Mijają już 4 miesiące odkąd odszedł mój mąż....byliśmy parą od ponad 10 lat i to był mój pierwszy poważny związek (jego też)
Po ślubie jesteśmy 3 lata. Długoletni związek rządzi się własnymi prawami....były kryzysy....czasem jakieś kłótnie ale zawsze miałam pewność że jesteśmy razem i że się kochamy.
Od ponad roku staraliśmy się o malucha...nie wychodziło...nie zawsze była ?możliwość starania? bo mój mąż często wyjeżdżał - taką ma pracę...
W końcu zaskoczyło...i tu zaczął się problem....mąż ku mojemu zdziwieniu nie ucieszył się a wręcz miałam wrażenie że ta sytuacja oddaliła nas od siebie.. zaczął być agresywny...niemiły....nie odzywał się jak wracał z pracy po paru dniach nieobecności...
Kompletnie zaskoczyło mnie jego zachowanie...pomyślałam sobie że może przerosła go wizja ojcostwa (ma 31 lat), intuicja podpowiedziała mi też że może za tym stać inna kobieta....
Znalazłam prezerwatywy w jego spodniach ( my od dawna się nie zabezpieczaliśmy), w komórce znalazłam smsy które pisał do koleżanki z pracy (już parę miesięcy wcześniej!!! ). Smsy typu: dobranoc, tęsknię....jak już Cię chcę...
Zaczęliśmy rozmawiać (nie przyznał się że kogoś ma) powiedział za to że...od ponad roku zastanawia się nad rozstaniem ze mną (tydzień wcześniej zapewniał mnie jak bardzo mnie kocha) że nie ma już ognia w łóżku pomiędzy nami....i że kocha mnie jak kogoś z rodziny a nie jak kobietę.
Byłam wtedy w 2 miesiącu ciąży...wyprowadził się do innego miasta....i zerwał kontakt całkowicie....
Po miesiącu zadzwoniłam do niego...żeby już spokojnie, bez emocji porozmawiać...nie chciał...powiedział że już mi wszystko wyjaśnił i że chce rozwodu...
Jestem teraz w 6 miesiącu...i samotnie przechodzę przez ten czas i szykuje się na samotne macierzyństwo....mój mąż nie odzywa się...nie pyta jak się czuję....czy mi pomóc...nie interesuje go co z maluchem...ja też do niego nie dzwonię...
Przelewa mi pieniądze na konto....i to wszystko....
Mam do niego ogromny żal....zaufałam mu...nie czułam że coś się dzieje złego....kochaliśmy się w dni płodne i on o tym wiedział bo o tym rozmawialiśmy......
Zostałam porzucona tak poprostu, bez uprzedzenia, przygotowania...
Jest mi ciężko....czasem zastanawiam się czy faktycznie się wystraszył...czasem myślę czy jest z tą dziewczyną...(pracuje z nią)
Nie wiem co robić....jego rodzina próbowała z nim rozmawiać więc ograniczył z nią kontakt...nie odzywa się też do przyjaciół...słyszałam tylko że się zmienił...imprezuje...pije (a nigdy nie lubił pić alkoholu i go unikał)...
Czasem myślę że się pogubił...czasem myślę że się odnajdzie jak zobaczy swoje dziecko....innym razem nie chce żeby wracał bo zranił mnie tak mocno....
Co mam robić? Jak znaleźć siłę? Czy jeżeli kiedyś będzie chciał wrócić to warto mu przebaczyć....