Witam wszystkich,
zdecydowałam się napisać i poradzić ponieważ od dłuższego czasu leży mi ta sprawa na sercu i wątrobie. Sprawa jest dość stara, ale mam wrażenie, że jeszcze nie "umarła" bo wszystko wyglądałoby inaczej...
Od początku: około 4 lata temu poznałam się z fantastycznym chłopakiem. Można powiedzieć "jak z rodziny" ponieważ to syn serdecznej przyjaciółki mojej mamy. Od samego początku wpadliśmy sobie w oko, ja zakochałam się bez pamięci, rozmowy do 4 rano o WSZYSTKIM, ten sam gust muzyczny, ten sam gust filmowy. Zapisaliśmy się na kurs tańca z jego inicjatywy, potem był wspólny wypad na narty i sylwestra na którego również ON mnie zaprosił (kiedy byliśmy na nartach zasnęliśmy razem na łóżku przytulając się. CO piątek jakaś knajpka, billard - bo oboje to uwielbialiśmy. No i po tym sylwestrze się narobiło problemów... Kiedy wróciliśmy z nart wypaliłam coś kompletnie beznadziejnego "jesteś cudownym przyjacielem" wiem, że nie mogłam powiedzieć nic gorszego (teraz to wiem bo jestem starsza) właściwie nie wiem dlaczego to powiedziałam no ale stało się...
Od tego momentu nasze stosunki się mocno ochłodziły, on kompletnie sie wycofał ja próbowałam to ratować ale tylko pogarszałam sprawę. No i w ten sposob niedomówienia i dodatkowo moja interwencja doprowadziła do sytuacji że dwa lata temu pokłócilismy się. Od tej pory w ogóle się do mnie nie odzywa... Powiedziałabym, że dziwnine się zachowuje. Ma kogoś ale ta dziewczyna pojawiła się zaraz po naszej sprzeczce, wiele osob mowiło że to klin. Studiuje zaocznie jakis marny kierunek no i z fejsa widać po jej zachowaniu że nie jest specjalnie inteligentna. Dodatkowo znam się z jego siostrą i w tym roku miałam okazję z nią porozmawiać. Mówiła jaka ona jest beznadziejna, że tak się go uczepiła itd, widziałam że po prostu próbuje mi coś przekazać... To bardzo inteligentna rodzina...
Bardzo go lubię, sama mam kogoś ale po prostu brakuje mi z nim tych rozmów. Nie chodzi mi tu o związek czy go rozbijanie ale wiem, że on cos do mnie czuł i nie moge jakoś się pogodzić z tym że tak przykro się ta znajomość skończyła
Ciągle o tym myślę.... Chciałabym móc znowu z nim kiedyś porozmawiać i może wyjaśnić stare spory. Łatwiej by było z tym żyć ![]()
Odezwałam się na face ku mojemu zdziwieniu dodał mnie do znajomych no i postanowiłam zagadać co u niego słychać na gg. No ale na razie już dzień milczy. Nie wiem czy nie chce ze mną rozmawiać czy musi coś przemyśleć...
Wiem, że to koszarnie żałosna i przydługa historia ale proszę Was o ocenę. Czy jest jeszcze szansa że kiedyś normalnie porozmawiamy ?? To wszystko wygląda jak "dwójka pokłóconych gimnazjalistów" a ja mam 25 lat on 28....