Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 50 ]

1

Temat: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Muszę poprosić jakąś kobietę o pomoc w zrozumieniu tego wszystkiego gdyż sam nie potrafię tego ogarnąć. Ta pomoc myślę że byłaby mi chyba potrzebna w pójściu krok dalej i przejściu przez moją żałobę po odejściu żony

Poznaliśmy się 10 lat temu (ja 29 lat ona 21). Po kilku miesiącach spędzania czasu z naszymi wspólnymi znajomymi zostaliśmy parą. Po około pół roku wprowadziła się do mnie (ponoć pokłóciła się z rodzicami i wyniosła się z domu). Zamieszkaliśmy wspólnie. Żyliśmy tak sobie przez kolejne 3 lata aż nie przyłapałem jej na flirtowaniu z naszym z jednym wspólnym znajomym (czułe słówka na messengerze oraz poszukiwania mieszkania na wynajem). W gniewie kazałem się wyprowadzić co też zrobiła następnego dnia zapewniając mnie że nigdy mi nie zdradziła fizyczne. Wróciła do domu swoich rodziców finansowo nie była w stanie udźwignąć samodzielnego wynajmu mieszkania a nasz wspólny kolega chyba nie chciał z nią mieszkać. Po około trzech miesiącach zaczęli pojawiać się emisariusze (kuzynka, wspólna koleżanka), dawali mi sygnały że jeśli wciąż coś do niej czuje powinienem spróbować dać jej 2 szansę.
Po około czterech miesiącach od rozstania byliśmy znów razem kilka miesięcy później wprowadziła się z powrotem. Ja podczas tych miesięcy rozłąki kupiłem swoje pierwsze mieszkanie (kawalerkę 40m). Przez prawie 2 lata mieszkaliśmy jeszcze wspólnie w mieszkaniu mojej matki a ja zbierałem na generalny remont zakupionego mieszkania. Po zrealizowaniu remontu wprowadziliśmy się już na swoje. W tej sielance minęło kolejne 3 lata. Oświadczyłem się, 2 lata temu wzięliśmy ślub. I tak żyliśmy sobie jakby się wydawać mogło super związku (przynajmniej z mojej perspektywy). Nie było w naszym związku żadnych patologii, finansowo też było wszystko w porządku (zbieraliśmy nawet na duże mieszkanie aby móc w nich wychowywać nasze planowane dzieci). Teraz z perspektywy czasu widzę, że może to źle że nie mieliśmy w życiu żadnych problemów, że wszystko było zaplanowane ułożone i realizowane, że wszystko ogarniałem i potrafiłem zaplanować i zrealizować. Zauważam też w samym sobie błędy które popełniłem, za mało adorowałem swoją żonę, za mało chyba pokazywałem jak bardzo kocham, za mało chwaliłem za to że ogarnia wszystko i świetnie sobie z tym radzi, byłem nudny, ale kochałem ją całym sercem i gdy była tylko okazja mówiłem o tym i próbowałem to okazywać tak jak tylko potrafiłem (może za mało wyraźnie). Pytałem znajomych jak to widzieli z boku, twierdzą że wszystko było okej, że starałem się, wyjeżdżaliśmy na wakacje po 2-3 razy w roku, praktycznie w każdy weekend jeździliśmy do teściów na wspólny obiad, raz na jakiś czas wyjście ze znajomymi czy to na wycieczkę, czy do kina, knajpy, etc... Po prostu chyba byłem nudny na związek był dla niej nudny.

w sierpniu tego roku odkryłem że moja żona instaluje i odinstalowuję w kółko komunikator, zapytałem o to i mnie zbyła, wziąłem jej telefon i zainstalowałem go i ściągnęła się cała historia rozmów - zobaczyłem imię Kowalskiego plus jeszcze jakiś innym kontakt. Nie wiedziałem na jakim to jest etapie, ale widziałem reakcje żony - panika...
Od pewnego czasu około dwóch trzech miesięcy była dla mnie oziębła ciągle miała przykuty telefon do ręki pilnowała go, każda niezgodność zdań wzbudzała w niej agresję. Zacząłem się pytać kim jest Kowalski, stwierdziła, że kolega z którym rozmawia od dwóch miesięcy kilka razy spotkali się na kawie, nie uwierzyłem. Zacząłem się pytać kto to jest czy ma z nim jakieś głębsze relacje czy go kocha, zaprzeczała płakała i zaprzeczała. Mówiła że to tylko kolega nic dla niej nie znaczy. Stwierdziła że zakończą relację wysłała mu sms-a (treści nie znałem). Nie wierzyłem jej do końca, że to tylko o to chodziło następnego dnia po długich rozmowach wyznała mi że zdradziła mnie fizycznie (raz). Postanowiłem że przyda nam się separacja że muszę pomyśleć co dalej, po tygodniu wszystko było ogarnięte, postanowiliśmy że przez minimum 2 tygodnie nie będziemy się do siebie odzywać. Ja sobie muszę w głowie poukładać co się wydarzyło i czy chce z nią dalej kontynuować nasze małżeństwo. Skruszona wyznaje że zdradziła mnie więcej niż jeden raz - nie podała liczby, powiedziała tylko że intymne relacje trwały to od miesiąca. Wzięła niezbędne rzeczy w 2 walizki (widziała kiedy jestem w pracy więc mogła po coś wpadać kiedy mnie nie ma). Pierwszej samotnej nocy napisała długiego sms-a. Błagała o przebaczenie, że mnie bardzo kocha i nie wie jak mogła być taka głupia wdając się w relacje z innym mężczyzną, że ją to wciągało jak narkotyk, że nie widzi swojego życia u boku kogoś innego, że nie widzi nikogo jako ojca swoich przyszłych dzieci...
Wyglądało jakby to było naprawdę szczere, jakby płynęło z głębi jej...
Tylko ten SMS trzymał mnie przez te 2 tygodnie w kupie, tylko dzięki niemu nasza rozmowa po dwóch tygodniach wyglądała sposób taki że spróbujemy dać sobie jeszcze raz szansę. Zaproponowałem terapię par, zgodziła się iść. Nie naciskałem aby wracała do mnie, podtekstami pytałem tylko jak długo zamierza mieszkać w tym wynajmowanym mieszkaniu, że jej rzeczy są cały czas u nas. Kilkukrotnie odwiedzają kilka razy spędzałem u niej noce. Nigdy sama nie poruszała tematu powrotu... Po dwóch tygodniach przed umówioną pierwszej wizyty na terapii par oświadczyła mi że nie wie co chce. Że musi się zastanowić, tydzień potem oświadczyła że odchodzi ode mnie że kocha Kowalskiego, że nie potrafi o nim przestać myśleć, nie chce mnie krzywdzić. Poprosiłem o jeszcze jeden dzień żeby się zastanowiła, wybrała innego następnego dnia była po swoje rzeczy.
Historia mogłaby się wydawać taka sama jak wiele innych, odkochała się poszła do innego...

Nie wiem tylko dlaczego aż tak bardzo mnie oszukiwała przez ten cały czas.
Zacząłem ustalać co tak naprawdę się wydarzyło i to co odkryłem całkowicie zrujnowało moje postrzeganie tej kobiety jako osobę którą znałem z którą spędziłem 10 lat życia.
Może jakaś inna kobieta która przeczyta tą historię będzie w stanie mi pomóc zrozumieć co się wydarzyło ja sam tego nie ogarniam a myślę że wyciągnięcie wniosków całej tej historii pozwoli mi przeżyć żałobę pójść krok dalej. Obecnie nie mogę się ruszyć w żadną stronę gdyż nie rozumiem i stoję próbując od wielu dni zrozumieć dlaczego.

Fakty które udało mi się ustalić:
- na początku maja w tajemnicy przede mną kupiła tabletkę dzień po (nie przypominam sobie aby była nam potrzebna), dlatego cała jej relacja po znajomości która trwa niby tylko 2 miesiące nie trzyma się kupy. No chyba że konkretnie tego zna tylko od 2 miesięcy

- przejrzałem jej bilingi telefoniczne (tylko to mogę być pewien gdyż nie mam dostępu do tego komunikatora którego używała). Odnalazłem w nich wiele sms-ów i połączeń z różnymi facetami którzy nie są naszymi znajomymi potrafiła na przykład z jednym pisać przez 2 dni i dwie noce z innym kontaktować się tylko kiedy wyszedłem do pracy. Tak naprawdę po samych bilingach telefonicznych wynika że miała trzy może cztery relacje od kwietnia. Ile tego typu flirtów miała na samym komunikatorze nie jestem w stanie stwierdzić.

- odezwałem się do naszego wspólnego "kolegi" i wcale ich relacja nie była czysto platoniczna (po tylu latach bez ogródek powiedział mi że zdradziłem mnie kilka razy z nim fizycznie). Cała nasza późniejsza relacja, związek, małżeństwo opiera się zatem na jej kłamstwach.

- obecnie po niecałym miesiącu rozłąki mieszka już ze swoim Kowalskim, a finansowo wcale z nim mieszkać nie musiała (zrobiliśmy rozdzielność majątkową i podzieliłem majątek wspólny = z samej gotówki którą dostała nie musiałaby pracować przez dobre 2-3 lata, choć pracę ma i ja lubi więc chodzić do niej będzie dalej). Kowalski też nie okazał się świętym. Jego żona pewnie nieświadoma o niczym kobieta po 11 latach małżeństwa też usłyszała że on odchodzi. Czyli to granie mojej żony na moich emocjach i miłości było chyba tylko zima kalkulacją i czekaniem aż on się określi (nie puszczę gałęzi do póki nie złapie się mocno drugiej)

- Dodatkowo mamy dwóch ludzi którzy właśnie kończą długotrwałe związki i praktycznie wychodzą z jednego domu wchodząc do drugiego wspólnego jako para. Nie chcę oceniać o tym czy to jest normalne dla psychiki tych dwóch osób, to są już ich życia ich wybory, wiem tylko że teraz on będzie jadł moje ulubione potrawy, będzie dostawał kanapkę codziennie przy wyjściu do pracy tak jak ja dostałem.. a to wszystko po ponoć 2 miesięcznej znajomości.

Pomóżcie mi kobiety zrozumieć całą tą sytuację.

Zrozumiałbym jakbym moja żona była "chytrą babą" i uciekła do bogatego (nie Kowalski zarabia poniżej średniej krajowej).

Nie miałem żadnych sytuacji kryzysowych związku,  trudnych rozmów, cichych dni, ucieczek do przyjaciółki... Po prostu szczęśliwy i nieświadomy niczego złapałem ją na zdradzie do której mi się poniekąd przyparta do muru sama przyznała. No chyba że nigdy mnie nie kochała (tylko czy w takiej relacji można wytrzymać tak długo i jeszcze dopominać się o ślub)

Chciałem ratować nasz związek (trwało to ponad miesiąc, nikomu nic nie mówiłem nawet o separacji), ale chyba tylko ja walczyłem. Ona wolała spalić ze sobą wszystkie mosty i wybrać innego. Teściowie którzy stali za mną murem i którzy bardzo mnie lubią są w szoku, nie dowierzają, przepraszają mnie za wybory swojej córki ale wiedzą że nic nie mogą z tym zrobić. Współczuję im teraz wspólnych świat.... Naszych wspólnych znajomych też dostałem w podziale po naszym związku - wszyscy stanęli za mną, wiedzą jakim jestem człowiekiem, część wiedziała o jej wpadce sprzed lat (byli przy mnie wtedy). Nie rozumiem tego jak można w wieku 30 lat nie zauważyć, że to mogą być tylko różowe okulary, a te motyle w brzuchu przejdą za jakiś czas i ten człowiek którego zna od dwóch miesięcy wcale nie okaże się taki wspaniały jak na tych randkach na które przychodził.

Bardziej od samej zdrady o której się dowiedziałem zabolało mnie tylko jedno jej zdanie które wypowiedziała podczas naszej jednej z ostatnich rozmów. Mianowicie powiedziała, że nie widzi mnie jak osoby z którą chce spędzić całe życie nie widzi mnie jako ojca swoich przyszłych dzieci, zapytałem czy jego, powiedziała że tak. To wypaliło na mnie piętno, spaliło mi aż do samych kości. Po 3 minutach w których nie byłem w stanie z siebie wydobyć nic poza łzami, które spłynęły mi po policzkach powiedziałem jak bardzo mnie to zabolało. Już wiem ile dla niej przez ten cały czas zaznaczyłem skoro składa takie deklaracje wobec osoby którą zna od niecałych dwóch miesięcy. Nie mamy o czym więcej rozmawiać.

Analizując to wszystko myślę że ona nigdy mnie nie kochała, traktowała tylko jako bezpieczną przystań. Miała wszystko co chciała, a przynajmniej tak mi się zdawać mogło. Na ślub nalegała sama, dostała jaki chciała z dużym wystawnym weselem o którym marzyła. Czy w te niecałe 2 lata po ślubie bez żadnych znaków ostrzegawczych aż tak jej zbrzydło wspólne życie? Nie wiem, nie rozumiem, nie pojmuję, nie potrafię się w tym odnaleźć.

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-11-21 17:21:47)

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Czy to konieczne żeby zrozumieć ?Kiedyś zrozumiesz,może nawet wybaczysz ,ale jeszcze nie dziś
Żeby w pełni to zrozumieć musiałbyś sam zdradzić ,być niewiernym mieć romans,romanse,znajomości epizody z seksem.Nie polecam tego.
W takich zachowaniach jak u Twojej bż jest coś nałogowego,egotycznego coś co potencjalnie w czasie okazuje się w związku czyś toksycznym,uzależnieniem,ale to nie wszystko .Nie da się wszystkiego w ten sposób usprawiedliwiać racjonalizując ,bż to dorosła i wolna osoba ,dokonywała wyborów i podejmowała decyzje ,pytanie pod wpływam czego i co nią kierowało ,dojrzałość i odwaga raczej nie ,miłość do ciebie też nie ,jakaś świadomość też nie bardzo ,bo jakość tej świadomości jest ,była bardzo marna i słaba ,to raczej było egoistyczne ekstremalnie w stronę wykorzystywania Ciebie na różnym poziomie i w rożnych sferach życia .Może i kiedyś Ciebie kochała ,może jej się tylko zdawało,może sama chciała w to wierzyć ,nie sądzę jednak żeby samą siebie kochała ,od tego braku zaczyna się krzywdzenie i to jest początkiem ludzkich dramatów mimo tego że wierzymy że robiąc sobie dobrze nic złego się nie dzieje to nieprawda .
Jak ochłoniesz ,a ochłoniesz i się uspokoisz nieco po ciosie i rana się zabliźni to będziesz bardziej podatny w spokoju na zrozumienie,akceptację pogodzeniem się z tym co zrobiła robiła Twoja żona.
W wielu punktach Twojego postu sam sobie odpowiadasz na swoje pytania,tylko jeszcze teraz pytania Ciebie,dręczą,męczą wykańczają ,bo cierpisz i ból Tobie towarzyszy .Dziś nie chcesz takich odpowiedzi na swoje pytania.Nie obwiniaj się bo nie jesteś odpowiedzialny za błędy innej osoby Twojej bż była suwerenna ,dała słowo i kłamiąc je złamała ,nie zrozumiesz jeżeli będziesz siebie obwiniał i dawał sobie wkręcać różne durne zarzuty stawiane przez Tobie przez bż po to żeby ona mogła poczuć się lepiej Twoim kosztem .Wiele jej uraz ,pretensji ,żalów do ciebie jest urojeniem i w jej oczach tłumaczy ,usprawiedliwi krzywdę którą w ukryciu Tobie wyrządzała.Co sama zrobiła żeby zadbać o waszą więź?
Zaopiekuj się sobą i daruj,daj sobie spokój wtedy lepiej zrozumiesz ,analizowania jest odruchem obronnym jednak nie jest czymś jedynym co pomaga ,czasem wzmacnia ból ,dobrze jak być bardziej skupił się na swoim samopoczuciu,nastrojach,emocjach,nie tłumiąc i nie wypierając ich ,samo analizowanie może być pułapką ,niektóre uczucia po zdradzie potrafią przylgnąć i jakby uzależniać,w użalaniu się nad sobą ,ale etap żalu jest nie do ominięcia,jest jeszcze gniew,smutek i na końcu spokój w tę stronę pójdź.
Jeżeli chcesz zrozumieć tok myślenia osoby,która zdradzała była niewierna to poszukaj na forum wątków kochanek - mężatek,ale czy ci to potrzebne teraz i konieczne do szczęścia to sam oceń.

A tu masz inny wątek jak dawać sobie radę po katastrofie .
https://www.netkobiety.pl/t124414.html
Przykro że i Ciebie to spotkało
Trzymaj się.

Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło

3

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Nie widziała Cię ,jako ojca Waszych dzieci! Przez 10 lat! W ten sposób można wciskac wszystko: na przykład, ze okazało , że nie zamieniłes się w Georga Clooney'a. To bzdety, co ona wygaduje. Nie wie, jak wyjasnić, że szukała sobie miejsca, do którego ewakuuje się z "nudnego" małżeństwa.
Jeśli to prawda, ze czuła się zaniedbywana, powinna o tym Z Tobą rozmawiać, a nie pukac się na boku z Kowalskimi, czy tam Maliniakami. Odejśc, zaczym ów Maliniak stał sie idealnym kandydatem na tatusia (ciekawe, czy wie o tym).
Nie znaczy, że Cię wcale nie kochała. Ale gdzieś zaniedbaliscie relacje, i ona nie zadała sobie trudu, żeby Ci o tym powiedzieć. Bo widocznie bardziej ją to kłuło, niż Ciebie.
Przykro mi jest, bo wiem, jak się czujesz, przeżywam podobna sytuację.

4

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Pwgen... Przechodzę przez podobną historie do Twojej. Najpierw rozmowy na komunikatorze, potem potajemne spotkania, zdrada, próba przeprosin, ja daje szanse, zgadzam się na wspólną terapię żeby nas ratować, po jednej wizycie jemu się odwidziało, okazało się, że kłamstw było jeszcze więcej. On zakończył nasze 8 letnie małżeństwo, związek trwał drugie tyle, ona(kochanka) swój 7 letni i zamieszkali razem... Czy ta historia skończy się "i żyli długi j szczęśliwie... " nie wiem, mam nadzieję, że nie da się zbudować szczęścia na cudzym nieszczęściu... Niestety w tym wszystkim cierpią również dzieci, więc u Was myślę na obecną chwilę plus, że ich nie macie (nie wiem jak jej nowy partner).
Trzymaj się, wiem, że łatwo nie jest.

5

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Z twojego posta nie wynika bys ponosil odpowiedzialność za to co się stało. Myślę, że to ona ma jakiegoś rodzaju problem ze sobą. Nie była wobec Ciebie uczciwa, nie ma co tego tłumaczyć. Ona chyba po prostu lubi takie intrygi, dreszczyk emocji, sekretne romanse.. Nie ceni tak bardzo zasad, uczciwości, odpowiedzialności, spokoju. Taka osobowość.
Chyba dobrze, że to wyszło zanim mieliście dzieci.
To co powiedziała odchodząc - nie myśl o tym bo to pewnie nawet nie jest nawet prawda. To się kupy nie trzyma.
Bycie nudnym w kontekście takiej osoby to dla mnie brzmi jak zaleta.

6 Ostatnio edytowany przez Pwgen (2020-11-22 07:05:18)

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Dziękuję wszystkim za choćby przeczytanie mojego wpisu na forum. Samo napisanie tego przydługawego wpisu jest dla mnie też formą terapii, wyrzucam z siebie przeszłość.
No nic trzeba przeżyć tą żałobę zapomnieć o niej (żonie) na ile się da po prostu żyć dalej. Możliwe że w przyszłości stanie na mojej drodze kobieta która wyznaje te same wartości co ja, dla której związek dwóch ludzi czy to formalny czy luźny opiera się na trzech filarach miłości, wierności i uczciwości. Gdzie problemy i kryzysy w związku rozwiązuje się rozmową i próbą naprawy a nie ucieczką w bok. Może takie jeszcze istnieją - mam nadzieję że tak.w tym całym nieszczęściu moim szczęściem było to że nie mamy dzieci. Obecnie wszystko jest już załatwione jedyne na co czekam to rozprawa rozwodowa.
Nie muszę się z nią kontaktować, patrzeć na nią, dla mnie ona po prostu przestała istnieć.
Może kiedyś nabiorę do tej całej sytuacji dystansu, na chwilę obecną podczas załatwienia ostatniej wspólnej sprawy która trzeba było odkręcić powiedziałem jej że nie chce mieć z nią już wspólnych tematów, że nie chcę jej widzieć, że nie chcę żeby się ze mną kontaktowała. Teraz już pozostaje kontakt tylko z moim prawnikiem do którego otrzyma a namiary w pozwie rozwodowym. Ogólnie sprawiała wrażenie jakby nic się nie stało, jakby nie przejmowała się całą tą sytuacją i naszym rozstaniem, a ja cały drżałem i w środku aby się nie rozsypać, 3 dni przeżywałem to że będę musiał się z nią na 5 minut ostatni raz przed rozwodem spotkać.
Jak widać są różne typy ludzi, kiedyś taka nie była możliwe że przybrała tylko taką pozę obroną aby sobie też z tym wszystkim radzić.
Najgorsze jest to, że kocham ją cały czas, pomimo wszystkich ran które mi zadała. Wiem jednak, że już nigdy nie będziemy razem, nawet gdyby kiedyś tam chciała wrócić - te słowa o byciu ojcem tak mocno się we mnie wyły że nigdy tego nie zapomnę.

7

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Jest mi Cię bardzo szkoda, ale pisząc odpowiedź postaram się o tym zapomnieć. Ustalmy suche fakty. A one są takie, że Twoja żona szukała okazji. Pomyśl. To nie było tak, ze ona spotkała Kowalskiego i niespodziewanie pojawił się romans. Miała tych "dziwnych" relacji kilka. Były telefony, były smsy. Do przewidzenia więc było, ze skoro ten romans nie spadł na nią jak grom z jasnego nieba, tylko był planowany i poszukiwany, to ona miała zamiar Cię zostawić. Jak nie dla tego, to dla innego. Dlatego jej zachowanie zasługuje wyłącznie na potępienie, bo jak się nie chce z kimś być, to się sprawę stawia jasno, a nie szuka okazji. Ewentualnie próbuje się ratować związek, a ona też próby ratowania nie podjęła, więc nie ma o czym gadać.

A dlaczego chciała Cię zostawić? Może jej się nie podobałeś fizycznie? Może ją nudziłeś? Może miała słaby seks? Może jesteś cholerykiem albo przeciwnie jesteś flegmatyczny? Uważam, ze ta wiedza nie jest kluczowa, abyś zaznał spokoju. Kluczowe jest zrozumienie, że ta kobieta nie była dla Ciebie. Od początku było coś źle i nie powinieneś nigdy w tę relację wchodzić. Teraz masz szansę zbudować nową relację. Myślę, ze nawet powinienes się cieszyć, ze to sie tak skonczyło zanim w związku pojawiły się dzieci.

8

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Wydaje się, ze już to zrozumiałeś, znaczy dotarło do Ciebie co zrobiłeś nie tak - nie adorowałeś jej, słabo chwaliłeś, słabo doceniałeś. Może ma właśnie taką osobowość, że tego potrzebowała, a nie otrzymała.

"Strumień wiedzy zmierza ku rzeczywistości, która nie jest mechaniczna; wszechświat coraz bardziej zaczyna się nam przedstawiać jako wielka myśl, a nie maszyna."
James Jeans University of Cambridge, Priceton

9

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Widocznie żona miała też bardzo duże potrzeby  kilku/kilkunastu facetów do jej atencji i adoracji,co zwykły żuczek może z tym począć - nikt takim wymaganiom nie dorówna i nie sprosta .
Zastanawia mnie czy żona miała potrzebę dawania od siebie czegoś mężowi ,poza roszczeniami ?

Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło

10

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne
paslawek napisał/a:

Zastanawia mnie czy żona miała potrzebę dawania od siebie czegoś mężowi ,poza roszczeniami ?

Dokładnie.

Autorze. Przeczytałem twój wpis. Solidaryzuje się z Tobą i życzę Ci abyś nie trafił więcej na tą kobietę w swoim życiu.

11 Ostatnio edytowany przez Artiii (2020-11-22 20:28:54)

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

A czy przypadkiem Autor nie dał sobie wmówić, że był taki, sraki i owaki !!! To tak jak było ze mną , po odkryciu romansu - można mi było wszystko wmówić i nawet przez moment w to uwierzyłem - że się nie starałem, zaniedbywałem ją itd. A potem jak doszedłem do siebie, prawda się okazała zupełnie inna !!!
Autorze piszesz o licznych jej kontaktach z kolesiami - dla mnie ewidentnie kobieta czegoś szukała !!!! Nie ważne czy ją nie pociągałeś fizycznie, czy była nuda itd.
Nie chce mi się w to wierzyć, że byłeś taki oziębły dla niej, nawet powiem więcej jak byś się bardziej starał zrobiła by to samo !!!
Przeczytaj sobie mój wątek, może troszku rozjaśni Ci umysł !!!
Dla mnie Twoja kobieta to totalne nie porozumienie. Teraz jesteś załamany , ale kiedyś będziesz się cieszył, że odeszła !!! I oby nigdy nie chciała wrócić !!!!
Zdala od takich kobiet !!!!
3maj się i nie poddawaj !!!

12

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne
Artiii napisał/a:

I oby nigdy nie chciała wrócić !!!!

Niewykluczone że może chcieć wrócić,jak Kowalski nie wydoli z zaspokajaniem jej adoracyjnych potrzeb za kilku chłopów,pozna bliżej jej skryte oczekiwania ,albo zatęskni za eks żoną i dziećmi wtedy kto wie.

Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło

13

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Paslawek nie jestem obyty w tym sprawach jak Ty, ale będę obstawiał, że z Kowalskim nie wyjdzie i wróci na kolanach... (Dlaczego bo to już było mąż/Kowalski potem rzekomy powrót do męża a następnie Kowalski). Po powrocie do Autora będzie p. Nowak i tak historia nie będzie miała końca...

14

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

nie ma powrotów ewentualne próby które są pomyłką , może po rozstaniu bez zdrad ( nie zdrady jednokrotnej) . Autorze nigdy tego nie zrozumiesz i nigdy się nie dowiesz prawdy dlaczego to zrobiła / robiła, będzie zmieniała zdanie w zależności od potrzeby chwili. Dla kochanka jest wersja że nie kocha ciebie, jesteś całym złem świata, dla rodziny że znęcałeś się nad nią i żle traktowałeś, dla znajomych że nie czuła się kochan, dla ciebie (po czasie jak będzie chciała powrócić ) że nie wie co opętało ja i się pomyliła co do ciebie najukochańszego faceta na świecie . Tyle wersji ile ludzi i chwil w jej życiu a prawda jest jedna : BO  CHCIAŁA. Trzymaj się , nie zmieniaj założeń w dążeniu do szczęśliwego życia bo to jest twoje życie i wielkość szczęścia nie może i nie zależy od jednej osoby chyba że nią jesteś TY  SAM !

15 Ostatnio edytowany przez Pwgen (2020-11-22 22:28:58)

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Myślę, że jej odbiło tak równo po 30 urodzinach. Może chciała sobie zrobić jakiś prezent i się dowartościować na boku z innym (dlatego szukała). Taki ostatni skok w bok przed zostaniem matka, czy coś...

Co ona wniosła do związku, moim zdaniem dużo, nic więcej nie oczekiwałem:
1. Dbała o mnie (interesowała się moimi potrzebami od sexu aż po zwykła opiekę w chorobie - miałem kiedyś wypadek i 3 miesiące praktycznie leżałem w łóżku)
2. Lubiła gotować i świetnie jej to wychodziło
3. Perfekcyjnie zajmowała się domem (goniła mnie do pomocy, choć po tylu latach mieliśmy już ustalone kto co robi - typu ja odkurzam i ścieram kurze, a ona w tym czasie ogarnia kuchnie, ja myję kibel, umywalki, a ona kabinę prysznicową i lustra, etc)
4. Motywowała mnie do działania
5. Wymyślała plany na wakacje (od strony logistycznej (co warto zobaczyć, gdzie warto zatrzymać się na nocleg), ja zajmowałem się technicznymi aspektami typu wynajem samochodu, organizacja lotów i przesiadek, czy przekonywaniem znajomych aby nam towarzyszyli)
6. Myślę że doskonale sprawdziła by się w roli matki (widziałem to bo lubiła dzieci).
7. Codziennie rano że mną wstawała robiąc mi kanapkę do pracy, ja zawsze przytulałam ja w drzwiach dając buziaka w podziękowaniu
8. Wydała się poukładana i inteligentna (choć może to tylko było cwaniactwo)
9. Miała super treściwa i teścia (świetnie się z nimi dogadywałem, zawsze trzymali moją stronę, traktowali jak drugiego syna, nawet ich pies mnie traktował jak pana i że szczęście co tydzień jak mnie wydział obsikiwał mi buty jak go głaskałem). Do tej pory twierdzą że ich dom zawsze stoi dla mnie otwarty jeśli będę coś potrzebował.

Dlatego kurde nic z tego nie rozumiem, jak ona mogła ukrywać tego demona przez tak długi czas....

Przez covid legły nam w gruzach plany na jej wymarzone wakacje (chciała jechać do Californi i NewYork - kasa była odłożona, plan wycieczki był)... Jak USA wiadomo było że odpada (jeszcze BLM się tam rozpanoszyło), to chcieliśmy awaryjnie jechać do Sycylii w maju (wszystko ogarnięte) ale też Covid pokazał swoje oblicze i też plan się wysypał.
Może tym się załamała i chciała się dowartościować?

Nie wiem czy to mogło ja podłamać, czy może poczuła że nie wyszalała się przed 30 i dlatego szukała czegoś na boku.
Niby przed poznaniem mnie (w wieku 21l) miała kilka mniej znaczących związków, dopiero teraz dowiedziałem się od jej kuzyna, który też jest załamany sytuacja (dzięki niemu się poznaliśmy) że już w tak młodym wieku miała  jakiś romans z żonatym facetem....(szkoda że nie ostrzegł wcześniej). Więc nie byłem jej pierwszym czy jednym z pierwszych aby chciała po ludzku zobaczyć co to sex z innym.

Może szukała sobie kochanka, bo chciała sobie poużywać jakiś czas a ja po prostu za wcześnie ich zdemaskowałem...
Wystraszyła się bidulka, że będę szukał dalej (odkryje w końcu jej SMS, rozmowy po nocach) i ewakułowała się do niego, gdyż wiedziała że raczej z naszego małżeństwa nic nie będzie jak to wszystko odkryję... Jej pierwsze słowa jakie wypowiedziała po odkryciu zdrady to - miałeś się nie dowiedzieć (nie powiedziała czego ale mamy dwa scenariusze):
- albo zdrada i szukanie partnera było jako narzędzie które miało jej pomóc w skoku z gałęzi na gałąź (przy okazji się zakochała)
- albo chciała sobie poużywać, ale ją złapałem za rękę i bezpieczniej było się ewakuować do Kowalskiego.

Dziwne to wszystko, im więcej o tym myślę to brnę głębiej w to bagno. Może lepiej odpuścić, postarać się przyjąć wersję: była baba, nie ma baby, przeżyć żałobę i żyć jako prawie 40 letni singiel rozwodnik bez dzieci (może kiedyś kolejny związek).

Szukałem winy w sobie i znalazłem te 3 punkty:
1. Na pewno nie kupowałem kwiatów i prezentów (ale też nie ograniczałem jej wydatków rozliczając z każdej złotówki, albo nie zabrabiałem aby kupiła sobie jakąś biżuterię czy pierdołę tylko dla siebie. W ogóle nie kontrolowałem jej wydatków (chciałem tylko aby 1/3 swojej pensji wrzuciła na wspólne konto gdzie kasa sobie rosła). Co robi z resztą mnie nie obchodziło.

2. Byłem zbyt mało romantyczny (nie zabierałem na randki). Choć czy randką nie jest zwykle wyjście na spacer, przysiadnięcie w knajpce i rozmowa (może dla niej nie, bo na randkę trzeba się szykować pół dnia, etc). Czy zwykłe wyjście do kina i potem jakiś spacer?

3. Ponoć byłem dusigroszem bo po ślubie przez 2 lata zbierałem na większe mieszkanie (to mi akurat pod koniec wytknęła bo przecież ludzie zarabiają mniej i sobie jakoś kupują mieszkania na kredyt na 30 lat). Wcześniej (jakieś 4 lata przed ślubem) jak zbierałem na remont mieszkania przez 2 lata jakoś jej nie przeszkadzało... Choć czy interesowanie się finansami i gdzie ulokować kasę aby nie stracić jest oznaką skompstwa? Z drugiej strony w zeszłym roku odwiedziliśmy UK (tygodniowa wycieczka po zachodniej części), Rzym (4 dniowy citybreak), tydzień w Grecji na wczasach, tydzień w Chorwacji na wczasach. Czy tak postępował by dusigrosz? Nie ukrywam że zarabiałem 4x więcej od niej..
Pewnie teraz się bardzo cieszy z tego oszczędzania bo po 2 latach małżeństwa odeszła z całkiem pokaźną sumką + samochodem kupionym w czerwcu (cisnęła mnie ostro na zakup bo pewnie nie miała czym jeździć do kochanka - choć akurat trochę kasy dołożyli na zakup treściwie więc się nie zastanawiałem tylko spełniłem jest życzenie odnośnie modelu i koloru).

Prawdę mówiąc nic co mi zarzuciła nie biorę do siebie... Ona mówiła to już na hormonalnym haju który czuła do Kowalskiego - raczej chciała przerzucić winę na mnie, albo się choć trochę wybielić przed samą sobą tym co odwaliła (a tak naprawdę to czekała aż Kowalski się określi co robi że swoim małżeństwem i chciała mieć mnie w odwodzie).
No dobra jedno co powiedziała miało sens, byłem poukładany i realizowałem jak po sznurku nasze wspólne plany. A ona chce żyć spontanicznie (choć i to też już mi zarzuciła jak Kowalski się określił i ich miłość "zwyciężyła").

Miłość ponoć nie wybiera, Kowalski to wieloletni pracownik sklepu budowlanego (naprawdę nie chce oceniać ludzi po tym co robią, może tak mu się w życiu poukładało, a może nie jest ambitny i przedsiębiorczy), bez dzieci, 3lata od mojej żony starszy, 11 lat po ślubie (więc pewnie to jego pierwsza miłość w wieku 22 lat, szybki ślub i teraz rozczarowanie po latach). Całe życie mieszkał w mieszkaniu które jest własnością jego żony = zostaje z niczym (no może z jakimiś ochłapami które w przeciągu 11 lat doinwestował lokal). Koleś chyba nawet nie wiedział jak się rozejść z żoną, podejrzewam, że mu moja powiedziała jak to zrobić (naśladując ruchy jakie ja zorganizowałem aby swoje finanse zabezpieczyć i szybko ruszyć z rozwodem).
Romero i Julia normalnie, miłość wbrew przeciwnościom losu, wbrew 2 rozbitym rodzinom, po trupach kosztem porzuconych i zdradzonych współmałżonków...
Jeszcze pozwy rozwodowe nie podchodziły a już oficjalnie mieszkają razem w wynajętym przez moją żonę mieszkaniu i nie kryją się z tym wcale - wiem to od moich teściów którzy po nocach nie śpią widząc co ich latorośl wyczynia. To doskonały przykład co potrafi zrobić ten słynny amok i miłosny haj z wydawać by się mogło poukładanej kobiety.

Życzę im powodzenia, są siebie godni - wiwat młoda para...

16

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Pwgen - dam Ci radę jaką dostałem tutaj, na tym forum od "Wielkich Osób" - daj jej odejść, niech się kobieta cieszy na swój sposób !!! Zapomnij o niej - ochłoń, zastanów się nad sobą i stwórz swój plan na przyszłość, a potem cokolwiek by sę działo 3maj się go skrupulatnie...

Drugie wyjście - dalej się zagłebiaj w temacie, szukaj przyczyny, dołuj się i zamartwiaj, aż w końcu wpędzisz się zapewne w jakiś stan lękowy, depresje czy coś podobnego. Stracisz włosy, a wcześniej zmienisz kolor na biały.

Wybór należy do Ciebie !!! (Przeczytaj mój wątek, a zrozumiesz o co mi chodzi)

3maj się, pamiętaj nawet z najgorszej sytuacji jest jakieś wyjście...

17 Ostatnio edytowany przez KoloroweSny (2020-11-22 22:44:17)

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Rozumiem jak najbardziej, że jej nie rozumiesz i szukasz przyczyny. Każdy logicznie myślący człowiek zastanawiałby się co się stało, co źle zrobiłem. To dobrze też o Tobie świadczy, że zastanawiasz się nad sobą i wiesz już, co też mogłeś zrobić źle. Problem polega jednak na tym, że po prostu nie warto tego rozgrzebywać i ciągle szukać odpowiedzi... Spędzisz wiele godzin, dni i tygodni zastanawiając się dlaczego. Możemy snuć tutaj milion teorii. A prawdy nie dowiemy się nigdy. A Ty będziesz się ciągle nakręcał i nakręcał i nakręcał. Wiem, że to łatwo tak pisać, ale mając za sobą kilka rozstań zauważyłam, ile razy sama szukałam wyjaśnień i sama sobie odpowiadałam. Jak się pewnie dobrze domyślasz nic to nie dało, a powodowało większy ból. Po prostu musisz przyjąć do wiadomości, że taka była jej decyzja. Że nic do Ciebie nie czuje. Tylko tyle i aż tyle. A na końcu najtrudniejsze - zaakceptować.

18

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne
KoloroweSny napisał/a:

Rozumiem jak najbardziej, że jej nie rozumiesz i szukasz przyczyny. Każdy logicznie myślący człowiek zastanawiałby się co się stało, co źle zrobiłem. To dobrze też o Tobie świadczy, że zastanawiasz się nad sobą i wiesz już, co też mogłeś zrobić źle. Problem polega jednak na tym, że po prostu nie warto tego rozgrzebywać i ciągle szukać odpowiedzi... Spędzisz wiele godzin, dni i tygodni zastanawiając się dlaczego. Możemy snuć tutaj milion teorii. A prawdy nie dowiemy się nigdy. A Ty będziesz się ciągle nakręcał i nakręcał i nakręcał. Wiem, że to łatwo tak pisać, ale mając za sobą kilka rozstań zauważyłam, ile razy sama szukałam wyjaśnień i sama sobie odpowiadałam. Jak się pewnie dobrze domyślasz nic to nie dało, a powodowało większy ból. Po prostu musisz przyjąć do wiadomości, że taka była jej decyzja. Że nic do Ciebie nie czuje. Tylko tyle i aż tyle. A na końcu najtrudniejsze - zaakceptować.

To analizowanie to etap po rozstaniu po prostu odruch pewnie wyuczony - nie ważne.
To też w pewnej mierze takie targowanie się z losem samym sobą rozdarcie walka z niepogodzeniem.
Akceptacja że druga osoba jest wolna i nawet jeżeli wydaje się że popełnia błąd to wolno jej i ma prawo odejść zmienić zdanie.Nie oznacza to wcale aprobaty dla niewierności czy zdradzania.
Akceptacja przyniesie spokój i to też forma miłości.

Nie bój się cieni, one świadczą o tym, że gdzieś znajduje się światło

19

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Do wyszukania określenie: hiena... I porównanie ze swoją sytuacją.

20

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Dzięki za wsparcie, im więcej czytam to forum i widzę podobne przypadki tym więcej boję się o swoje przyszłe relacje z kobietami...

Moje obserwacje:
- jak się kobieta w kimś zauroczy/zakocha to po ptokach (nie ma co zbierać, nie warto ratować bo wszystko grochem o ścianę). Jedynym ratunkiem jest to że kochanek kopnie ją w 4 litery i tylko wtedy wraca. Tylko co z takiego powrotu skoro jesteśmy zawsze tym drugim, niekochanym, kołem awaryjnym, wyborem z przymusu...

- na pewno nigdy już nie wezmę ślubu - tutaj akurat jestem konserwatystą i uważam że przysięga małżeńska do czegoś powinna zobowiązywać, po co mi to co skoro dla kobiet ona nic nie znaczy, bo jak się taka "zakocha" to potrafi zostawić rodzinę/dzieci nie patrząc na krzywdy które zadaje, na przysięgi które łamie, bez próby ratunku. Moja jż dla przykładu nalegała na ślub kościelny, zgodziłem się pomimo że jestem ateistą (poszliśmy na kompromis i był jednostronny w kościele, z wielkim weselem itp...), jakoś w ostatnich rozmowach zapytałem ją czy jest wierząca potwierdziła, zapytałem czym dla niej był ślub (zimno odpowiedziała, sformalizowaniem związku)

- rozważam zostanie wiecznym singlem

- chwila/moment i kobieta potrafi przekreślić połowę swojego życia dla tego miłosnego haju i motylków w brzuchu, brak jakichkolwiek przemyśleń, kalkulacji, etc...

No chyba że na forum są tylko same takie historie takich samych "trudnych" relacji, a grom kobiet jest normalnych i potrafi się nie zakochiwać dotrzymując "umowy" jaką zawarli z drugim człowiekiem.

21

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne
Pwgen napisał/a:

Dzięki za wsparcie, im więcej czytam to forum i widzę podobne przypadki tym więcej boję się o swoje przyszłe relacje z kobietami...

Moje obserwacje:
- jak się kobieta w kimś zauroczy/zakocha to po ptokach (nie ma co zbierać, nie warto ratować bo wszystko grochem o ścianę). Jedynym ratunkiem jest to że kochanek kopnie ją w 4 litery i tylko wtedy wraca. Tylko co z takiego powrotu skoro jesteśmy zawsze tym drugim, niekochanym, kołem awaryjnym, wyborem z przymusu...

- na pewno nigdy już nie wezmę ślubu - tutaj akurat jestem konserwatystą i uważam że przysięga małżeńska do czegoś powinna zobowiązywać, po co mi to co skoro dla kobiet ona nic nie znaczy, bo jak się taka "zakocha" to potrafi zostawić rodzinę/dzieci nie patrząc na krzywdy które zadaje, na przysięgi które łamie, bez próby ratunku. Moja jż dla przykładu nalegała na ślub kościelny, zgodziłem się pomimo że jestem ateistą (poszliśmy na kompromis i był jednostronny w kościele, z wielkim weselem itp...), jakoś w ostatnich rozmowach zapytałem ją czy jest wierząca potwierdziła, zapytałem czym dla niej był ślub (zimno odpowiedziała, sformalizowaniem związku)

- rozważam zostanie wiecznym singlem

- chwila/moment i kobieta potrafi przekreślić połowę swojego życia dla tego miłosnego haju i motylków w brzuchu, brak jakichkolwiek przemyśleń, kalkulacji, etc...

No chyba że na forum są tylko same takie historie takich samych "trudnych" relacji, a grom kobiet jest normalnych i potrafi się nie zakochiwać dotrzymując "umowy" jaką zawarli z drugim człowiekiem.

Człowieku ochłonij, też tak kiedyś myślałem - od groma jest Bardzo Wartościowych Kobiet, na tym właśnie forum masz tego przykłady !!!

Co do przyszłości nie planuj, że będziesz singlem, daj sobie czas - może jakaś terapia dla podbudowania swojej wartości !!!!

A kiedyś spewnością kogoś poznasz !!!! Tylko zdala od takich kobiet jak Twoja jż !!!

Pozdrawiam i nie trać wiary w siebie !!!!

22

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne
Pwgen napisał/a:

Dzięki za wsparcie, im więcej czytam to forum i widzę podobne przypadki tym więcej boję się o swoje przyszłe relacje z kobietami...

Moje obserwacje:
- jak się kobieta w kimś zauroczy/zakocha to po ptokach (nie ma co zbierać, nie warto ratować bo wszystko grochem o ścianę). Jedynym ratunkiem jest to że kochanek kopnie ją w 4 litery i tylko wtedy wraca. Tylko co z takiego powrotu skoro jesteśmy zawsze tym drugim, niekochanym, kołem awaryjnym, wyborem z przymusu...

- na pewno nigdy już nie wezmę ślubu - tutaj akurat jestem konserwatystą i uważam że przysięga małżeńska do czegoś powinna zobowiązywać, po co mi to co skoro dla kobiet ona nic nie znaczy, bo jak się taka "zakocha" to potrafi zostawić rodzinę/dzieci nie patrząc na krzywdy które zadaje, na przysięgi które łamie, bez próby ratunku. Moja jż dla przykładu nalegała na ślub kościelny, zgodziłem się pomimo że jestem ateistą (poszliśmy na kompromis i był jednostronny w kościele, z wielkim weselem itp...), jakoś w ostatnich rozmowach zapytałem ją czy jest wierząca potwierdziła, zapytałem czym dla niej był ślub (zimno odpowiedziała, sformalizowaniem związku)

- rozważam zostanie wiecznym singlem

- chwila/moment i kobieta potrafi przekreślić połowę swojego życia dla tego miłosnego haju i motylków w brzuchu, brak jakichkolwiek przemyśleń, kalkulacji, etc...

No chyba że na forum są tylko same takie historie takich samych "trudnych" relacji, a grom kobiet jest normalnych i potrafi się nie zakochiwać dotrzymując "umowy" jaką zawarli z drugim człowiekiem.

Myślę, że zdradzone kobiety mogą napisać to samo o mężczyznach.

Spokój wewnętrzny trzeba sobie po prostu wypracować przez trud.

23

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Ta historia przyprawia mnie o ciarki na plecach, z tego właśnie powodu, że Twoja małżonka przyłapana na zdradzie stwierdziła, że miałeś się nie dowiedzieć. Szukając adoracji na kilku frontach raczej nie wpisuje się w schemat "trafienia strzały amora" tylko zwyczajnie szukała okazji i bardzo możliwe, że Kowalski za jakiś czas wyhoduje okazałe poroże. Na szczęście nie Twoje to już zmartwienie.

Osobiście bardzo Ci współczuję. Mimo iż zdajesz sobie sprawę, że nie chcesz być w związku z kimś kto nie ma zasad nadal kochasz swoją żonę. To źródło bólu i rana, którą będziesz leczył jakiś czas. Ale podołasz, sprawiasz wrażenie rozgarniętego człowieka.

Nie daj sobie wmówić, że brak adoracji żony pchnęło ją w ramiona innych adoratorów, natomiast nie daj też sobie wmówić, że byłeś krystalicznie czysty w tej relacji. Nie chodzi mi tu o kategorię winy, ale zastanowienie się, czy faktycznie Twoja żona nie sygnalizowała, że czegoś jej brakuje. Oczywiście, podkreśle, że w moje opinii zdrada i to jak się zachowała nie jest usprawiedliwione żadnym brakiem. Tak do przemyślenia jako strategii na przyszłe relacje.

Chodzi mi tu o tzw "języki miłości", których jest 5. Polecam doczytać. Dla jednego człowieka w relacji ważne jest by być adorowanym, komplementowanym, inny oczekuje prezentów, a ktoś inny chce, by z nim spędzać czas, itp. Rzecz w tym, że człowiek, który np lubi się przytulać nie wpadnie na to, że partner, który lubi dostawać prezenty czuje się niekochany, gdy ich nie dostaje bo po prostu nie ma takiej potrzeby. Wierz mi, to są bardzo ważne kwestie, które często przesadzają o być albo nie być związków.

Co do założeń, że nigdy ślubu albo zawsze singiel - to za wcześnie na takie deklaracje. Ochłoń, wyliż rany, wycisz się. Na zwiazki teraz jest dużo za wcześnie, ale potem jak spotkasz kogoś wartościowego, to czemu nie. Życie jest zbyt krótkie, by nie być kochanym wink

24

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Wyciągnij z tego wnioski na przyszłość. Jeśli kiedykolwiek zostaniesz zdradzony choćby emocjonalnie czy jakkolwiek inaczej, to automatycznie kończysz związek. Nie słuchasz tego słodkiego pieprzenia o miłości i o tym jak wielki to był błąd tylko wykonujesz szybkie cięcie. Nie przyjaźnisz się, nie utrzymujesz żadnej relacji i nie rozważasz powrotu. Kobiet jest wiele i jesteś w stanie znaleźć inną która będzie wierna i oddana. Tolerując takie zachowania tracisz poczucie własnej wartości i upokarzasz się w swoich, jej i innych osób oczach, tracisz własną godność. Ważne jest aby umieć żyć samemu ze sobą i nie uzależniać całego swojego szczęścia i sensu istnienia od drugiej osoby czy od samego bycia w związku. Jeśli nie będziesz się bał dłuższej bądź krótszej chwili samotności to dużo łatwiej będzie Ci znaleźć wartościową relację na zdrowych zasadach. Szkoda życia marnować na niewiernych partnerów.

25

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne
Shoggies napisał/a:

Mimo iż zdajesz sobie sprawę, że nie chcesz być w związku z kimś kto nie ma zasad nadal kochasz swoją żonę.

To chyba w tym wszystkim jest najgorsze. Złamała tak wiele obietnic, przekroczyła granice zza której nie ma powrotu, a ja nadal ją kocham....
Uciąłem całkowicie relacje (jeszcze tylko rozprawa w sądzie), nie zamierzam z nią zamienić już ani słowa, jak będzie potrzebowała kontaktu w sprawie rozwodu to niech się odzywa do mojego pełnomocnika. Znajomi i rodzina pomogli mi wysprzątać mieszkanie po jej rzeczach których nie zabrała (jak po zmarłej babci - nawet tak żartowałem wywalając jakieś przetwory które robiła jeszcze w marcu). Siedzę i cierpię tą chorą miłość - ale może to kiedyś przejdzie.

natomiast nie daj też sobie wmówić, że byłeś krystalicznie czysty w tej relacji. Nie chodzi mi tu o kategorię winy, ale zastanowienie się, czy faktycznie Twoja żona nie sygnalizowała, że czegoś jej brakuje. )

Na tym etapie nie powinienem jeszcze tego robić (tak mi doradził psycholog), na to przyjdzie czas później jak żałoba minie i będę mógł do tego podejść z dystansem. Myśląc o tym teraz wpadam w chory wir przemyśleń - a może gdybym wtedy zrobił to, a może jakbym ją wtedy uściskał i powiedział jej do ucha że ją mocno kocham za to że jest, że pięknie wygląda w tej nowej sukience, etc.. Dobija mnie takie myślenie - nic ono teraz nie zmieni a tylko strasznie boli i przywraca wspomnienia. W mojej sytuacji chyba lepiej potraktować ją jako zmarła osobę której już nie ma i nie będzie... Kiedyś rzeczywiście ta wiedza co spieprzyłem może się przydać, na razie jest tylko źródłem większego bólu.

26

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Ty niczego nie spieprzyłeś, to ona lubi się puszczać a jak nas uczono - ciało raz puszczone w ruch...

27 Ostatnio edytowany przez bullet (2020-11-23 16:48:39)

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne
Pwgen napisał/a:

.a ja nadal ją kocham...

nie, Ty jej nie kochasz. Masz jedynie sentyment do tego co było, a tamtej kobiety już nie ma, to się zacznie za jakiś czas zamazywać. Im szybciej to sobie uświadomisz tym lepiej.

Pwgen napisał/a:

...Szukałem winy w sobie i znalazłem te 3 punkty:
1. Na pewno nie kupowałem kwiatów i prezentów ...
2. Byłem zbyt mało romantyczny (nie zabierałem na randki)....
3. Ponoć byłem dusigroszem ...

no proszę Cię ... big_smile
to standardowa śpiewka
ta z dzieckiem również. Nie wiem jak faceci ale jak kobieta chce przywalić to wie jak uderzyć i to jest celne zawsze.

Jak mogłeś być idealny skoro nie miałeś szans. Jeśli byś miał dużo pieniędzy to by Ci zarzuciła, ze ciągle pracujesz i nie masz czasu, jak chcesz zarabiać to zarzuci, ze nie masz pieniędzy. Kasa nie ma znaczenia. Otrząśnij się, w zależności od sytuacji można dobrać teorie do praktyki. To nie ma żadnego wpływu. Jest wyłącznie podatność na zdradę. Z opisu wynika, że Pani to niezłe ziółko jest. Jak napisał assassin to hiena.
Widzisz, z drugiej strony powinieneś się cieszyć, że tak w miarę sprawnie się ogarnęła i Cię zwalnia z obowiązków, że szybko się stało, bo to i tak nieuchronnie by nastąpiło.
Twoja jz rozdawała swoje wdzięki latami i tak na prawdę cały czas myślała tylko o sobie, o tym jak dobrze zrobić sobie, a przez to po raz kolejny powiększyć Twoje poroże ale tak byś nie wiedział.
To co robiła dla Ciebie to robiła tak na prawdę dla siebie, usypiała twoją czujność. Ona Tobą gardziła
Nie macie dzieci to ogromny plus, gdybyście mieli, tylko by powiększały Twoje frustracje.
Masz szansę, z czystym kontem, na SZYBKIE ułożenie życia z kobietą, która na to zasługuje bo Twoja jz na pewno do takich się nie zalicza.
Poczytaj wątek Artiii'ego, tam jest dużo wskazówek jak przetrwać trudne dni. Odpuść metodę 34 kroków, szkoda czasu.
Sytuacja podobne, klocki w tej grze inne ale efekt identyczny.

Pwgen napisał/a:

...rozważam zostanie wiecznym singlem..

coś ty zwariował ? Ze względu na jakąś (przekleństwo) chcesz zrezygnować z życia ? Inna sprawa, że zobaczysz ile fajnych, chętnych i wolnych kobiet jest na świecie, którym jż do kolan nie sięga. Nie zarzekaj się aczkolwiek do rozwodu się wstrzymaj z kobietami i alkoholem.

Pwgen napisał/a:

.chwila/moment i kobieta potrafi przekreślić połowę swojego życia dla tego miłosnego haju i motylków w brzuchu, brak jakichkolwiek przemyśleń, kalkulacji, etc...

,ona nic nie przekreśliła, miała cały czas z tyłu głowy, że to czasowe. Czekała na okazję.
Sądzę, że biorąc z Tobą ślub już wtedy brała to pod uwagę, że wcześniej czy później tak się stanie. Masz nauczkę. Przed ślubem dostałeś porządną lekcję, sam wiesz, że zmieniała wcześniej partnerów, a jednak udało jej się usidlić Ciebie.

Teraz głowa do góry, to zła kobieta była.

Zielony_Domek napisał/a:

Myślę, że zdradzone kobiety mogą napisać to samo o mężczyznach.

zdrada nie ma płci, widać po wątkach. Dotyczy kobiet i mężczyzn

28

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne
Pwgen napisał/a:
Shoggies napisał/a:

Mimo iż zdajesz sobie sprawę, że nie chcesz być w związku z kimś kto nie ma zasad nadal kochasz swoją żonę.

To chyba w tym wszystkim jest najgorsze. Złamała tak wiele obietnic, przekroczyła granice zza której nie ma powrotu, a ja nadal ją kocham....
Uciąłem całkowicie relacje (jeszcze tylko rozprawa w sądzie), nie zamierzam z nią zamienić już ani słowa, jak będzie potrzebowała kontaktu w sprawie rozwodu to niech się odzywa do mojego pełnomocnika. Znajomi i rodzina pomogli mi wysprzątać mieszkanie po jej rzeczach których nie zabrała (jak po zmarłej babci - nawet tak żartowałem wywalając jakieś przetwory które robiła jeszcze w marcu). Siedzę i cierpię tą chorą miłość - ale może to kiedyś przejdzie.

Przejdzie. Uwierz mi. Za jakiś czas będzie dla Ciebie bladym wspomnieniem. Nie będziesz jej poświęcał nawet drobnej myśli w Twojej głowie bo skupisz się na tematach godnych uwagi.
I nie zarzucaj sobie chorej miłości. Twoja miłość jest ok. Po prostu nie ma sensu jej podsycać do osoby, która jej nie uszanowała. Uważam, że powinieneś być z siebie dumny, że potrafisz kochać, być wierny i oddany swojej wybrance. To wspaniałe cechy. Nie każdy tak umie.

Pwgen napisał/a:

Na tym etapie nie powinienem jeszcze tego robić (tak mi doradził psycholog), na to przyjdzie czas później jak żałoba minie i będę mógł do tego podejść z dystansem. Myśląc o tym teraz wpadam w chory wir przemyśleń - a może gdybym wtedy zrobił to, a może jakbym ją wtedy uściskał i powiedział jej do ucha że ją mocno kocham za to że jest, że pięknie wygląda w tej nowej sukience, etc.. Dobija mnie takie myślenie - nic ono teraz nie zmieni a tylko strasznie boli i przywraca wspomnienia. W mojej sytuacji chyba lepiej potraktować ją jako zmarła osobę której już nie ma i nie będzie... Kiedyś rzeczywiście ta wiedza co spieprzyłem może się przydać, na razie jest tylko źródłem większego bólu.

Oj nie, zupełnie nie o to mi chodziło. Absolutnie nie chodziło o to, żeby dociekać przyczyny zachowania Twojej żony. Nie mogłeś zrobić nic, by ją zatrzymać. Ta konkretna kobieta to stracony przypadek. Bez kręgosłupa moralnego. Cokolwiek powie o Twoich "zaniedbaniach" to będą zarzuty celem osiągnięcia efektu Ace - całkowitego wybielenia się. Mnie chodziło o wsłuchanie się w to co mówiła w trakcie związku. Ale to już bardziej na czas jak przebolejesz tę sytuację. Tylko dla takiego powiedzmy bardziej osobistego rozwoju i może żeby było Ci łatwiej w innych, przyszłych relacjach. Mam nadzieję, że wyraziłam się jaśniej smile

29 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-11-23 17:17:07)

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Nie wygląda byś cokolwiek zepsuł ze swojej strony- ona miała skłonność do flirtów i zdrad- to się nie pojawiło teraz.
Nowy wybranek był dla seksu ale  obstawiam na 90 procent, że zaszła z nim w ciążę i wie że to jego dziecko- obstawiam że tak jest a Ty się niedługo tego dowiesz.
współczuję.

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

30 Ostatnio edytowany przez batszeba (2020-11-23 18:34:48)

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne
Pwgen napisał/a:

Po kilku miesiącach spędzania czasu z naszymi wspólnymi znajomymi zostaliśmy parą. Po około pół roku wprowadziła się do mnie (ponoć pokłóciła się z rodzicami i wyniosła się z domu). Zamieszkaliśmy wspólnie. Żyliśmy tak sobie przez kolejne 3 lata aż nie przyłapałem jej na flirtowaniu z naszym z jednym wspólnym znajomym (czułe słówka na messengerze oraz poszukiwania mieszkania na wynajem). W gniewie kazałem się wyprowadzić co też zrobiła następnego dnia zapewniając mnie że nigdy mi nie zdradziła fizyczne. Wróciła do domu swoich rodziców finansowo nie była w stanie udźwignąć samodzielnego wynajmu mieszkania a nasz wspólny kolega chyba nie chciał z nią mieszkać. Po około trzech miesiącach zaczęli pojawiać się emisariusze (kuzynka, wspólna koleżanka), dawali mi sygnały że jeśli wciąż coś do niej czuje powinienem spróbować dać jej 2 szansę.
Po około czterech miesiącach od rozstania byliśmy znów razem kilka miesięcy później wprowadziła się z powrotem. Ja podczas tych miesięcy rozłąki kupiłem swoje pierwsze mieszkanie (kawalerkę 40m). Przez prawie 2 lata mieszkaliśmy jeszcze wspólnie w mieszkaniu mojej matki a ja zbierałem na generalny remont zakupionego mieszkania. Po zrealizowaniu remontu wprowadziliśmy się już na swoje. W tej sielance minęło kolejne 3 lata. Oświadczyłem się, 2 lata temu wzięliśmy ślub. I tak żyliśmy sobie jakby się wydawać mogło super związku (przynajmniej z mojej perspektywy).

Pwgen napisał/a:

w sierpniu tego roku odkryłem że moja żona instaluje i odinstalowuję w kółko komunikator, zapytałem o to i mnie zbyła, wziąłem jej telefon i zainstalowałem go i ściągnęła się cała historia rozmów - zobaczyłem imię Kowalskiego plus jeszcze jakiś innym kontakt. Nie wiedziałem na jakim to jest etapie, ale widziałem reakcje żony - panika...

Pwgen napisał/a:

następnego dnia po długich rozmowach wyznała mi że zdradziła mnie fizycznie (raz). Postanowiłem że przyda nam się separacja że muszę pomyśleć co dalej, po tygodniu wszystko było ogarnięte, postanowiliśmy że przez minimum 2 tygodnie nie będziemy się do siebie odzywać. Ja sobie muszę w głowie poukładać co się wydarzyło i czy chce z nią dalej kontynuować nasze małżeństwo. Skruszona wyznaje że zdradziła mnie więcej niż jeden raz - nie podała liczby, powiedziała tylko że intymne relacje trwały to od miesiąca.


Pwgen napisał/a:

Po dwóch tygodniach przed umówioną pierwszej wizyty na terapii par oświadczyła mi że nie wie co chce. Że musi się zastanowić, tydzień potem oświadczyła że odchodzi ode mnie że kocha Kowalskiego, że nie potrafi o nim przestać myśleć, nie chce mnie krzywdzić. Poprosiłem o jeszcze jeden dzień żeby się zastanowiła, wybrała innego następnego dnia była po swoje rzeczy.
Historia mogłaby się wydawać taka sama jak wiele innych, odkochała się poszła do innego....

Pwgen napisał/a:

na początku maja w tajemnicy przede mną kupiła tabletkę dzień po (nie przypominam sobie aby była nam potrzebna), dlatego cała jej relacja po znajomości która trwa niby tylko 2 miesiące nie trzyma się kupy. No chyba że konkretnie tego zna tylko od 2 miesięcy

Pwgen napisał/a:

Odnalazłem w nich wiele sms-ów i połączeń z różnymi facetami którzy nie są naszymi znajomymi potrafiła na przykład z jednym pisać przez 2 dni i dwie noce z innym kontaktować się tylko kiedy wyszedłem do pracy. Tak naprawdę po samych bilingach telefonicznych wynika że miała trzy może cztery relacje od kwietnia.

Pwgen napisał/a:

odezwałem się do naszego wspólnego "kolegi" i wcale ich relacja nie była czysto platoniczna (po tylu latach bez ogródek powiedział mi że zdradziłem mnie kilka razy z nim fizycznie). .

Pwgen napisał/a:

Nie miałem żadnych sytuacji kryzysowych związku,  trudnych rozmów, cichych dni, ucieczek do przyjaciółki... Po prostu szczęśliwy i nieświadomy niczego złapałem ją na zdradzie do której mi się poniekąd przyparta do muru sama przyznała. No chyba że nigdy mnie nie kochała (tylko czy w takiej relacji można wytrzymać tak długo i jeszcze dopominać się o ślub)

Wez Ty przeczytaj wszystkie zaznaczone przeze mnie fragmenty, zbierz je do kupy i włącz samodzielne myślenie a wyłącz użalanie się nad sobą i wkładanie wszystkich kobiet do jednego worka. Przecież na pierwszy rzut oka widać, że trafiła zaradnego jelenia, tzw. dobry materiał na męża (zarobi na mieszkanie, wyremontuje, uzbiera kasę na wesele i te pe). To nie jest kobieta, która usiłowałaby sama cokolwiek ze swoim życiem zrobić, tylko szuka do tego celu faceta. Ona w ogóle ma jakiekolwiek zainteresowania, pasje, cokolwiek? Dla mnie to płytka osoba, dla której najważniejsze są pozory (jak najszybciej złapać robotnego faceta, biba weselna na pokaz, ślub na pokaz). Ty spełniasz tzw. niezbędne minimum więc się Ciebie trzymała. BTW zadam niedyskretne pytanie - jak tam seks? Kręciłeś Ty ją w ogóle? Leciała na Ciebie tak, jak napalona dziewczyna leci na podniecającego ją mężczyznę?

Byłabym w stanie zrozumieć, gdybyście mieli solidny kryzys, w konsekwencji którego ona by się zakochała czy tam zauroczyła w jednym konkretnym facecie (tzw. miłość od pierwszego wejrzenia, ideał, chemia itd). Ale na podstawie tego, co Ty opisujesz to ona skakała na boki na lewo i na prawo do różnych kolesi o tak, dla rozrywki. Są ludzie, którzy uwielbiają flirtować przez neta, z czego część tych znajomości przechodzi do reala, a część pozostaje w przestrzeni internetowej i Twoja żona się do nich zalicza. Ten typ tak ma i nic na to nie poradzisz.

Pwgen napisał/a:

Mianowicie powiedziała, że nie widzi mnie jak osoby z którą chce spędzić całe życie nie widzi mnie jako ojca swoich przyszłych dzieci, zapytałem czy jego, powiedziała że tak. To wypaliło na mnie piętno, spaliło mi aż do samych kości.

Tutaj to kompletnie Cię nie rozumiem: od samego początku Waszego związku byłeś zdradzany emocjonalnie i fizycznie, dziewczyna związała się z Tobą z rozsądku a dla Ciebie największym problemem jest to, że nie chciała sobie z Tobą bejbika zmajstrować - CHYBA ŻARTUJESZ? Ciesz się, że nie macie dzieci, bo one w takiej sytuacji cierpiałyby najbardziej.

Pwgen napisał/a:

Przez covid legły nam w gruzach plany na jej wymarzone wakacje (chciała jechać do Californi i NewYork - kasa była odłożona, plan wycieczki był)... Jak USA wiadomo było że odpada (jeszcze BLM się tam rozpanoszyło), to chcieliśmy awaryjnie jechać do Sycylii w maju (wszystko ogarnięte) ale też Covid pokazał swoje oblicze i też plan się wysypał. Może tym się załamała i chciała się dowartościować?

  - ROBISZ SOBIE JAJA, ALBO JESTEŚ TROLLEM, BO NIE WIERZĘ ŻE NAPISAŁ TO DOROSŁY FACET. Seks z innym facetem za karę, bo na wycieczkę nie pojechała, dobry jesteś smile

Pwgen napisał/a:

Nie wiem czy to mogło ja podłamać, czy może poczuła że nie wyszalała się przed 30 i dlatego szukała czegoś na boku.
Niby przed poznaniem mnie (w wieku 21l) miała kilka mniej znaczących związków, dopiero teraz dowiedziałem się od jej kuzyna, który też jest załamany sytuacja (dzięki niemu się poznaliśmy) że już w tak młodym wieku miała  jakiś romans z żonatym facetem....(szkoda że nie ostrzegł wcześniej). Więc nie byłem jej pierwszym czy jednym z pierwszych aby chciała po ludzku zobaczyć co to sex z innym.

Przecież ona skakała na boki od początku znajomości, co więcej sądzę że to czego się dowiedziałeś to jakaś połowa jej osiągnięć, bo nie wszystkim się pochwaliła. Zrozum, od początku żyłeś w iluzji i nie chciałeś widzieć oczywistych rzeczy.

31

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne
Ela210 napisał/a:

Nie wygląda byś cokolwiek zepsuł ze swojej strony- ona miała skłonność do flirtów i zdrad- to się nie pojawiło teraz.
Nowy wybranek był dla seksu ale  obstawiam na 90 procent, że zaszła z nim w ciążę i wie że to jego dziecko- obstawiam że tak jest a Ty się niedługo tego dowiesz.
współczuję.

Zgadzam się z Elą ,miała skłonność do flirtów i zdrad i myślę , że niepotrzebnie analizujesz i szukasz w sobie win. Niestety ,mogła być bardzo wyrachowana i tkwiła przy Tobie do czasu aż nie znalazła zbawiciela. Ciesz się że zrobiła powtórkę już teraz a nie za kilka lat ,jakbyś z nią miał dzieci , masz dużo prościej zamknąć rozdział małżeństwa. Za jakiś czas wycieczki ziemskie może już by jej nie wystarczały , aby pani była zadowolona to może lot w kosmos z Elonem ?Mogłoby się okazać , że został Twoim nowym kolejnym szwagrem. Z każdym miesiącem powinno być coraz lepiej , dużo zależy od Ciebie samego , dbaj o siebie , właściwa dieta , sen , wygadanie się w swoim forumowym wątku i wyrzucenie kłębiących się myśli i żalu powinno pomóc .

32

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne
Pwgen napisał/a:

Co ona wniosła do związku, moim zdaniem dużo, nic więcej nie oczekiwałem:
1. Dbała o mnie (interesowała się moimi potrzebami od sexu aż po zwykła opiekę w chorobie - miałem kiedyś wypadek i 3 miesiące praktycznie leżałem w łóżku)
2. Lubiła gotować i świetnie jej to wychodziło
3. Perfekcyjnie zajmowała się domem (goniła mnie do pomocy, choć po tylu latach mieliśmy już ustalone kto co robi - typu ja odkurzam i ścieram kurze, a ona w tym czasie ogarnia kuchnie, ja myję kibel, umywalki, a ona kabinę prysznicową i lustra, etc)
4. Motywowała mnie do działania
5. Wymyślała plany na wakacje (od strony logistycznej (co warto zobaczyć, gdzie warto zatrzymać się na nocleg), ja zajmowałem się technicznymi aspektami typu wynajem samochodu, organizacja lotów i przesiadek, czy przekonywaniem znajomych aby nam towarzyszyli)
6. Myślę że doskonale sprawdziła by się w roli matki (widziałem to bo lubiła dzieci).
7. Codziennie rano że mną wstawała robiąc mi kanapkę do pracy, ja zawsze przytulałam ja w drzwiach dając buziaka w podziękowaniu
8. Wydała się poukładana i inteligentna (choć może to tylko było cwaniactwo)
9. Miała super treściwa i teścia (świetnie się z nimi dogadywałem, zawsze trzymali moją stronę, traktowali jak drugiego syna, nawet ich pies mnie traktował jak pana i że szczęście co tydzień jak mnie wydział obsikiwał mi buty jak go głaskałem). Do tej pory twierdzą że ich dom zawsze stoi dla mnie otwarty jeśli będę coś potrzebował.

nie zacytuję tego, co ty jej dawałeś, no ale masz odpowiedź już w pierwszym poście ona pełna życia, ciekawa świata, aktywna, a ty nudziarz i dusigrosz - po prostu nie pasujecie do siebie.
Poza tym ile lat już jesteście ze sobą??? Jak sie ma 20 lat - ok, priorytetem jest "dorobić się" mieć kont do mieszkania, dobrą pracę itd, ale nie można się na tym zatrzymać na resztę życia. Wy już osiągnęliście jakiś status, a wasz związek zatrzymał się, nie było z twojej strony żadnego wysiłku, żadnego działania - kwiatów, komplementów, itp.
Może cię to za boli, ale pewnie kochanek jej właśnie to fundował, na tym etapie być może nie potrzebne jej było jeszcze więcej pieniędzy, ale szalony seks, takie dyrdymały, że ktoś ją szalenie kocha, a nie jest z przyzwyczajenia, w układzie w którym funkcjonujecie jak idealnie synchronizowane roboty.

"Kobiety, nie jesteście centrum rehabilitacyjnym dla źle wychowanych mężczyzn. To nie wasze zadanie zmieniać ich, wychowywać czy im matkować. Potrzebujecie partnera, a nie projektu." J. Roberts

33 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-11-24 16:35:34)

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne
Averyl napisał/a:
Pwgen napisał/a:

Co ona wniosła do związku, moim zdaniem dużo, nic więcej nie oczekiwałem:
1. Dbała o mnie (interesowała się moimi potrzebami od sexu aż po zwykła opiekę w chorobie - miałem kiedyś wypadek i 3 miesiące praktycznie leżałem w łóżku)
2. Lubiła gotować i świetnie jej to wychodziło
3. Perfekcyjnie zajmowała się domem (goniła mnie do pomocy, choć po tylu latach mieliśmy już ustalone kto co robi - typu ja odkurzam i ścieram kurze, a ona w tym czasie ogarnia kuchnie, ja myję kibel, umywalki, a ona kabinę prysznicową i lustra, etc)
4. Motywowała mnie do działania
5. Wymyślała plany na wakacje (od strony logistycznej (co warto zobaczyć, gdzie warto zatrzymać się na nocleg), ja zajmowałem się technicznymi aspektami typu wynajem samochodu, organizacja lotów i przesiadek, czy przekonywaniem znajomych aby nam towarzyszyli)
6. Myślę że doskonale sprawdziła by się w roli matki (widziałem to bo lubiła dzieci).
7. Codziennie rano że mną wstawała robiąc mi kanapkę do pracy, ja zawsze przytulałam ja w drzwiach dając buziaka w podziękowaniu
8. Wydała się poukładana i inteligentna (choć może to tylko było cwaniactwo)
9. Miała super treściwa i teścia (świetnie się z nimi dogadywałem, zawsze trzymali moją stronę, traktowali jak drugiego syna, nawet ich pies mnie traktował jak pana i że szczęście co tydzień jak mnie wydział obsikiwał mi buty jak go głaskałem). Do tej pory twierdzą że ich dom zawsze stoi dla mnie otwarty jeśli będę coś potrzebował.

nie zacytuję tego, co ty jej dawałeś, no ale masz odpowiedź już w pierwszym poście ona pełna życia, ciekawa świata, aktywna, a ty nudziarz i dusigrosz - po prostu nie pasujecie do siebie.
Poza tym ile lat już jesteście ze sobą??? Jak sie ma 20 lat - ok, priorytetem jest "dorobić się" mieć kont do mieszkania, dobrą pracę itd, ale nie można się na tym zatrzymać na resztę życia. Wy już osiągnęliście jakiś status, a wasz związek zatrzymał się, nie było z twojej strony żadnego wysiłku, żadnego działania - kwiatów, komplementów, itp.
Może cię to za boli, ale pewnie kochanek jej właśnie to fundował, na tym etapie być może nie potrzebne jej było jeszcze więcej pieniędzy, ale szalony seks, takie dyrdymały, że ktoś ją szalenie kocha, a nie jest z przyzwyczajenia, w układzie w którym funkcjonujecie jak idealnie synchronizowane roboty.

tu się nie zgodzę- bo po jakimś czasie bycia razem owszem, miłe są jakieś gesty czy niespodzianki, ale powinna sie już stworzyć jakaś bezpieczna i "nudna" baza która jest bardziej przyciagająca niż skoki na bungii. Jak ktoś takiego czegoś nie wytwarza w związku, to moim zdaniem nie powinien zakładać rodziny. oza tym nie rozumiem jak mogą się nudzić ludzie ze sobą w domu, skoro każdy ma przecież jakieś indywidualne życie którym mozna się dzielić? No chyba że ktoś za głęboki nie jest albo akurat oni ze sobą nie mieli jakiegoś duchowego przyciągania.
Nie wyobrażam też sobie co ciekawego w świecie zewnętrznym może znależć ktoś, kto nie ma jakiejś wewnętrznej nadbudowy- a ta wyklucza nudę.

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

34 Ostatnio edytowany przez batszeba (2020-11-24 16:50:00)

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne
Averyl napisał/a:

nie zacytuję tego, co ty jej dawałeś, no ale masz odpowiedź już w pierwszym poście ona pełna życia, ciekawa świata, aktywna, a ty nudziarz i dusigrosz - po prostu nie pasujecie do siebie.
Poza tym ile lat już jesteście ze sobą??? Jak sie ma 20 lat - ok, priorytetem jest "dorobić się" mieć kont do mieszkania, dobrą pracę itd, ale nie można się na tym zatrzymać na resztę życia. Wy już osiągnęliście jakiś status, a wasz związek zatrzymał się, nie było z twojej strony żadnego wysiłku, żadnego działania - kwiatów, komplementów, itp.
Może cię to za boli, ale pewnie kochanek jej właśnie to fundował, na tym etapie być może nie potrzebne jej było jeszcze więcej pieniędzy, ale szalony seks, takie dyrdymały, że ktoś ją szalenie kocha, a nie jest z przyzwyczajenia, w układzie w którym funkcjonujecie jak idealnie synchronizowane roboty.

Nie chcę być złośliwa, ale czasami jak czytam to forum to współczuję facetom. Jak nie zarabia i imprezuje to sobie bimba, jest badboyem, leniem, pijawką, niedorajdą etc. Jak zarabia żeby z żoną mieć wspólne mieszkanie i wydaje na wspólne wycieczki zagraniczne to znowu dusigrosz, nudziarz. Ja prdlę, to jakiś kosmos.

Averyl, czy Ty w ogóle przeczytałaś jego wypowiedzi? Dziewczyna zdradza go od samego początku związku, ewidentnie hajtnęła się z nim dla wygody, miała wiele znajomości na boku z czego kilka skonsumowała...

Dusigrosz? Cytuję (dodam, że nie mają dzieci, co jest dość ważne jeśli chodzi o finanse):

"1. W ogóle nie kontrolowałem jej wydatków (chciałem tylko aby 1/3 swojej pensji wrzuciła na wspólne konto gdzie kasa sobie rosła). Co robi z resztą mnie nie obchodziło.
Ponoć byłem dusigroszem bo po ślubie przez 2 lata zbierałem na większe mieszkanie (to mi akurat pod koniec wytknęła bo przecież ludzie zarabiają mniej i sobie jakoś kupują mieszkania na kredyt na 30 lat). Wcześniej (jakieś 4 lata przed ślubem) jak zbierałem na remont mieszkania przez 2 lata jakoś jej nie przeszkadzało... Choć czy interesowanie się finansami i gdzie ulokować kasę aby nie stracić jest oznaką skompstwa? Z drugiej strony w zeszłym roku odwiedziliśmy UK (tygodniowa wycieczka po zachodniej części), Rzym (4 dniowy citybreak), tydzień w Grecji na wczasach, tydzień w Chorwacji na wczasach. Czy tak postępował by dusigrosz? Nie ukrywam że zarabiałem 4x więcej od niej.."

Z tego co pamiętam to przed pandemią taki citybreak do Wenecji kosztował ponad 2 tyś od łebka (chyba w Itace), objazdówki np. po UK czy Irlandii też nie były najtańsze... Tutaj mamy 4 wyjazdy dla pary w jednym roku... Ja nie wem jakie są forumowe standardy, ALE TO NIE JEST MAŁO - znam ludzi, którzy odkładali cały rok żeby wyjechać na jeden wyjazd tylko... Dodajmy do tego wyremontowane i spłacone mieszkanie i 2/3 pensji, które dziewczynie zostaje na własne wydatki czyli ciuchy, kosmetyki, ksiązki (nie mam pojęcia co ona kupuje, strzelam tylko)....

Pieniądze ponoć nie są najważniejsze, ale bardzo ułatwiają życie - co pewnie wcale nie przeszkadzało dziewczynie.

Ja myślę że wy prawdziwych dusigroszy na dorobku nie widzieliście, miałam okazję coś takiego obserwować i uwierzcie, żadnych kin, knajp czy citybreaków by nie było, a dziewczyna przelewałaby na wspólne konto całą kasę albo 2/3 pensji i spowiadałaby się z wydatku na fryzjera czy lakier do paznokci smile

35 Ostatnio edytowany przez Averyl (2020-11-24 17:50:08)

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne
Ela210 napisał/a:

tu się nie zgodzę- bo po jakimś czasie bycia razem owszem, miłe są jakieś gesty czy niespodzianki, ale powinna sie już stworzyć jakaś bezpieczna i "nudna" baza która jest bardziej przyciagająca niż skoki na bungii. Jak ktoś takiego czegoś nie wytwarza w związku, to moim zdaniem nie powinien zakładać rodziny. oza tym nie rozumiem jak mogą się nudzić ludzie ze sobą w domu, skoro każdy ma przecież jakieś indywidualne życie którym mozna się dzielić? No chyba że ktoś za głęboki nie jest albo akurat oni ze sobą nie mieli jakiegoś duchowego przyciągania.
Nie wyobrażam też sobie co ciekawego w świecie zewnętrznym może znależć ktoś, kto nie ma jakiejś wewnętrznej nadbudowy- a ta wyklucza nudę.

Gdyby tak było, to najszczęśliwsze byłyby małżeństwa, którym dzieciaki wyfrunęły z gniazda, zostali sami i mają w końcu upragnioną nudę, nie ma tej gonitwy, bo dziecko z przedszkola, bo na zebranie, bo...
a jednak - to właśnie wspólne działania, sprawiają, że małżeństwa na emeryturze odnajdują się np.  w pielęgnowaniu ogródka, czy chodzą na tańce, czy robią cokolwiek razem. Związek musi się rozwijać, bo każdy człowiek się rozwija, zmieniają mu się potrzeby, zainteresowania. I nie chodzi o to, że każde z nich ma swoje zainteresowania, indywidualne życie, bo w sytuacjach krytycznych, trudnych nagle okazuje się, że już tych dwoje nic nie łączy, po prostu żyją obok siebie jak dobrze synchronization maszyny - bo każdy ma SWOJE, a nie wspólne życie.   

Co do nudy, wiem, że dla niektórych dowodem miłości, może być że ona codziennie rano śniadanko, a on buziaki przy drzwiach, przed wyjściem... rutyna. Jakoś nie wiele osób prosi o porady jak wprowadzić w swoje życie nudną rutynę, raczej szukają inspiracji, by pobudzić relację, zrobić coś nowego, innego.             

Batszeba - on sam napisał o sobie to, że nie kupował kwiatów, prezentów, poza tym - tu nie chodzi o kasę, skoro oboje pracowali, zarabiali - ona mogła sobie wszystko sam kupić, chodzi o gest! o pamięć! o chęć sprawienia przyjemności drugiej osobie. To właśnie buduje związek, a nie suma na koncie bankowym.

OK, mogę się mylić, z jakiegoś powodu jego żona wolała "gołodupca" z marketu, niż jego, to są tylko gdybania, jeśli facet chce wiedzieć na pewno, zawsze może  zapytać się jedynej osoby, która zna odpowiedz swojej  prawie ex.

"Kobiety, nie jesteście centrum rehabilitacyjnym dla źle wychowanych mężczyzn. To nie wasze zadanie zmieniać ich, wychowywać czy im matkować. Potrzebujecie partnera, a nie projektu." J. Roberts

36 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-11-24 18:04:21)

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

No to się zdziwisz ale ja znam wiele malzenstw  które są szczęśliwe  właśnie po wyfrunięciu dzieci z gniazda i wcale nie musiały w tym celu szukać  sobie nowych rozrywek. Jak się zajmują ogródkiem to dlatego że wcześniej też to robili . Mają więcej czasu na to co wcześniej robili po prostu.
Indywidualny czas to wcale nie znaczy że każdy sobie rzepkę skrobie.
Moi rodzice tak mają i znam wiele udanych związków już bez dzieci w domu.
Co to za związek że aby się że sobą nie nudzić muszą nowe pasje znaleźć bo inaczej kaplica?
Nie podzielam takiego poglądu.
Jak wcześniej nie było więzi to skakanie na bungee  tego nie załatwi.
Ale może mam taki skręt . Bo ilekroć poznawalam w towarzystwie  takie osoby  co nie mogły na tyłku usiedzieć to przy bliższym poznaniu okazywały się często rozczarowujące

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

37

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne
Averyl napisał/a:

   

Batszeba - on sam napisał o sobie to, że nie kupował kwiatów, prezentów, poza tym - tu nie chodzi o kasę, skoro oboje pracowali, zarabiali - ona mogła sobie wszystko sam kupić, chodzi o gest! o pamięć! o chęć sprawienia przyjemności drugiej osobie. To właśnie buduje związek, a nie suma na koncie bankowym.

OK, mogę się mylić, z jakiegoś powodu jego żona wolała "gołodupca" z marketu, niż jego, to są tylko gdybania, jeśli facet chce wiedzieć na pewno, zawsze może  zapytać się jedynej osoby, która zna odpowiedz swojej  prawie ex.

Akurat do gołodupca z marketu ona odchodzi z połową pieniędzy małżeńskich, więc będzie mieć miękki start, to tylko tak a propos tego dusigroszenia smile


Problem polega na tym, że autor wątku był zdradzany przez cały czas trwania związku i zapewne to co wie jest tylko czubkiem góry lodowej. Zrozumiałabym, gdyby w związku była taka kaszana, że dziewczynie się zbiera przy nudnym dusigroszu przez CAŁE LATA i nagle dochodzi do eksplozji uczuć, Big Love, zakochuje się w kolesiu z marketu i odchodzi od męża do faceta, który zaspokoi jej potrzeby. Jeżeli w związku coś nie pasuje, to się facetowi truje o to dupę, najpierw przeprowadza się rozmowy, jak one nie działają to sie stosuje ciche dni, fochy, dąsy, w końcu awantury etc. etc. etc. Niezadowolona kobieta ma cały wachlarz zachowań, którymi może obrzydzić życie rozczarowującemu ją facetowi i dać mu znać że coś nie pasuje, ale skoki w bok przez cały czas trwania związku raczej do nich nie należą. Więc albo żona autora jest passive-aggresive i stosuje taką metodę odgrywania się na facecie (nie kupił kwiatka to ja poderwę gościa na czacie) albo jest osobą wymagającą nieustannej atencji i nowych wrażeń, czego stały związek raczej jej nie zapewni.

38 Ostatnio edytowany przez batszeba (2020-11-24 18:02:02)

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Post mi się zdublował, przepraszam.

39 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-11-24 18:14:33)

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Osoby wymagające stałej atencji są jak wielkie przedszkolaki. Coś w stylu wymyśl coś mamo bo się nuuudzę.. jak ktoś się nudzi a jest kreatywny nie odtwórczy to sam coś wymyśla dla siebie i dla partnera.  A i przy lepieniu pierogów nie jest z nim nudno.
Jak czytam na forum pytanie jak ożywić nudny związek to wiem że jest już  bardzo bardzo źle a raczej nigdy nie było dobrze.

A słowa same jak motyle sfruwają z warg i lecą w mrok. Któż nam wesołą piosnkę przysłał, Choć mgła i rzeką płynie kra? Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra! Nadziei maleńka orkiestra, Co pod batutą serca gra!

40 Ostatnio edytowany przez PainIsFinite (2020-11-24 18:24:07)

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Jprdl. Facet ewidentnie dbał o kobietę, miał z nią spoko zycie - ale z racji tego, że pannie się chciało czegoś więcej (czego pewnie sama nie umiała nigdy określić) - to dostał łatkę nudziarza i dusigrosza...Sorry ale wieloletnie małżeństwo to nie jest tylko imprezowanie i  zabawy. Powinien owszem być czas na relaks, chwile razem, czasem szaleństwo - ale w standardowej rodzinie, która musi pracowac a nie np odziedziczyła po rodzicach wielkiego majątku jak Paris Hilton - 80% czasu to zwykła rutyna. I to też jest OK! Dla ludzi, którzy doceniają co mają, a nie niedojrzałych istot, które ciągle chcą jakiegoś mitycznego szczęścia.
Bardzo dobrze, że żona autora będzie byłą. Niech kobieta bez tej 4x większej pensji męża spróbuje z kochankiem na citybreaks pojeździć.
Nie znoszę usprawiedliwiania zdrajców. Duża ich część to po prostu niedojrzali egocentrycy, którzy w d*** mają uczucia partnera - i każda próba zrozumienia ich motywów i upsrawiedliwienia ich jest po prostu nie fair wobec zdradzonego. Znam ból zdrady. Sorry, ale o ile w związku nie było przemocy, jawnej nienawiści, pogardy i ttym podobnych - to nic nie "przebije" okrucieństwa zdrady.

41

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Co się kuźwa z ludźmi dzisiaj porobiło, że są wiecznie niezaspokojeni życiowo? Ciągle czegoś brakuje, cały czas chcą czegoś więcej, ciągle to dążenie do doskonałości i utopijnego szczęścia..
No krew zalewa, jak się czyta, co takie osoby wyprawiają..To są ludzie dorośli, dojrzali, twardo stąpający po ziemi, czy dzieci z gimnazjum, które potrzebują do życia jedynie mocnych wrażeń..? To za***rane "coś więcej" już pewnie wykończyło tyle związków i przysporzyło bólu tylu ludziom, że aż robi mi się niedobrze, jak słyszę takie gadki ze strony osób zdradzających. Nie wiem, to może jakieś mylne przekonanie, że wszystko w życiu samo przychodzi, że nie trzeba na nic pracować, tylko będzie pod nos podstawiane..?

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

42

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Bagienni_k sam się nad tym zastanawiam - w moim przypadku wyrwałem kobietę z biednej rodziny, pokazałem życie, dałem ile mogłem - to dostałem za swoje, bo się w główce popierdzieliło!!! (A wydawało się, że moja jż dużo przeżył, to będzie rozważna i twardo stąpała po ziemi)
Wydaje mi się, że współczesne małżeństwa mają za lekko, rodzice mieszkania\domy kupują - na nic nie trzeba pracować, wydaje się, że wszystko im się należy - ciągle im mało, oczekują za wiele i potem rodzą się problemy !!!
Jednym słowem - porażka !!!

43

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne
Artiii napisał/a:

Bagienni_k sam się nad tym zastanawiam - w moim przypadku wyrwałem kobietę z biednej rodziny, pokazałem życie, dałem ile mogłem - to dostałem za swoje, bo się w główce popierdzieliło!!! (A wydawało się, że moja jż dużo przeżył, to będzie rozważna i twardo stąpała po ziemi)
Wydaje mi się, że współczesne małżeństwa mają za lekko, rodzice mieszkania\domy kupują - na nic nie trzeba pracować, wydaje się, że wszystko im się należy - ciągle im mało, oczekują za wiele i potem rodzą się problemy !!!
Jednym słowem - porażka !!!

Wydaje mi się, że to nie tyle kwestia tego, że coś przychodzi łatwo, ale współczesna ideologia hedonizmu, który popycha ludzi do egocentrycznych zachowań. Pod płaszczykiem działania celem uzyskania własnego szczęścia po trupach biorą co chcą i prezentują typową dla dzisiejszych czasów mentalność Kalego.

Wydaje mi się, że ciężko ludziom uznać granicę własnej wolności i prawa do szczęścia w ramach granic innych. Dużo łatwiej jest popłynąć za popędem nie patrząc na nic. Mamy relatywnie dobre życie. Jest tyle możliwości! Ta tyrania wyboru też powoduje takie zachowania. Ludziom się wydaje, że gdzieś za rogiem jest coś lepszego, lepszy mąż, ładniejszy dom, lepiej płatna praca.

Zgodzę się z tym, że pojęcie, iż wszystko się należy też jest tu zgubne. Nie traktujemy wtedy partnera jako kogoś, kto dobrowolnie poświęca swoje zasoby w relacji z nami (oczywiście też czerpiąc z tego korzyści), tylko jako podmiot, który ma za zadanie coś nam dostarczyć, ciężko wypracować postawę szacunku i wdzięczności w takiej relacji.

44

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Wydaje mi się, że współczesne małżeństwa mają za lekko, rodzice mieszkania\domy kupują - na nic nie trzeba pracować, wydaje się, że wszystko im się należy - ciągle im mało, oczekują za wiele i potem rodzą się problemy !!!

Sorry ale ja niczego w życiu za darmo nie dostałem. Żadnego spadku czy wygranej w lotto. Na studiach, tych gorszych zaocznych zapierdzielałem aby mieć w ogóle na studia a i tak zdarzały się okresy gdzie nie miałem pieniędzy na czesne (2 semestry nawet straciłem przez te zaległości stypendium naukowe, 2 razy skreślili mnie z listy studentów i upominało się o mnie wojsko przed którym się broniłem bo jedyne czego już wtedy tam uczyli to picia wódy). Często też tygodniami żyłem o ryżu kupowanym w supermarkecie na 5 kilogramowe worki i kisielu (tym bez cukru bo był o połowę tańszy), plus tanim winie w 1l kartonie aby jakoś ciągnąć sudeckie życie towarzyskie... Choć było ciężko i tak wspominam te czasy z radością i sentymentem. Jak dzisiaj o tym komuś opowiadam to mi nie wierzy, po prostu ludzie nie potrsfią sobie tego wyobrazić. Na szczęście ma kto potwierdzić moją wersję bo kilku starych znajomych jeszcze utrzymuje kontakty.

Dopiero pod koniec studiów udało się złapać lepsza pracę. Nie mam za wiele, ale też nikt nie może mi zarzucić że coś dostałem od rodziców/dziadków, losu i że mi wszystko podali na tacy.
W małżeństwo weszłem stosunkowo późno (w wieku 36l), na 3 lata przed poznaniem mojej jż skoczyłem 5 letni związek (wspólna decyzja)....
Moje jeszcze trwające małżeństwo nie było więc brane na szybko w wyniku wpadki, czy presji rodziny w młodym wieku.. wydawać by się mogło że stanowić to będzie trwałą dojżałą relację. Jak widać takie przemyślenia chyba tylko ja miałem i po prostu źle ulokowałem swoje uczucia. Nie dążę też do jakiegoś wielkiego bogactwa, wielkich zarobków kosztem własnego czasu i rodziny. Uważam że tyle co mam (mieliśmy wspólnie) wystarczyło nam na godne i całkiem wygodne życie i nie czułem presji aby dążyć do większej kasy. Trzeba w życiu znaleźć złoty środek i jakiś balans i wydaje mi się że ja swój znalazłem.

Ps. Sądowe tryby wreszcie ruszyły, mam już sygnaturę sprawy i przyznanego sędziego. Teraz tylko czekać aż wyślą papiery i przyznają termin rozprawy. Trochę mnie to przybija jak można 10 letni rozdział w życiu zamknąć w tak szybki sposób. Tak niestety musi być, choć w głowie jeszcze mam żywy obraz naszego ślubu i wesela. Wszystkich przygotowań, etc...
Nie wiem czemu moja jż zabrała sobie sentymentalne rzeczy typu wydrukowane zdjęcia ślubne, suknie ślubna, flaszkę naszej weselnej wódki, czy choćby magnesy które zbierała z wycieczek... Będzie się teraz umartwiać nad tym czy co?

45

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Pwgen nie odbieram Ciebie jako jakiegoś specjalnego dusigrosza - po prostu byłeś/jesteś zaradny i chciałeś mieć coś swojego. Dla mnie to normalne i dobre, w szczególności że udało Ci się dostać pracę, która pozwoliła Ci zaoszczędzić na życie na w miarę poziomie; odkąd to zaradność jest czymś zlym? Cały czas zakładam, że napisałeś prawdę o relacjach w Waszym małżeństwie i tzw. przemocy ekonomicznej u Was nie zauważam (w szczególności te wycieczki mi do tego nie pasują smile ).

Zapytałeś na początku nas, kobiety, co o tym wszystkim sądzimy. Z mojego punktu widzenia jest jasne, że z jej strony nigdy nie było to jakieś wielkie "wow" wobec Ciebie. Po prostu podeszła do wszystkiego zdroworozsądkowo, zakładam też że w domu rodzice kładli jej do głowy, żeby się Ciebie trzymała bo dobrze rokujesz. Widziała i czuła, że Ci bardzo zależy, że chcesz mieć stabilne życie, dom rodzinę, że nie masz tendencji do "koleżanek", "znajomych" etc. że sobie radzisz - więc się pod Ciebie podczepiła. Z jej strony szału nigdy pewnie nie było, co sobie skutecznie wetowała znajomościami na boku. Co więcej zakładam, że to czego się dowiedziałeś to tylko czubek góry lodowej i tego mogło być więcej - jakieś czaty, grupy dyskusyjne etc. Te rzeczy mogły wcale nie przechodzić do reala, ale ona miała w nich odskocznię i emocje. Wspomniałeś że przed Waszym związkiem ona miała romans z żonatym facetem - to nie jest znowu takie powszechne i zakładam, że znajomość ta musiała jej coś dawać, bo relacje z zajętymi ludźmi to przeważnie huśtawka emocjonalna i poczucie łamania pewnego tabu, taki haj jak po narkotykach. Wniosek z tego, że Twoją JŻ kręcą takie akcje z pogranicza - są tacy ludzie i nic na to nie poradzisz, nie ma znaczenia ile kwiatów i biżuterii byś kupił czy jaką wycieczkę zasponsorował.

Rozumiem, że teraz jesteś totalnie rozbity emocjonalnie i wrogo nastawiony do kobiet. To za jakiś czas minie, popracuj nad tym, bo w przeciwnym razie zrobisz z siebie mentalnego dziada i nawet jeśli spotkasz wartościową osobę to ona od Ciebie ucieknie, bo ja odrzuci Twoje zachowanie. Piszesz, że chodziłeś na terapię - ja na Twoim miejscu po rozwodzie pochodziłabym tam znowu i to nie na kilka sesji, tylko regularnie przez kilka miesięcy, raz w tygodniu najlepiej. Dobry terapeuta wskaże Ci, w jaki sposób traktować samego siebie dobrze, jak pozostawać w bliskim kontakcie ze swoimi emocjami etc. To bardzo przydatne rzeczy, nie tylko w związkach.

46

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Autorze i nie tylko ty , nie jesteście w stanie zrozumieć tego i nie ogarniecie , nawet zdrajcy tego nie rozumieją dlaczego to robią zamiast najpierw się rozwieść. Dlaczego to robiła i zrobiła ? bo mogła, bo wewnętrznie tego potrzebowała, bo...(jeżeli ktoś chce to znajdzie sposób a jeżeli nie chce znajdzie tysiące usprawiedliwień). Wspominasz jak było po godzinie W a jak jest teraz i to jest twój błąd, tamtej kobiety już nie ma ona umarła i NIE WRÓCI NIGDY ! to jet to samo ciało ale inaczej się zachowuje, myśli, chodzi, mówi ....to tak jakby wymieniono jej mózg niszcząc stary a włożono inny od obcej osoby. Poruszyłeś problem zatrzymania przez nią pewnych przedmiotów :     Nie wiem czemu moja jż zabrała sobie sentymentalne rzeczy typu wydrukowane zdjęcia ślubne, suknie ślubna, flaszkę naszej weselnej wódki, czy choćby magnesy które zbierała z wycieczek... Będzie się teraz umartwiać nad tym czy co?     To bardzo dziwne , wygląda jakby ,,chciała zjeść ciastko i mieć ciastko" może ciebie traktowała jako członka rodziny (dalekiego kuzyna) który w jej życiu miał pełnić określoną rolę a teraz musi sobie jakoś to skompensować, może z czasem paść z jej ust propozycja zostania znajomymi ,  kolegami a nawet o zgrozo przyjaciółmi ! Trudno nagle wymazać osobę z którą spędziło się trochę czasu i od której nie doznało się krzywdy. Usprawiedliwianie świństwa wewnętrznie pozostawia w mózgu prawdę o kłamstwie no chyba że uda jej się samej przekonać że to wszystko to twoja wina ! I jeszcze jedno polecam pewien opis na   salon24.pl   pod tytułem :   Kiedy zdrada staje się kurxstwem??   .

47

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne
Pwgen napisał/a:

Wydaje mi się, że współczesne małżeństwa mają za lekko, rodzice mieszkania\domy kupują - na nic nie trzeba pracować, wydaje się, że wszystko im się należy - ciągle im mało, oczekują za wiele i potem rodzą się problemy !!!

Sorry ale ja niczego w życiu za darmo nie dostałem. Żadnego spadku czy wygranej w lotto. Na studiach, tych gorszych zaocznych zapierdzielałem aby mieć w ogóle na studia a i tak zdarzały się okresy gdzie nie miałem pieniędzy na czesne (2 semestry nawet straciłem przez te zaległości stypendium naukowe, 2 razy skreślili mnie z listy studentów i upominało się o mnie wojsko przed którym się broniłem bo jedyne czego już wtedy tam uczyli to picia wódy). Często też tygodniami żyłem o ryżu kupowanym w supermarkecie na 5 kilogramowe worki i kisielu (tym bez cukru bo był o połowę tańszy), plus tanim winie w 1l kartonie aby jakoś ciągnąć sudeckie życie towarzyskie... Choć było ciężko i tak wspominam te czasy z radością i sentymentem. Jak dzisiaj o tym komuś opowiadam to mi nie wierzy, po prostu ludzie nie potrsfią sobie tego wyobrazić. Na szczęście ma kto potwierdzić moją wersję bo kilku starych znajomych jeszcze utrzymuje kontakty.

Dopiero pod koniec studiów udało się złapać lepsza pracę. Nie mam za wiele, ale też nikt nie może mi zarzucić że coś dostałem od rodziców/dziadków, losu i że mi wszystko podali na tacy.
W małżeństwo weszłem stosunkowo późno (w wieku 36l), na 3 lata przed poznaniem mojej jż skoczyłem 5 letni związek (wspólna decyzja)....
Moje jeszcze trwające małżeństwo nie było więc brane na szybko w wyniku wpadki, czy presji rodziny w młodym wieku.. wydawać by się mogło że stanowić to będzie trwałą dojżałą relację. Jak widać takie przemyślenia chyba tylko ja miałem i po prostu źle ulokowałem swoje uczucia. Nie dążę też do jakiegoś wielkiego bogactwa, wielkich zarobków kosztem własnego czasu i rodziny. Uważam że tyle co mam (mieliśmy wspólnie) wystarczyło nam na godne i całkiem wygodne życie i nie czułem presji aby dążyć do większej kasy. Trzeba w życiu znaleźć złoty środek i jakiś balans i wydaje mi się że ja swój znalazłem.

Ps. Sądowe tryby wreszcie ruszyły, mam już sygnaturę sprawy i przyznanego sędziego. Teraz tylko czekać aż wyślą papiery i przyznają termin rozprawy. Trochę mnie to przybija jak można 10 letni rozdział w życiu zamknąć w tak szybki sposób. Tak niestety musi być, choć w głowie jeszcze mam żywy obraz naszego ślubu i wesela. Wszystkich przygotowań, etc...
Nie wiem czemu moja jż zabrała sobie sentymentalne rzeczy typu wydrukowane zdjęcia ślubne, suknie ślubna, flaszkę naszej weselnej wódki, czy choćby magnesy które zbierała z wycieczek... Będzie się teraz umartwiać nad tym czy co?

Pwgen moje słowa, nie były skierowanie do Ciebie !!! Bo już wcześniej pisałem, ja nie widzę żadnego problemu z Twojej strony... pretensje mam do Twojej jż i innych osób, którym się coś nie równo porobiło pod kopułą...

48 Ostatnio edytowany przez PainIsFinite (2020-11-25 13:25:40)

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne
batszeba napisał/a:

Wspomniałeś że przed Waszym związkiem ona miała romans z żonatym facetem - to nie jest znowu takie powszechne i zakładam, że znajomość ta musiała jej coś dawać, bo relacje z zajętymi ludźmi to przeważnie huśtawka emocjonalna i poczucie łamania pewnego tabu, taki haj jak po narkotykach. Wniosek z tego, że Twoją JŻ kręcą takie akcje z pogranicza - są tacy ludzie i nic na to nie poradzisz, nie ma znaczenia ile kwiatów i biżuterii byś kupił czy jaką wycieczkę zasponsorował.

O właśnie, fajnie że poruszyłaś ten wątek. Osobowość człowieka kształtuje się bodajże do 25 r.ż. W sensie ta baza, fundamenty, "core". Oczywiscie potem człowiek się nadal zmienia, ale ta baza jest jaka jest. Wiec nie zrobisz z osoby, ktora ma jakas tam moralnosc kogos zupełnie innego. Z introwertyka - ekstrawertyka. I tak dalej. Moja mama mawia, że "charakteru nie wydrapiesz"...Jesli np ktos sie wychował w rodzinie przemocowej lub/i gdzie był alkohol lub burzliwe relacje mama-tata - to takiej huśtawki bedzie potrzebowal w zyciu prywatnym. Stabilizacja i spokój będą mu się wydawały nudne. Chyba, że zrobi nad sobą pracę na terapii etc. Wiec podejrzewam, ze Twoja żona to trochę ten typ o ktorym batszeba powiedziała - ją kręcą emocje z pogranicza, bo ona nie ceni spokoju, stabilizacji. Tak jak mój mąż dla przykładu nie cenił rodziny. Każde z nich miało dużo (bo kochający partner, spokoj zyciowy, finansowy, zdrowie etc to BARDZO dużo, wiele osób tego nei ma), ale nie widziało W TYM wartosci. To jest ich deficyt - wolą gonić za mitycznym szczęściem, za "więcej". No bo im się należy, żeby byc "szczęśliwymi" - tu też trochę obwiniam właśnie przekazy medialne, propagujące stawianie szczęścia i zadowolenia jednostki ponad wszystko...

49

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne
PainIsFinite napisał/a:
batszeba napisał/a:

Wspomniałeś że przed Waszym związkiem ona miała romans z żonatym facetem - to nie jest znowu takie powszechne i zakładam, że znajomość ta musiała jej coś dawać, bo relacje z zajętymi ludźmi to przeważnie huśtawka emocjonalna i poczucie łamania pewnego tabu, taki haj jak po narkotykach. Wniosek z tego, że Twoją JŻ kręcą takie akcje z pogranicza - są tacy ludzie i nic na to nie poradzisz, nie ma znaczenia ile kwiatów i biżuterii byś kupił czy jaką wycieczkę zasponsorował.

O właśnie, fajnie że poruszyłaś ten wątek. Osobowość człowieka kształtuje się bodajże do 25 r.ż. W sensie ta baza, fundamenty, "core". Oczywiscie potem człowiek się nadal zmienia, ale ta baza jest jaka jest. Wiec nie zrobisz z osoby, ktora ma jakas tam moralnosc kogos zupełnie innego. Z introwertyka - ekstrawertyka. I tak dalej. Moja mama mawia, że "charakteru nie wydrapiesz"...Jesli np ktos sie wychował w rodzinie przemocowej lub/i gdzie był alkohol lub burzliwe relacje mama-tata - to takiej huśtawki bedzie potrzebowal w zyciu prywatnym. Stabilizacja i spokój będą mu się wydawały nudne. Chyba, że zrobi nad sobą pracę na terapii etc. Wiec podejrzewam, ze Twoja żona to trochę ten typ o ktorym batszeba powiedziała - ją kręcą emocje z pogranicza, bo ona nie ceni spokoju, stabilizacji. Tak jak mój mąż dla przykładu nie cenił rodziny. Każde z nich miało dużo (bo kochający partner, spokoj zyciowy, finansowy, zdrowie etc to BARDZO dużo, wiele osób tego nei ma), ale nie widziało W TYM wartosci. To jest ich deficyt - wolą gonić za mitycznym szczęściem, za "więcej". No bo im się należy, żeby byc "szczęśliwymi" - tu też trochę obwiniam właśnie przekazy medialne, propagujące stawianie szczęścia i zadowolenia jednostki ponad wszystko...

U mojej "pani" zaczęło się od ogólnych żartów, na temat sexu, potem coraz śmielej żartowała - początkowo tłumaczyłem jej, że zaczyna przesadzać, nie wszyscy tolerują takie tematy. Oczywiście oburzała się, potem doszła jej siostra, której też się język rozwiązał. Zaczęlo mnie to coraz bardziej irytować - wstyd było gdzieś z nią iść, zwłaszcza do moich znajomych - bo nie wiedziałem co palnie... Po moich akcjach był przez jakiś czas spokój, lecz jak spotykaliśmy się w gronie jej rodziny, to dalej to robiła. Nawet doszło do mojej ostrej reakcji przy jej rodzicach - to rodzice jej, zamiast ją zjeb... to jeszcze powiedzieli, że to żarty i u nas tak się zawsze żartowało.... W końcu wiedziałem, że z tym nie wygram i odpuściłem... Wtedy wydawało mi się, że to tylko żarty, moja mi również tłumaczyła, że się nie zmieni. Jak komuś nie pasuje, to nie musi z nią rozmawiać! Teraz wiem, że to był wstęp do podwójnego życia.... Żarty przerodziły się w romanse, zdrady i kto wie co jeszcze...
To tak na przestrogę, może komuś coś rozjaśni !!!
Pozdrawiam

50

Odp: Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

nie czytalam wczesniejszych odpowiedzi, napisze, jak to wyglada z mojego punktu widzenia

1. jestes super mezczyzna, niejedna kobieta (np ja) chcialaby na takiego trafic, bo jestescie w mniejszosci.

2. szacun za chec do terapii. najpierw powinno sie probowac ratowac malzenstwo, chyba ze to juz jakas glebsza patologia. choc przez ilosc romansow z jej strony nie jestem pewna czy juz nie zaczepia

3 nie jestes nudny. jestes normalny. codzienne zycie dwojga ludzi tak wyglada, a nie motylki w brzuchu. tym bardziej, ze i tak sie mega starales. ewentualnie mogles dodac tylko flirt moze dodaloby to jej tych emocji, za ktorymi poleciala. slowem i tak facet ideal

4 to ona ma skrzywione pojecie o milosci. nie wie ani co to milosc, ani nawet nie jest do niej zdolna. gdybys kiedys mial chorobe albo wypadek tez by cie zostawila jak niepotrzebny balast. ludzie dzis sa egoistami i niezdolni do uczuc wyzszych. to jest normalne, ze teraz tesknisz i przezywasz. za jakis czas sam zobaczysz, ze nie ma za kim ani za czym. to zwykla puszczalska i to juz sie u niej nie zmieni. kiedys poleci jeszcze za inszym

Posty [ 50 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Nie mogę tego zrozumieć - tylko czy to jest konieczne

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018