcej napisać. Wiadomo, że w związkach są poświęcenia, kompromisy. I nie chodzi tu bynajmniej o licytację kto więcej poświęcił. Miałem nadzieję, że wyobrażenie sobie własnego poświęcenia dla drugiej osoby pomoże zrozumieć. Poświęciłaś więc coś dla męża. Czy gdybyś nie poświęciła, uważałabyś, że nie kochasz? Życzę Ci poukładania Twoich spraw. Niech Ci się uda wyjść z tego obronną ręką, bez klęsk, ran itp.

Wielkie dzieki dżdżownick za cieple slowa - wlasnie probuje.

Probuje wyjsc obronna reka, I probuje zrozumiec.

Wedlug mnie, aby wybaczyc, trzeba zrozumiec. Zrozumiec mechanizm,przyczyny.

Wlasnie dlatego zdecydowalam sie poprosic Was pomoc. Wszystkie posty przeczytalam bardzo uwaznie - wiele madrych slow zostalo to napisanych.

23

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Kasia-Kicia napisał/a:
Averyl napisał/a:

Dżdżownick fajny wywód, ale przed całą masą ludzi - małżonkowie przysięgają sobie miłość, wierność i takie tam, a nie - zadowolenie seksualne za wszelką cenę. Tłumaczysz, że facet ma duże potrzeby seksualne (czyli może tak na boku, dla adrenalinki? dla przyjemności własnej?), tak samo można powiedzieć, że kobieta ma duże potrzeby emocjonalne - stąd te rozterki autorki. Myślę, że ona by chciała uwierzyć, że to było takie "mechaniczne", oderwane od jakichkolwiek emocji zdradzanie, ale mimo usilnej próby tłumaczenia sobie, że prawie wszystko jest OK, ją to emocjonalnie uwiera: była w porządku wobec niego, a on znalazł sobie na boku du**.

Dokladnie tak - Averyl trafilas w punkt.

Ja rozumiem ze ludzie sie rozstaja jak sa ze soba nieszczesliwi.
Jesli sie wypala - moze lepiej sie rozstac - OK - rozumiem.

Ale nie moge pojac tego podejscia ze chce sie zjesc ciasto I miec ciastko.

I zapewnien o milosci.

Po co to?
Zadawac sobie tyle kolopotu - klamac, oszukiwac I kombinowac.
Dla - jak ktos to fajnie napisal dla wyprasowanych koszul??

To nie te czasy.

Nie możesz tego pojąć Kasiu ponieważ nie czytasz/słuchasz odpowiedzi ludzi, którzy myślą inaczej. Właściwie na co ci to pojmowanie? Dżdżownik ci to bardzo przystępnie wyjaśnił, a i tak nie pojelas;). Widocznie twój maz umie oddzielić sex od miłości, pytanie czy ty umiesz to zaakceptować? Jeśli nie to musisz odejść. Tak wiem, to jest niesprawiedliwe- on nasyfil- ty musisz posprzątać. Ale ty to robisz dla siebie, dla swojej przyszłości, dla swojego dobra, dla swojego życia. Nie wszyscy wyznajemy te same wartości, niektórzy poznają swoją naturę dopiero w "akcji".

24

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Aniaa34 napisał/a:
Kasia-Kicia napisał/a:

Wszystko dla niego - byl to oczywiscie MOJ wybor, jednakowoz chce zwrocic uwage, ze naprawde nie moze mi zarzucic braku poswiecen.

Może właśnie dlatego o czym pisze Iceni:


Iceni napisał/a:

Dzdzownick, z checia przybilabym ci piatke. Ludzie przysiegaja sobie wiernosc, ale nie jedynie wiernosc.
I popelniaja bledy.

Dlaczego mozna wybaczyc jezeli maz/zona przepusci rodzinne oszczednosci,  wpadnie w nalog, straci prace z wlasnej glupoty - i cala mase innych rzeczy, a romansu wybaczyc nie mozna? Ludzie szukaja tego, czego im brakuje - rozwala mnie argument, ze w domu ma wyprane i posprzatane a na miescie szuka rozrywki...

No przeciez O TO CHODZI! Zona to nie sprzataczka! Malo ktory facet wymaga takiego porzadku w domu jak (czasem obsesyjnie) utrzymuja kobiety. 80% kobiet jakie znam katuje sie sprzataniem z wlasnej woli.

A moze wlasnie o to chodzi, by czasem miec w dupie czy firanki sa snieznobiale a w katach nie ma kurzu a zachowac sily i energie dla siebie?

Naprawde ktos uwaza, ze warto byc wiernym dla uprasowanych koszul? ..



Autorko -zastanow sie kiedy ostatnio widzialas w mezu swojego kochanka? Kiedy ostatnio go pozadalas? Pamietasz jeszcze to uczucie sprzed slubu? Kiedy pol godziny wybieralas sukienke zeby mu sie podobac? Pamietasz jak wygladal wasz seks wtedy? Co sie zmienilo po slubie, ze przestalas w nim to dostrzegac?


Kasia tak się poświęciłaś, a on ci rogi przyprawił. Może za mało się poświęciłaś? Chociaż jak już tak się poświęcasz, to może warto i dla jego zdrady się poświęcić i mu wybaczyć?

Ktoś mi wytłumaczy czy o tym poświęceniu mówią matki dziewczynom przed ślubem? Poświęcamy własne nazwisko rodowe, potem karierę, bo jego ważniejsza, potem swoje ciało, bo rodzimy dzieci. Potem poświęcamy przyjaciół, bo on nie lubi naszej przyjaciółki a i tak dalej walą nas po rogach. Może trzeba coś jeszcze poświęcić?

Wyglada, ze kobiet to istoty boskie, poświęcają siebie dla dobra MĘŻCZYZNY;);). Nie, kobiety sie nie poświęcają bardziej czy mniej od mężczyzn, jest masa kobiet, które kalkulują w trakcie wchodzenia w zwiazek, baa kłamią i udają kogoś innego. Są tez takie (oczywiście), które sie zwyczajnie ZAKOCHUJA;)- ale czy przenoszą sie z dała od rodziny wyłącznie dla partnera, czy rodzą dzieci tylko facetowi, czy pozbywają sie nazwiska rodowego przez ślub z ukochanym z przymusu?;););). Nie, kobiety lubią zrobić cos dla swojego misia, a pozniej mu to wypowiadać aż do śmierci. Patrz przyjęłam twoje nazwisko- a ze to ja domagałam sie bardziej ślubu...spuśćmy na to zasłonę milczenia:)

25 Ostatnio edytowany przez renatta (2016-09-13 17:25:36)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

....

26

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

kejt38 czytam właśnie wątek Niusi, która opisuje, że jej relacja bardziej przypominała relację matka-syn niż mąż-żona. Może w nas kobietach tkwi ten błąd, że przeistaczamy się w rolę służalczo-poświęcającą oczekując gratyfikacji jak nie tu na ziemi to w niebie w postaci aureoli? wink
Czy fakt, że obiad wjechał na stół o stałej porze a gacie są wyprasowane w kancik daje gwarancję udanego pożycia małżeńskiego?
Widać nie na wszystkich facetów działa zapach Domestosa.

27

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Kasia-Kicia napisał/a:
dżdżownick napisał/a:

Averyl... tak, właśnie takie ogólne postawienie pytania przez Kasię zachęciło mnie do zabrania głosu.
Jeśli chodzi o samą Autorkę, to ja raczej mam wrażenie, że raczej nie wierzy w miłość męża. Wydawało mi się, że dla Kasi złamanie przyrzeczenia w kwestii wierności przy wspomnianej wiedzy, jak bardzo jest to dla Niej ważne, jest równoznaczne z brakiem miłości.
Na miłość nie mamy wpływu. Nie uchronią przed jej śmiercią żadne przysięgi. Więc gdy ktoś przestanie kochać, łamie ślub złożony drugiej osobie. Czy już w tym momencie jest zdrajcą? I czy przestając kochać powinien złamać kolejne przyrzeczenie/przyrzeczenia? Jeśli umiera miłość już nie warto być razem do śmierci? Bo nie wystarczy przyjaźń, zażyłość, poznanie się na wskroś? Po co więc ślubować "do śmierci, jeśli pragnie się tylko dotąd, dopóki trwa miłość?

Ale odbiegam od tematu. Przepraszam...

Iceni - przybijam piątkę, chociaż tak na smutno, bo to też smutna tematyka.

Kasiu-Kiciu, nie mam pomysłu co Ci więcej napisać. Wiadomo, że w związkach są poświęcenia, kompromisy. I nie chodzi tu bynajmniej o licytację kto więcej poświęcił. Miałem nadzieję, że wyobrażenie sobie własnego poświęcenia dla drugiej osoby pomoże zrozumieć. Poświęciłaś więc coś dla męża. Czy gdybyś nie poświęciła, uważałabyś, że nie kochasz? Życzę Ci poukładania Twoich spraw. Niech Ci się uda wyjść z tego obronną ręką, bez klęsk, ran itp.

Wielkie dzieki dżdżownick za cieple slowa - wlasnie probuje.

Probuje wyjsc obronna reka, I probuje zrozumiec.

Wedlug mnie, aby wybaczyc, trzeba zrozumiec. Zrozumiec mechanizm,przyczyny.

Wlasnie dlatego zdecydowalam sie poprosic Was pomoc. Wszystkie posty przeczytalam bardzo uwaznie - wiele madrych slow zostalo to napisanych.


A ja jestem kobietą, która zdradziła - zresztą mój wątek także jest na forum.

Pytałaś, dlaczego ludzie kochają i zdradzają. Wiesz, jaka jest odpowiedź - NIE WIEM.

Bo ona nie istnieje. Przynajmniej jedna odpowiedź. Zdradzają dla sportu - przypadek beznadziejny. Z nudów. Dla dreszczyku emocji.

Ja absolutnie nie zaliczam się do takich osób, a mimo to oszukałam i zdradziłam. Sama będąc wcześniej oszukiwaną i wiedząc, jak to boli.

Uważam, że zdrada niejedno ma imię... Kobiety zdradzają, bo czują pustkę, brak emocjonalny. Faceci częściej z pożądania. Ale to tylko moja hipoteza. Za to na pewno jest znakiem, że coś złego dzieje się w związku. Co takiego? Na to musisz już sobie sama odpowiedzieć.
Nie wierzę, że zdrada = brak miłości. To bzdura. Często zapominamy, jak cenną osobę mamy obok. Pojawia się rutyna, frustracja, przyzwyczajamy się do tego, co dobre - a płaczemy za tym dopiero, kiedy to znika.

I to chyba jest odpowiedź. Nie doceniamy tego, co druga osoba nam daje! Swojego czasu, serca, poświęcenia, uśmiechu, czułości, wsparcia. Nie widzimy tego, jak się stara, bo przecież TO TAKIE NORMALNE. To zawsze było, więc tego nie dostrzegamy.

A jednak ludzie wybaczają zdradę. Błędy. Bo miłość jest silniejsza. I ja w to wierzę. Nie można sądzić człowieka po tym, jakie błędy popełnia, ale po tym, czy potrafi się podnieść, zrozumieć i więcej ich nie popełniać.

To tyle. Nie jestem może dobrym doradcą, bo sama mam sporo za uszami. Ale starałam się pokazać Ci pewne rzeczy z perspektywy zdradzającej/zdradzającego. Oczywiście, tak jak wspomniałam - nie ma jednej recepty, jednej odpowiedzi, jednego rozwiązania. Bo inne są powody, inna jest miłość, inna więź, inne wspólne przejścia.... Mam jednak nadzieję, że to, co napisałam, choć trochę Ci pomoże...

Pozdrawiam!

28

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Wiem, że to paradoks, ale to możliwe. Nienawidzę zdrady, uważam ją za jedną z najgorszych rzeczy jakie można zrobić drugiej osobie, ale niestety możliwe, by kochać i zdradzać. Sama parę lat temu zdradziłam mimo miłości. Wystarczyła chwila słabości i pech - bez pecha nie nadarzyłaby się okazja do zdrady. Potem potworne wyrzuty sumienia, w sumie do dziś trwające, mimo że już nie jesteśmy razem (rozstaliśmy się z innego powodu - on odszedł do innej).

29 Ostatnio edytowany przez mariusz26700 (2016-09-14 04:25:12)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

"Sama parę lat temu zdradziłam mimo miłości"

Nie! Nie można kochać i zdradzać, kochać i zabijać, takie uczucia wzajemnie się wykluczają! Na pewno popełniłaś błąd w zdefiniowaniu miłości dlatego zdradziłaś. Miłość jest patentem,100% zabezpieczeniem przed zdradą. Ja kocham pewną osobę i właściwie inne kobiety wywołują u mnie całkowitą obojętność, prawie odrazę, myślę tylko o niej, non stop. Taka blokada na inne kobiety trwa zapewne tak długo jak długo kogoś kochamy i być może nawet gdy przestaniemy jest jeszcze okres karencji długo potem. Nie manipulujcie szkodliwie pojęciami zwłaszcza takimi jak miłość!

30

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
67Eve napisał/a:

Wiem, że to paradoks, ale to możliwe. Nienawidzę zdrady, uważam ją za jedną z najgorszych rzeczy jakie można zrobić drugiej osobie, ale niestety możliwe, by kochać i zdradzać. Sama parę lat temu zdradziłam mimo miłości. Wystarczyła chwila słabości i pech - bez pecha nie nadarzyłaby się okazja do zdrady. Potem potworne wyrzuty sumienia, w sumie do dziś trwające, mimo że już nie jesteśmy razem (rozstaliśmy się z innego powodu - on odszedł do innej).

Zgadzam się z Tobą. Miłość niestety nie wyklucza zdrady - bo w grę wchodzi zawsze kilka czynników.

31

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Przypisujecie zdradzie jakieś cudne czynniki. Tak jakbyście na swoje zdrady nie mieli kompletnie wpływu. Zdrady same się zrobiły? Nieświadomy proces? Przyczyny zdrady to przyczyny. I nic więcej. Cała zdrada, przyzwolenie na zdradę jest do bólu świadome. Rozmycie odpowiedzialności za siebie, swoje decyzje i emocje.

32

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
apologises napisał/a:

Przypisujecie zdradzie jakieś cudne czynniki. Tak jakbyście na swoje zdrady nie mieli kompletnie wpływu. Zdrady same się zrobiły? Nieświadomy proces? Przyczyny zdrady to przyczyny. I nic więcej. Cała zdrada, przyzwolenie na zdradę jest do bólu świadome. Rozmycie odpowiedzialności za siebie, swoje decyzje i emocje.

Tak, masz racje, zdrady sie same nie robia. To swiadomy process, trwajacy czas jakis (to pewnie zalezy od zdradzacza I sytuacji).

Sama zostalam zdradzona I wiem, ze zabrzmi to jak usprawiedliwienie,  lecz troche rozumiem dziewczyny piszace tu, ze sie zdarzylo. Bo komplementy, sms-y, poswiecony czas, uwaga zawsze kreci. Jest odskocznia od codziennej rutyny (bo w domu obowiazki, dziciaki, rachunki do zaplacenia itd. itp. - wszyscy to znamy - niestety).

Tyle tylko, ze trzeba umiec/chciec zachowac granice. Ja rozumiem ze w pewnym momencie rozum sie wylacza. Jak rozum spi budza sie demony jak ktos madry powiedzial. Ale do choley jestesmy doroslymi, swiadomymi ludzmi z jakimis zasadami.


Jest granica, po ktorej przekroczeniu nie ma powrotu. Bez wzgledu na to czy sie konczy rozwodem czy tez "przebaczeniem". Zmienia sie cale zycie. Zdradzacz (bo ma pewnie cos na krzatlt wyrzutow sumienia), partner (bo zycie sypie), dzici (bo poziom stresu jest tak duzy, ze sila rzeczy odbija sie na niech).

I po co? Dla krotkiej satysfakcji??

Gdyby zdradzacze choc czesc tej uwagi ktora poswiecaja kochankom swoim poswiecili partnerom (zonom, mezom) mieliby w domu przyslowiowy raj na ziemi.

33 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-09-14 08:14:32)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
apologises napisał/a:

Przypisujecie zdradzie jakieś cudne czynniki. Tak jakbyście na swoje zdrady nie mieli kompletnie wpływu. Zdrady same się zrobiły? Nieświadomy proces? Przyczyny zdrady to przyczyny. I nic więcej. Cała zdrada, przyzwolenie na zdradę jest do bólu świadome. Rozmycie odpowiedzialności za siebie, swoje decyzje i emocje.

Apologises, a nie wydaje ci się, że osoby zdradzające, które wypowiedziały się w tym wątku są świadome przyczyn i przebiegu zdarzeń, ale są nieświadome procesów obronnych, które teraz chronią ich przed konsekwencjami zdrady?
Bo co teraz mają powiedzieć, że związek, miłość, lojalność i uczciwość okazały się być dla nich bez wartości? Kto chce o sobie myśleć, że jest fałszywy, nieuczciwy i nielojalny a w związek z nim nie warto wchodzić, żeby nie cierpieć w przyszłości? Łatwiej uznać, że tamto (zdrada), to nie byłem prawdziwy JA, że to tylko głupi błąd, który się nie powtórzy. Wówczas łatwiej jest patrzeć w lustro.


Kasia-Kicia, jestem z tej grupy, która uważa, że nie można kochać i zdradzać. Być może to kwestia definicji miłości, jak wspomniał Mariusz powyżej. W mojej definicji miłości nie mieści się "zapominanie" o partnerze i jego emocjach. Jeśli partner zdradza posiadając wiedzę, że zdrada dotknie i zaboli osobę, z którą jest w związku, to znaczy, że nie liczy się z jej uczuciami i nie dba o nią. To żadna miłość według mnie.

34

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
67Eve napisał/a:

Wystarczyła chwila słabości i pech - bez pecha nie nadarzyłaby się okazja do zdrady.

Ale bzdurne usprawiedliwienie...
Okazję do zdrady mamy codziennie. Codziennie widujemy na ulicach ludzi, którzy wydają się nam atrakcyjni, mamy znajomych/przyjaciół, z których się świetnie dogadujemy, całujemy ludzi w policzek na przywitanie oraz przytulamy/dotykamy z różnych powodów.
Jednak nie ładujemy im się do łóżka, bo mieliśmy "pecha", tylko dlatego,  że różnimy się nieco od zwierząt, mamy coś takiego, co nazywa się  zasady moralne - choć jak czytam ten wątek,  to zaczynam wątpić, ewidentnie nie wszyscy tutaj je mają.
Jednak jest coś, co mamy wszyscy - wolna wola. Ktoś chce zdradzic, to zdradzi, bo miał na to ochotę. Problemy w związku można rozwiązać na wiele sposobów,  nie trzeba wskakiwać byle komu do łóżka.

Dla mnie zdradza = nie kocha. Osoba kochająca nie rani najbliższych, dba i podtrzymuje dobre relacje oraz jest godna zaufania, i wszelkiego szacunku.

35

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Oczywiście, że tak Summerko. Pomijam jak podobne nastawienie odbierają ich zdradzeni partnerzy, choć to właśnie ci zdradzeni szukają odpowiedzi i ratunku pytając o miłość i zdradę.  Sami zdradzający tworzą sobie złudny system i nie radzą w ten sposób ze swoim życiem. Inaczej tworzą sobie następne problemy.

36

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
mariusz26700 napisał/a:

"Sama parę lat temu zdradziłam mimo miłości"

Nie! Nie można kochać i zdradzać, kochać i zabijać, takie uczucia wzajemnie się wykluczają! Na pewno popełniłaś błąd w zdefiniowaniu miłości dlatego zdradziłaś. Miłość jest patentem,100% zabezpieczeniem przed zdradą. Ja kocham pewną osobę i właściwie inne kobiety wywołują u mnie całkowitą obojętność, prawie odrazę, myślę tylko o niej, non stop. Taka blokada na inne kobiety trwa zapewne tak długo jak długo kogoś kochamy i być może nawet gdy przestaniemy jest jeszcze okres karencji długo potem. Nie manipulujcie szkodliwie pojęciami zwłaszcza takimi jak miłość!

No coż ja identyfikuję się całkowicie z tym punktem widzenia. Sądzę, że to co w takich wypadkach zdradzający nazywają miłością, to jedynie przywiązanie, przyzwyczajenie i wygoda. Zdrada zresztą w większości wypadków jest właśnie wynikiem braku miłości w małżeństwie i strachu przed zmianą w życiu. Po prostu łatwiej zdradzać niż zmienić partnera.

37

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
mariusz26700 napisał/a:

"Sama parę lat temu zdradziłam mimo miłości"

Nie! Nie można kochać i zdradzać, kochać i zabijać, takie uczucia wzajemnie się wykluczają! Na pewno popełniłaś błąd w zdefiniowaniu miłości dlatego zdradziłaś. Miłość jest patentem,100% zabezpieczeniem przed zdradą. Ja kocham pewną osobę i właściwie inne kobiety wywołują u mnie całkowitą obojętność, prawie odrazę, myślę tylko o niej, non stop. Taka blokada na inne kobiety trwa zapewne tak długo jak długo kogoś kochamy i być może nawet gdy przestaniemy jest jeszcze okres karencji długo potem. Nie manipulujcie szkodliwie pojęciami zwłaszcza takimi jak miłość!

Taka blokada to sim lock:)

38

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
apologises napisał/a:

Przypisujecie zdradzie jakieś cudne czynniki. Tak jakbyście na swoje zdrady nie mieli kompletnie wpływu. Zdrady same się zrobiły? Nieświadomy proces? Przyczyny zdrady to przyczyny. I nic więcej. Cała zdrada, przyzwolenie na zdradę jest do bólu świadome. Rozmycie odpowiedzialności za siebie, swoje decyzje i emocje.

Nie, zdrada nie zawsze jest "calkowicie swiadoma" .

Ludzie moga dzialac pod wplywem silnego stresu, gniewu,frustracji, depresji, zwatpienia, euforii i wielu, wielu innych czynnikow.  Tak samo jak czasem zdarza sie, ze ktos uderzy lub nawet zabije inna osobe.

Czasami kontrolowanie swoich emocji i decyzji bywa trudne i jezeli tego nie rozumiesz to pewnie dlatego , ze nie zdarzyla ci sie taka sytuacja smile

39

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Kontrolowania emocji można się nauczyć - jednak większość ludzi nie bije ani nie zabija innych ze stresu czy euforii.
A jedynie w naprawdę skrajnych wypadkach.

Zdrada to wybór i w zdecydowanej większości wypadków jest to długi proces.
Również alkohol nie jest dla mnie usprawiedliwieniem zdrady - bo jeśli wiesz, że nie panujesz nad sobą po alkoholu - to NIE PIJ.

Ja też przychylam się do poglądu, że jeśli ktoś obiecał wierność a zdradził, to nie ma tam miejsca na miłość. Jest może przywiązanie, jest strach przed zmianami i utratą wygodnego życia, ale nie miłość. Miłość wyklucza ranienie drugiego człowieka.

40

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

No to teraz zastanowmy sie... Gdyby maz autorki kogos pobil - czy myslalaby o rozstaniu?

Przeciez fakt pobicia bylby teoretycznie dla niej bardziej niebezpieczny.

A jednak to sfera seksualna decyduje o wartosci zwiazku a nie bezpieczenstwo...

41

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Ja bym się zastanawiała.

Mogłabym jeszcze zrozumieć obronę - ale w obronie też nie trzeba atakować.
Ale pobicie, gdzie ktoś byłby stroną aktywną?
Sorry, ale na poważnie bym się zastanowiła.

42

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Iceni napisał/a:

.

A jednak to sfera seksualna decyduje o wartosci zwiazku a nie bezpieczenstwo...

Mam wrazenie ze nie tylko sfera seksualna, choc jak zwykla mawiac moja kolezanka, swiat zawsze krecil sie wokol dup...;)

O wartosci zwiazku decyduje zaufanie (nie tylko oczywiscie, ale jest waznym czynnikiem).

Zdrada to nie tylko I wylacznie akt seksualny. To klamstwa, oszukiwanie (rowniez samego siebie), poswiecanie czasu I uwagi komus innemu niz partnerowi I rodzinie, I oczywiscie katastrofa w sytuacji wpadki.

I chyba to mnie frapuje najbardziej... ze mozna patrzec komus w oczy I bezczelnie klamac. W niektorych wypadkach calymi latami budowac drugie zycie.

43

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Iceni, panowanie nad swoimi decyzjami czy czynami to dojrzałość, dorosłość, odpowiedzialność. Kto nie panuje nad sobą ma poważny problem,  który może być wyjaśnieniem jakiegoś zdarzenia. Ot choćby pyskówki ze złośliwym sąsiadem. Ale nie usprawiedliwieniem.
Zdrada nie przebiega w pięć minut. To nie przekleństwo wypowiedziane w chwili wzburzenia. Trochę trwa proces zdrady, czy przez zemstę, zauroczenie, jakieś problemy emocjonalne, nieraz toksyczny związek, zaburzenia. Zdrowy emocjonalnie człowiek nie wychodzi z domu by w chwili napięcia, trudności ulżyć emocjom , zaliczyć seks. Tak robi ktoś kto nie radzi sobie dłuższy czas z emocjami. W tym nieradzeniu tkwi diabeł. Masz dwie wypowiedzi, jedna po drugiej, gdzie pisze jedna osoba z leczonymi zaburzeniami. Historii drugiej osoby nie znam. Trochę siedzę w tej tematyce i zawsze jest powód zdrady, zawsze jest sprytna racjonalizacja własnych grzeszków. I zawsze zdrada starannie ukryta, bardzo świadomie, przynajmniej dopóki nie dowie poczucie winy lub zdradzony się nie połapie. Absolutnie nic nie dzieje się bez przyczyny. Nawet w zdradach w chwili emocji, na skraju braku poczytalności jest poważna przyczyna.  Np partner przemocowiec. Bardzo rzadko bezpośrednio po takiej zdradzie  następuje rozwiązanie przyczyny zdrady, czyli np odejście od przemocowca. Zamiast tego jest racjonalizacja zdrady, a problem zostaje. Dlatego zwróciłem uwagę na szkodliwość takich tłumaczeń właśnie dla samych zdrajców. Przyczyny są nieraz koszmarne i jak najbardziej zdradę rozumiem. Nie znam natomiast zdrady w emocjach bez powodu by ktoś ją szczerze określił "nie wiem jak to się stało" . To bajka dla zdradzonych lub by zagłuszyć sumienie, nie rozwiązać swoich problemów.

44 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-09-14 12:50:46)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Xymena napisał/a:

Zdrada zresztą w większości wypadków jest właśnie wynikiem braku miłości w małżeństwie i strachu przed zmianą w życiu. Po prostu łatwiej zdradzać niż zmienić partnera.

Zgadzam się z powyższym a nawet rozszerzyłabym wypowiedź, gdyż uważam, że osoby zdradzające nie potrafią kochać drugiego człowieka. Czasami kochają wyłącznie SIEBIE (ale najczęściej nawet siebie nie kochają), często obdarzają miłością swoje dzieci, ale nie drugiego, innego niespokrewnionego człowieka. A do innej osoby ciągnie ich wyłącznie z powodu emocji, których ta inna osoba im dostarcza. Nie ma tu mowy o miłości, a nowa osoba wcale nie jest obiektem uczuć, ale dostarczycielem emocji. Dlatego związki z kochankami nie sprawdzają się i nie przynoszą oczekiwanego, bo gdy tylko napięcie, niepewność i zachłyśnięcie się nowością opadną, to wracają stare problemy - nuda, przyzwyczajenie. I od nowa trzeba szukać dostarczyciela emocji.

45

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Samo pożądanie rozwija się poza świadomością i tylko ludzie naprawdę rozsądni są w stanie to kontrolować.
Kobiety które były kochankami,"same nie wiedzą jak to się stało" twierdziły: "wtedy się nie myśli o tym,że się kogoś krzywdzi"

46 Ostatnio edytowany przez summerka88 (2016-09-14 12:44:45)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
theonlyone napisał/a:

Samo pożądanie rozwija się poza świadomością i tylko ludzie naprawdę rozsądni są w stanie to kontrolować.
Kobiety które były kochankami,"same nie wiedzą jak to się stało" twierdziły: "wtedy się nie myśli o tym,że się kogoś krzywdzi"

Myślę, że masz rację i jest sporo takich i kobiet, i mężczyzn, którzy zwyczajnie NIE MYŚLĄ, TYLKO ODREAGOWUJĄ big_smile
Najczęściej bardzo nieświadome jednostki, bez wglądu, mało zaawansowane w myślenie abstrakcyjne, bardziej prymitywne w zakresie samoświadomości i o niższej empatii.

47

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Przyglądam się tej dyskusji od jakiegoś czasu, a to dlatego że sama ostatnio usłyszałam to magiczne zdanie: Zdradziłem ale kocham i jeśli Ty kochasz na prawdę to wybaczysz ( W wolnym tłumaczeniu: mam Cie w dupie i zdradzam ale Ty jako niedoszła matka Teresa powinnaś mi wybaczyć, no bo kto się mną teraz zaopiekuje?)

Myślę że warto byłoby rozważyć zdradę w dwóch opcjach:
1. jednorazowy wybryk, na szybko w amoku w nerwach pod wpływem itd
2. zaplanowany proces z kłamstwami prosto w oczy i tajniaczeniem na miarę szpiega z krainy deszczowców

Ad 1. Jednorazowa zdrada, według niektórych możliwa do wybaczenia. Przyczyny: popęd, odegranie się na partnerze, mocna nietrzeźwość umysłu.
- Mimo wszelkich mych starań nie potrafię zrozumieć zdrady w wyniku popędu bo gdyby nawet stał przy mnie Robert Downey Jr a ja byłabym w związku to nie poszłabym w przysłowiowe tango. Dlaczego? bo nie jestem 3 letnim dzieckiem które nie potrafi kontrolować swoich popędów. Na tym polega dorosłość na kontrolowaniu swoich zachcianek i odpowiedzialności za dobro i uczciwość wobec drugiego człowieka. Jesli musisz się zaspokoić to przy odrobinie chęci, internetu i jednej ręki dasz sobie radę, bez konieczności angażowania do tego osób trzecich.
-Odegranie się na partnerze to już w ogóle zabawa w stylu piaskownicy, i działanie na zasadzie na złość mamie odmrożę sobie uszy. Przekracza wszelkie szczyty głupoty i tłumaczenie zdrady w ten sposób to zwyczajna fikcja - próba uspokojenia swojego sumienia przez zdradzającego. 
- nietrzeźwość umysłu, nie wiem nie byłam nigdy w takim stanie w którym nie kontrolowałam zupełnie swojego zachowania, zawsze zachowywałam choć odrobinę świadomości. Jeśli istnieje faktycznie taki stan w którym zupełnie się nie kontrolujemy nie tracąc przytomności to i tak nikt nam na siłę do gardła nie wlewał. Samej osobiście wydaje mi się że ten typ zdrady jako jedyny byłabym wstanie wybaczyć, ale tylko gdy partner przyznałby się sam do winy, żałował i obiecywał poprawę.

Ad 2. Niewybaczalne skurwysyństwo. Stworzenie planu, zainicjowanie spotkań i kłamstwo prosto w oczy - czy można w ogóle użyć w takiej sytuacji słowa miłość? Nie. Miłość to akceptacja swojego partnera we wszystkich wymiarach i poczucie że zaspokaja on nas w każdej sferze uczuciowej, intelektualnej i seksualnej. Jeśli ta ostatnia nie do końca nam odpowiada to sory ale mylimy miłość z przyjaźnią i albo schodzimy na niższy poziom znajomości albo zupełnie ją kończymy. Krzywdzenie z premedytacją jest najgorszą z możliwych form zdrady. Jak mało musimy znaczyć dla człowieka który wielokrotnie nas oszukiwał, kłamał bez minimalnego grymasu na twarzy tylko po to aby dać upust swoim popędom? Stanowimy dla niego jedynie zaspokajacz innych potrzeb i to na tyle "tępy" (w mniemaniu zdradzającego) że nie zauważamy jego oszustw. Może to i moja naiwna wiara w coś co potocznie nazywa się prawdziwą miłością ale wyobrażam sobie że gdy trafi się na tą odpowiednią osobę dla siebie, gdy pojawi się ten "klik" to obie strony stanowią dla siebie zaspokojenie wszystkich sfer i żadnej z nich nie przechodzi przez głowę nawet myśl o tym że mogłaby zdradzić swoją ukochaną/nego.

Wszystkie te wypociny są jedynie moim zdaniem na temat tu poruszany, może się mylę może nie dostrzegam jakiś istotnych kwestii. W związku z tym chętnie poczytam co wy o tym sądzicie bo może to ja żyje w jakiejś cholernej nieświadomości i powinnam dziękować Bogu że zesłał mi takiego wspaniałego partnera. Tak więc pobiegnę przeprosić go że mnie zdradził, upokorzył i z miłością w sercu wybaczę mu wszystkie jego przewinienia z nadzieją że nie przytarga mi jakiś chorób wenerycznych do chałupy.

48

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Zdrada zmienia wszystko (świadomie lub podświadomie), seks w pewnym sensie to oddawanie siebie i przyjmowanie cząstki innego człowieka. To zmiana w myśleniu i odczuwaniu. Zdrada uświadamia, ze człowiek należy sam do siebie, ze nie ma nic pewnego w zyciu. To jest ekstremalne przeżycie dla obu stron, choć bywa, ze nie zdają sobie z tego sprawy. W naszy kraju małżeństwo skutkuje poczuciem własności: np. moj osobisty maz- czy kogoś dziwi takie stwierdzenie? W związkach często zauważam brak wzajemnego szacunku i odpowiedzialność za słowa. Często pada tutaj pytanie czy zdradę można usprawiedliwić? Jakie to właściwie ma znaczenie? Zdrada była, jest i będzie, jest częścią naszej rzeczywistości, naszej bezmyślności:(. To gadanie o zdradzie ma na celu odstraszenie, ostracyzm społeczny- ale prawda jest taka, ze zdradzający ma w doopie co inni powiedzą i jaka będzie kara;). Czy można kochać i zdradzać? Ja nie moge, ale czy moge wypowiadać sie w imieniu wszystkich innych ludzi? Mieć pewność, ze myślą i odczuwają podobnie?;);)

49

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Z racji tego, ze koleguje się w większości z facetami, to zdarzylo mi się na stopie towarzyskiej poznac paru takich fraglesow, którzy zdradzali swoje zony/ partnerki. I wierzcie mi, bez wyjątku, byli to mezczyzni może i czarujący, może i elokwentni, może i interesujący, ale laczyla ich jedna cecha wspolna: niebotyczny egoizm. Oni bardzo kochali, tylko, ze problem był w tym, ze tylko SIEBIE SAMYCH.

W domu była zonka co gotowala, ogarniala dzieci, zapewniala spokoj i stabilizacje- taki robot wielofunkcyjny- a w pracy, w delegacji, na miescie był robot erotyczny, dostarczający wrazen.

Zdrada jest absolutnym zaprzeczeniem milosci. Jak można twierdzic, ze się kocha i SWIADOMIE krzywdzić druga osobe? Jak można twierdzic, ze się kocha i okazywać totalny brak szacunku? Jeżeli kochasz druga polowke i macie problemy, to w milosci nad nimi pracujecie, razem. Przynajmniej ja to tak widze.

50 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-09-14 16:19:20)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

wciąż rozkminy wielkie a przecież wszystko zależy od podejscia. Jesli ludzie przyjmują, że miłość to bardzo szerokie i głębokie pojęcie a nie tylko przynależnosć cielesna to nie traktują zdrady fizycznej jako końca świata i mogą sobie wybaczyć.
Przecież wiele par swinguje, czyli sypia z innymi i jakoś ten fakt nie wpływa na ich miłość. Bo potrafią oddzielić seks od miłości i nie traktują tego w kategoriach zdrady. Seks to seks a miłość to miłość. Czyli da się. Kwestia podejscia, nic więcej. Jesli ktoś uważa, że zdrada fizyczna to koniec miłości to nie ma sensu zmieniać jego przekonań w tym temacie. Niech sobie uważa, co chce. Jego wybór, jego szczęście, jego życie.

51

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

adiaphora, masz rację

tylko na swing czy związek otwarty, bądź związek poliamoryczny obie lub wszystkie strony muszą się umówić.

bo nawet wśród swingersow istnieje pojęcie zdrady. zdrada to coś , co robi się w ukryciu, za plecami partnera,kiedy łamie się zawarte porozumienie bądź układ.

52

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
adiaphora napisał/a:

Jesli ludzie przyjmują, że miłość to bardzo szerokie i głębokie pojęcie a nie tylko przynależnosć cielesna to nie traktują zdrady fizycznej jako końca świata i mogą sobie wybaczyć.

To zależy. Właśnie dlatego, że zdrada nie ma jedynie wymiaru cielesnego - zapewne nigdy bym jej nie wybaczyła. "Zapewne", bo jeśli w grę wchodzą dzieci, to ze zdrady robi się niezłe bagno i definitywne przekreślenie związku czasami nie jest takie proste i oczywiste. Zdrada pewnie nie jest końcem świata, ale za to końcem związku jest dla mnie niemożność zaufania drugiej osobie. Swing to kompletnie coś innego, bo tam nie dochodzi do zdrady zaufania, skoro obie osoby umawiają się na taki seks. Gdyby mąż mnie zdradził, ale tuż po zdradzie przyszedł do mnie i wyłożył kawę na ławę, to mogłabym mu zarzucić złamanie obietnicy, ale nie oznaczałoby to równocześnie utraty całego kredytu zaufania. Tylko kto po zdradzie tak robi i umie od razu się do tego przyznać? Zwykle są kłamstwa, wmawianie "tylko ci się wydaje" i zwodzenie do ostatniej chwili. Dla mnie ktoś postępujący w ten sposób nie zasługuje na wybaczenie, bo nie widzę w nim odwzajemnienia tego głębokiego uczucia, tylko troskę o własny tyłek. Zgoda, można kochać i zrobić głupstwo, bo wszyscy jesteśmy ludźmi. Jeśli dla kogoś emocje są wymówką, to jeszcze też można to jakoś wytłumaczyć. Tylko po zdradzie przychodzi w końcu szereg świadomych, celowych i rozmyślnych działań mających na celu zatuszowanie zdrady. Musiałabym być naprawdę zdesperowana, żeby coś takiego wybaczyć, więc ten aspekt fizyczny jest akurat dla mnie najmniej istotny w całym wyrządzonym świństwie.

53

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Adiaphora, ale jak swingują czy maja związek otwarty, to OBOJE się na to zgodzili. Tam nie ma kłamstw, uciekania od problemów w majty innej pani, braku szacunku.

Problem nie jest w seksie, ale w NIEUCZCIWOSCI.

54 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-09-14 17:39:19)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

no w sumie... fakt. Dlatego lepiej nie przysięgać wierności  bo i tak mało kto potrafi tej przysięgi dotrzymać, jak pokazują historie. Lepiej nie umawiać się na coś, co, wiadomo,  jest trudne do realizacji.
Ja po prostu nie wierzę ludziom, którzy się zarzekają, że oni nigdy czegoś nie zrobią, nie zdradzą, nie skłamią, nie ukradną, nie zabiją...
Nigdy nie wiemy, w jakich okolicznościach i przed jakimi wyborami postawi nas zycie i jak się zachowamy. Nie jesteśmy tacy wspaniali, jak zazwyczaj o sobie myślimy. Dlatego bardziej wierzę tym, którzy mówią: staram się być dobrym czlowiekm, niż: jestem dobrym czlowiekiem.
Czy nie byłoby prościej, gdyby ludzie nie przysięgali sobie niczego, tylko uczciwie powiedzieli - jesteśmy razem i staramy się nie przysparzać sobie przykrosci, czy coś w tym stylu...  Nie: będę cie kochal/a i nie opuszczę aż do śmierci, bo to zabawne, ale: będę się starał/a jak potrafię i chciałbym, żeby to trawało jak najdłużej...
Czy to nie uczciwsze? Skąd możemy wiedzieć, co będzie za 10,20, 30 lat? To jest takie pierd*lenie bez sensu, ale pięknie brzmi i daje fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Wiadomo, że będziemy się kochać dopóty, dopóki tę milość będziemy odczuwali w sobie. Okrutne, ale prawdziwe.
Podobnie z wiernością. Nie obiecuj, jeśli nie ma gwarancji, że dotrzymasz. A nie ma.

55 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-09-14 18:17:48)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
lacrimosa napisał/a:
adiaphora napisał/a:

Jesli ludzie przyjmują, że miłość to bardzo szerokie i głębokie pojęcie a nie tylko przynależnosć cielesna to nie traktują zdrady fizycznej jako końca świata i mogą sobie wybaczyć.

To zależy. Właśnie dlatego, że zdrada nie ma jedynie wymiaru cielesnego - zapewne nigdy bym jej nie wybaczyła. "Zapewne", bo jeśli w grę wchodzą dzieci, to ze zdrady robi się niezłe bagno i definitywne przekreślenie związku czasami nie jest takie proste i oczywiste. Zdrada pewnie nie jest końcem świata, ale za to końcem związku jest dla mnie niemożność zaufania drugiej osobie. Swing to kompletnie coś innego, bo tam nie dochodzi do zdrady zaufania, skoro obie osoby umawiają się na taki seks. Gdyby mąż mnie zdradził, ale tuż po zdradzie przyszedł do mnie i wyłożył kawę na ławę, to mogłabym mu zarzucić złamanie obietnicy, ale nie oznaczałoby to równocześnie utraty całego kredytu zaufania. Tylko kto po zdradzie tak robi i umie od razu się do tego przyznać? Zwykle są kłamstwa, wmawianie "tylko ci się wydaje" i zwodzenie do ostatniej chwili. Dla mnie ktoś postępujący w ten sposób nie zasługuje na wybaczenie, bo nie widzę w nim odwzajemnienia tego głębokiego uczucia, tylko troskę o własny tyłek. Zgoda, można kochać i zrobić głupstwo, bo wszyscy jesteśmy ludźmi. Jeśli dla kogoś emocje są wymówką, to jeszcze też można to jakoś wytłumaczyć. Tylko po zdradzie przychodzi w końcu szereg świadomych, celowych i rozmyślnych działań mających na celu zatuszowanie zdrady. Musiałabym być naprawdę zdesperowana, żeby coś takiego wybaczyć, więc ten aspekt fizyczny jest akurat dla mnie najmniej istotny w całym wyrządzonym świństwie.


ok, ale są zdrady i zdrady. Jakiś jednorazowy skok w bok o którym nie należy mówić bo był bez znaczenia a regularny romans, który budzi podejrzenia bo angażuje emocjonalnie, co zawsze widać,  to rożnica.  I rzeczywiście, w tej sytuacji udawanie, że jest ok i wypieranie się gdy druga strona wprost pyta, czy masz kogoś, jest niefajnym kłamstwem, które nie ma sensu. Tu trzeba po prostu postawić sprawę jasno - tak, mam romans, bo...
I wyjaśnić powody. Bo powody zawsze są nie byle jakie.
W przypadku jakiegoś jednorazowego wyskoku, nie ma tematu. Bo po co? Czlowiek zrobił błąd, trudno, chwila słabości. Niech teraz sam się upora z tym balastem, jeśli jakiś dla niego stanowi i nie obciąża partnera. Taka zdrada nic nie zmienia w zwiazku, bo jest dalej tak samo, jak było, czyli wspaniale. Ludzie są ze sobą szczęśliwi i sie kochają. Nie ma sensu burzyć tego stanu z powodu bzdury.
Romans, zupełnie inny kaliber, to nie takie hop siup, chwila, moment, było, minęło... To jest stan ciągły i tu trzeba logistyki i lawirowania oraz premedytacji, aby ten stan utrzymać i aby się nie wydało. Czyli podwojne życie na krótszą lub dłuższą metę, a więc codzienne oszukiwanie partnera i kłamstwa w żywe oczy. I to jest trudniej wybaczyć. I to by mnie też wqrwiło, gdyby mi facet tak działał. Wolałabym, żeby powiedział jak sytuacja wygląda, czy to coś waznego dla niego, ważniejszego niż my, czy chce się rozstac, czy przeciwnie - pomylił się co do romansu, wydawało mu się, że to coś poważnego... No, rozmowy trzeba w takiej sytuacji. Bo taki romans świadczy o kryzysie w zwiazku, o oddaleniu się od siebie ludzi, o deficycie jakichś potrzeb, uczuć... Ludzie dojrzali o tym rozmawiają, po prostu. Co czują, co im leży na sercu. Dziecinne udawanie i zaprzeczanie, że wszystko jest ok, jest infantylne i niedojrzałe.

56

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Loj, to ja chyba jakas dziwna jestem, bo mimo, ze meza miałam jak z horror szol, i pewnie tryliard powodow by go zdradzić, to nigdy mi to do glowy nie przyszlo.

57 Ostatnio edytowany przez _v_ (2016-09-14 18:59:26)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

ano, mi tez.
wolalam powiedziec partnerowi, ze brakuje mi seksu i ze moge go poszukac poza zwiąZkiem niz zdradzac

nigdy tez nie zdarzył mi sie jednorazowy wyskok w chwili slabosci, mimo ze nie mialam seksu przez ponad 7 lat.

58

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

"Jednorazowy skok w bok o którym nie należy mówić" kolejne różnicowanie, uzasadnianie czegoś, co nie powinno być. Jakaś różnica dla zdradzonej osoby? Zdrada emocjonalna która będzie w rankingu?
Każda zdrada jest efektem końcowym czegoś złego w związku. Braku więzi, rozmów ,mogą być różne powody. Brak umiejętności rozwiązywania problemów uzasadnia więc zdradę?

59 Ostatnio edytowany przez lacrimosa (2016-09-14 19:31:24)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
adiaphora napisał/a:

ok, ale są zdrady i zdrady. Jakiś jednorazowy skok w bok o którym nie należy mówić bo był bez znaczenia a regularny romans, który budzi podejrzenia bo angażuje emocjonalnie, co zawsze widać,  to rożnica.

Dla mnie nie ma różnicy. Kłamstwo to kłamstwo. Nie będzie ładniejsze i bardziej akceptowalne, jeśli będzie dotyczyło czegoś, co rzekomo jest mniejszej wagi. Chociaż oczywiście nie generalizuję tutaj, bo są ludzie, którzy woleliby nie wiedzieć o jednorazowym wyskoku. Jednak są też tacy, którzy chcieliby wiedzieć. Myślę, że w tym względzie trzeba poznać zdanie partnera i nie projektować na niego własnych preferencji. Ja z moim wyjaśniłam sobie tę kwestię bardzo jasno, żeby potem nie było tłumaczenia, że "on czegoś nie wiedział", "on myślał, że...", "jemu się wydawało" itp. Nie ma tłumaczeń, nie ma usprawiedliwień, własne błędy bierze się na klatę. Tylko wtedy nadal mogę szanować mężczyznę i chcieć to z nim naprawiać. Szacunek do mnie i szczerość to absolutna podstawa.

60 Ostatnio edytowany przez adiafora (2016-09-14 20:49:10)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

no to jak pisalam wczesniej, ustalic na poczatku jakies priotytety, zeby potem nie bylo zdziwienia ani histerii. Ale tak szczerze a nie puste  deklaracje bo tak nalezy...
Dla mnie zawsze jest róznica. Mam inne podejscie i inne poglądy w temacie.

edit: nie potępiam innego podejscia. Tylko trochę się dziwię, że często tak na ostrzu noża ludzie stawiają sprawę, przekreślajac wiele dobrych wspólnych lat, że jakiś wybryk jest w stanie przekreślić to wszystko. Ja takiej milosci nie bardzo rozumiem po prostu i takiego wyboru... No, ale to kwestia priorytetow, powtarzam. Dla mnie chyba większą zdradą jest odejście, porzucenie ukochanej osoby niż zdrada fizyczna.
edit 2: wydaje mi sie, ze ludzie zbyt mocno unosza sie dumą i stąd jest jak jest. Są w stanie wybaczyc rozne świnstwa, częstokroć gorszego kalibru, gorsze klamstwa, ale zdrade fizyczna traktuja jak najwieksze upokorzenie. Bo bo jak on mogl dotykac inną, uuuuu, aaaaa...koniec świata. I ja tego wlasnie nie bardzo rozumiem. Bardziej przemawia do mnie to, co pisal dzdzownick i Iceni. Takie bardziej zyciowe jest, bo jest tam miejsce na zrozumienie i wybaczenie. Bo jak ktos nie umie wybaczac to czy umie kochac? Jak lekką ręką jest w stanie skreslic milość, to czy była to miłość?

61

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Co do wybryku, to pełna zgoda. Tylko tak jak napisałam - zatajanie to już nie wybryk, a w pełni świadome i zamierzone działanie z premedytacją. Także nie chodziło mi o to, że nie widzę różnicy między romansem a jednorazowym skokiem w bok. smile Chodzi o to, że nie widzę różnicy między kłamstwami i zatajaniem prawdy w obu tych przypadkach. Dziwię się jedynie, że niektóre kobiety nie zauważają, że facet ma romans. Wiadomo, można argumentować, że ktoś dobrze się kryje, ale nie przekonuje mnie to. O ile mężczyzna nie jest psychopatą (przy czym mówię o prawdziwym psychopacie, a nie o szafowaniu tym pojęciem), to nie wiem jak można przeoczyć tyle sygnałów, że coś jest nie tak.

62

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

To forum nie przestaje mnie zadziwiać wink

Bo jak ma się zdziwienie jednej z forumowiczek do zagwostek Kasi-Kici?

lacrimosa napisał/a:

Dziwię się jedynie, że niektóre kobiety nie zauważają, że facet ma romans.

Kasia-Kicia napisał/a:

Zastanawia mnie, jak to jest możliwe, że mężczyzni, aczkolwiek pewnie niektỏre panie rỏwnież mogą zdradzać swoich partnerỏw, żony, mężỏw i twierdzić że ich kochają?

Autorka wątku nie dziwi się sobie, nie zastanawia, dlaczego ONA niczego nie zauważyła, ale to, co ją trapi, to JEGO zachowanie wink

63 Ostatnio edytowany przez Beyondblackie (2016-09-14 22:52:12)

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Nie wiem jak musialabym byc pod wplywem jakiś substancji by usprawiedliwić przypadkowa zdrade. Na serio, człowiek roznie się czuje- czasem smutno, czasem zaniedbany, czasem chce motylkow- ale co z tym zrobi to kwestia jego wlasnej woli. Jak bylam z eks mezem, to czułam się fatalnie, a wkolo siebie mialam wielu kolegow i kilku przyjaciol- przystojnych, milych gości. Mimo tego co czułam, nie wpadłam "przypadkowo" zademu w ramiona. To, ze mój były maz był wieprzem, nie dawalo mi białej karty by zachowywać się niehonorowo.

Zdrada, czy to jest jednonocny wyskok czy romans trwający miesiącami, jest dla mnie ohydnym zachowaniem. Bo potwierdza najgorsze cechy charakteru jakie ktoś może mieć: egoizm, niedojrzalosc, tchórzostwo. Jeżeli ktoś ma problem w malzenstwie i kocha zone, to powinien rozmawiać z nia i problemy rozwiazywac, a nie jak maly chłopczyk, uciekać za szope i sciagac majty z jakiejś pannicy, bo tak fajniej, przyjemniej i luzacko.

64

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
Cyngli napisał/a:
67Eve napisał/a:

Wystarczyła chwila słabości i pech - bez pecha nie nadarzyłaby się okazja do zdrady.

Ale bzdurne usprawiedliwienie...

To nie jest usprawiedliwienie. Tylko podaję przyczynę, nie usprawiedliwiam się. Napisałam, że nienawidzę zdrady i do dziś mam wyrzuty sumienia, choć rozstaliśmy się z innego powodu....

65

Odp: Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć
summerka88 napisał/a:

To forum nie przestaje mnie zadziwiać wink

Bo jak ma się zdziwienie jednej z forumowiczek do zagwostek Kasi-Kici?

lacrimosa napisał/a:

Dziwię się jedynie, że niektóre kobiety nie zauważają, że facet ma romans.

Kasia-Kicia napisał/a:

Zastanawia mnie, jak to jest możliwe, że mężczyzni, aczkolwiek pewnie niektỏre panie rỏwnież mogą zdradzać swoich partnerỏw, żony, mężỏw i twierdzić że ich kochają?

Autorka wątku nie dziwi się sobie, nie zastanawia, dlaczego ONA niczego nie zauważyła, ale to, co ją trapi, to JEGO zachowanie wink


Autorka watku sie juz nad tym zastanawiala;)

Zawsze dziwilo mnie, ze kobiety nie zauwazaja - uwazalam ze nie chca widziec.

Dopoki mnie to nie spotkalo. Teraz juz wiem, ze mozna nie zauwazyc.
Zauwaza sie oczywiscie zmiane zachowania - w mojej jednak sytuacji, zmiana ta byla dosc latwa do wytlumaczenia I nie radykalna. Ja mialam malutkie dziecko - maz moj byl laskaw znalezc sobie pocieszycielke kiedy bylam w ciazy - I naprawde malo widzialam.

Dostrzeglam ok 8 miesiecy pozniej jak moje dziecko zaczelo przesypiac noce a ja sie troche "ogarnelam".

Mechanizm jest prosty - tak strasznie wierzymy ukochanej osobie ze "lykamy wszystko jak pelikan w locie". W mojej ocenie nie wynika to z naiwnosci, czy tez latwowiernosci. Wynika z glebokiego zaufania do drugiej osoby.

Posty [ 1 do 65 z 311 ]

Strony 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Kochać i zdradzać - nie mogę zrozumieć

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026