Tą historię można wstawić zarówno do związków na odległość, porzucenia i seksualnego wykorzystania. Postanowiłam napisać tutaj. Posłuchajcie mojej histori i bardzo Was proszę, moje kochane o opinie.
On mieszka we Wrocławiu, ja w Gdańsku, on 26 i ja 23 lata. Poznany na portalu internetowym. Gdy byłam u niego pierwszy raz, było cudownie, zaczął się przede mną już trochę otwierać. Wróciłam do domu i wtedy przez telefon i skype, też było świetnie. Pojechałam do niego drugi raz, również było cudownie, otwierał sie przedemną coraz bardziej i mówił o swoim trudnym dzieciństwie i całym zyciu, chodzący pesymista ( tu sie nie dziwie, bo to co przezył przechodzi ludzkie wyobrazenie), ale tu jak wróciłam do domu, zaczął przez telefon zachowywać się inaczej. Trudno to opisać, ale starał się z całych sił zrazić mnie do siebie, bez skutku, bo byłam aż za bardzo wyrozumiała. Miał sytuacje, że wogole nie chciał ze mną rozmawiać i nie dobierał tel, choć wcześniej to sam dzwonił, chociazby po to zeby mi powiedzieć, ze nie bedzie mógł do ktorejs godziny rozmawiać. Były momenty kiedy mnie obrazał, ale oczywiscie wybaczałam. Pojechałam do niego raz trzeci, tym razem nie odebrał mnie nawet z przystanku. Pożniej u niego przepraszał, tłumaczył sie tym ze sam tego nie rozumie ale jak nie ma mnie blisko niego to go poprostu wkurzam i nie ma ochoty wogole ze mna rozmawiac. Ten czas, ktory spędzilismy razem za trzecim spotkaniem, był najcudowniejszy w moim zyciu. I powiem tak, byłam wtedy pewna na miliard procent, ze naprawde mnie kocha, zreszta ja go tez. Były randki, prezenty, nawet sałatke mi zrobił do pociągu, zerwał kwiatek z ogródka. Mówił już i było to tak szczere, że chce miec ze mną dzieci, o ślubie, wspólnym zamieszkaniu. Prosił mnie, jak za kazdym razem zebym nie wyjezdzała, zebym została jeszcze, ale znowu musiałam pojechac do domu. Przez telefon znowu zaczęły się te jego dziwne akcje. Nie miał czasu ze mna rozmawiac lub poprostu mu sie nie chciało, jak juz rozmawialismy to nie był taki kochany jak bedąc blisko mnie. Potrafił wyzywać się na mnie słowami i prowadzić przez telefon taką psychologiczną grę słów, ze sama czułam sie jakbym była nienormalna. Tak jakby opętał mnie jakiś diabeł - czułam się momentami chora psychicznie. Tu znów innym razem przez telefon potrafił powiedziec ze mnie bardzo kocha i teskni i ze jego najwiekszy skarb w zyciu ( nie moge powiedziec co ) chce oddac w moje rece, bo chce zeby go miała osoba dla niego najwazniejsza, ktos specjalny. Nadszedł w koncu czas na to aby przyjechał do mnie, też było cudownie, okazyłam miłość, czułość, oddanie i przywiązanie do mnie. Polubił sie bardzo z moimi rodzicami, nawiasem mówiąc jego rodzice równiez mnie polubili. Wytatuowaliśmy sobie nawzajem nasze imiona, prosił mnie o to czy moze mi zrobic dziecko. Przeszlismy jednak naszą pierwsza któtnie, lecz pogodzilismy sie. Musiał wracać do domu. I tu sie zaczęło. Musicie wiedzieć, ze najdłuzszą przerwą pomiędzy spotkaniami były niecałe 2 tygodnie. Tym razem miało był troche dłuzej, a mianowicie 3-4 tygodnie. Przez pierwszy tydzien rozmów przez tel wszystko było naprawde pięknie, juz nawet myslałam ze przeszło mu z tym dziwnym zachowaniem jak mnie nie ma. Prosił mnie bardzo mocno abym przyjechała do niego jak najszybciej na jak najdłuzej. Naprawde mu bardzo na tym zalezało. Jednak ja nie mogła, musiał poczekac na mnie jeszcze tylko półtorej tygodnia. Lecz zaczęło sie walić. Przestał odbierac moje telefony, na smsy wogole nie odpisywał, tak jakbym nie istniała. I tak przez 4 dni. Po 4 dniach w koncu odebrał i znowu powiedział ze mam przyjechać. Ale potem znowu kilkudniowa cisza. Troche za bardzo na niego naciskałam. Na dzien przed moim planowanym przyjazdem, napisałam mu zeby sie ze mna skontaktował, bo nie wiem juz czy mam przyjezdzac czy nie. Miałam ogromny mętlik w głowie. Najpierw zaczął od wymówek ze pomylił daty mojego przyjazdu, potem ze ma zaplanowane cos innego, potetm popropstu ze mnie kocha, ale nie mozemy byc razem. Zerwał ze mną, pozniej stwierdził ze wcale ze mna nie zrywał. Smiał sie ze mnie, twierdził ze go denerwuję, ze moja osoba zle na niego wpływa choc wczesniej nie zdawał sobie z tego sprawy, ale nie potrafił podac przykładu. Potem znowu ze mam przyjechac a potem znowu ze nie. Robił wszystko po to abym sie do niego zraziła. Gdy zauważył juz ze mnie nie zrazi, nie wazne co zrobi, to zaczął mowić ze podoba mu sie inna dziewczyna. o tez nie podziałało. To powiedział ze był/jest ze mna tylko dla seksu i próbował po wszystkim co powiedział uprawiac go ze mną przez telefon oraz skype, oczywiscie sie dałam sie. Pozniej stwierdził ze nie wie juz jak mnie do siebie zrazic, ze sie poddaje, ale ze i tak nie wierzy ze do niego przyjade. Stwierdził bardzo pewnie ze za tydzien o nim zapomne i bede go miała juz gdzies. Mówił tez ze sam juz nie wie czy chce ze mna byc czy nie, lecz po "zerwaniu" ze mna odbierał kazdy telefon i ze mnie szydził. Nawiasem mówiąc, za każdym razem jak się spotykaliśmy uprawialiśmy seks godzinami. Spełniałam każde jego najskrytsze fantazje, nawet te dla niektórych chore i przerażające, jeśli wiecie o czym mówie. Już po zerwaniu nie mogłam sie od niego uwolnić. Dzwoniłam, rozmawiałam. Z kazdym razem szydził ze mnie coraz bardziej i coraz bardziej stawał się obojętny na mnie. W koncu powiedział mi ze był ze mną tylko dla seksu, ze od samego poczatku chciał mnie tylko zerżnąć, pozniej sie zauroczył, ale mu juz przeszło i wcale nie czuje sie winny i twierdzi ze wcale sie ze mna nie bawił. W tym wszystkim, juz po rzuceniu mnie zacząć przez telefon mówić ze mna na mnie ochote i same seksualne podteksty. Mam podejrzenia, że może miec jakies zaburzenia osobowości. I nawet po tym wszystkim co mi powiedział, ze podoba mu sie inna, ze jestem za młoda itd. nadal go kocham i probuje usprawiedliwiac jego działania tym ze nie potrafi sobie poradzić sam ze sobą. Do głowy nie mogę przyjąć informacji, ze sie mną tylko bawił, tłumaczę to sobie tym, ze kłamał, bo chciał mnie do siebie zrazic, a tak naprawde mnie kochał tylko teraz nie wie co robi. I na koniec muszę też wyznać, że oprócz bardzo namiętnych pocałunków uwielbiał mi poprostu dawać cmoka w usta. Prosze, bo nie daje rady, to była w koncu miłość czy tylko zabawa?